Menu
Patronat honorowy Patronage

Kompania Węglowa – ratunek czy powolna śmierć?

Mirosław Taras prezesem spółki. Premier obiecuje mu poparcie, ale  chwali górnicze związki. 

Mirosław Taras prezesem spółki. Premier obiecuje mu poparcie, ale  chwali górnicze związki. 

Nowym prezesem Kompanii będzie człowiek, który przychodzi tam z konkretnym zadaniem – ostrej poprawy wyników. Bez niej KW upadnie, a z nią oberwie się rządowi i to w okresie wyborczym. Odważna decyzja to dowód, że jest już bardzo źle, ale też ogromna szansa na reanimację firmy utrzymującej pół miliona osób.

Potwierdziły się nasze informacje sprzed dwóch tygodni. Mirosław Taras zdecydował się zostać szefem Kompanii Węglowej w bardzo trudnym dla spółki momencie.

– Pójść i zarządzać Kompanią Węglową tylko po to, żeby tam być, nie ma sensu. Ale realne i skuteczne rozwiązywanie nabrzmiałych problemów na pewno byłoby poważnym wyzwaniem – mówił niedawno w wywiadzie dla portalu wnp.pl Mirosław Taras. Wyraźnie sugerował w nim, że stery KW obejmie tylko wtedy, gdy rząd da mu zielone światło na zdecydowane działania, czyli ryzyko wielkiej medialnej zawieruchy w środku sezony wyborczego.

Oby tak się stało. Na razie  Donald Tusk zapowiedział twarde decyzje restrukturyzacyjne, które zostaną wypracowane wspólnie z zarządem KW i związkami. Ale jednocześnie premier próbuje nie drażnić związków zawodowych. –  W przypadku Kompanii Węglowej to związkowcy mają dużo więcej racji niż zazwyczaj i mają naprawdę obiektywne powody troski, czy wkurzenia na to, co się działo w Kompanii Węglowej. Musimy wspólnie z nimi tę sprawę wyczyścić, związaną także ze złym zarządzaniem – chwalił górnicze centrale. 

Ale „złe zarządzanie” nie wzięło się z niczego. Niemal wszyscy poprzedni prezesi próbowali ciąć koszty, m.in ograniczając przywileje płacowe górników, ale związki nie dopuszczały do tego. W efekcie koszty płac to dziś 63 proc. wszystkich kosztów KW.

Upadłość Kompanii to już nie kosmos

Dekadę temu wiele osób myślało, że stocznie są zbyt duże, by upaść. Dzisiaj ten sam błąd popełniamy w stosunku spółek węglowych – zwłaszcza największej w Unii Europejskiej i dziesiątej największej na świecie – Kompanii Węglowej.

Na długi weekend majowy zarząd Kompanii ogłosił dla 9 z 14 kopalń przymusową przerwę w pracy, żeby ograniczyć wydobycie niepotrzebnego węgla. Na zwałach leży bowiem ok. 5 mln ton węgla. Załoga dostanie za przestój część wynagrodzenia i już zapowiada protesty. Na początek w Katowicach, a gdy to nie pomoże – w Warszawie. Jest już wstępna data – 19 maja, akurat w tym samym tygodniu, w którym odbędą się wybory do europarlamentu.

Miliard straty?

Sprawozdania finansowego za zeszły rok jeszcze nie ma, ale mówi się, że spółka będzie miała miliard zł straty. Kompania płaci kontrahentom po czterech miesiącach, łamiąc ustawę o terminach zapłaty. Ciekawe byłoby prześledzenie jak Kompania odprowadza VAT – aż trudno uwierzyć, że nie ma z tym problemów.

Próbując wyprzedać zwały węgla Kompania sprzedaje go po 7–8 zł za GJ, choć jeszcze niedawno mówiło się, że granicą opłacalności wydobycia jest 10 zł/GJ. W zeszłym roku wzrósł eksport węgla energetycznego, m.in do Niemiec, ale nie mamy się z czego cieszyć – Kompania sprzedawała go ze stratą. W ten sposób polskie górnictwo dopłacało do niemieckich elektrowni.

Przyczyny tej sytuacji znane są od lat – Kompanię utworzono z kopalni rentownych i perspektywicznych oraz takich, w których do każdej tony węgla trzeba dopłacać grubo ponad 100 zł. Do tego spółką trzęsą związki zawodowe, które torpedują plany restrukturyzacyjne zarządu, a zwłaszcza zamykanie nieopłacalnych kopalń. Nie można nie wspomnieć także o ewidentnych z dzisiejszej perspektywy błędach w zarządzaniu, m.in. niepotrzebnym zwiększeniu wydobycia w momencie, gdy rozpoczynała się dekoniunktura w sektorze węglowym.

Sytuacja KW jest tak zła, że nie wiadomo było nawet, czy górnicy dostaną pensje za kwiecień. W końcu dostali, ale dzięki pośpiesznie zakończonej sprzedaży kopalni Knurów- Szczygłowice, którą kupiła inna państwowa spółka – Jastrzębska Spółka Węglowa.

Zdziwieni górnicy

– Nie rozumiem jak to możliwe, że mogę nie dostać pensji, skoro ja swój plan wydobycia wykonałem – dziwił się w radiowej „Trójce“ jeden z górników.

Ta wypowiedź pokazuje niestety, że górnicy wciąż nie pojmują realiów gospodarki rynkowej, w której o wynikach decyduje rynek i zdolność przystosowywania się do niego firm, a nie wykonywanie planów wieloletnich.

Szef górniczej „Solidarności” Jarosław Grzesik tymczasem winę zą za kłopoty Kompanii zwalają na import węgla, zwłaszcza z Rosji i domagają się od rządu propozycji zmierzających do jego ograniczenia. Za politykę celną odpowiada jednak Komisja Europejska i takie propozycje napotkają jedynie wzruszenie ramionami. Dlaczego UE ma chronić cłami nierentowne polskie kopalnie?

Grzesik domaga się też wprowadzenia certyfikatów jakościowych, dzięki którym jakoby polski lepszy węgiel wyparłby gorszy rosyjski.

To już zupełnie dowód, że pan przewodniczący oderwał się od rzeczywistości. – Wartość opałowa polskiego węgla energetycznego jest niższa (w połowie połowa 2013 r. wynosiła 22 127 kJ/kg) od wartości opałowej węgla importowanego (23 671 kJ/kg). Natomiast zasiarczenie polskiego węgla energetycznego, przeznaczonego do sprzedaży krajowej jest niestety wyższe – mówił Henryk Paszcza, prezes katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, która monitoruje sytuację górnictwa, w wywiadzie dla branżowego pisma Górniczej Izby Przemysłowo – Handlowej.

Wypowiedź Grzesika świadczy o tym, że związkowcy wciąż nie chcą się pogodzić z rzeczywistością.

Rząd się ocknął

Chociaż od lat stawiamy na węgiel, jako podstawę naszego bezpieczeństwa energetycznego, to do tej pory kolejne rządy nie przykładały większej wagi do restrukturyzacji spółek węglowych. W czasach dobrej koniunktury ich rentowność była żenująco niska, ale nie potrzebowały zbyt wysokich dopłat, co pozwalało im trwać i utrzymać spokój wyborców ze Śląska.

Pogarszająca się sytuacja co najwyżej zmusiła polityków do coraz głośniejszego nawoływania ich do poprawy efektywności. – Nie możemy dopłacać do każdej wydobytej tony węgla więcej niż 100 zł – powiedział niedawno na spotkaniu z dziennikarzami wicepremier Janusz Piechociński i chociaż było to raczej niefortunne sformułowanie, to można odnieść wrażenie, że część polityków myśli takimi właśnie kategoriami ekonomiczno-politycznymi.

Czasu jest już niewiele, bo oprócz tragicznej sytuacji Kompanii, Polska może jeszcze tylko do 2015 roku wykorzystać unijne pieniądze na zamykanie nierentownych kopalń.

W końcu jednak premier Donald Tusk zwołał na środę spotkanie ekspertów i zaoferował wicepremierowi Piechocińskiemu wsparcie, wywodzącej się ze Śląska, drugiej wicepremier i minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej.

Politycy lubią powtarzać jak ważny jest węgiel dla Polski. Niestety, do tej pory poza słowami nie było żadnego pomysłu na uzdrowienie Kompanii. O jej trudnej sytuacji wiadomo od roku. Dlaczego premier nie znalazł czasu, żeby spotkać się z ekspertami wcześniej? Dlaczego głaskał górników na kolejnych Barbórkach, nie mówiąc o potrzebie zmian?

Nowa strategia potrzebna na wczoraj

– Po spotkaniu z ekspertami usłyszymy zapewne, że w Kompanii trzeba ograniczać koszty, etc. Ale tę diagnozę wszyscy już dobrze znamy. Rząd powinien w końcu przedstawić realną strategię dla górnictwa węglowego – uważa jeden z czołowych ekspertów w tej dziedzinie.

– Bez strategii rozwoju tej branży i otwierania nowych złóż czeka nas to, co nieuchronne: wzrost importu węgla z Rosji. Obserwując trudną sytuację w KW możemy poczuć przedsmak przyszłych zagrożeń. Ta spółka jest bankrutem i wyczerpują się sposoby jej wspierania – ocenia.

Zdaniem eksperta punktem wyjścia do budowy nowej strategii dla górnictwa powinno być oparcie się na scenariuszach, które wcześniej przedstawiło Ministerstwo Gospodarki. Jeden z tych scenariuszy, określany jako „status quo”, zakłada, że bez rozwijania nowych złóż do 2050 r. w Polsce praktycznie nie będzie węgla brunatnego z własnych złóż. Wydobycie kamiennego ma wynosić 20 mln ton rocznie, dwukrotnie mniej, niż import.

Scenariusz alternatywny, zakładający inwestowanie w udostępnienie nowych złóż węgla kamiennego i brunatnego oraz budowę nowych kopalń, przewiduje, że w 2050 r. polskie elektrownie mogłyby zużywać rocznie 50 mln t tego pierwszego. Ale na inwestycje potrzeba pieniędzy. Kompania Węglowa będąca na granicy utraty płynności finansowej

– Oprócz błogosławieństwa idącego z góry, na dole faktycznie nie dzieje się nic, co uzdrowiłoby sytuację. I nikt nie ma pomysłu, co z tym zrobić. A restrukturyzacja, której tak boją się związkowcy, to przecież nie tylko zamykanie kopalń. To narysowanie co, kiedy i jak chcemy eksploatować i co jest potrzebne krajowi. Przykładem może być Silesia – to normalnie prowadzona kopalnia, która się rozwija. A przecież zdaniem niektórych powinna była zostać zalana – dodaje ekspert.

Ale Silesię kupił prywatny właściciel – czeski koncern EPH.

Trudna walka

– Niezależnie tego kim jest nowy prezes Kompanii, przed nim trudna walka o obniżenie kosztów. Jednym z kluczowych problemów będzie cięcie kosztów pracowniczych. Można to zrobić tylko redukując zatrudnienie, lub obniżając płace. Coś, co udało się w stosunkowo młodej spółce, bazującej na nowych złożach, jaką jest Bogdanka, może nie powieść się w KW. To stara, mocno uzwiązkowiona struktura, której działalność opiera się o trudne i w większości od dawna eksploatowane stare złoża węgla – mówi nam Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK.

Mirosław Taras, współautor sukcesu lubelskiej Bogdanki, zawsze bez ogródek mówił o problemach śląskiego górnictwa. Zapewne zechce teraz przedstawić radykalny program uzdrowienia Kompanii. W rządzie na razie słychać tylko, że na upadłość nikt się nie zgodzi, bo jej skutki byłoby znacznie gorsze, niż w przypadku stoczni. Pozostaje więc tylko jedna droga – bolesna restrukturyzacja pod okiem sprawnego zarządu. Oby rządowi tym razem nie zabrakło determinacji do jej przeprowadzenia.

Więcej na temat sytuacji w Kompanii Węglowej i polskim górnictwie węgla:

Na Barbórce premierowi zabrakło odwagi

Co sprawdzi prokurator w Kompanii Węglowej

Górnicy pogrzebią górnictwo

Kompania bez szefowej, górnictwo bez koncepcji

Wielka zagadka polskiego węgla

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Siemens i General Electric walczą o Alstom – światowego potentata w budowie elektrowni. Francuzi budują m.in. siłownię w Opolu

Partnerzy portalu

Polskie złoża gazu łupkowego pozostają jednymi z najbardziej interesujących na świecie – wynika z analiz firmy Accenture. Chodzi szczególnie o lokalizacje położone nad Bałtykiem.Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość.

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu