Kopalnia (i elektrownia) Turów mają natychmiast stanąć

Kopalnia (i elektrownia) Turów mają natychmiast stanąć

Unijny Trybunał Sprawiedliwości, na wniosek Czech, nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Postanowienie jest jednoznaczne z obowiązkiem wyłączenia całej Elektrowni Turów o mocy 2 GW. Co to oznacza, skąd wziął się ten konflikt i czy musiał się tak zaostrzyć?

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że ze względu na możliwość wyrządzenia mieszkańcom Czech nieodwracalnych szkód, należy – do czasu wydania ostatecznego wyroku – nakazać natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni węgla brunatnego Turów.

Ze względu na brak możliwości przechowywania węgla brunatnego w ilości wystarczającej na dłuższą pracę elektrowni, ta także powinna, zgodnie z postanowieniem, zostać niemal natychmiast wygaszona, w tym także jej najnowszy blok o mocy 495 MW, oddany do eksploatacji zaledwie tydzień temu. Wykonanie postanowienia TSUE oznaczałoby konieczność wyłączenia łącznie siedmiu bloków tej elektrowni o łącznej mocy blisko 2 GW, pracującej na co dzień z mocą od 0,4 do 1,4 GW, a więc pokrywając blisko 5% zapotrzebowania polskich odbiorców na energię.

Postanowienie zostało wydane na wniosek czeskiego rządu, który domagał się nakazu wstrzymania działalności kopalni do czasu rozpatrzenia skargi. Rząd Republiki Czeskiej złożył taki wniosek 26 lutego 2021 roku. 

W ostatnich miesiącach Elektrownia Turów była w polskim systemie elektroenergetycznym potrzebna jak rzadko

Polski manewr, czeski kontratak

Czeska skarga jest odpowiedzią na decyzję Polski z marca 2020 roku o przedłużeniu koncesji dla KWB Turów do 2026 roku. Trybunał nie zajmuje się natomiast na razie kolejnym wydłużeniem koncesji z kwietnia 2021 roku, w którym rząd umożliwił kopalni pracę do 2044 roku na podstawie znowelizowanego Prawa geologicznego.

Najwyraźniej część polityków i menedżerów PGE oceniała, że sprawa nie potoczy się tak źle dla polskiej strony. Rząd, aby poradzić sobie z czeskimi zastrzeżeniami, zastosował wybieg proceduralny, który miał dać mu więcej czasu. Ponieważ procedura przyznawania docelowej koncesji do 2044 roku ślimaczyła się, przyznał koncesję “tymczasową”, do 2026 roku. Przy okazji jednak naruszono unijną dyrektywę, poprzez nieszczęsny rygor natychmiastowej wykonalności. 

− Oni [Czesi – red.] robili wszystko, żeby zablokować ten normalnie biegnący proces koncesyjny, gdzie jest raport środowiskowy, decyzja środowiskowa. Wkurzyli się, bo Polska znalazła sobie rozwiązanie przejściowe na 6 lat – ustawowo wprowadziła możliwość wydania koncesji bez decyzji środowiskowej, ale ten proces uzyskania normalnej koncesji trwa – mówił na komisji sejmowej Stanisław Żuk, były wiceprezes PGE GiEK, a obecnie poseł Kukiz’15. − Jeżeli jednak celem jest to, żeby ostatecznie doprowadzić do zamknięcia Turowa, to na to absolutnie zgody nie będzie i ciężko się zdziwicie, gdy wcześniej czy później zobaczycie, że Turów będzie istniał do tego momentu, kiedy będzie miał ostatnie tony złoża – dodał poseł.

PGE uruchomiła kampanię medialną w Czechach i Brukseli, mającą bronić Turowa

Czeski film o Turowie

Rząd w Pradze chciał przez cały 2020 r. negocjować z Warszawą. Domagał się , aby Polska partycypowała w kosztach rozbudowy infrastruktury zaopatrzenia w wodę w Kraju Libereckim. Chodziło m.in o budowę nowych ujęć w Uhelnej, Vaclavicach i Hradku nad Nysą. To miało kosztować 176 mln koron czyli 30 mln zł. 

Dużo droższe byłyby jednak kolejne wodociągi, które postulowali Czesi. W sumie miały kosztować 836 mln koron czyli 140 mln zł. Ponadto Czesi chcieli powołania Funduszu Małych Projektów, który dbałby o zaopatrzenie w wodę w regionie. Ale to już niewielka kwota - zaledwie 2,5 mln koron

Polacy zgadzali się tylko na ostatni pomysł, przy czym miał być zupełnie “oderwany” od Turowa. Z punktu widzenia polskiego rządu udział w tych projektach oznaczał przyznanie się, że elektrownia wpływa na stosunki wodne po stronie czeskiej, a tego bardzo chciano uniknąć.

Ponadto strona polska była pewna, że Czesi przegrają sprawę w unijnym sądzie. Powoływano się na precedens z Belgii w 2019, w którym unijny trybunał oddalił skargę organizacji ekologicznych na przedłużenie działania elektrowni atomowej w Doel bez oceny oddziaływania na środowisko. Trybunał uznał, że priorytetem jest w tym wypadku bezpieczeństwo energetyczne a  w przypadku natychmiastowego zamknięcia elektrowni istnieje realne ryzyko zakłócenia dostaw prądu. 

Na całe zamieszanie mają też wpływ wybory parlamentarne w Czechach, które odbędą się jesienią. Startuje w nich ugrupowanie hejtmana (odpowiednika naszego marszałka województwa) regionu libereckiego, Martina Puty.

Ekran przeciwfiltracyjny był jednym z kilku postulatów czeskiego rządu i samorządowców, na którego postawienie zgodziła się PGE. Polski koncern i rząd nie chciały jednak zaakceptować kilku innych, co doprowadziło do zaostrzenia konfliktu i w efekcie wydania dzisiejszego postanowienia zabezpieczającego TSUE

Według informacji portalu WysokieNapiecie.pl strona polska nie przekazała TSUE żadnych szczegółowych analiz na temat wpływu zamknięcia Turowa na bezpieczeństwo energetyczne, ograniczając się do ogólnych sformułowań o potrzebie zachowania elektrowni w systemie.

Czesi, w swojej skardze, przekonywali natomiast, że węgiel do elektrowni Turów można wozić wagonami z innych kopalni węgla brunatnego. Z punktu widzenia logistycznego takie rozwiązanie jest dziś jednak niemożliwe. Jednak nawet rozbudowa infrastruktura umożliwiająca taki transport od strony technicznej, oznaczałaby gigantyczne koszty, podważające sens takiego rozwiązania. Trybunał w uzasadnieniu dzisiejszego postanowienia nie wrócił, co prawda, do tego nierealnego pomysłu wożenia węgla brunatnego, ale ocenił, że operator systemu przesyłowego może poradzić sobie z wyłączeniem jednej elektrowni.

Kompleks w Turowie to trzeci po Bełchatowie i Koninie producent węgla brunatnego w kraju. Wydobywa co roku prawie 5 mln ton węgla, który jest natychmiast spalany w elektrowni. Elektrownia ma moc 1968 MW, w zeszłym roku wyprodukowała 5,2 TWh prądu czyli 3 proc. krajowego wytwarzania. Wprawdzie produkcja prądu w Turowie od 2015 systematycznie się zmniejsza, ale w 2020 r. spadek nieco wyhamował. Turów zatrudnia bezpośrednio ok. 3,6 tys. ludzi, wg PGE w otoczeniu kompleksu pracuje ok. 15 tys.

Ceny prądu wzrosną

Jeżeli rząd i PGE rzeczywiście wykonają postanowienie TSUE, ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym, a w konsekwencji ceny dla odbiorców wzrosną. Elektrownia Turów jest jedną z najtańszych elektrowni konwencjonalnych w polskim systemie elektroenergetycznym.

Miejsce elektrowni na mapie i w stosie kosztów produkcji elektrowni konwencjonalnych w Polsce zostały zaznaczone na czerwono.

“Nie powinniśmy lekceważyć czeskich zarzutów”

Czy rzeczywiście kopalnia w Turowie zabiera wodę Czechom i jest to niebezpieczne dla Kraju Libereckiego? Opinie geologów są bardzo podzielone,  polscy politycy  powoływali  się nawet na zdjęcia, na których widać w czeskich domach wokół Uhelnej i Hradka pełno basenów. 

Dr Sylwester Kraśnicki, jeden z nielicznych niezależnych hydrogeologów, który badał wpływ kopalni Turów na podziemne wody w regionie, tłumaczy, że wciąż jest wiele niewiadomych. – Niemcy publikują wyniki swojego monitoringu wód podziemnych w Internecie, w Polsce są trudności z uzyskaniem części danych, ale największy kłopot jest z dostępem do danych czeskich – tłumaczy w rozmowie z WysokieNapiecie.pl. Także on nie widział raportu czeskiego Instytutu Geologicznego, na który powołuje się czeskie Ministerstwo Środowiska, a na wcześniejsze maile z prośbą o informacje instytut nie odpisał.

Mimo to Kraśnicki ostrzega, żeby czeskich zarzutów nie lekceważyć. – Ekran, który wybuduje PGE ogranicza odpływ wody, ale nie eliminuje go całkowicie – tłumaczy. Nie jesteśmy przygotowani na czarny scenariusz, w którym ekran nie zadziała na pewnych obszarach albo na sytuację, w której masowe ruchy utworów skalnych go rozszczelnią – wyjaśnia polski hydrogeolog. Oddziaływanie kopalni na czeską stronę na pewno jest i Czesi słusznie alarmują. Dotyczy to zwłaszcza głębszych poziomów wodonośnych. Niemcy zrobili taki ekran dla kopalni Jaenschwalde i okazało się, że ścianka ogranicza odpływ wód podziemnych ze strony polskiej, ale nie całkowicie.

Czy potrzebna jest kolejna opinia niezależnych naukowców, którą ewentualnie zamówiłby Trybunał Sprawiedliwości UE? Zdaniem Kraśnickiego to dobry pomysł. Komisja Europejska zamówiła taką opinię dla odkrywki Tomisławice i okazało się, że zasięg odwodnienia ma kilkukrotnie większą powierzchnię niż przy pierwszym oszacowaniu – opowiada naukowiec. Opracowanie takiej opinii zajęłoby, jego zdaniem, co najmniej pół roku.

Czas na refleksję

Za niezastosowanie się do wyroku TSUE Polsce grożą wielomilionowe kary. Rząd powinien z decyzji trybunału wyciągnąć wnioski i zastanowić się nad zmianą dotychczasowej strategii, a przede wszystkim wrócić do rozmów z Czechami.

"Prawo to umiejętność przewidzenia tego, co zrobi sąd".  pisał ponad 100 lat temu wybitny amerykański filozof prawa, Oliver Wendell Holmes. Polscy decydenci chyba nie zdaliby egzaminu u amerykańskiego profesora.

 

Rynek energii wspiera

PGE

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE