Blackout w Szwecji, bo „wyłączyli atom”?

Blackout w Szwecji, bo „wyłączyli atom”?

Pogłoski o energetycznej zapaści w Szwecji są przesadzone – przekonuje w swojej polemice do ostatnich doniesień medialnych Przemysław Stępień. Tłumaczy z czego wynika problem w pokryciu zapotrzebowania na moc w części Szwecji i przekonuje, że reakcja przemysłu na chwilowy wzrost cen prądu czy sięgnięcie po import energii z Polski to nic nadzwyczajnego.

W sieci pojawiły się katastroficzne informacje o sytuacji energetycznej w Szwecji, które zdominowały portale energetyczne. Przykładowo w Energetyka24 pojawił się tekst pt. „Wyłączyli atom, nie mają energii. Blackouty w Szwecji”. W związku z tym, że jest w tym więcej medialnego spinu niż faktów, przedstawiamy krótki fact check.

Czy w Szwecji miał miejsce blackout?

Kwalifikuje się to do kategorii ‘miejska legenda’. Informacje dotyczące blackoutu są kreacją polskich mediów. Choć częstotliwość w szwedzkiej sieci energetycznej spadła prawie do krytycznego poziomu 49,8 Hz, nigdy do blackoutu nie doszło, a działania operatora sieci okazały się wystarczające.

Czy Szwecja miała niedobory energii elektrycznej?

Przez cały okres 'niedoborów' energii Szwecja pozostała eksporterem netto energii (czyli produkowała więcej prądu niż zużywała). Jak to możliwe? Proste. Główne niedobory prądu nie miały bowiem miejsca w Szwecji, lecz w Finlandii, która importowała ze Szwecji nawet blisko 2 GW mocy.

Dlaczego Finlandia ma niedobory mocy?

W dużej mierze dlatego że planowany blok jądrowy Olkiluoto 3 jest opóźniony już 13 lat, więc od dłuższego czasu Finlandia ratuje się importem energii ze Szwecji. W okresie zimowym Finowie zwyczajowo ‘ciągną’ 2-3 GW mocy, żeby zbilansować swoją sieć elektroenergetyczną. Obecnie ok. 20% zużycia prądu w Finlandii pokrywana jest z importu, głównie ze Szwecji. Można wyobrazić sobie podobną sytuację w Polsce, gdzie ‘w oczekiwaniu’ na energię z reaktorów jądrowych nie rozbudujemy wystarczająco szybko alternatywnych źródeł energii, a wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 spowodują zamykanie ekstremalnie drogich w działaniu elektrowni węglowych. Poniekąd już się tak dzieje, co widać w zastoju energetyki wiatrowej lądowej w latach 2017-2020. Będziemy wtedy w coraz większym stopniu polegać na imporcie prądu zza granicy.

Czy to znaczy, że w Szwecji nie było problemów z energią elektryczna?

W mediach rzeczywiście wezwano do ograniczenia np. odkurzania i do oszczędzania prądu, a jego ceny w reakcji na wzrost popytu wzrosły. Tu z kolei zadziałały mechanizmy rynkowe, o których zresztą wspomina artykuł w Energetyka 24. W reakcji na wysokie ceny energii niektórzy producenci z branż energochłonnych wstrzymali lub ograniczyli produkcję (ang. demand response). Nie jest to jednak zjawisko samo w sobie złe, bo daje wyraźny sygnał rynkowy biznesowi i społeczeństwu, zachęcający do racjonalnej i efektywnej konsumpcji energii. W podobny sposób działają także od czasu do czasu inni operatorzy systemów przesyłowych – choćby francuski RTE w trakcie fali mrozów, jakie nawiedziła ten kraj cztery lata temu (wówczas tamtejsze ceny hurtowe energii były nawet dwukrotnie wyższe od polskich i także pozwolił polskim elektrowniom na chwilowe zwiększenie eksportu na Zachód).

Ile energii pobrano z Polski?

Maksymalna moc pobrana przez Szwecję z Polski z niedzieli na poniedziałek wynosiła 340 MW (0,34 GW), czyli znacznie mniej niż w tym czasie ze Szwecji importowali Finowie. Łącznie w niedzielę i poniedziałek Szwedzi pobrali w sumie nie więcej niż 1 GWh z Polski.  To mniej więcej tyle energii, ile jedna turbina wiatrowa 4 MW generuje w miesiąc. Albo 0,27% średniego dziennego zużycia energii w Szwecji.

Tu warto pamiętać, że Polska na co dzień jest dużym importerem energii elektrycznej ze Szwecji – regularnie czerpiemy aż 600 MW mocy, a biorąc pod uwagę koszty energii chętnie pobieralibyśmy jeszcze więcej. Ograniczeniem jest tu przede wszystkim przepustowość podmorskiego kabla HVDC SwePol o mocy właśnie 600 MW.

Czy import energii z Polski to coś niezwykłego?

Bynajmniej. Szwecja często importuje energię z Polski, choć są to wielkości raczej niewielkie. Tym niemniej, przykładowo, w grudniu 2019 roku, czyli przed zamknięciem dwóch bloków elektrowni jądrowych, Szwecja pobrała z Polski ok. 17 GWh energii elektrycznej. Jednak równocześnie w tym czasie eksport energii elektrycznej do Polski był kilkunastokrotnie większy i wyniósł blisko 280 GWh. Per saldo Polska importuje prąd ze Szwecji. W styczniu 2021 r. Szwedzi mieli dodatni bilans energetyczny wobec Polski wynoszący 250 GWh (wszystkie dane za operatorem sieci Svenska kraftnät).

Czy Szwecję ratowała elektrownia opalana ropą?

W Szwecji nie uruchomiono rezerwowej, opalanej olejem elektrociepłowni Karlshamn, żeby „ratować przeciążony system”. Z zimnej rezerwy włączono ją na minimalną moc (64 MW z 600 MW), żeby postawić ją w tzw. gorącej rezerwie (czyli żeby była w gotowości). Operator sieci po prostu zabezpieczył na wszelki wypadek nadwyżkę dostępnej mocy, gdyby rzeczywiście doszło do pojawienia się takiej potrzeby. W zeszły piątek odstawiono do rezerwy zimnej, bo jej działanie ostatecznie okazało się niepotrzebne.

Czy bloki jądrowe w Szwecji zamknięto z przyczyn politycznych?

Zamknięcie bloków w Szwecji miało przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Jak podaje Vattenfall, właściciel elektrowni: "Decyzja o zamknięciu została podjęta ze względów komercyjnych i chociaż cena energii elektrycznej wzrosła od 2015 r., ocenia się, że dalsza eksploatacja żadnego z dwóch reaktorów nie byłaby możliwa zarówno ze względów ekonomicznych, jak i praktycznych."

Informacja o tym, że za zamknięciem reaktorów stoi czynniki ekonomiczne były zresztą szeroko komentowane jeszcze w 2019 r., a także m.in. podczas zamykania bloku Ringhals-1.

Czy likwidacja atomu to efekt wysokich podatków?

Decyzja Vattenfallu o zamknięciu dwóch bloków nie wynika też ze specjalnych podatków nałożonych na energetykę jądrową w Szwecji. Wspomniane podatki (w różnych formach) obowiązywały od 1984 r., jednak w 2016 r. parlament szwedzkiej uchwalił ustawę, która w ciągu dwóch lat stopniowo je wycofała. Zatem od 2019 r. szwedzka energetyka jądrowa nie jest obciążona tym podatkiem i nie sposób uzasadnić tym decyzję Vattenfallu.

Tym samym decyzja o zamykaniu elektrowni jądrowych wynika przede wszystkim z innych przesłanek. Tu eksperci wskazują głównie na coraz częściej występujące na rynku niskie ceny energii, spowodowane m. in. rosnącym udziałem wiatru w NordPool (np. w Danii) i spadającym ogólnym zapotrzebowaniem. Szczególnie ciężki okres dla energetyki jądrowej był w 2020 roku, w którym zanotowano skrajnie niski współczynnik wykorzystania mocy (CF, capacity factor): w pierwszej połowie 2020 r. spadł on do 60% (wobec 86% rok wcześniej). Częste niskie ceny rynkowe wraz ze słabym zapotrzebowaniem zwiększają nieopłacalność systemową energetyki jądrowej.

Szwecja generalnie stanowi doskonały przykład znanego energetykom problemu, że wiatr / słońce konkurują z energią jądrową o dostęp do rynku. W konsekwencji operatorzy elektrowni jądrowych w Szwecji coraz częściej sprzedają energię poniżej progu opłacalności, obniżają produkcję lub ratują się eksportem energii np. do Polski. Warto dodać, że planowane w 2022 r. otwarcie fińskiego reaktora jądrowego Olkiluoto 3 tylko pogłębi problem, gdyż znacząco zmniejszy się fiński import energii ze Szwecji.

Jak Szwecja chce zastąpić elektrownie jądrowe?

Szwecja zamierza w najbliższych latach budować farmy wiatrowe generujące po ok. 5-7 TWh energii wiatrowej rocznie. Do tego wciąż dąży do zwiększenia mocy linii przesyłowych północ-południe. Zwyczajowo północ ma nadpodaż energii, często w stopniu większym niż jest w stanie przesyłać na południe (gdzie znajduje się Sztokholm i skąd wychodzą kable eksportujące energię do Niemiec, Polski, Litwy i Finlandii). W przyszłości zapewne dojdą magazyny energii oraz niewielkie rezerwy zimne w wodorze lub metanie syntetycznym, co dodatkowo zabezpieczy sieć przed wahaniami.

Jednak już teraz Szwecja wraz z Norwegią (z którą łączą ją liczne połączenia transgraniczne oraz wspólny obszar rynkowy NordPool) ma olbrzymie magazyny w elektrowniach szczytowo-pompowych, co zapewnia już i tak pokaźne moce rezerwowe dla sieci energetycznej.

Czy prąd w Szwecji drożeje?

Rynek prądu w Szwecji jest zliberalizowany i działa w ramach rynku nordycko-bałtyckiego. Między innymi dlatego Szwecja nie mogła powstrzymać eksportu energii do Finlandii, która zwyczajowo miała niedobór energii (zresztą nie było takiej potrzeby). Ceny energii elektrycznej są na bieżąco ustalane w ramach Nord Pool, a ceny konsumenta i dla biznesu na bieżąco reagują na zużycie energii elektryczne. Tak czy inaczej chodzi o to, że chwilowe zwyżki energii nie znaczą, że prąd podrożał w skali roku. Przykładowo w czerwcu 2020 r. ceny prądu przez jakiś czas były 55 razy wyższe w Szwecji niż w Norwegii z powodu niskiej produkcji prądu z elektrowni jądrowych. A średnio rzecz biorąc? W ogólnym rozrachunku prąd w Szwecji w ostatniej dekadzie potaniał.

Czy chwilowe wahania cen są czymś złym?

Niekoniecznie. Jak już wspomnieliśmy wcześniej, wyższe ceny, wynikające z gry popytu i podaży, dają wyraźny sygnał rynkowy konsumentom, żeby właśnie teraz ograniczyć zużycie energii i w ten sposób spłaszczyć szczyty zapotrzebowania na energię. W każdym systemie dąży się do tego, aby sterować zużyciem prądu, także w Polsce (patrz taryfy dzienne i nocne czy weekendowe). Skandynawski rynek mocy zorganizowany w ramach Nord Pool to tylko jeden z możliwych systemów, który warto rozważyć, niekoniecznie musi być optymalnym modelem. Tym niemniej w nowym docelowym miksie energetycznym zdominowanym przez OZE (patrz raporty IPCC czy unijny Nowy Zielony Ład) takie aktywne sterowanie popytem staje się szczególnie istotne, a świadomość zmian cen w danych godzinach prowadzi do bardziej rozważnego korzystania z energii zarówno przez firmy i gospodarstwa domowe, a w rezultacie do lepszego dopasowania zużycia prądu do jego produkcji (tzw. human smart grids).


Konsultacja: Kacper Szulecki

Rynek energii wspiera

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE