Czy rząd radykalnie zetnie dochody i kompetencje gmin górniczych?

Czy rząd radykalnie zetnie dochody i kompetencje gmin górniczych?

Lokalne społeczności mogą stracić dziesiątki milionów zł, które dostawały dotychczas od firm wydobywczych. Władze tych gmin ostro protestują, w  dodatku na Śląsku zaostrza się konflikt między górnikami a samorządowcami, którzy z coraz  większą niechęcią patrzą na wydobywanie węgla na swoim terenie.

Chodzi o dwa projekty ustaw autorstwa Ministerstwa Środowiska – nowelizację prawa geologicznego i górniczego oraz ustawę o Polskiej Agencji Geologicznej. Oba resort przedstawił do konsultacji w drugiej połowie 2017.

Pierwszy ma rozwiązać tzw. problem roku 2020 – czyli wygaśnięcie kilkudziesięciu koncesji na wydobycie węgla udzielonych na początku lat 90. Dotyczy to zwłaszcza kopalń Polskiej Grupy Górniczej. Dla spółki ich niemożność wydobywania węgla w eksploatowanych złożach to byłaby natychmiastowa katastrofa finansowa. Dotychczasowe przepisy przewidywały, że przedłużenie koncesji wymaga niemal takich samych procedur jak otrzymanie nowej. Potrzebne było zwłaszcza uzgodnienie tego z gminą, na której terenie wydobywany jest surowiec. Wymagało to dość żmudnej procedury administracyjnej.
Resort środowiska zdecydował się więc ułatwić życie spółkom górniczym.  Zamiast uzgodnienia wystarczy tylko opinia wójta, burmistrza, czy prezydenta, która będzie zupełnie niewiążąca.

„W obecnej sytuacji ekonomicznej przedsiębiorców górniczych, z których wielu jest w trakcie dużych zmian restrukturyzacyjnych, zasadnym jest ograniczenie ich obciążeń” – to cytat z uzasadnienia zmian w ustawie.

Ale śląscy samorządowcy traktują to jak odebranie im wszelkiego wpływu na planowanie tego, co dzieje się w gminach. W piśmie do Ministerstwa Środowiska Śląski Związek Gmin i Powiatów wyraża „stanowczy sprzeciw” przeciwko zmianom zasad przedłużania koncesji. Przedstawiciele lokalnych władz stwierdzają, że wywoła to  „paraliż prawny samorządów lokalnych domagających się wpływania na działalność górniczą na swoim terenie”.

Przede wszystkim domagają się aby kopalnie uwzględniały w  większym stopniu miejscowe plany zagospodarowania, innymi słowy. Działalność górnicza wpływa bowiem na stan dróg i planowanie nowych tras, może też mieć wpływ na stosunki wodne. W wielu miejscowościach, m.in. w Bytomiu mieszkańcy narzekają na pękające ściany budynków.

„Ze względu na wysoce chaotyczny, niezaplanowany, a niejednokrotnie wręcz skandaliczny przebieg dotychczasowych likwidacji zakładów górniczych, konieczne jest wreszcie wprowadzenie jednoznacznie sformułowanego przepisu wymagającego uzgodnienia z organem wykonawczym właściwej gminy planu ruchu likwidowanego zakładu górniczego. Zapobiegałoby to nieodpowiedzialnemu obciążaniu społeczności lokalnych długotrwale oddziaływującymi skutkami źle przygotowanej i przeprowadzonej likwidacji zakładu górniczego” – piszą śląscy samorządowcy.

Przeciwko nowym kopalniom na swoim terenie protestowali m.in. mieszkańcy Pszczyny i Orzesza. Ale to były niewielkie, w dodatku prywatne projekty. Dużo większe znaczenie będzie miała sprawa Imielina- ośmiotysięcznego miasta w pobliżu Mysłowic.  Polska Grupa Górnicza chce rozpocząć eksploatację bogatego złoża węgla „Imielin-Północ”. Dla przyszłości spółki złoże to ma kluczowe znaczenie – pobliskie kopalnie „Piast” i „Ziemowit” mają coraz trudniejsze warunki geologiczne, a ich dalszy los jest niepewny.

Tymczasem samorząd Imielina kopalni nie chce. W sierpniu ub. r. rada miasta wydała uchwałę, w której stwierdza, że już obecnie eksploatacja powoduje  „liczne wstrząsy”, które mają negatywny wpływ na warunki życia i środowisko. Uchwała wymienia też długą listę nieszczęść, które spadną na gminę, gdy wydobycie z nowego złoża się rozpocznie: „niszczenie dróg, budynków, infrastruktury komunalnej, powstanie niecek z wodą, osiadanie terenu od 6 do 6,5 m, naruszenie stosunków wodnych”.

Radni Imielina skarżą się też, że PGG nie wywiązała się ze swoich wcześniejszych zobowiązań, m.in. naprawy cieków wodnych.

-Sprawy między kopalniami a samorządami są bardzo zabagnione, stosunki z mieszkańcami są złe, jest duża irytacja ludzi na sposób załatwienia sprawy przez spółki górnicze. Ludzie nie chcą kopalń, mimo ze jest to region tradycyjnie górniczy – mówi w rozmowie z WysokieNapiecie.pl Ferdynand Morski ze Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. W 2016 na Kongresie Górniczym w Krakowie wiceprezydent Rybnika opowiadał nam, że najgorętsze protesty przeciw działalności kopalń ślą do władz miasta...  górniczy emeryci.

W grudniu z dramatycznym apelem o nieblokowanie działalności kopalń wystąpił minister energii Krzysztof Tchórzewski. Opowiadał zebranym w Rudzie Śląskiej samorządowcom, że przekonał Komisję Europejską, że Polska utrzyma obecne wydobycie węgla. - Jeśli wydobycie spadnie, to wyjdę na głupka. Nie chcę na to pozwolić. Potrzebuję dwa miejsca na dobry węgiel i dobre kopalnie. Dzisiaj nic na Śląsku nie ma. Jako społeczność Śląska na to pozwoliliście. - Niefrasobliwość administracji na Śląsku jest dla mnie niezrozumiała. Gminy uchwalają plan zagospodarowania przestrzennego na terenie, gdzie węgiel jest na głębokości 400 metrów pod ziemią. Nie może być tak, że w takich miejscach powstaje normalna zabudowa. Proszę wyciągać wnioski, proszę dokonać przeglądu. Trzeba odkręcić sprawę tego, co się dzieje na Śląsku antygórniczego. Nie możecie chować głowy w piasek - mówił Krzysztof Tchórzewski.

Przedstawiony niedawno „Program dla Śląska” zakłada budowę dwóch nowych kopalń – jednej węgla koksowego, drugiej energetycznego. Nie wiadomo jednak gdzie miałyby powstać.

Minister Tchórzewski powinien raczej skierować swój apel do kolegów z resortu środowiska. Trudno bowiem doszukać się w działaniach MŚ przemyślanej polityki zmierzającej do pozyskania samorządów i mieszkańców w regionach górniczych. Jednocześnie z okrojeniem kompetencji Ministerstwo Środowiska chce im odebrać także pieniądze. Dziś dzięki górnictwu  Polkowice (KGHM, wydobycie miedzi) czy Kleszczów pod Bełchatowem (węgiel brunatny, PGE) to najbogatsze gminy w Polsce. Tymczasem resort  wypichcił projekt ustawy o Państwowej Służbie Geologicznej. Ustawa ma ustanowić pułap wpływów z opłaty eksploatacyjnej dla gmin górniczych- 500 zł na mieszkańca. Zaoszczędzone pieniądze mają zasilić Państwową Agencję Geologiczną - oczko w głowie głównego geologa kraju, wiceministra środowiska Mariusza Oriona Jędryska. To już drugie jego podejście do takich rozwiązań – w 2016 planowano powołać Państwową Służbę Geologiczną, ale prace nad projektem ustawy utknęły.

Jeśli ustawa o PAG zostałaby uchwalona, to straty gmin górniczych będą olbrzymie. Polkowice dostałyby ok. połowy z 25 mln zł, Kleszczowowi z prawie 16 mln zł zostałoby 2,9. Na Górnym Śląsku najbardziej po przysłowiowej „kufie” dostałyby Chełm Śląski i Marklowice koło Rybnika – utraciłyby ok. 1/3 swoich dochodów.

„Celem takiej zmiany jest pobudzenie nowych obszarów gospodarczych opartych na eksploatacji złóż kopalin, bowiem pozyskane środki zostaną przekierowane na inwestycje w innych gminach, o dużym potencjale geologicznym, które nie dysponowały dotychczas zapleczem finansowym niezbędnym do uruchomienia tego typu przedsięwzięć. Takie działanie stanowić będzie jedynie przesunięcie środków finansowych i przyczyni się do tworzenia nowych miejsc pracy, jak również do wzrostu dobrobytu społeczności lokalnych”- głosi uzasadnienie projektu.

Nie bardzo wiadomo jednak, dlaczego gminy miałyby bezpośrednio inwestować w kopalnie – to w końcu domena przedsiębiorców. Za to na pewno odebrane gminom pieniądze przyczyniłyby się do wzrostu dobrobytu nowopowstałej społeczności Polskiej Agencji Geologicznej. W ramach PAG ma też powstać Fundusz Surowcowy, który ma wykładać pieniądze na wydobycie kopalin.

Ustawa o PAG budzi jeszcze większą złość wśród samorządowców, zarówno na Śląsku jak w pozostałych gminach.  Śląski Związek Gmin i Powiatów w swoim stanowisku napisał m.in.

„Przypominamy, że opłata eksploatacyjna jest zatem swoistą rekompensatą dla społeczności lokalnej, uzyskiwaną z tytułu utracenia – niejednokrotnie na dziesiątki lat – możliwości pozyskiwania alternatywnych źródeł dochodów własnych. Rozwiązanie to może także negatywnie nastrajać społeczności lokalne, na których obszarze dokonuje się wydobycie kopalin, do kontynuacji procesów eksploatacji górniczej. Już obecnie, w wyniku stosowanych w praktyce w ostatnich kilkunastu latach sposobów rozliczania z mieszkańcami odszkodowań z tytułu szkód górniczych powodowanych w lokalach mieszkalnych i budynkach, aktualne nastawienie większości mieszkańców gmin górniczych do wznawiania lub kontynuowania eksploatacji górniczej jest wysoce nieprzychylne”.

Najważniejszym problemem nie jest jednak ustawa o PAG, ale wygasające w 2020 r. koncesje. Przed wyborami samorządowymi uchwalenie ustawy zmieniającej zasady ich przyznawania może być trudne. Ale w 2019 będą wybory parlamentarne, więc może być jeszcze trudniejsze.

Najprościej byłoby gdyby spółki górnicze przestały zabiegać o zmianę przepisów, bo niepotrzebnie wpędza to je w konflikt z samorządowcami,  a zamiast tego zaczęły rozmawiać i wspólnie zastanowiły się gdzie koncesje można wydłużyć, a gdzie nie ma to większego sensu.

Zobacz także...

Astronomiczne ceny prądu

Bartłomiej Derski

Prąd z dostawą na przyszły rok kosztował w czwartek najwięcej w historii polskiej giełdy energii. Bieżące ceny są jeszcze wyższe. Ostro drożeje także gaz. Wszystko wskazuje na...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Dowiedz się więcej o Obserwatorze Legislacji Energetycznej