Mali klienci płacący za dużych? Bruksela protestuje

Mali klienci płacący za dużych? Bruksela protestuje

Niemcy rozwijają ekologiczną energetykę, obciążając jej kosztami głównie małych odbiorców prądu. Podobne przepisy mają zostać przyjęte też w Polsce. Takie podejście nie podoba się Komisji Europejskiej.

Tydzień temu, 6 marca, Komisja Europejska wszczęła postępowanie w sprawie pomocy publicznej dla niemieckich firm. Sprawa dotyczy ustawy o sieciach energetycznych. Po awarii elektrowni w Fukushimie rząd Angeli Merkel proklamował „Die Energiewende” – czyli wielki plan przejścia na energetykę odnawialną. Przyśpieszono zamknięcie, nigdy nie lubianych nad Renem, elektrowni atomowych i zwiększono do rekordowego poziomu (w tym roku będzie to ok. 20 mld euro rocznie) subsydia dla energetyki odnawialnej. Dzięki nim za siedem lat prawie 40 proc. niemieckiego prądu ma pochodzić ze źródeł ekologicznych. Dwa razy większy udział nasi sąsiedzi chcą osiągnąć do 2050 roku.

Subsydia są finansowane z kieszeni konsumentów, poprzez gwarantowane ceny, wyższe niż energii konwencjonalnej - tej z węgla, gazu czy atomu. Ale rozwój energetyki wiatrowej, czy słonecznej wymaga ogromnych inwestycji w sieci energetyczne w Niemczech - tzw. autostrad energetycznych, które połączą wietrzną północ z przemysłowym południem kraju. W sumie koszty „Energiewende” mają sięgnąć 170 mld euro do 2020 r.

Mali płacą za dużych

Dwa lata temu wprowadzono specjalną opłatę na rozwój sieci, oczywiście z kieszeni konsumentów prądu. Ale nie wszystkich. Duże firmy, tzw. energochłonne są z niej zwolnione. Dotyczy to tuzów niemieckiego przemysłu - m.in. takich firm jak BASF czy Thyssen. Oszczędzają ok. 300 mln euro rocznie. To niewiele, ale gra idzie o znacznie wyższą stawkę. Niemiecki przemysł, ok. 2 tys. firm, jest także w dużej mierze zwolniony z kosztów energetyki odnawialnej. Według danych niemieckiego związku przedsiębiorców BDI wchodzi tutaj w grę nawet ok. 3 mld euro. Przeciętne gospodarstwo domowe Schmidtów płaci co roku za przywileje przemysłu energochłonnego ok. 40 euro, czyli jedną czwartą tego, co wydaje na wsparcie ekologicznych elektrowni.

Dlaczego niemiecki rząd zgodził się na takie ulgi? Przemysłowcy grozili, że wyższe ceny prądu spowodują spadek konkurencyjności fabryk, a co za tym idzie - konieczność ich zamykania. Rząd uznał te argumenty, choć przepisy skonstruowano w taki sposób, że z ulg korzystają nawet niektóre piekarnie, czy pola golfowe, choć te wcale nie konkurują na światowym rynku. Ulga zależy bowiem od zużycia energii. W dodatku niemieckie firmy szybko nauczyły się wykorzystywać luki w ustawie - Część niemieckich przedsiębiorców zwiększyła zużycie prądu, włączając np. część niepotrzebnych maszyn nocą, aby tylko „załapać się” na „energochłonną” ulgę, wykazując odpowiednio duże zużycie energii.

Przeciętne niemieckie gospodarstwo domowe płaci dziś ok. 80 euro miesięcznie za prąd (polskie ok. 100 zł, ale u nas ceny dla domów są ciągle regulowane). W Niemczech podatki i opłata za energię odnawialną pochłania już połowę rachunku. Ciągłe podwyżki cen prądu przyciągają uwagę polityków. SPD i Zieloni, którzy gorąco popierają Energiewende, wzywają do „równomiernego rozłożenia ciężarów” tj. do zniesienie ulg dla przemysłu. A jedno ze stowarzyszeń konsumentów energii poskarżyło się właśnie Brukseli, domagając się także obciążenia przemysłu.

Ale firmom to się zupełnie nie podoba. – Dostaję ciągle pytania z amerykańskiej centrali, czy zaopatrzenie w energię jest możliwe po konkurencyjnych cenach – mówił dziennikowi „Handelsblatt” Ralf Brinkmann, szef niemieckiej filii koncernu Dow Chemical, który w 17 zakładach zatrudnia 5 tys. ludzi. Spektakularne zamknięcie jakiejś dużej fabryki to ostatnia rzecz, której potrzebuje teraz rząd Angeli Merkel.

Co wolno Berlinowi, to Wiedniowi nie?

– Procedura w Brukseli dotyczy tylko ustawy o sieciach, analiza ustawy o odnawialnych źródłach energii cały czas trwa. Trudno powiedzieć, kiedy się skończy - powiedziała nam Maria Madrid Pina z biura prasowego komisarza ds. konkurencji Joaquina Almunii.

Jeśli Bruksela będzie chciała być konsekwentna, to powinna ukarać Niemcy i za ulgi w opłatach sieciowych, i za ulgi w kosztach energetyki odnawialnej. Już raz przerabiała bowiem niemal identyczny kazus wobec Austrii. W 2009 r. austriacki rząd chciał wprowadzić ulgi dla wielkiego przemysłu w rachunkach za odnawialną energię. Austriacki związek małych i średnich firm poskarżył się wówczas Komisji i ta po dwóch latach zdecydowała, że Wiedeń nie może wprowadzić tego systemu, bo byłaby to nielegalna pomoc publiczna.

Postępowanie wobec Niemiec to jednak zupełnie inny kaliber, zwłaszcza, że komisarz ds. energetyki Guenther Oettinger jest Niemcem i gorącym obrońcą polityki Angeli Merkel.

W Polsce też dopłacimy do rachunków dużych firm

Postępowanie w sprawie Niemiec będzie ważne także dla Polski. Nasz przemysł - zwłaszcza huty i fabryki chemiczne - bardzo długo walczył o podobne ulgi w kosztach energetyki odnawialnej, jakie mają konkurenci nad Renem. W końcu Ministerstwo Gospodarki się na to zgodziło i w projekcie nowego prawa energetycznego znalazły się odpowiednie przepisy. Teraz są już w Sejmie, w ustawie określanej jako "mały trójpak".

Ulgi dla przemysłu będą jednak mniej dotkliwe dla Kowalskiego, niż Schmidta. Zwolnienie polskiego przemysłu ze wsparcia energetyki odnawialnej może kosztować ok. 200 mln zł rocznie. To oznacza, że pozostali odbiorcy zrzucą się po kilka złotych rocznie.

Postępowanie Komisji Europejskiej w sprawie Niemiec potrwa zapewne kilka lat. Główna różnica między sytuacją Warszawy i Berlina jest jednak taka, że jeśli Niemcy przegrają i wsparcie dla firm zostanie uznane za nielegalne, to będą mieli z czego je zwracać.

 

 

 

Rynek energii wspiera

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE