Pięć grzechów głównych Polskiej Grupy Górniczej

Pięć grzechów głównych Polskiej Grupy Górniczej

Restrukturyzacja PGG okazała się porażką. Rząd chciał mieć spokój, zarząd nie chciał walczyć, a związkowcy wiedzą, że każda ekipa ratowała spółkę i pompowała kasę. Dlaczego tym razem ma być inaczej?

Na Polskiej Grupie Górniczej można jeszcze zarobić. Potrzebna jest tylko dobra ekipa filmowa. Historia tej spółki to gotowy scenariusz na serial w stylu  „House of Cards”. Można tu znaleźć wielką i małą politykę, wielopiętrowe intrygi i zakulisowe gierki, ogromne pieniądze, barwne postaci oraz bardzo filmową, śląską, industrialną scenografię.

Myślę, że na taki film nie byłoby trudno znaleźć finansowanie,  w przeciwieństwie do podstawowej działalności „największej spółki górniczej w Europie”. Kto dziś włożyłby swoje własne pieniądze w tę firmę?

Ogłoszono koniec sporu zbiorowego w PGG. Wcześniej górnicze związki groziły strajkiem i manifestacją w Warszawie.  Wygrały, a przynajmniej tak im się wydaje. Pracownicy dostaną średnio 6 proc. podwyżki czyli 400 zł brutto, co spółkę będzie kosztowało 270 mln zł rocznie. Rząd ma spokój przed wyborami prezydenckimi. A co będzie po maju? "Pomyślę o tym jutro",  jak mawiała Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem".

W 2019 PGG miała 427 mln zł strat. Nawet jeśli uznamy, że jest to strata wynikająca z odpisów księgowych, to zysk netto wynoszący zaledwie 86 mln zł  (przy ok. 10 mld obrotów) i tak nie usprawiedliwia podwyżek płac, kosztujących firmę 270 mln zł rocznie.

Po czterech latach restrukturyzacji spółka znalazła się mniej więcej w takiej samej sytuacji jak w 2015 r. Rosną zwały węgla.

Czytaj także: Polski węgiel droższy od importowanego. Zwały rosną. Górnictwo czeka kolejny kryzys

Przy restrukturyzacji spółki popełniono kilka grzechów głównych. Spróbujmy im się przyjrzeć.

Pycha czyli jest dobrze

Jeszcze w 2018 r. rządzący odtrąbili wielki sukces – PGG miała wówczas prawie 500 mln zł zysku. Ale symptomy nadchodzącego kryzysu były już widoczne.

WysokieNapiecie.pl zapoznało się z wynikami poszczególnych kopalń za 2019 r.   78 proc. zysku wyfedrowały cztery kopalnie rybnickie (tzw. kopalnia ROW). To jedyne perspektywiczne jednostki w PGG i gdyby spółka skupiła się tylko na nich, to miałaby przed sobą jeszcze co najmniej 10 lat w miarę spokojnego istnienia.

Najgorsza sytuacja jest w kopalniach rudzkich. Miały ok. 300 mln zł strat. Wkładanie tam jakichkolwiek pieniędzy mija się z celem, ale przez ostatnie cztery lata trudno było nawet o tym rozmawiać. Z Rudy Śląskiej wywodził się bowiem odpowiedzialny za górnictwo wiceminister energii i szef śląskiego PiS Grzegorz Tobiszowski. Dziś Tobiszowski jest europosłem w Brukseli, ale problemy rudzkich kopalń pozostały na miejscu.

W 2018 r. rząd zdecydował też uchronić przed wyrokiem śmierci kopalnię „Sośnica”. Była już wpisana na listę do likwidacji, przesłaną do Brukseli. Załodze obiecano jednak, że jeśli wypełni wskaźniki produkcyjne, to kopalnia ocaleje. Górnicy wypełnili plan i rząd skreślił „Sośnicę” z listy. W uratowanie swojej „gruby” pracownicy włożyli ogromy wysiłek, ale  geologii i ekonomii nie da się oszukać. Kopalnia przynosi straty i widać gołym okiem, że włożone  tam pieniądze są stracone.

W miarę przyzwoity zysk przyniosły jeszcze kopalnie przejętego KHW - Mysłowice-Wesoła oraz Murcki-Staszic (60 i 30 mln zł). Zysk reszty kopalń jest niewielki.

A oprócz Rudy i Sośnicy stratę miał jeszcze Wujek.

Mamy więc grzech pierwszy nieudanej restrukturyzacji – zamiast skupić się na najlepiej rokujących kopalniach i tam inwestować włożone głównie przez energetykę 3 mld zł, wydawano pieniądze również tam, gdzie nie było żadnych szans na zwrot kapitału.

To akurat nie jest wyłączna wina szefów PGG, lecz przede wszystkim rządu oraz związkowców, którzy nie chcą słuchać o zamykaniu jakiejkolwiek kopalni, choćby fedrowała wyłącznie straty.

Oczywiście zarząd może powiedzieć, że gdybyśmy zamknęli więcej kopalń, to energetyka nie miałaby węgla. Ale po pierwsze, tego nie da się sprawdzić, a po drugie – i  co z tego? Podstawowym zadaniem PGG, jak każdej firmy, jest przynoszenie zysków, a nie zaspokajanie potrzeb energetyki.

Rząd nie pokusił się nawet o zamówienie raportu zewnętrznych ekspertów,  którzy po kolei oceniliby perspektywy każdej kopalni – geologiczne i ekonomiczne. Taki raport powinien zostać ujawniony opinii publicznej i mógłby posłużyć w dyskusji o przyszłości spółki.

Lenistwo czyli brak determinacji

Polska Grupa Górnicza powstała na podstawie konkretnego biznesplanu, który nota bene obiecywał inwestorom bardzo wysoki, bo aż 16 proc. zwrot z kapitału. Biznesplan miał określone wskaźniki, m.in. najważniejszy czyli jednostkowy gotówkowy koszt produkcji węgla (JGKP), który spółka miała osiągnąć. Opublikowany  niedawno raport NIK informuje, że założonych wskaźników nie udało się osiągnąć. „W latach 2016-2018 Spółka wielokrotnie przekroczyła wartości graniczne wskaźnika JGKP, będącego jednym z sześciu wskaźników ustalonych w Umowie Inwestycyjnej, których przekroczenie za okres kończący się 31 marca 2018 r. wymagało przygotowania Planu Naprawczego / Optymalizacyjnego, w celu trwałego przywrócenia wskaźnika do oczekiwanych wartości. Przygotowane przez PGG aktualizacje Biznesplanów z czerwca nie stanowiły Planów Optymalizacyjnych, o których mowa w Umowie Inwestycyjnej, ponieważ nie zmierzały do przywrócenia ustalonych wartości wskaźnika JGKP w wymaganym terminie”.

Kto powinien sprawić, aby wskaźniki wróciły na swoje miejsce? Właściciele czyli Węglokoks, Polska Grupa Energetyczna, Enea, Energa i PGNiG. Mieli swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej, ale ci zamiast wymusić na zarządzie działanie wdali się z nimi w przewlekłe negocjacje na temat….zmiany wskaźników. To tak, jakby lekarz negocjował z cierpiącym na choroby krążenia pacjentem wysokość ciśnienia tętniczego, przy której chory ma wziąć leki.

Grzech obciąża wszystkich – rząd, który nie przejmował się w ogóle czy biznesplan jest wykonywany, inwestorów z energetyki, którzy bali się mocniej nacisnąć zarząd PGG, no i sam zarząd.

Na razie jedynym na co zdecydował się zarząd, to wcześniejsze o dwa lata zamknięcie ruchu Pokój II, przeciwko czemu zresztą też protestują związkowcy.

Zazdrość i nieczystość czyli hipokryzja i geszefty

Dziś średnia pensja w PGG to ponad 6 tys. zł. Po podwyżce będzie o 400 zł brutto wyższa. Z rozmów portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że gdyby pensje powiązać  z wynikiem finansowym kopalń, tak jak to powinno być w normalnie zarządzanym przedsiębiorstwie, to różnice w płacach pomiędzy najlepszymi a najgorszymi kopalniami sięgałyby 2 tys. zł miesięcznie.

Nietrudno przewidzieć, że górnicy z beznadziejnych kopalń przenieśliby się do tych lepszych. Zapewne roboty dla wszystkich by nie starczyło, ale to nie znaczy przecież, że państwo zostawia zwalnianych górników bez żadnych osłon – są wcześniejsze emerytury i urlopy górnicze. Bezrobocie na Śląsku jest też niewielkie – wynosi poniżej 5 proc. Oczywiście tłuste synekury stracą związkowi działacze z zamykanych kopalń.

Mimo wielu obietnic i długotrwałych prac nie udało się przyjąć nowego systemu wynagradzania, uzależnionego od wyników, choć  miało to być elementem biznesplanu. Zarząd opracował kilka wariantów, ale związki były przeciw, a resort energii im ustąpił.

Nie jest to zazdrość w kościelnym sensie tego słowa, ale niechęć do akceptacji prostego faktu, że górnicy z lepszych kopalń powinni  zarabiać lepiej, jakoś można podpiąć pod definicję tego grzechu.

Głównym czynnikiem, który sprawia, że „nie da się” zamknąć nierentownych kopalń nie jest dziś groźba bezrobocia dla zwalnianych górników, ale fakt, że każda kopalnia to matka-żywicielka  działaczy związkowych, którzy w dodatku mają w nich swoje wielkie i małe geszefty. Możemy bez końca  przytaczać  dialog z sejmowej komisji pomiędzy posłanką PiS a Andrzejem Józefczykiem, szefem Związku Zawodowego „Kadra”  z zamykanej w 2016 r. kopalni „Krupiński” należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

"Posłanka: - Czy to prawda, że ZZ „Kadra” ma podpisaną umowę na świadczenie usług medycznych w punktach opatrunkowych w „Krupińskim” na 2 mln zł?

Długa cisza.

Józefczyk: -ZZ kadra nie ma podpisanej umowy na 2 mln zł.

Posłanka PiS: -To na ile ma?

Józefczyk: -ZZ „Kadra” nie ma podpisanej umowy na 2 mln zł

Posłanka: -Pytam się na ile? Nie potrafi pan odpowiedzieć?

Długa cisza.

Józefczyk: - Powiem pani. Po spotkaniu.

Posłanka: - Proszę powiedzieć teraz.

Józefczyk: - Kilkadziesiąt razy mniej.

„Nieczystość” to oczywiście żart. Chodzi o zwykłą hipokryzję.  przynajmniej część związkowców nie jest tak głupia, jakby się mogło wydawać, sądząc po ich publicznych wypowiedziach. Ci ludzie wiedzą co się naprawdę dzieje, ale cynicznie oszukują górników, zrzucając odpowiedzialność za problemy samej spółki a to na import węgla z wrażej Rosji, a to na energetykę, która jakoby zachowuje się nielojalnie, bo nie odbiera zakontraktowanego węgla.

Dlaczego dotychczas ani zarząd, ani rząd nie opracował raportu, pokazującego jak kwitną związkowe biznesy w górnictwie? Na forach internetowych niektórzy rozeźleni górnicy piszą już ironicznie o związkach jako „biurach podróży”. A to akurat stosunkowo nieszkodliwa forma działalności gospodarczej kopalnianych działaczy.

Ponadto zarząd w ogóle nie próbuje rozmawiać z samymi górnikami, zwłaszcza młodymi, ponad głowami związkowych bonzów.

Energetykę również obciąża "nieczystość", ale nie dlatego, że nie odbiera drogo zakontraktowanego węgla. Głównym jej grzechem  jest to, że nie dbała o zainwestowane w PGG ponad 2 mld zł. Te pieniądze są już nie do odzyskania. I nigdy nie były traktowane przez energetykę jak rzeczywista inwestycja ze stopą zwrotu 16 proc. , lecz raczej jak ofiara całopalna dla żarłocznego węglowego bożka.

"Nieczystość" obciąża też polityków, i to wszystkich opcji, bo większość nie ma pojęcia, co się naprawdę dzieje w górnictwie, ale nie przeszkadza im to zupełnie. Rząd mami opinię publiczną nierealnymi strategiami, a politycy opozycji potrafią w piątek domagać się odejścia od węgla, a w sobotę lamentować nad zamykaną elektrownią węglową w Stalowej Woli, która ma już 60 lat.

Czytaj także: Jak stworzyć przyszłość w górnictwie cz.1

Czytaj także: Jak „stworzyć przyszłość” w górnictwie cz 2

 Obsesja tajności

Tutaj dochodzimy do piątego grzechu, niewymienionego wprawdzie w katechizmie, ale również szkodliwego. Żeby skutecznie zrestrukturyzować górnictwo rząd musi mieć po swojej stronie większość społeczeństwa. Nie zaszkodziłoby także przekonać przynajmniej część górników.

Tak było podczas słynnego strajku górników w Wielkiej Brytanii w 1983 r. kiedy Margaret Thatcher miała za sobą większość ludności, mającej już serdecznie dość związkowych działaczy, utrzymujących, zupełnie tak jak nasi, że „nie ma czegoś takiego jak nierentowna kopalnia”,  domagających się kolejnych dotacji oraz oczywiście ograniczenia importu węgla. Strajk w Anglii  był wielką społeczną traumą, doprowadził do fali niepotrzebnej przemocy, a kopalnie i tak zamknięto. W polskich warunkach próby protestów przy zamykaniu kopalń „Makoszowy” czy „Krupiński” były raczej groteskowe.

Ale żeby społeczeństwo przekonać, trzeba pokazywać mu obiektywne informacje jaki jest rzeczywisty stan rzeczy w górnictwie. Tymczasem od 2016 nie zrobiono niemal nic w tej materii. Polska Grupa Górnicza nie publikuje danych o wynikach poszczególnych kopalń, doprowadziła nawet do zaczernienia znacznej części informacji w raporcie Najwyższej Izby Kontroli jako „tajemnicy przedsiębiorstwa”. Utajniono np. wysokość jednostkowego kosztu wydobycia węgla, który spółki giełdowe - JSW, Bogdanka i Tauron-  podają w kwartalnych raportach. PGG chciała utajnić połowę raportu NIK, ale Izba na to się nie zgodziła.

Wobec braku rzetelnej informacji na temat sytuacji spółki trudno się dziwić, że opinia publiczna i część górników pada ofiarą demagogii związkowych działaczy.

Zobacz także: PGG uzgodniła podwyżki

Strajk byłby dla Polskiej Grupy Górniczej nieszczęściem i rozumiał to nawet Bogusław Hutek, szef „Solidarności” w firmie. Ale referendum byłoby bardzo ciekawe, zwolennicy i przeciwnicy dotychczasowej, samobójczej dla spółki polityki związków policzyliby się. A gdyby tak jeszcze przed referendum zarząd wypłacił należne premie i dał podwyżki załogom kopalń, które przyniosły zysk, to mogłoby się okazać, że za strajkiem opowiedziałyby się wyłącznie załogi najgorszych kopalń. Taki protest byłby nie w porządku wobec całej spółki i rozumiałaby to opinia publiczna, a podskórnie pewnie i sami górnicy.

Uległość rządu wobec górniczych związków jest w gruncie rzeczy nieuczciwością wobec samych górników. Ale najbardziej zdumiewa fakt, że ten rząd, tak twardy w przypadku strajku nauczycieli czy protestów rodziców niepełnosprawnych dzieci, tutaj zachował się jak królik zahipnotyzowany przez pytona. Ale przecież to raczej rząd jest dzisiaj "pytonem", a górnicze związki króliczkiem, który groźnie macha uszami, ale po ostrzegawczym syknięciu schowa się do norki.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE