Ceny samochodów elektrycznych z dopłatami mogą zaskoczyć

Ceny samochodów elektrycznych z dopłatami mogą zaskoczyć

Jeszcze w tym roku powinny ruszyć dopłaty do samochodów elektrycznych kupowanych przez osoby fizyczne. Dzięki nim najtańszego elektryka pod koniec roku kupimy… o 17 tys. zł taniej od najtańszej hybrydy. WysokieNapiecie.pl przygotowało zestawienie 17 najtańszych modeli samochodów elektrycznych dostępnych lub właśnie wchodzących na polski rynek. Które z nich załapią się na dopłaty i ile będą kosztować po uwzględnieniu wsparcia?

Minister Energii skierował do publikacji rozporządzenie umożliwiające uruchomienie dopłat do samochodów w 100 proc. elektrycznych kupowanych przez klientów indywidualnych, nieprowadzących działalności gospodarczej.

Zakłada, że maksymalne wsparcie wyniesie 30 proc. ceny zakupu auta, a dopłaty będzie można uzyskać do samochodów kupowanych za maksymalnie 125 tys. zł brutto. Na polskim rynku można dziś zamówić pięć modeli samochodów w tej cenie.

Najtańszym autem, jakie załapie się na dopłaty, jest nowa Škoda CitiGOe iV, z baterią o pojemności 32,2 kWh i zasięgiem 260 km. Ogłoszona właśnie przez firmę cena najtańszej wersji wyniesie 81,9 tys. zł brutto, ale z okazji premiery auta będzie można kupić już od 73,3 tys. zł. Po 30-procentowej dopłacie, jego cena spadnie do 51,3 tys. zł. Dla porównania najtańsza benzynowa wersja tego auta wyceniana jest na 37,2 tys. zł, a z automatyczną skrzynią biegów na 42,8 tys. zł. Dużo więcej trzeba zapłacić za najtańszą, choć o segment większą, hybrydę. Toyota Yaris Hybrid kosztuje 68,9 tys. zł.

Z dopłat będą mogły skorzystać także elektryczne smarty w wersjach 2- i 4-osobowej, ale ze względu na słabe wyposażenie, niewielkie baterie i wysokie zużycie energii, oznaczające mały zasięg, przy stosunkowo wysokich cenach (94-96 tys. zł brutto), ich szanse na znalezienie klientów będą minimalne.

Najciekawszymi autami w tym gronie są dwaj bliźniacy z segmentu B (aut miejskich), debiutujący właśnie na polskim rynku – Opel Corsa-e i Peugeot e-208. Ich ceny – odpowiednio 124,5 oraz 124,9 tys. zł –  wyraźnie zostały ustawione tak, aby zmieścić się w rządowym limicie. Warunek jest jeden – trzeba kupić… pomarańczową Corsę-e lub żółte e-208. Inne kolory tych modeli wymagają dopłat, które uniemożliwią już zmieszczenie się w limicie. Ratunkiem mogą być jeszcze negocjacje z dealerami. Oba modele mają spore baterie (47,5 kWh netto), oferujące zasięg 330-340 km wg homologacji i bardzo szybkie ładowanie z mocą aż 100 kW. Oba samochody po dopłatach będą kosztować nieco ponad 87 tys. zł netto. Dla porównania cena benzynowego Peugeota 208 z automatyczną skrzynią biegów startuje od 71,4 tys. zł.

Ważą się losy jeszcze dwóch samochodów, których ceny są na granicy rządowych dotacji. W Volkswagenie usłyszeliśmy, że z ceną ich „elektrycznego auta dla ludu” – modelu ID.3 (segment C – kompaktowy) – najprawdopodobniej nie będą w stanie zejść do poziomu rządowego wsparcia i samochód będzie kosztował w okolicach 130 tys. zł brutto.

Jednak Renault, które wyceniło swoje nowe ZOE na ponad 135,9 tys. zł, trwają właśnie prace nad zaoferowaniem takiej konfiguracji, aby zejść jeszcze o te 11 tys. zł niżej i w efekcie umożliwić klientom jego zakup aż o 48 tys. zł taniej, wliczając w to rządowe dopłaty. Gdyby Francuzom udała się ta sztuka, byłoby to najciekawsze auto podlegające pod dopłaty dla osób fizycznych – ma bowiem bardzo dużą baterię (aż 52 kWh netto), umożliwiającą pokonanie niemal 400 km (wg WLTP) i w dodatku jest wyposażone w ładowarkę pokładową o mocy aż 22 kW – porównywalną jedynie z wielokrotnie droższą Teslą S, co umożliwia bardzo szybkie ładowanie z najpowszechniejszych w miastach małych słupków AC. Oprócz tego nowa wersja ładuje się już także z szybkich ładowarek DC z mocą do 50 kW.

Na dopłaty nie załapią się natomiast najpopularniejsze dziś samochody elektryczne na polskim rynku – Nissan Leaf (segment C, 270 km, w cenie od 155,5 tys. zł brutto) oraz BMW i3 (segment B premium, 310 km zasięgu, w cenie od 168,9 tys. zł). Nissan ma jednak szansę na skorzystanie z rządowych dopłat do „elektryków” kupowanych przez firmy. Tam limit ceny ma wynosić bowiem 125 tys. zł netto, a Leaf jest zaledwie o 1 tys. zł nad nim. Nawet bez obniżania cen na dopłaty dla firm załapią się jeszcze nowe Mini Cooper SE i schodzący powoli ze sceny Volkswagen e-Golf.

Rozporządzenia o dopłatach dla firm utknęło jednak na ostatniej prostej – brakuje pod nim podpisu minister Jadwigi Emilewicz. Z informacji WysokieNapiecie.pl wynika, że MPiT ma do niego zastrzeżenia dotyczące pomocy publicznej, ale Ministerstwo Energii od ponad miesiąca ich nie otrzymało, więc eksperci branżowi podejrzewają, że za wstrzymywaniem tego rozporządzenia stoją raczej animozje polityczne, niż ocena merytoryczna.

Aby otrzymać dopłaty do „elektryków”, Kowalscy będą musieli przedstawić fakturę zakupu z datą po uruchomieniu naboru wniosków, co NFOŚiGW planuje w najbliższych tygodniach. Kupujący będą też musieli wyłożyć pełną kwotę na zakup auta i dopiero na podstawie umowy z funduszem i faktury otrzymają zwrot pieniędzy na swoje konto. Kupionego w ten sposób auta nie będą mogli odsprzedać przez dwa lata. Będą musieli je też ubezpieczać polisą AC.

E-mobilność napędza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE