Menu
Patronat honorowy Patronage

Rafako robi kocioł w Tauronie, a Sołowow nadal czeka

Nowy blok w Elektrowni Jaworzno III może pokryć 4-5 proc. polskiego zapotrzebowania na energię elektryczną. Czy przed nadejściem zimy, najtrudniejszej dla europejskiej energetyki od wielu dekad, zostanie on doprowadzony do pełnej sprawności?
Nowy blok 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Fot. Tomasz Elżbieciak

Prawdopodobnie najbardziej doświadczeni energetycy woleliby nie ryzykować własnych pieniędzy w ewentualnym zakładzie. Tych pieniędzy na Jaworzno postawiono jednak już bardzo dużo, bo nowy blok węglowy o mocy 910 MW kosztował grubo ponad 6 mld zł.

Nowa elektrownia o tej mocy, wraz z położoną niemalże „za płotem” kopalnią Sobieski, w dobie energetycznego kryzysu mogłaby się wydawać stabilnym punktem na energetycznej mapie Polski. Tak jednak nie jest.

Powtórka z rozrywki

Od kilku tygodni blok w Jaworznie znów regularnie gości na czołówkach większości mediów. Znów, gdyż mamy do czynienia ze swego rodzaju „powtórką z rozrywki”. Poprzedni, również bardzo medialny odcinek jaworzniańskiej tragikomedii, miał miejsce niemal równo rok temu.

Wówczas blok nie działał z powodu awarii palników kotła, a Rafako – będące w trudnej sytuacji finansowej – snuło wizję swojego rychłego upadku.

W tej sytuacji spółka z Raciborza – wobec fiaska długotrwałych poszukiwań inwestora dla spółki – upatrzyła sobie Taurona jako naturalnego kandydata na ratownika. Zwłaszcza, że tylko Rafako miało dawać gwarancję w miarę szybkiego doprowadzenia bloku do użytku.

Co prawda Tauron raciborskiej firmy pod swoje skrzydła nie wziął, ale sprawy udało się z czasem jakoś poukładać i w grudniu ubiegłego roku zawarto ugodę. Przewijało się też parę opcji inwestorów dla Rafako, w tym m.in. Polimex Mostostal ze wsparciem Polskiego Funduszu Rozwoju, aż w marcu tego roku objawił się Michał Sołowow.

W kwietniu 2022 r. blok w Jaworznie został ponownie uruchomiony i zsynchronizowany z siecią po naprawie felernych palników, co wzmocniło szansę na powodzenie planu, w którym Rafako dołączy do portfela spółek należących do najbogatszego Polaka. Był to bowiem jeden z kilku głównych warunków zawieszających transakcję przejęcia akcji Rafako od zarządcy upadłej grupy budowlanej PBG.

Zobacz więcej: Rafako odpaliło kocioł w Jaworznie i czyści drogę dla Sołowowa

Do tego w międzyczasie finału dobiegł prowadzony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju program badawczy „Bloki 200+”, w ramach którego spółka z powodzeniem zmodernizowała w Jaworznie wysłużony blok klasy 200 MW. Wydawało się więc, że pomiędzy Rafako i Tauronem znów jest „dobra chemia”.

„Szantaż biznesowy”

W tym specyficznym, biznesowym związku zwroty akcji następują jednak niespodziewanie, a brudy są prane publicznie. Stąd do mediów w tajemniczy sposób wypłynęły dokumenty Rafako, w których spółka ostrzegała przed kolejnymi awariami bloku, których przyczyną może być wykorzystywanie węgla o złych parametrach.

– W naszej ocenie Rafako stosuje szantaż biznesowy, a publikowane przez nich materiały zostały zmanipulowane – podkreślał Tauron w ubiegły piątek w oświadczeniu, na co z kolei spółka z Raciborza odpowiadała, że nie nie zamierza prowadzić z Tauronem… dyskusji za pośrednictwem mediów.

Dla Taurona Rafako buduje Jaworzno już od 2014 roku. Fot. Tomasz Elżbieciak

To wszystko nie przeszkodziło obu firmom jeszcze tego samego dnia podpisać umowę ws. mediacji przed Sądem Polubownym przy Prokuratorii Generalnej RP. Mają one dotyczyć przede wszystkim nowego terminu okresu przejściowego, w ramach którego Rafako powinno zrealizować prace optymalizacyjne i strojeniowe, w tym testy, próby i pomiary, dla bloku w Jaworznie.

Pierwotnie – w ramach ugody, którą spółki zawierały w grudniu ubiegłego roku – termin zakończenia okresu przejściowego ustalono na 30 października 2022 r.

Do tego, poza umową ws. mediacji, zawarto też kontrakt na prace „eksploatacyjne oraz koordynacyjne”, za które Rafako ma otrzymać 7,5 mln zł netto w odniesieniu do prac wykonanych od lipca do września tego roku. Ponadto „strony wyraziły intencję, aby docelowo umowa obowiązywała na czas nieokreślony”.

Jeśli do tego wszystkiego nie doprowadził szantaż, to chyba „inni szatani byli tam czynni”.

Awaryjny remont zarządu

Emocje nie zaczęły nawet za bardzo opadać, a temat Jaworzna wrócił w tym tygodniu ze zdwojoną siłą, ponieważ od soboty 6 sierpnia blok znów nie pracuje. Tauron w komunikacie REMIT poinformował, że przyczyną jest „Remont awaryjny – Odżużlanie i odpopielanie – Naprawa odżużlacza”. To natomiast zostało powszechnie odczytane jako spełnienie się negatywnego scenariusza, przed którym ostrzegało Rafako, czyli awarii wywołanej złej jakości węglem.

Tauron temu zaprzeczył, ale jednocześnie ze stanowiskiem szefa spółki Nowe Jaworzno Grupa Tauron (NJGT), która zarządza blokiem 910 MW, pożegnał się Sebastian Gola. Później okazało się, że stracił też swoją główną posadę, czyli prezesa Taurona Wytwarzanie. Natomiast na czele NJGT stanął prezes całej grupy Tauron, czyli Paweł Szczeszek.

– Bezpośrednie zarządzanie spółką odpowiedzialną za eksploatację bloku o mocy 910 MW usprawni procesy decyzyjne tak w kontekście realizowanych testów i strojeń bloku w okresie przejściowym, jak i prowadzenia mediacji przed Prokuratorią Generalną – wyjaśnił Szczeszek, dodając przy tym, że zmiany personalne poprawią też „koordynację w zakresie zapewnienia paliwa węglowego dla jednostki”.

Prezes strofuje posłów

Jednocześnie od razu zabrał się do pracy w terenie, a konkretnie to tuż za płotem elektrowni, gdzie we wtorek lokalni posłowie Platformy Obywatelskiej – Wojciech Saługa i Marek Sowa – postanowili urządzić konferencję prasową.

Jej tematem była oczywiście awaria bloku, ale politykom wypowiedzi utrudniali związkowcy „Solidarności”, którzy zagłuszali ich stadionowymi trąbkami. Zrobili jednak wyjątek dla prezesa Szczeszka, który postanowił posłów przywołać do porządku.

– Nie można tolerować kłamstwa. Panowie wpisujecie się w jakąś rosyjską propagandę. Najpierw opowiadaliście, że nie ma węgla, a zobaczcie – tu jest 104 tys. ton przy minimalnym wymaganym poziomie zapasów wynoszącym 58 tys. ton. Pozwólcie nam pracować. Na dziś nie ma żadnej awarii – to jest odstawienie w trakcie ruchu regulacyjnego. Kończymy wspólnie z Rafako inwestycję i do końca października mamy na to czas. Proszę nie gadać głupot i nie straszyć Polaków – strofował Szczeszek posłów PO.

Ci natomiast zapowiedzieli, że w środę w sprawie Jaworzna przeprowadza interwencję w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Jak zapowiadali, tak zrobili, ale efektami za bardzo pochwalić się nie mogli, bo ministra Jacka Sasina nie zastali w resorcie, a od innych urzędników – w ich opinii – niczego istotnego się nie dowiedzieli.

Również w środę, a dokładnie o godz. 22., po zakończeniu odżużlania i odpopielania do pracy miał wrócić blok 910 MW. Jednak już wczesnym popołudniem w REMIT ukazał się nowy komunikat o treści „Remont awaryjny – Kocioł – Naprawa leja żużlowego”. Prace mają zakończyć się w nocy z piątku na sobotę. Szczęśliwie, dla tych wierzących w przesądy, 13 sierpnia wypada w sobotę, a nie piątek…

Razem dla Polski

Może jednak nie należy martwić zbyt przesadnie, gdyż między Rafako a Tauronem znów powraca zgodność. W środę wieczorem prezesi obu spółek, czyli kolejno Radosław Domagalski-Łąbędzki i Paweł Szczeszek wydali wspólne oświadczenie, w którym poinformowali o rozpoczęciu mediacji przed Prokuratorią Generalną.

– Strony zadeklarowały chęć współpracy służącą wypracowaniu optymalnego harmonogramu zakończenia okresu przejściowego pracy bloku 910 MW, podczas którego dokończone zostaną testy, optymalizacja i strojenie jednostki – napisano w oświadczeniu.

Dodano, że okres przejściowy jest kluczowy dla efektywnego funkcjonowania bloku w Jaworznie w perspektywie kilkudziesięciu lat, podczas których będzie stanowił istotny elementem stabilizujący polski system energetyczny.

– Sprawne zakończenie okresu przejściowego jest ważne nie tylko dla Rafako i Grupy Tauron, ale również dla stabilności systemu energetycznego Polski. Rafako i Grupa Tauron zgodnie będą prowadzić dalsze prace nad dokończeniem jednostki – podsumowali prezesi.

Węgiel jest, ale czy dobry?

W tym wszystkim jest 30 proc. techniki i 70 proc. polityki – ocenił w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl menedżer z branży energetycznej, który dobrze zna temat Jaworzna. Dodał, że w energetyce pracuje ponad 30 lat, ale nie pamięta przypadków, żeby jakość węgla miała być aż tak fundamentalnym problemem dla eksploatacji elektrowni.

Tauron informował, że do bloku 910 MW trafia węgiel z macierzystych kopalni, czyli Sobieski w Jaworznie i Janina w Libiążu, a także z należącej do Polskiej Grupy Górniczej kopalni Ziemowit. Surowiec z tych zakładów według Taurona ma spełniać odpowiednie kryteria jakościowe. Do tego w ostatnim czasie zaimportowano też węgiel z Indonezji, choć według naszych informacji ten trafi do elektrociepłowni. – Nie spalano go w Jaworznie, bo fizycznie go tam jeszcze nie ma – twierdzi nasze źródło w Tauronie.

Węgla przy bloku w Jaworznie ilościowo nie brakuje (zdjęcie z 9 sierpnia), ale czy jakościowo jest dobry? Fot. Tomasz Elżbieciak

Wśród niepotwierdzonych informacji trafił tam natomiast surowiec z kopalni Brzeszcze (Tauron), gdzie z jakością miał być już problem z powodu parametrów paliwa zbliżonych do węgla koksowego. Niemniej – jak stwierdził jeden z naszych informatorów – „po pierwsze ten węgiel ładnie wygląda na obrazkach, a po drugie pozwala podnieść wypełnienie rezerwy paliwa wymaganej przez URE”.

Tauron podkreślał – w odpowiedzi na pokazywane w mediach zdjęcia śrub, gwoździ i innych odpadów, które miały znajdować się w węglu dla jaworzniańskiego bloku – że jednostka jest wyposażona w kompletny system detekcji i wychwytu zanieczyszczeń metalicznych.

Od osób z branży usłyszeliśmy, że nawet jeśli tego typu zanieczyszczenia przedostałoby się dalej, to nie mają one za wielkich szans z młynami węglowymi, które mielą węgiel w drobny pył przed podaniem do kotła.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że dostarczane paliwo nie powinno być zanieczyszczone. Jednak przy ogromnych wolumenach węgla zużywanych przez elektrownię (dla bloku 910 MW może to być rocznie do 2,5 mln ton) nigdy nie można wykluczyć, że znajdą się w nim jakieś zanieczyszczenia.

Warto też przypomnieć, że w październiku 2019 r. – w ramach jednego z aneksów do budowy bloku – Rafako otrzymało od Taurona dodatkowe zadanie o wartości 52 mln zł netto, które obejmowało m.in. rozszerzenie „pola paliwowego” elektrowni.

– Przeprowadzone przez nas analizy potwierdziły, że rozszerzenie zakresu umowy pozytywnie wpłynie na parametry techniczno-środowiskowe bloku oraz umożliwi optymalizację kosztową jego eksploatacji. Takie rozwiązanie pozwoli na dodatkowe obniżenie poziomu emisji szkodliwych substancji do środowiska, a rozszerzone pole paliwowe umożliwi Grupie Tauron większą elastyczność kontraktacji węgla – komentował Jarosław Broda, ówczesny wiceprezes Taurona.

Parę lat jednak minęło i obecnie na rynku węgla pojęcie „elastyczności” stało się trochę abstrakcyjne, gdy w sytuacji dużego niedoboru trudno wybrzydzać. Jednak jakość węgla nie tłumaczy tego, co się stało, bo przecież prowadzący blok powinni dobrze wiedzieć co idzie na ruszt. – Węgiel bada się przed spaleniem, dostawy z poszczególnych kopalń są nawet oznaczane chorągiewkami – mówi nam doświadczony energetyk.

Choroby wieku dziecięcego?

Blok 910 MW w Jaworznie wysuwa się na czele wśród najbardziej problematycznych inwestycji energetycznych ostatnich kilkunastu lat.

Dotąd wydawało się, że trudno będzie przebić gazową Elektrociepłownię Stalowa Wola (450 MW, Tauron/PGNiG), która została oddana do użytku z pięcioletnim poślizgiem. Tam jednak problemem było zejście z budowy generalnego wykonawcy, czyli hiszpańskiej spółki Abener Energia. Rozgrzebaną inwestycję do finału doprowadzono dopiero pod nadzorem konsorcjum Energoprojektu-Katowice i Energopomiaru z Gliwic.

– Blok w Jaworznie to swego rodzaju prototyp. W Kozienicach czy Opolu już były projekty były już ograne i otrzaskane w praktyce. Natomiast Jaworzno jest blokiem, gdzie po raz pierwszy zastosowano dany dobór urządzeń czy rozwiązań. To wszystko domaga dogrania już w eksploatacji, ale jednocześnie potencjalnie dopiero wtedy mogą ujawniać się wcześniejsze błędy projektowe. Tak było chociażby z palnikami kotła, gdzie problem wynikał z błędów montażowych, a potem optymalizacji palników – stwierdził informator portalu WysokieNapiecie.pl.

Inny z menadżerów z branży energetycznej zwrócił uwagę, że każdy blok energetyczny przechodzi tzw. „choroby wieku dziecięcego”. W siłowniach o podobnej skali, czyli Kozienicach (1075 MW, Enea) czy Opolu (2×900 MW, PGE), gdzie bazowano na technologiach kolejno Mitsubishi Hitachi oraz General Electric, po oddaniu do użytku również pojawiały się usterki.

– Być może tam udało się łatwiej zaradzić problemom, bo współpraca pomiędzy wykonawcami oraz inwestorami była lepsza, a przede wszystkim nie załatwiano spraw za pomocą mediów. Niestety na ogół w Polsce, gdy pojawia się problem techniczny, to najważniejszym zadaniem nie staje się znalezienie rozwiązania, tylko znalezienie winowajcy. Gdy wszyscy szukają winnych, a nie rozwiązania, to trudno o dobre rezultaty – podkreślił nasz rozmówca.

Kto zapomniał zdmuchnąć?

– Z tego co wiadomo, awaria była spowodowana przez osadzający się na ścianach kotła nalot, który w końcu spadł i uszkodził odżużlacz. Ale samo podanie – tak się mówi w energetycznym żargonie – węgla o nieodpowiednich parametrach nie powinno jeszcze do tego doprowadzić – wyjaśnił nam doświadczony inżynier. Kocioł wyposażony jest w tzw. zdmuchiwacze, które mają ten nalot usuwać.

– Zdmuchiwaczami trzeba umiejętnie się posługiwać, tak aby usuwać nalot dokładnie w miejscach, gdzie się tworzy. Różne rodzaje węgla inaczej się spalają, więc naloty mogą się tworzyć w różnych miejscach – dodał inżynier.

Tymczasem według naszych informacji z tajemniczych przyczyn zdmuchiwacze nie działały. Czy uległy awarii, czy ktoś po prostu nie potrafił ich obsłużyć, czy też świadomie podjęto decyzję o ich wyłączeniu – ktoś to powinien ustalić – stwierdził nasz rozmówca.

Ciężki balast gwarancji

W całej sprawie Jaworzna praktycznie wcale nie mówi się o tym, do czego docelowo ma doprowadzić. Tymczasem od tego, czy uda się wreszcie przywrócić ten blok to użytku zależy nie tylko poziom bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale też powodzenie kluczowego tematu dla Rafako – przejęcia firmy przez Michała Sołowowa.

W ramach ugody, którą spółka z Raciborza podpisała pod koniec 2022 r. z Tauronem zapłaci Rafako za wykonanie dodatkowych świadczeń i prac, nabycie licencji do dokumentacji warsztatowej kotła oraz naprawę bloku łącznie ok. 91 mln zł. Przewidziano też możliwość kolejnych robót za 23 mln zł.

Jednocześnie Tauron zobowiązał się, że nie naliczy kar umownych sprzed daty zawarcia ugody i nie będzie dochodzić ich w przyszłości, ale pod warunkiem, że zlecone prace zostaną wykonane prawidłowo, a Rafako pozyska nowego inwestora, który zastąpi upadłe PBG w akcjonariacie spółki. Te warunki mają być spełnione do końca okresu przejściowego, czyli do końca października. Mediacje, które ruszyły w tym tygodniu, mają doprowadzić do ustalenia nowego, realnego terminu.

– Rafako próbowało wymusić na grupie Tauron przyspieszenie tego procesu, strasząc atakiem medialnym. Rozmowy przed Prokuratorią Generalną miałyby dotyczyć m.in. zniesienia z Rafako gwarancji bankowych w wysokości 600 mln zł oraz zmiany harmonogramu prac wynikających z zawartej wcześniej ugody – tak Tauron bronił się w ubiegłym tygodniu, ale obecnie – jak wiemy – spółki już zgodnie podążają ścieżką mediacji, a nie walki medialnej.

Co prawda we wspólnym komunikacie o mediacji zabrakło informacji na temat gwarancji bankowych, ale nietrudno się domyślać, że przy tej okazji Rafako też będzie chciało coś ugrać. Pierwotnie część z tej ogromnej kwoty miała być zniesiona po zrealizowaniu z sukcesem prac optymalizacyjnych przewidzianych w okresie przejściowym. Teraz, gdy już wiadomo, że okres przejściowy musi być dłuższy, raciborska spółka chciałaby jednak dźwigać mniejszy balast ryzyka finansowego.

Choć w procesie inwestorskim kamieniem milowym związanym z Jaworznem była tylko ponowna synchronizacja bloku z siecią, co nastąpiło w kwietniu tego roku, to nie oznacza, że powodowane nim ryzyko nie może pogrzebać szans na przejęcie Rafako przez Sołowowa. Wciąż formalnie nie zakończyło się bowiem badanie due diligence firmy z Raciborza, którego wyniki mogą ponownie dorzucić sprawy związane z Jaworznem do listy warunków zawieszających transakcję.

Skala tej inwestycji jest tak duża, że koszty, które trzeba byłoby ponieść w przypadku zmaterializowania się najczarniejszych scenariuszy, byłyby bardzo bolesne nawet dla inwestorów pokroju Michała Sołowowa.

Bruksela mówi „tak”

W samym środku jaworzniańskiego zamieszania nieoczekiwanie z Brukseli nadeszła decyzja, której Rafako wyczekiwało od ponad roku. Komisja Europejska wydała w środę zgodę na udzielenie spółce pomocy w ramach tzw. Polityki Nowej Szansy.

W lipcu ubiegłego roku Rafako otrzymało pozytywną decyzję od Agencji Rozwoju Przemysłu o przyznaniu 100 mln zł pomocy w ramach tego instrumentu. Z tej kwoty 46 mln zł mają stanowić linie gwarancyjne, a 54 mln zł kapitał obrotowy na potrzeby realizacji nowych kontraktów. Pomoc ta ma przyjąć postać obligacji, które Rafako musiałoby spłacić w trzech ratach najpóźniej w latach 2028-2030, a więc w bardzo odległej perspektywie.

– Komisja uznała, że pomoc jest konieczna i odpowiednia, aby zapewnić Rafako przywrócenie długoterminowej rentowności. Ponadto pomoc przyczynia się do zielonej transformacji energetycznej Polski, ponieważ spółka opracowuje i dostarcza unikalne technologie, poprawiające efektywność środowiskową niektórych z największych elektrowni i projektów w Polsce – stwierdziła KE.

Giełda zareagowała entuzjastycznie – akcje Rafako zakończyły środowe notowania wzrostem o ponad 15 proc., a w ciągu dnia papiery zyskiwały nawet blisko 20 proc. Mając dodatkowe środki finansowe spółka na pewno zyska też na atrakcyjności w ramach samego procesu inwestorskiego.

Gaz-System w końcu zmięknie?

Wśród warunków zawieszających transakcję znajdowało się też zawarcie ugód dotyczących problematycznych kontraktów z JSW Koks (blok energetyczny w Radlinie) i PGE GiEK (instalacja odsiarczania w Bełchatowie), co udało się zrobić w ostatnich miesiącach.

Do odhaczenia wciąż pozostaje jednak Gaz-System (tłocznia Kędzierzyn oraz gazociąg Goleniów – Płoty), gdzie nie było widać postępów w negocjacjach.

Możliwe jednak, że takie wkrótce nastąpią po tym, jak Piotr Naimski został odwołany w ubiegłym miesiącu ze stanowiska pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, w którego nadzorze – obok PSE, PERN i Polskich Elektrowni Jądrowych – znajduje się Gaz-System.

Jego następcą został Mateusz Berger, który wcześniej był wiceprezesem ARP i pracował w Agencji, gdy ta przyznała Rafako wspomniane wcześniej 100 mln zł w ramach Polityki Nowej Szansy. Z informacji portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że Rafako wkrótce powinno przetrzeć ścieżkę do gabinetu nowego pełnomocnika.

Zachód Słońca nad nowym blokiem w Jaworznie. Niestety, może to być zupełnie niezamierzona alegoria. Fot. Tomasz Elżbieciak

Pierwotnie warunkowa umowa dotycząca przejęcia spółki z Raciborza przez wehikuł inwestycyjny Sołowowa przewidywała odhaczenie wszystkich warunków zawieszających do końca czerwca. Następnie termin przesunięto na końców lipca, a aktualnie jest to 15 września. Wszystko wskazuje, podobnie jak z Jaworznem, że w tym przypadku do terminów nie należy się jednak za bardzo przywiązywać.

No chyba, że blok w Jaworznie w końcu zacznie działać tak, jak powinien. W końcu w dziejach polskiej energetyki nie takie cuda się zdarzały.

We wtorek dostawy energii elektrycznej na 2023 rok zostały wycenione na wielu europejskich giełdach najwyżej w historii. We Francji i Szwajcarii cena prądu przekroczyła 2,6 tys. zł, a w Polsce 1,6 tys. zł/MWh. Do efektów wojny handlowej z Rosją dołożyła się susza, która ograniczyła produkcję elektrowni wodnych w Skandynawii, atomowych we Francji i węglowych w Niemczech.
Zielone technologie rozwijają:
Materiał Partnera
Sektor energetyczny stoi obecnie przed jednym z największych wyzwań ostatnich czasów: koniecznością przygotowania się do procesu integracji z Centralnym Systemem Informacji o Rynku Energii (CSIRE). Zmiany prawne, jakie miały miejsce w ostatnich latach spowodowały, że dystrybutorzy i sprzedawcy energii elektrycznej znajdują się w obliczu złożonych procesów rozwojowych – do 2024 roku wszyscy uczestnicy rynku energii muszą być gotowi na obsługę masowej wymiany danych w ramach systemu CSIRE.
Technologie wspiera: