Menu
Patronat honorowy Patronage

Na irański gaz poczekamy wiele lat

Wiele lat i wiele miliardów dolarów potrzeba, aby po zniesieniu międzynarodowych sankcji Iran był w stanie rzucić na światowy rynek znaczące ilości gazu. Zasoby tego kraju są gigantyczne, ale drogi eksportu bardzo ograniczone. Najszybszą może okazać się LNG.

Wiele lat i wiele miliardów dolarów potrzeba, aby po zniesieniu międzynarodowych sankcji Iran był w stanie rzucić na światowy rynek znaczące ilości gazu. Zasoby tego kraju są gigantyczne, ale drogi eksportu bardzo ograniczone. Najszybszą może okazać się LNG.

Wiele lat i wiele miliardów dolarów potrzeba, aby po zniesieniu międzynarodowych sankcji Iran był w stanie rzucić na światowy rynek znaczące ilości gazu. Zasoby tego kraju są gigantyczne, ale drogi eksportu bardzo ograniczone. Najszybszą może okazać się LNG.

Jeśli chodzi o gaz, Irańczycy przodują na świecie tylko w jednej dziedzinie – w marnotrawstwie tego paliwa. W ostatnich latach kilkadziesiąt z ok. 300 mld m sześc. wydobywanego rocznie gazu po prostu idzie z dymem, spalane w tzw. flarach, bo po prostu nie ma co z nim zrobić. Co prawda Iran zużywa niemal 200 mld m sześc. rocznie na własne potrzeby, ale eksport netto zamyka się w stosunkowo niewielkiej ilości – ok. 10 mld m sześc. – wysyłanej do Turcji gazociągiem Tabriz-Ankara. Istniejąca infrastruktura pozwala zatłoczyć część reszty w złoża ropy, ale to co zostaje – jest po prostu palone. I w tej dyscyplinie w 2013 r. Iran prześcignął nawet Rosję.

Rura na wschód – czyli donikąd

Paradoksalnie tuż za wschodnią granicą Iranu otwierają się olbrzymie rynki zbytu – cierpiący na chroniczne niedobory gazu Pakistan, a dalej olbrzymie Indie. Kilka lat temu powstał więc projekt dużego gazociągu IPI (Iran-Pakistan-India), a rurę pociągnięto nawet do granicy z Pakistanem, gdzie zaczęły się przysłowiowe schody. Najpierw Pakistańczycy wycofali się pod naciskiem USA, potem, gdy ten problem został częściowo rozwiązany, władze Indii doszły do wniosku, że nie będą sprowadzać gazu, na którego tranzycie miałby zarabiać ich największy wróg czyli Pakistan. Rura dalej więc prowadzi donikąd i nie wiadomo, kiedy budowa mogłaby być kontynuowana.

Desperacko szukając źródeł gotówki dla rujnowanej sankcjami gospodarki władze w Teheranie w zeszłym roku porozumiały się wstępnie z leżącym po drugiej stronie Zatoki Perskiej Omanem co do eksportu gazu za pośrednictwem tego kraju. Na razie jednak projekt budowy podmorskiego gazociągu nie ruszył z powodu rozbieżności co do cen. Irańczycy chcieliby sprzedawać swój gaz po 400-500 dol. za 1000 m sześc., podczas gdy Omańczycy zamierzają płacić co najwyżej 300 dol.

LNG zamiast gazociągów?

Ostatnią drogą eksportu gazu pozostała wysyłka w formie LNG. Jeszcze w latach 70., za rządów szacha powstał projekt budowy terminala eksportowego Persian LNG. Jednak po obaleniu Rezy Pahlaviego, na skutek kolejnych międzynarodowych sankcji wobec reżimu ajatollahów prace praktycznie stanęły z powodu braku finansowania i technologii. Ostatnimi chętnymi udziałowcami byli Chińczycy, którzy jednak też się wycofali. Terminal nie jest ukończony nawet w połowie, potrzeba kilku lat i kilku miliardów dolarów, żeby go uruchomić.

Temat LNG powrócił w ostatnich tygodniach, kiedy perspektywa zniesienia sankcji zaczęła się materializować. Alireza Kameli, szef NIGEC – państwowej firmy zajmującej się eksportem gazu – oświadczył, że w pierwszej kolejności Iran chce zdobyć możliwość eksportu gazu do Europy i to najlepiej jako LNG. Kameli dodał, że przeprowadzono już wstępne rozmowy co do zakupu pływającego terminala LNG od „wiodącego dostawcy” takich instalacji. W jego ocenie, dysponując taką jednostką Iran mógłby zacząć eksportować LNG za 3 lata.

Według nieoficjalnych informacji, ten „wiodący dostawca” to koncern Shell, który oferuje pływające terminale Prelude FLNG o zdolności skroplenia 7 mld m sześc. gazu rocznie. Indagowany na ten temat prezes Shella oświadczył jednak, że dopóki obowiązują sankcje, tematu nie ma.

Wyrażając zainteresowanie rynkiem UE Kameli wyjaśnił też, dlaczego Iran skłania się do LNG, zamiast skierowania gazu do Turcji, przez którą ma przebiegać tworzony przez Unię „południowy korytarz” gazowy. Istniejący gazociąg Tabriz-Ankara może przesyłać 14 mld m sześc. rocznie, ale płynie nim tylko ok. 10 mld. Natomiast aby przedsięwzięcie było dla Iranu opłacalne, musiałby powstać drugi gazociąg o zdolności przesyłu 35 mld m sześc. rocznie. Budowa trwałaby wiele lat i bardzo dużo kosztowała – stwierdził Kameli.

Bez nowych inwestycji więcej gazu nie będzie

Tak więc zniesienie sankcji wobec Iranu nie spowoduje na razie większych zmian na światowym rynku gazu. Prawdopodobnie notorycznie potrzebujący gotówki Irańczycy rzucą na rynek swoje zapasy ropy, co może zbić jej cenę. Natomiast na możliwość eksportu znaczących ilości gazu trzeba będzie poczekać kilka lat. Pod warunkiem, że znajdą się inwestorzy, gotowi zainwestować w wydobycie olbrzymie pieniądze.

Według tegorocznych szacunków, w irańskich złożach nad Zatoką Perską na wydobycie czekają 44 biliony m sześc. gazu, a 40 proc. tej ilości leży w należącej do Iranu części pola Pars South pod dnem Zatoki. Tyle, że inwestycje potrzebne do uwolnienia tego bogactwa szacuje się na równie bajeczną kwotę 100 mld dol. Gaz na świecie, i bez irańskiego wkładu, nie jest dziś drogi. Pytanie więc czy znajdą się inwestorzy, gotowi na takie wyzwanie.

Według niedawnego raportu agencji ratingowej Fitch, od zniesienia sankcji Iran potrzebuje aż pięciu do podniesienia produkcji gazu na tyle, by stać się znaczącym graczem. Natomiast duże ilości LNG będzie w stanie wysyłać nie wcześniej, niż za lat 10, kiedy ukończy terminal Persian LNG i będzie mógł zaoferować kilkadziesiąt mld m sześc. rocznie. Tylko, że trudno będzie się Irańczykom mierzyć na przykład z Katarczykami, którzy już dziś wysyłają rocznie prawie 100 mld m sześc. gazu jako LNG, czy też z USA i Australią, które takie ilości chcą eksportować już na przełomie dekad.

Rzad głowi się nad nową Polityką energetyczną Polski, ale żeby nie czuł się osamotniony, mamy dla naszych Czytelników konkurs z łamigłówką w tym temacie.

Do końca tygodnia spółki skarbu państwa mają podjąć decyzję ile włożą w Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw, który ma uratować Kompanię Węglową.