Menu
Patronat honorowy Patronage

Jest program energetyki atomowej. Brakuje determinacji

Polski program atomowy buksuje. Coraz więcej zaangażowanych weń ludzi i firm traci wiarę, że coś dobrego z niego wyniknie

Polski program atomowy buksuje. Coraz więcej zaangażowanych weń ludzi i firm traci wiarę, że coś dobrego z niego wyniknie

Na początku sierpnia do PGE wpłynął list podpisany przez wójtów gmin najbardziej zainteresowanych budową elektrowni atomowej na swoim terenie. Chodzi o Krokową (w jej granicach leży Żarnowiec, uznawany za jedną z najbardziej prawdopodobnych lokalizacji) oraz leżące nieopodal Choczewo. W liście wójtowie dają do zrozumienia, że niecierpliwią się sytuacją, w której PGE nie podejmuje decyzji.

– Nie będę komentował listu, bo nie chcemy rozmawiać przez media – powiedział nam wójt Choczewa Wiesław Gębka. – Ale mogę opisać sytuację w naszej gminie.

A ta według niego wygląda tak: 25 proc. budżetu gminy pochodzi ze sprzedaży działek. Choczewo i Krokowa to popularne miejsca wypoczynku dla mieszkańców Trójmiasta. Ale skoro w pobliżu może powstać elektrownia atomowa, to ruch w interesie zamarł.

Według naszych informacji wójtowie w liście proszą PGE, aby zrekompensowała im w jakiś sposób straty spowodowane zastojem w sprzedaży działek. Mieszkańcy obu gmin na razie przychylnie odnoszą się do idei powstania elektrowni, ale niecierpliwią się strasznie powolnym tempem podejmowania decyzji.

Niestety, nie zanosi się żeby tempo było szybsze.

Jest program, ale co z tego?

W lipcu urzędnicy Ministerstwa Gospodarki skończyli prace nad Programem Polskiej Energetyki Jądrowej. Dokument jest obszerny, liczy 157 stron. To swego rodzaju konstytucja budowy planów elektrowni atomowej w naszym kraju – określa kto, co, kiedy i jak zrealizuje żeby elektrownia powstała. Program powstał we współpracy z atomową częścią Polskiej Grupy Energetycznej, która ma być głównym inwestorem.

Dokument zawiera m.in. aktualny harmonogram prac nad budową elektrowni. Wybór technologii oraz inwestora zagranicznego ma się odbyć do 2016 roku. Budowa potrwa do 2024 roku.

Najważniejszym pytaniem, na które muszą odpowiedzieć decydenci, to sposób, w jaki elektrownia zostanie sfinansowana. Przyjście w ubiegłym roku byłego ministra Aleksandra Grada na stanowisko szefa jądrowej spółki PGE zmieniło koncepcję budowy elektrowni – zamiast przetargu na wyłącznie na dostawę reaktora PGE chce dostać oferty łączone – razem z reaktorem musi być partner kapitałowy, generalny wykonawca i propozycja jak pomóc PGE w sfinansowaniu całej imprezy.

Budowa pierwszej siłowni jądrowej w Polsce o mocy 3 tys. MW będzie kosztować ok. 40 mld zł.

Pierwotnie rząd zakładał, że PGE obejmie 51 proc. udziałów w nowej siłowni, resztę wezmą inwestorzy prywatni. Choć uchwała rządu w tej kwestii wciąż pozostaje w mocy, to wiadomo, że już jest de facto nieaktualna. Do konsorcjum mają dołączyć dwie inne państwowe firmy energetyczne – Tauron i Enea oraz miedziowy potentat KGHM.

Według naszych informacji najbardziej prawdopodobny, choć jeszcze nieprzesądzony wariant współpracy, to 21 proc. dla PGE i po 10 proc. dla każdej z nich. Reszta może zostać przyznana prywatnym inwestorom zagranicznym. Pytanie tylko czy będą chętni aż na 49 proc. ? – Największy pakiet akcji jaki pojedynczy zagraniczny inwestor chce wziąć to 20 proc. – mówi nam osoba zaangażowana w prace nad programem.

PGE, jak już pisaliśmy, ma za sobą dwie rundy rozmów z potencjalnymi partnerami – wszyscy oni oczekują, że polski rząd także udzieli wsparcia dla atomówki.

Rządowy program wymienia rozmaite formy wsparcia, które wchodzą w grę.

Pierwsza propozycja to kontrakt różnicowy, który od wielu miesięcy negocjują dla siłowni w Hinkley Point brytyjski rząd oraz francuski EDF. Przy takim kontrakcie państwo gwarantuje inwestorowi odpowiednią cenę prądu, bo kiedy jest ona kształtowana przez rynek, inwestor nie ma gwarancji zwrotu olbrzymich kwot wydanych na inwestycję. Kontrakt różnicowy określa, że jeśli cena prądu spadnie poniżej określonej wartości, to państwo dopłaci inwestorowi różnicę. Ale w Wielkiej Brytanii spór dotyczy ceny i w Polsce pewnie też tak będzie. Premier Tusk wiele razy mówił, że prąd dla Polaków ma być tani.

Kolejny pomysł to kontrakty z odbiorcami prądu dające gwarancję kupna energii po określonej cenie. Chodzi tu o dużych odbiorców przemysłowych – huty, fabryki. Producent prądu ma wtedy gwarancję sprzedaży po określonej mniej więcej cenie. Autorzy rządowego programu piszą, że taki model zastosowano we Francji przy budowie najnowszego dziecka francuskiej floty nuklearnej – bloku Flamanville 3 i zaakceptowała go Komisja Europejska.

Ostatnia opcja to rynek mocy. To pomysł dyskutowany w całej Unii. To rynek, na którym odbiorcy nie płacą jedynie za energię ale i za zainstalowaną moc. Dzięki temu nawet w szczycie zapotrzebowania siła elektrowni będzie wystarczająca, aby zasilać wszystkich odbiorców. Inwestor wie, że sprzedaje nie tylko energię,ale i dostępność mocy.

Atom buksuje?

Przyjęcie programu przez Radę Ministrów byłoby mocnym sygnałem, że rządowi wciąż zależy na energetyce atomowej. Na razie dokument utknął w międzyresortowym zespole ds. energetyki.

Żeby zbudować w Polsce energetykę atomową potrzeba, oprócz pieniędzy, ogromnej determinacji. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że rządowi tej determinacji brakuje. Premier wprawdzie zapowiedział, że rząd chce elektrowni jądrowej, ale nie wydaje się nią zbyt zainteresowany. Może świadomość, że elektrownia będzie oddana w 2024 roku, kiedy większość dzisiejszych polityków już będzie na emeryturze i nie będą przecinać wstęgi sprawia, że nie chce im się o tym myśleć?

Nie widać tej determinacji także u szefa PGE Krzysztofa Kiliana, który zresztą ma dość kłopotów z elektrownią konwencjonalną w Opolu.

Pełnomocnik rządu ds. energetyki atomowej i wiceminister gospodarki Hanna Trojanowska nie ma wystarczająco mocnej pozycji w rządzie, aby cokolwiek przeforsować. Pod koniec 2012 r. rozgoryczona powolnym tempem prac nad budową elektrowni atomowej podała się nawet do dymisji, ale ostatecznie w kancelarii premiera przekonano ją do pozostania na stanowisku.

Do buksowania programu przyczyniają się też cięcia budżetowe. Wiosną wstrzymano prowadzoną przez resort gospodarki kampanię informującą społeczeństwo o energetyce atomowej. Resort finansów nie chce słyszeć o jakichkolwiek wydatkach, które trzeba by ponosić już dziś.

Tymczasem przykład Finlandii pokazuje, że z procedurami można uporać się szybko. Prywatne fińskie konsorcjum Fennovoima po trwających ledwie kilka miesięcy negocjacjach wybrało dostawcę reaktora dla elektrowni w Hanhikivi – będzie nim rosyjski Rosatom. W dodatku Finowie wybudują swoją elektrownię bez wsparcia państwa. Jak to możliwe? Po prostu inwestorami w Fennovoima są odbiorcy prądu – największe fińskie zakłady przemysłowe, które potrzebują taniej energii dla swej produkcji.

Czy fińskiego modelu nie da się zastosować w Polsce? Finowie mają już dziesiątki lat tradycji. U nas wymagałoby to ogromnej pracy analitycznej oraz wielkich umiejętności negocjacyjnych w PGE. Ale korzyści też byłyby ogromne – przede wszystkim potrzebne byłoby mniejsze wsparcie państwa.

Na razie polski projekt jądrowy jest dokładnym przeciwieństwem atomu. Tego ostatniego nie można zobaczyć, ale jego znaczenie dla świata jest fundamentalne. Polski program jak najbardziej można zobaczyć na papierze, ale znaczenia póki co nie ma prawie żadnego…

Technologie wspiera:

Całkowita zmiana systemu wsparcia odnawialnych źródeł energii, którą planuje rząd, wymaga czasu. Nie powinna wejść w życie przed 2018 rokiem. Do tego czasu ważne jest ustabilizowanie zielonych certyfikatów tak, aby obecny system zachęcał do inwestycji – pisze dr Christian Schnell, partner kancelarii prawnej DMS Legal, w analizie dla Obserwatora Legislacji Energetycznej portalu WysokieNapiecie.pl

Budowa nowych bloków w Opolu zacznie się najwcześniej w grudniu. O ile ruszy w ogóle, bo sytuacja jest straszliwie zagmatwana.