Po upadku socjalizmu ceny prądu wzrosły ponad pięciokrotnie.

Po upadku socjalizmu ceny prądu wzrosły ponad pięciokrotnie.

Z płatnością za energię zalegały fabryki, kopalnie, a nawet szkoły. Na potęgę podłączano się na „lewo” żeby ominąć liczniki. W „Wieku energetyków” opisujemy jak gospodarka i społeczeństwo poradziły sobie z problemem, przy którym skala grożących nam od 2020 r. podwyżek wydaje się błaha.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne obchodzą 1 lipca piętnastą rocznicę powstania. Jubilat osiągnął wiek w którym idzie się do szkoły średniej. W 2004 r. oficjalnie bowiem ze spółki PSE wyodrębniono firmę PSE-Operator, która zgodnie z unijnymi przepisami przejęła odpowiedzialność ze sieci najwyższych napięć (PSE Operator pozbył się niedawno drugiego członu nazwy).

Ale w w rzeczywistości jest to uczeń liceum lub technikum mocno przerośnięty. Gdyby bowiem się bardzo mocno uparł, to mógłby za rok obchodzić trzydziestolecie. Pierwsza firma o tej nazwie powstała bowiem w 1990 r.

A historia jej powstania jest fascynująca, bo wiąże się bardzo ściśle z budową rynku energii w Polsce. Dylematy, które temu towarzyszyły były bardzo podobne do dzisiejszych. I sprowadzały się w istocie do rozstrzygnięcia kto powinien decydować o cenach prądu i jak pogodzić potrzebę kapitałochłonnych inwestycji ze niechęcią społeczeństwa do podwyżek tychże cen. W naszej książce opisujemy jak radziły sobie z tym dylematem kolejne rządy RP i kolejni prezesi PSE. Ta firma w latach 90. była zupełnie inną spółką – nie tylko zarządzała sieciami wysokiego napięcia, ale także organizowała handel hurtowy prądem – kupowała go od elektrowni i odsprzedawała zakładom energetycznym. A jej prezesi odgrywali często kluczową rolę w podejmowaniu decyzji.

Czytaj także: Siła i Światło: 100 lat pierwszego polskiego koncernu energetycznego

Czytając dziś o zamrożonych cenach prądu i grożących nam w 2020 r. podwyżkach cen, warto pamiętać, że nasza gospodarka już dwukrotnie przez to przeszła. Pierwszy raz po upadku PRL, a drugi - po uwolnieniu cen dla firm spod państwowej regulacji w 2007 r.

Transformacja z socjalizmu do kapitalizmu spowodowało, że prądu za przeciętną pensję można kupić dwa razy mniej niż w 1988 r. , ale za to dwa razy więcej niż w 1970 r. – w 2018 r. było to 5,3 tys. kWh.

Niełatwo jest dziś wytłumaczyć młodym ludziom czym był „realny socjalizm” i jak funkcjonował. Podstawową zasadą ustroju gospodarczego była państwowa regulacja cen i centralne planowanie wszystkiego, począwszy od wydobycia węgla a skończywszy na  produkcji i  zużyciu papieru toaletowego na głowę (o ile możemy w tym przypadku mówić o głowie).

Oczywiście prąd jako jeden z najważniejszych „środków produkcji” musiał być tani, stąd władze PRL utrzymywały sztucznie bardzo niskie ceny dla ludności i przedsiębiorstw. Prowadziło to do ogromnego marnotrawstwa i permanentnych deficytów mocy, mimo potężnych inwestycji w nowe elektrownie. Nawet ówcześni urzędnicy zdawali sobie sprawę z absurdów tego systemu. „Energia nie może być tania a system ekonomiczno–finansowy musi sprzyjać jej oszczędzaniu. Energochłonność nie jest winą energetyków, ale struktury gospodarki wynikającej z całego splotu błędów w jej rozwoju. W pogoni za ilością nie liczyliśmy się z tym, ile ona kosztuje. Energia rozpływa się w powietrzu a wraz z nią ciężkie miliardy złotych i ciężka praca – mówił w 1982 r. w wywiadzie dla „Życia Gospodarczego” Ryszard Nodzyński, wicedyrektor Departamentu Planowania w Ministerstwie Górnictwa i Energetyki. Wtórował mu szef Państwowej Dyspozycji Mocy Jerzy Bekker. - „Energia elektryczna jest relatywnie tania, co nie sprzyja jej oszczędzaniu. Przykładowo w 1970 r. średnia miesięczna płaca równa była wartość 2,6 tys. kWh, dziś równa jest 10 tys. kWh”.

Czytaj także: Jak wyglądała polska energetyka w 1989 roku?

Po 1989 r. zaczęła się potężna fala zatorów płatniczych - za prąd nie płaciły kopalnie, huty, fabryki samochodów, problemy miały nawet szkoły. Energetycy odcinali im prąd, przedsiębiorstwa płaciły... trochę, prąd wracał a potem zabawa zaczynała się od nowa.  Zaczęły się też kradzieże prądu, energetycy opisywali ponad sto rozmaitych sposobów "obchodzenia" liczników.

A jednocześnie firmy zrozumiały, że muszą ograniczyć zużycie prądu i inwestować w energooszczędne technologie. Dzięki temu polska gospodarka stała się trzy razy mniej energochłonna niż w czasach PRL. Deficyt mocy - zmora z czasów PRL - zniknął.

Pisząc „Wiek energetyków” nie spodziewaliśmy się, że problemy, które towarzyszyły polskiej energetyce przez początek lat 90. staną się znów tak aktualne, zwłaszcza po uchwaleniu ustawy o zamrożeniu cen prądu na 2019 r.  „Produkcja i dystrybucja energii elektrycznej była do niedawna bez reszty kontrolowana przez państwo. Ręczne sterowanie w połączeniu z naturalnym w tej dziedzinie monopolem doprowadziło m.in. do całkowitego oderwania cen od kosztów. Przywrócenie logiki ekonomicznej w elektroenergetyce stanowi jedno z kluczowych, a zarazem najtrudniejszych zadań w przebudowaniu gospodarki” – oceniała w 1993 r. „Gazeta Bankowa”.

Czytaj także: Wiek energetyków. Opowieść o ludziach, którzy zmieniali Polskę

Tekst brzmi jakby pisano go w roku 2019 r. Dziś jednak jesteśmy w o tyle lepszej sytuacji, że nie musimy „wymyślać” rynku od początku. Ale dylemat w jaki sposób sfinansować potrzebne inwestycje, nie drażniąc jednocześnie społeczeństwa wzrostem cen prądu, wciąż jest ten sam.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE