Zachodnioeuropejskie wiatraki do odbudowy. Polskę też to czeka

Zachodnioeuropejskie wiatraki do odbudowy. Polskę też to czeka

Repowering farm wiatrowych, czyli w praktyce budowa nowych, bardziej wydajnych instalacji w dotychczasowej lokalizacji, staje się coraz mocniejszym trendem w krajach zachodniej Europy. Do Polski dotrze on kilka lat później, ale już teraz należy się do niego przygotowywać.

Turbiny wiatrowe są projektowane średnio na 20-25 lat eksploatacji. Po tym czasie można wydłużyć żywotność wielu z nich dzięki wymianie niektórych urządzeń, ale najczęściej bardziej efektywnym rozwiązaniem jest wymiana na turbiny na nową o większej mocy.

Z doświadczeń WindEurope, europejskiego stowarzyszenia energetyki wiatrowej, wynika, że poddane repoweringowi farmy mają o 1,84 razy większą moc niż pierwotna mimo zastosowania na tym samym obszarze o 1/3 mniejszej liczby turbin.

Regulacyjny hamulec

Jak szacuje stowarzyszenie, w latach 2021-2025 z użytku może zostać wycofanych ok. 9,4 GW wiatraków, z czego repoweringowi będzie poddanych 2,4 GW, co przełoży się 4,4 GW odbudowanych mocy.

Na koniec 2020 r. w Europie było zainstalowanych 220 GW mocy w energetyce wiatrowej, z czego ponad 194 GW przypadało na elektrownie lądowe, a pozostałe ok. 25 GW na offshore. Przyrost nowych mocy netto wyniósł 14,3 GW. Średnia moc znamionowa nowych turbin lądowych wyniosła 3,3 MW, a morskich 8,2 MW.

W ubiegłym roku z eksploatacji wycofano 388 MW, a dzięki repoweringowi odbudowano 345 MW. W całości dotyczyło to lądowych farm. Najwięcej mocy wycofano z eksploatacji w Niemczech (222 MW), Austrii (64 MW), Danii (61 MW) i Belgii (25 MW). Większość mocy poddanych repoweringowi również odbudowano w Niemczech.

Tak w ostatniej dekadzie wyglądały statystyki odstawiania i repoweringu mocy farm wiatrowych. Fot. WindEurope

 

Zdaniem WindEurope, główną barierą wdrażania repoweringu były skomplikowane zasady udzielania pozwoleń, głównie związanych z oceną oddziaływania na środowisko. W nadchodzących latach największym rynkiem dla repoweringu mają pozostać Niemcy, a następne będą Hiszpania, Dania, Włochy i Holandia.

- Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych pięciu lat 26 GW mocy osiągnie wiek powyżej 20 lat. Po uwzględnieniu 10 GW, które osiągną wiek ponad 25 lat oraz 1,5 GW o 30-letnim przebiegu, będzie to łącznie blisko 38 GW mocy, w stosunku do których trzeba będzie podjąć decyzję o repoweringu, przedłużeniu eksploatacji lub likwidacji. Brak działań ze strony rządów może skutkować ubytkiem zainstalowanych mocy - ocenia WindEurope.

- W oparciu o obecne trendy i warunki polityczne przewidujemy, że ok. 2,4 GW zostanie wycofanych z eksploatacji i poddane repoweringowi, a 7 GW zostanie zlikwidowane. Pozostałe 29 GW będzie działać nadal i prawdopodobnie ich eksploatacja zostanie przedłużona dzięki wymianie niektórych części, np. przekładni lub łopat - dodaje.

WindEurope prognozuje, że w latach 2021-2025 w Europie zostanie zainstalowanych 105 GW nowych farm wiatrowych, jeśli rządy poszczególnych państw wywiążą się ze swoich obietnic. Ponad 70 proc. nowych mocy będą stanowić wiatraki na lądzie. Jednocześnie organizacja przewiduje, że bez ułatwień proceduralnych - również tych związanych z repoweringiem - przybędzie nie więcej niż 80 GW.

Repowering po polsku

Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl przyznał, że repowering w praktyce oznacza budowę całkiem nowej farmy wiatrowej w dotychczasowej lokalizacji - zarówno pod względem turbin, wież i fundamentów, jak i infrastruktury drogowej oraz elektroenergetycznej.

- W najbliższych kilku latach nie widzę jednak większego potencjału dla tego typu projektów w Polsce, gdyż obecny park maszynowy jest stosunkowo nowoczesny na tle takich państw jak Niemcy czy Dania, które w energetykę wiatrową zaczęły inwestować na długo przed nami - stwierdził Gajowiecki.

Źródło: "Energetyka wiatrowa. Kodeks Dobrych Praktyk". Fot. PSEW

 

Z dotychczasowych danych PSEW wynika, że pierwsze duże farmy wiatrowe zostały oddane do użytku w latach 2001-2005, a znaczący wzrost mocy zainstalowanej nastąpił w latach 2012–2016. Pierwsze farmy zaczną więc wchodzić w okres projektowanego okresu eksploatacji - dla większości turbin wiatrowych wynoszącego 20 lat - w 2021 r. W latach 2032–2036 łączna moc takich turbin wyniesie ok. 4000 MW.

- Najpierw inwestorzy muszą uzyskać zwrot z kapitału, a dopiero później będą analizować repowering. Co prawda w Polsce istnieje kilkaset megawatów farm wiatrowych powstałych przed 2010 r., ale w większości są to urządzenia, która mogą nadal na siebie zarabiać - ocenił Gajowiecki.

- Wciąż jesteśmy jako kraj przede wszystkim na etapie budowy swoich mocy w energetyce wiatrowej, a nie ich modernizacji. Zatem w najbliższych latach spodziewałbym się tylko pojedynczych projektów związanych z repoweringiem najstarszych farm - dodał.

Niemniej jednak trudno o dokładne, zbiorcze dane o wieku polskich wiatraków. Zarówno PSEW, jak i Urząd Regulacji Energetyki nie posiadają zagregowanych danych o turbinach wiatrowych, które zostały oddane do użytku w danym roku. Tymczasem w przeszłości bywało, że do Polski trafiały używane już turbiny z Zachodu.

Zasada 10H do poluzowania

Na budowie nowych farm wiatrowych obecnie dużo się dzieje, gdyż w toku są projekty uruchomione dzięki aukcjom mocy. Branża czeka jednak na liberalizację tzw. ustawy odległościowej i związanej z nią zasady 10H. Bez tego na rynek nie zaczną płynąć nowe projekty.

Zobacz więcej: Budowniczowie wiatraków boją się kolejnego dołka

- Po kompletnej flaucie obecnie mamy tsunami. Wszyscy liczymy na to, że nowelizacja ustawy odległościowej nie tylko pozwoli na uruchomienie projektów zatrzymanych na etapie developmentu, ale też pozwoli na rozwój całkiem nowych inwestycji. Tylko to może przyczynić się do stabilnych przyrostów mocy w perspektywie najbliższej dekady - powiedział nam Michał Kaczerowski, prezes spółki Ambiens.

- Musimy też pamiętać o tym, że za 2-3 lata nadejdzie czas na repowering najstarszych farm, aby stare turbiny zastąpić nowymi w miejscach rozpoznanych pod kątem wietrzności, uwarunkowań środowiskowych, a także - co bardzo istotne - pod względem społecznym - dodał.

Źródło: "Energetyka wiatrowa. Kodeks Dobrych Praktyk". Fot. PSEW

 

W jego ocenie, obecna czy kolejne nowelizacje ustawy odległościowej muszą brać to pod uwagę, gdyż repowering w praktyce będzie oznaczać budowę całkiem nowych i bardziej efektywnych wiatraków o dużej mocy, wraz z nową infrastrukturą drogową i elektroenergetyczną. Będzie można ich postawić mniej, ale będą miały wyższe wieże i większą rozpiętość łopat.

- W przypadku repoweringu kluczowym będzie właśnie wątek społeczny, gdyż dla lokalnych społeczności, które od wielu lat żyją w sąsiedztwie farm wiatrowych, poziom akceptacji dla OZE jest wysoki - stwierdził Kaczerowski.

Nowe, a już przestarzałe

Nasi rozmówcy ze spółek budowlanych zaangażowanych w sektor OZE na ogół przewidują, że trend związany z repoweringiem zacznie być w Polsce widoczny w ciągu 2-3 lat i będzie oznaczał budowę całkiem nowej infrastruktury, a jednocześnie potrzebę demontażu tej dotychczasowej oraz recykling materiałów i urządzeń.

Skutkiem ustawy odległościowej jest również to, że nie budujemy farm wyposażonych w turbiny o wysokiej mocy, co potwierdza Piotr Skowroński, prezes spółki SPIE Elbud Gdańsk.

- W wielu nowych farmach montujemy nieco starsze modele wiatraków, o mniejszej mocy niż moc najnowszych dostępnych maszyn. Wynika to z faktu, że w właśnie te mniejsze wiatraki uwzględniono w pozwoleniach na budowę wydanych kilka lat temu przed uchwaleniem zasady 10H i inwestorzy nie zawsze decydują się na ich zmianę - powiedział nam Skowroński.

W 2020 r. oddaliśmy do użytku lądowe farmy wiatrowe o mocy niewiele większej niż Rosja. Fot. WindEurope

 

Podobne obserwacje ma Piotr Gutowski, wiceprezes spółki Onde. W rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl wyjaśnił, że obecnie montowane turbiny to technologie sprzed 2016 r. Rządzący nie wprowadzili bowiem regulacji, które pozwoliłyby na swego rodzaju repowering projektów wstrzymanych w okresie pomiędzy wprowadzeniem zasady 10H a uruchomieniem aukcji OZE.

- Zabrakło regulacji, dzięki którym inwestorzy mogliby zrobić zamienne pozwolenia na budowę i wstawić nowe turbiny o większej mocy. Wówczas przykładowo zamiast dziesięciu turbin o 2 MW każda można by zamontować pięć turbin o mocy 4 MW każda. W efekcie taka farma mniej wpływałaby na otoczenie i krajobraz - wskazał Gutowski.

Repowering na zapas

Tymczasem Onde przygląda się już sytuacji w zachodniej Europie, głównie w Niemczech, gdzie organizowane są przetargi na roboty budowlane związane z repoweringiem. Przykładowo w jednym z nich inwestor chciałby dwadzieścia turbin o mocy 0,6 MW każda zamienić na siedem nowych turbin dużej mocy.

- Część klientów, dla których pracujemy lub pracowaliśmy w Polsce, to firmy niemieckie lub międzynarodowe, które działają na rynku niemieckim. Ci klienci znają, cenią i mają zaufanie do Onde, stąd też proces pozyskiwania kontraktów będzie w pewnym stopniu ułatwiony. Oczywiście każdy rynek ma swoją specyfikę, którą trzeba wziąć pod uwagę. Z pewnością pomocne będzie wsparcie i doświadczenie Grupy Erbud, do której należymy. Od początku lat 2000 Erbud jest aktywny na rynkach europejskich, a szczególnie w Niemczech, co będzie dodatkowym atutem Onde i argumentem dla inwestorów - stwierdził Gutowski.

Jednocześnie na krajowym rynku są widoczne zjawiska, które mogą świadczyć o tym, że repowering jest planowany już z dużym wyprzedzeniem, na co wskazuje Tomasz Słyż, dyrektor realizacji firmy Electrum.

- Widzimy, że już teraz w zapytaniach ofertowych inwestorzy przewidują wyprowadzenie mocy o przepustowości o 30-40 proc. większej niż moc wiatraków, które planują wybudować. Może to więc wskazywać na to, że w przyszłości inwestor zakłada zwiększenie mocy farmy - podsumował dyrektor.

Zielone technologie rozwijają

Technologie dostarcza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE