Ile jest warta umowa społeczna rządu z górniczymi związkami?

Ile jest warta umowa społeczna rządu z górniczymi związkami?

Rząd szykuje się na długie negocjacje planu zamykania kopalń z Komisją Europejską. Ale niezależnie od tego co zdecyduje Bruksela, to los kopalń PGG jest przesądzony do połowy lat 30. Skończy się bowiem popyt na węgiel

W angielskim filmie „Orkiestra” górnicy z fikcyjnej kopalni muszą zdecydować w referendum czy chcą wziąć odprawy i odejść czy też zaryzykować, pozostać w sprywatyzowanej kopalni, ale jeśli  nie utrzyma się ona na rynku, to żadnych odpraw nie będzie. Film był inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, a wyniki podobne jak w życiu - 75 proc. górników zagłosowało za odprawami. Kopalnię zamknięto.

Niestety w Polsce nikt nie pomyślał nawet żeby zapytać o zdanie samych górników, zwłaszcza tych z ze skazanych na szybką likwidację kopalń przynoszących największe straty.  Działacze związkowi wszystko wiedzą lepiej, a rząd boi się nadepnąć im na odcisk. Ale pośrednio taki plebiscyt się odbędzie – chociaż rozłożony w czasie na kilka lat.

Porozumienie podpisane przez rząd i górniczych związkowców w środę ma trzy najważniejsze elementy. Harmonogram zamykania kopalń, dopłaty z budżetu do wydobycia oraz pakiet socjalny dla odchodzących górników. Przeanalizujmy po kolei je wszystkie. Dodajmy, że zrobi to  Komisja Europejska, która ma zatwierdzić porozumienie Nie sposób przewidzieć jak się skończą rozmowy rządu z Brukselą, ale na co Komisja zwróci uwagę?

Co zrobić z całym tym węglem? Pomyślimy o tym później

Przede wszystkim nie ma już podstawy prawnej dla dopłat do kopalń. Decyzja Radu UE, która pozwalała na subsydiowanie wydobycia w zamykanych kopalniach od 2010 r. wygasła w 2018 r. Polska będzie wnioskować o dopłaty na podstawie Traktatu UE, ze względu na „ważny interes gospodarczy”. Pomoc musi być jednak zgodna z celami UE, to jest przede wszystkim ze zmniejszeniem emisji C02 do 2030 r. Tutaj jest główny słaby punkt czyli haromonogram zamykania kopalń.

Jest kompletnie nierealistyczny, bo zakłada, że większość kopalń będzie likwidowana dopiero po 2030 r. Do tego roku r. mają zniknąć z mapy tylko małe Bolesław Śmiały pracujący na potrzeby elektrowni Łaziska, która zresztą przetrwa najwyżej do 2026 r. oraz Sośnica (dopiero w 2029 r.) czyli w sumie zaledwie nieco ponad 3 mln  ton węgla rocznie.

Tymczasem, jak już pisaliśmy, sama Polska Grupa Górnicza oceniała, że już do 2023 r. popyt na węgiel spadnie o 7 do 10 mln ton. W systemie pojawi się bowiem do 2 do 3 GW nowych wiatraków na lądzie i drugie tyle PV. Węgiel jest też wypychany przez nowe bloki gazowe.

Według nieoficjalnych informacji dochodzących z Ministerstwa Aktywów Państwowych do 2030 r. wyłączone zostaną wszystkie stare bloki na węgiel kamienny o mocy 200 MW. To oznacza, że z elektrowni opalanych tym paliwem zostaną nowe Opole ( 1800 MW, ok. 4 mln ton węgla rocznie), stare Opole (1400 MW,  obecnie ok. 3 mln ton), Kozienice ( 900 MW, 2 mln ton) oraz Nowe Jaworzno ( 900 MW, 2 mln ton).

W 2030 r. elektrownie węglowe będą pracować jeszcze mniej godzin niż obecnie,  spalą więc mniej węgla. Nie będzie już dużych węglowych elektrociepłowni. Popyt na „czarne złoto” sięgnie w porywach 10-11 mln ton, zaspokoją go Bogdanka  i JSW, być może jedna kopalnia Tauronu oraz import. Dwie rentowne, giełdowe spółki górnicze – Bogdanka oraz wydobywająca głównie węgiel koksowy JSW nie przystąpiły do programu dopłat, czym wyraziły zdrowy sceptycyzm co do szans jego powodzenia.

Dodatkowo spadnie też popyt na węgiel zużywany w gospodarstwach domowych – coraz więcej ludzi przechodzi na gaz lub pompy ciepła, a rządowe programy będą przyspieszać ten proces.

Ile jeszcze dopłacimy do strat?

Skoro kopalnie sprzedadzą mniej węgla, a koszty stałe (czyli mniej więcej w połowie pensje) pozostaną takie same, to pojawi się dziura w kasie Polskiej Grupy Górniczej, którą trzeba będzie zatkać.

I tu dochodzimy do kolejnego elementu umowy czyli dopłat z budżetu nazywanych oficjalnie „dopłatami do zdolności redukcji wydobycia”. Mówi o nich załącznik numer 1.

Na dobro rządu należy zapisać, że dopłaty, które wg nieoficjalnych informacji mają sięgnąć 2 mld zł, obwarował wieloma warunkami. To m.in. ograniczenie produkcji, optymalizacja kosztów wydobycia, brak inwestycji w nowe złoża i maksymalizacja zysków. Wskaźniki będą wyznaczane dla poszczególnych kopalń.  Przy okazji warto dodać, że poświęcono w ten sposób kopalnie rybnickie, najlepszą część PGG. Samodzielnie miałyby szanse konkurować z Bogdanką jeszcze kilka lat, pozbawione inwestycji i dopływu kapitału, nie przetrwają po 2030 r. Górników z Rybnika nikt o zdanie nie pyta.

Spółki górnicze – PGG, Tauron Wydobycie i Węglokoks mają podpisywać umowy z rządem, które określą warunki tych dopłat. Jeśli kopalnia nie wypełni  wskaźników, to wówczas ma zostać powołana specjalna komisja, która zastanowi się jakie były przyczyny i czy kopalnia jeszcze rokuje na przyszłość.

I teraz dochodzimy do największego paradoksu, który będzie prześladował pomysłodawców dopłat i który trudno będzie wyjaśnić w Brukseli. Popyt na węgiel będzie spadał, kopalnie będą więc go sprzedawać coraz mniej. Koszty zostają te same, strata coraz większa, więc dopłaty z budżetu powinny z roku na rok rosnąć, przynajmniej do początku lat 30 r.  Nawet jeśli  Bruksela w ogóle zgodzi się na dopłaty, to  na pewno nie zaakceptuje tego, żeby z roku na rok rosły, chociażby dlatego, że uzgodnione  niedawno rozporządzenie UE o prawie klimatycznym zakłada wygaszanie subsydiów do paliw kopalnych.

Rząd, związkowcy i spółki górnicze o tym wiedzą. Żeby jakoś zaklajstrować zionącą dziurę, uzgodniono załącznik zakładający uruchomienie nowych technologii węglowych, m.in. nowej elektrowni węglowej (zgazowanie węgla koło Bogdanki, analizowała to Enea, ale obecnie o projekcie milczy). Związkowcy twierdzą, że dzięki temu zagospodarowane zostanie zbędne 10 mln ton węgla.

Rząd zdaje sobie zapewne sprawę, że plany te są oderwane od rzeczywistości więc w załączniku nie ma nawet listy spółek odpowiedzialnych za poszczególne projekty. Kto miałby więc je realizować?

Górnicy zagłosują nogami

Na co więc w rzeczywistości liczy rząd i zarządy spółek górniczych? Zanim zakończą się rozmowy z Brukselą, wejdzie w życie ustawa umożliwiająca odchodzenie górników z pracy. Dostaną m.in. urlopy górnicze, odprawy po 120 tys. zł. –Ilu się skusi, trudno powiedzieć, na pewno są tacy co ino czekają na odprawy.  Jeden ze związkowców powiedział mi, że do końca 2030 r. powinno odejść 10 tys. ludzi – opowiada nam górnik z PGG.

To jedna czwarta załogi. Wówczas plan mógłby się jakoś od biedy spiąć, ale trudno założyć, że przy odejściu 10 tys. ludzi wszystkie kopalnie będą pracować jak gdyby nigdy nic.

I tu wracamy do początku naszej historii. W Polsce nie będzie oficjalnych plebiscytów w najgorszych kopalniach, w których górnicy mogliby zdecydować czy chcą odprawy lub przejście do innej kopalni czy ryzykują pracę w kopalni, której grozi bankructwo. Ale de facto taki plebiscyt się odbędzie, tyle, że rozłożony w czasie na najbliższe kilka lat. Jeśli dopłat z budżetu nie będzie, to  górnicy masowo zaczną odchodzić z kopalń i brać odprawy nie widząc dla siebie perspektyw. Jeśli dopłaty będą, ale okaże się, że znaczna część kopalń PGG nie będzie w stanie wypełnić wyśrubowanych wskaźników i np. trzeba będzie ciąć pensje, to efekt w postaci eksodusu górników będzie taki sam.

Dlaczego związkowi działacze nie mówią o tym wszystkim ludziom, o których dobro powinni dbać? - Musieli by zrezygnować z tego, co kochają najbardziej czyli władzy. A nie po to się dorobili takich posadek żeby teraz wyjść i powiedzieć, że zamykamy interes – tłumaczy z przekąsem górnik z PGG.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE