Menu
Patronat honorowy Patronage

Nowy niemiecki rząd – rewolucja czy kontrrewolucja energetyczna?

Koalicja CDU - SPD chce kontynuować transformację niemieckiej energetyki. Ale Energiewende czekają bardzo poważne korekty

Koalicja CDU – SPD chce kontynuować transformację niemieckiej energetyki. Ale Energiewende czekają bardzo poważne korekty

Tego możemy Niemcom pozazdrościć – umowa koalicyjna, którą podpisały zwycięska w wyborach chadecka CDU i jej słabszy partner socjaldemokratyczna SPD jest niezwykle szczegółowa. Rozdział dotyczący energetyki dowodzi sporej wiedzy i pracy, którą włożyli politycy nad Renem, a przede wszystkim daje  zainteresowanym pojęcie o tym co przyszły rząd będzie chciał zrobić w niemieckiej energetyce.

Chcemy żeby było zielono…

Od ogłoszenia Energiewende czyli wielkiej transformacji niemieckiej energetyki minęło dwa lata. Po katastrofalnym tsunami w Japonii i awarii japońskiej elektrowni w Fukushimie w 2011 r. rząd Angeli Merkel zdecydował się stopniowo odejść od niepopularnej w Niemczech energetyki atomowej i postawić na energetykę odnawialną, która od wielu lat przeżywa w Niemczech boom.

Koalicjanci uzgodnili, że prawnie wiążący cel udziału energetyki odnawialnej wyniesie między 40 a 45 proc. do 2025 r. oraz 55 – 60 proc. do 2035 co jest z grubsza zgodne z obecną strategią. Udział odnawialnej energii w Niemczech sięga dziś 20 proc. a płacone w formie gwarantowanych taryf dotacje do niej wyniosą w tym roku 20 mld euro. Bez systemu wsparcia, za który w ostatecznym rachunku płacą konsumenci (choć nie wszyscy, ale o tym potem), energetyka odnawialna nie byłaby konkurencyjna.

…ale nie tak drogo

Jednak rosnące rachunki są nad Renem przedmiotem coraz większych kontrowersji, co znalazło odzwierciedlenie w umowie koalicyjnej. CDU i SPD zapisały, że energetyka odnawialna powinna być wydajna kosztowo, dotyczące jej prawo uproszczone a subsydia stopniowo ograniczane.

Dotyczy to zarówno fotowoltaiki jak energetyki wiatrowej. Wsparcie dla biomasy ma być skierowane przede wszystkim do elektrociepłowni spalających śmieci.

Po 2018 r. Niemcy chcą wprowadzić aukcje dla energetyki odnawialnej, gwarantowane ceny dostawać będą wówczas ci, którzy zgodzą się na najniższą. Na początku (od 2016 roku) aukcje będą organizowane dla elektrowni fotowoltaicznych.

To oznaczałoby, że Niemcy chcą iść w ślady Holandii i Włoch, które także mają aukcje. Taki system możemy mieć również w Polsce, jeśli rząd przeforsuje swój projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Chociaż Adam Jasser, minister w kancelarii premiera i jeden z inicjatorów tego pomysłu, już z dumą ogłosił na Tweeterze, że Niemcy idą właśnie w ślady Polski.

Jest jeszcze jedno podobieństwo – podobnie jak Polacy, Niemcy odchodzą od planów budowy farm wiatrowych na morzu. Ich zakładany udział zmniejszono z 10 do 6,5 MW w 2020 r.

Ale chyba najciekawsze jest obciążenie energetyki odnawialnej kosztami zapewnienia rezerwy mocy. Dziesiątki tysięcy megawatów elektrowni wiatrowych i fotowoltaicznych spowodowały bowiem ogromne perturbacje na rynku.

Producenci mają gwarantowane ceny, a wiatr i słońce nic nie kosztują – można więc sprzedawać energię tanio do sieci. W efekcie cena hurtowa prądu w Niemczech od kilku lat stale spada. To z kolei wypiera z rynku tradycyjne elektrownie zwłaszcza gazowe, które mają najdroższe paliwo. Tymczasem konwencjonalne elektrownie są potrzebne, żeby zabezpieczyć dostawy prądu gdy wiatr nie wieje a słońca nie ma.

Patrz:  Unijny rynek energii wali się w gruzy 

Umowa koalicyjna przewiduje rozważenie systemu, w którym duzi producenci energii odnawialnej będą musieli pokryć koszty utrzymywania dla siebie „backupu” w postaci tradycyjnych elektrowni.

W „średniookresowym terminie” ma powstać rynek mocy czyli dopłaty do konwencjonalnych elektrowni, dzięki którym system energetyczny będzie bezpieczny. Ma być konkurencyjny, zgodny z prawem UE i neutralny technologicznie. Nowe elektrownie będą potrzebne szczególnie w południowych Niemczech.

Chronimy przemysł

Niemiecki system wsparcia energetyki odnawialnej obciąża przede wszystkim gospodarstwa domowe i małe firmy. Duże przedsiębiorstwa są z niego zwolnione, bo Niemcy chcą chronić ich konkurencyjność – w końcu prąd jest kosztem, dla wielu firm bardzo istotnym.

Patrz: Mali klienci płacący za dużych? Bruksela protestuje

Ale ten system nie podoba się Komisji Europejskiej, która uważa go za pomoc publiczną. Bruksela już wszczęła postępowanie w sprawie zwolnienia firm z opłat za rozwój sieci na potrzeby energetyki odnawialnej. Dosłownie lada dzień spodziewane jest wszczęcie procedury przeciwko dużo poważniejszym ulgom w rachunkach za zieloną energetykę. Złudzeń w tej sprawie nie pozostawił kilka tygodni temu unijny komisarz ds. energii Niemiec Guenther Oettinger.

Niemiecki przemysł oszczędza dzięki subsydiom ok. 5 mld euro.

Utrzymanie tych subsydiów wywołało spory w łonie lewicowego SPD. Część polityków tej partii domaga się ich zniesienia, tak aby mali konsumenci mogli płacić mniej. Ale broniła ich Hannelore Kraft, gwiazda SPD i premier Nadrenii- Północnej Westfalii, główna negocjatorka energetycznej części umowy koalicyjnej. – Ochrona miejsc pracy w hutach i elektrowniach jest ważniejsza niż szybki rozwój energetyki odnawialnej – tłumaczyła dziennikarzom „Suedeutsche Zeitung”.

Dlatego w umowie znalazł się zapis o utrzymaniu ulg, aczkolwiek mają być „przeanalizowane” tak aby były zgodne z unijnym prawem konkurencji.

Na oświadczenie Kraft gniewnym listem zareagowała „zielona” część SPD. To ważne, bo partia ta zdecydowała się na ciekawy eksperyment – umowa koalicyjna będzie musiała być zatwierdzona w partyjnym plebiscycie, który potrwa od 6 do 12 grudnia. Dopiero potem zacznie się formować nowy rząd.

Dlatego dalszy rozwój energetyki odnawialnej budzi ogromne obawy niemieckich firm. Zapisy koalicyjnej już skrytykował szef największego związku przemysłu – BDI.

– Polityka nie może zagrażać konkurencyjności dużych odbiorców energii elektrycznej – ostrzegł jego szef Ulrich Grillo. – Cele w zakresie energetyki odnawialnej są całkowicie nierealistyczne, zarówno dla przemysłu jak i obywateli.

Grillo dodał, że podwyższanie cen energii może doprowadzić do utraty 900 tys. miejsc pracy.

O zmianę polityki energetycznej swego kraju apeluje też szef E.ON, największego koncernu energetycznego Niemiec. Johannes Teysen w wywiadzie dla „Energy Post” wezwał do całkowitego zniesienia subsydiów do odnawialnej energii, bo są w stanie i bez nich być najtłustszym kąskiem na rynku. E.ON zainwestował w zieloną energetykę dotychczas 9 mld euro.

Teysen dodał, że polityka klimatyczna może dawać miejsca pracy i wzrost gospodarczy tylko jeśli będzie efektywna. – Marnotrawny system powinien być powstrzymany. I to nie od 2016 czy 2018 r. Nasz dom stoi w ogniu. USA wyprzedzają z każdej strony, musimy działać od zaraz.

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Czy rzeczywiście Polaków - w przeciwieństwie do Niemców i Duńczyków - nie stać na dotowanie energetyki odnawialnej, jak alarmuje redaktor Wojciech Jakóbik z portalu Biznes Alert? Ile rzeczywiście płacimy za wsparcie "zielonej" energetyki i czy wiemy po co?

Zielone technologie rozwijają:

Partnerzy portalu

Czy Komisja Europejska zgodzi się aby firmy energetyczne nie podlegały ustawie o  zamówieniach publicznych? Dzięki temu mogłyby zaoszczędzić czas i sporo pieniędzy.

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

W marcu Polskę czeka bardzo ważny i bardzo trudny klimatyczny szczyt UE. Na razie nie wiadomo z czym tam pojedziemy

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu