Atomowa pięciolatka Donalda Tuska

Atomowa pięciolatka Donalda Tuska

Dokładnie 13 stycznia minie pięć lat, odkąd rząd podjął uchwałę o rozwoju energetyki jądrowej. Co osiągnęliśmy w tym czasie?

W 2009 r. rząd ruszył. do budowy elektrowni atomowej z ogromnym entuzjazmem. Była mowa o wielkim, wręcz cywilizacyjnym wyzwaniu, mimo, że elektrownia ma kosztować ok. 50 mld zł.  Ale entuzjazm w rządzie zaczął powoli opadać gdy przekonywano się o skali trudności.

Po pięciu latach….

po stronie „ma” …

…możemy zapisać:

- W ramach tzw. pakietu atomowego przygotowano szereg przepisów, ustanawiających m.in. wyśrubowane normy bezpieczeństwa.

- Zaczęto dyskusję społeczną na temat energetyki atomowej. Okazało się, że większość Polaków jest za, choć poparcie stopniało po awarii w elektrowni w japońskiej Fukushimie. Ale ostatnie badania opinii publicznej (patrz graf) pokazują, że efekt Fukushimy minął, zwolennicy energetyki atomowej przeważają nad przeciwnikami. Co ciekawe, w sondażach ponad 70 proc. Polaków uznaje ten temat za ważny

Przydałaby się profesjonalna kampania informacyjna. Resort gospodarki rozpoczął ją, pierwsze spoty trochę rozczarowały, ale urzędnicy mówili, że to dopiero początek. Po kilku miesiącach zakończono kampanię - minister finansów zabrał pieniądze.

- Przeszliśmy kontrolę Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

- Udało się wyłonić trzy potencjalne lokalizacje (Żarnowiec, Choczewo i Gąski, choć w tej ostatniej miejscowości jest silny opór społeczny). W 2013 r.  PGE zleciła Australijczykom z Worley Parsons techniczne badania w tych trzech wskazanych miejscach.

- Ruszyły też wstępne rozmowy z potencjalnymi partnerami, którzy później przystąpią do zintegrowanego postępowania, w którym wybrane zostaną firmy dostarczające technologię, budujące i finansujące budowę.

- podpisano umowę o współpracy przy budowie jądrówki między PGE, a trzema innymi spółkami skarbu państwa – KGHM, Tauronem i Eneą. Zawarto  ją dopiero w zeszłym roku. Opóźnienie obciąża prezesa PGE (2008-2011) Tomasza Zadrogę, który twierdził, że PGE zbuduje elektrownię sama, choć eksperci już wówczas ostrzegali, że to nierealne.

Po stronie „winien”…

… jest niestety długa lista zaniechań i opóźnień. 

- Największa porażka całych rządowych działań to  długotrwale prace nad przyjęciem Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Według przyjętego w 2009 r. harmonogramu dokument ten miał zostać zatwierdzony do 31 grudnia 2010 r. – przeszło trzy lata temu. Obecnie wiadomo, że wczoraj, 9 stycznia został wreszcie zatwierdzony przez Komitet Stały Rady Ministrów. To otwiera drogę do przyjęcia go przez rząd,  być może już w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Trudno wskazać jednoznacznie osobę odpowiedzialną za te opóźnienia. Złożyły się na to i słaba pozycja odpowiedzialnej za energetykę atomową wiceminister gospodarki Hanny Trojanowskiej (jest zawodowym energetykiem i nie ma wpływów w PO), i nieustanne roszady kadrowe w Ministerstwie Gospodarki oraz PGE. Kolejną przyczyną jest fakt, że w  atomowy projekt nie wierzył poprzedni prezes PGE Krzysztof Kilian, a pod jego wpływem wątpliwości miał także szef doradców premiera Jan Krzysztof Bielecki.

PGE miała uruchomić selekcję partnerów do atomowego projektu już w pierwszej  połowie 2013 r. Jednak start przetargu praktycznie nie jest możliwy bez jednoznacznego sygnału rządu, w jaki sposób projekt ma zostać zrealizowany.

- Wciąż niewiele wiemy o finansowania projektu. W zasadzie pewne jest tylko jedno: bez jakiegoś wsparcia ze strony państwa elektrownia nie powstanie ii nie jest to bynajmniej polska specyfika.

Obecna treść Programu Polskiej Energetyki Jądrowej nie jest znana, Ministerstwo Gospodarki go nie udostępnia. Tłumaczy, że  ze względu na trwające konsultacje i nanoszone poprawki nie sposób ujawnić mediom treści dokumentu. Wyjaśnienie jest kuriozalne, bo przy projektach ustaw publikuje się  po prostu  kolejne wersje z poprawkami i nie ma z tym problemu.

Chowanie Programu pod korcem należy raczej położyć na karb nadmiernej bojaźliwości minister Hanny Trojanowskiej. Program i tak jest z grubsza znany, WysokieNapiecie.pl opisało go jako pierwsze.

Patrz: Jest program energetyki atomowej. Brakuje determinacji

Aleksander Grad, szef jądrowej spółki PGE obiecał w połowie roku, że we wrześniu 2013 r. zaproponuje rządowi model wsparcia.

KPMG przygotowało na zlecenie PGE propozycję proponowanego modelu, wiadomo, że z grubsza jest to synteza kilku istniejących na świecie systemów ( patrz niżej). Analiza  nie została dołączona do projektu PPEJ i ujawniona.  A szkoda, bo powinna być zaczynem do dyskusji.

Jest oczywiste, że odpowiedzi na kluczowe pytania: - ile dokładnie będzie kosztowała elektrownia atomowa i  jakie wsparcie ze strony państwa będzie potrzebne,  poznamy dopiero po szczegółowych negocjacjach z zagranicznymi partnerami. Ale o zaletach i wadach poszczególnych rozwiązań i możliwości ich zastosowania w Polsce powinniśmy dyskutować już dziś.

Kto pociągnie ten projekt

9 stycznia „Puls biznesu” napisał, że Aleksander Grad kierujący dzisiaj jądrową odnogą PGE, przetransferuje się do Taurona. To plotka, z którą można było się w branży faktycznie spotkać w ostatnich tygodniach. Wiarygodności dodała jej informacja, że Grad zasiądzie od lutego w radzie nadzorczej Taurona.

Gdyby Aleksander Grad faktycznie odszedł z atomowej spółki, zaczną się poszukiwania jego następcy. Potem będzie musiał się zapoznać z ludźmi i projektem. Znowu PGE będzie tracić czas.

Być może odpowiedzialność weźmie na siebie wiceprezes PGE ds. rozwoju Dariusz Marzec. Świetnie zna projekt, był  szefem zespołu ds. energetyki w KPMG i opracowywał dla PGE wspomnianą analizę systemów wsparcia .

Szklanka do połowy pełna?

Polska zrobiła więc dużo czy mało aby wybudować elektrownię atomową?

To trochę jak w anegdocie o szklance do połowy pełnej. Warto porównać Polskę z innymi krajami, które stawiają na atom.

Wielka Brytania przez kilka lat negocjowała z francuskim EDF cenę  system wsparcia dla nowego bloku w Hinkley Point. Brytyjczycy zapłacą 15 mld funtów, a Francuzi i współpracujący z nimi Chińczycy zagwarantowali sobie tzw. kontrakt różnicowy -  dostaną wyrównanie z budżetu jeśli w ciągu 35 lat cena prądu spadnie poniżej 92,5 funta za megawatogodzinę. Oczywiście jeśli cena będzie wyższa, to konsorcjum odda nadwyżkę.

Projekt czeka na zatwierdzenie przez Komisję Europejską, która musi orzec czy jest to dozwolona pomoc publiczna. 

W Rumunii i Bułgarii plany budowy nowych bloków atomowych załamały się z braku pieniędzy. W martwym punkcie stoi projekt litewski, ślimaczą się rozmowy o rozbudowie czeskiej elektrowni w Temelinie i słowackiej w Jaslovskich Bohunicach. Wszędzie sprawa rozbija się o kwestię pomocy państwa i ceny prądu.

Jedynym projektem, który nie ma z tym problemu jest fińskie Hanhikivi. Inwestor, fińska spółka Fennovoima podpisał 21 grudnia umowę z rosyjskim Rosatomem, który dostarczy reaktor i wybuduje blok o mocy 1200 MW. Koszt ma wynieść 4-6 mld euro.

Ale elektrownia powstaje w specyficznym systemie zwanym w Finlandii „Mankala”.  Kilkadziesiąt firm, głównie fabryk, łączy się i zakłada spółkę, żeby wybudować elektrownię atomową, która potem będzie dostarczać im prąd. Dlatego w ich interesie leży, żeby cena prądu była jak najniższa – w Finlandii ma to być 50 euro za MWh.

Ale nie wiadomo czy fińska elektrownia obejdzie się całkowicie bez pomocy publicznej. Na pewno nie będzie to pomoc państwa fińskiego, ale ze wsparciem może pospieszyć Rosja, która nie skąpi pieniędzy na projekty zagraniczne Rosatomu. W grudniu rosyjski atomowy gigant dostał  z budżetu 80 mld rubli czyli 2,5 mld dol. na dofinansowanie elektrowni atomowej w Akkuyu w Turcji i nie można wykluczyć, że podobną kwotę państwo rosyjskie Moskwa wyłoży na projekt  Finlandii. Sprawa jest w końcu prestiżowa -  to pierwsza elektrownia budowana przez Rosjan w UE.

Donald Tusk wyjaśnił, że łupki to priorytet, węgiel jest konieczny, a atom trzeba rozwijać powoli, adekwatnie do możliwości finansowych

Na razie Finowie i Rosjanie mają czas do lutego na zatwierdzenie projektu. Tak czy owak, fiński model jest nie do powtórzenia w Polsce, zresztą nie tylko u nas. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę liczbę „leżących” w Europie planów budowy elektrowni atomowych, to  Polska specjalnie się nie wyróżnia.

Donald Tusk na Twitterze wyjaśnił, że łupki to priorytet, węgiel jest konieczny, a atom trzeba rozwijać powoli, adekwatnie do możliwości finansowych. Nie świadczy to o wielkiej determinacji aby projekt ukończyć. A bez determinacji ukończyć się go nie da.

Ale w marcu na szczycie klimatycznym UE mogą zapaść decyzje, które wymuszą na rządzie atomowe przyspieszenie. Jeśli UE zdecyduje o 40 proc. redukcji emisji CO2 do 2030 r. to priorytety Donalda Tuska trzeba będzie bardzo głęboko przemyśleć.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE