Nowa elektrownia na Wiśle: ogromne koszty, marne skutki

Nowa elektrownia na Wiśle: ogromne koszty, marne skutki

„Ostrołęka C” nie jest jedyną budową, która może skończyć się jedynie zmarnowaniem ogromnych środków. W Siarzewie koło Włocławka decydują się losy jeszcze bardziej wątpliwej inwestycji za 4,5 mld zł. Ogromny projekt dotyczy elektrowni o mocy zaledwie 80 MW. Budowa nowej tamy na Wiśle idzie na przekór realizowanym w Unii i na świecie projektom rozbierania tam i przywracania rzek do normalnego stanu.

Elektrownie wodne na rzekach od lat nie mają w Polsce większego praktycznego znaczenia. W zeszłym roku wytworzyły 1,62 TWh prądu, czyli mniej niż 1% całkowitego zapotrzebowania. Ponad jedną trzecią z tego wyprodukował obiekt we Włocławku, która w lutym trafił na pierwsze strony gazet po tym, jak spiętrzony przez tamę lód spowodował podtopienia w Płocku. Stopień wodny we Włocławku nigdy nie był projektowany do samodzielnej pracy. Zgodnie z planami z lat 60’ XX wieku miał być jednym z siedmiu stopni wodnych zamieniających największą z polskich rzek w szereg jezior będących drogą wodną z Płocka do Bałtyku. Transport rzeczny okazał się nieopłacalny i jeszcze za czasów Gierka zarzucono budowę Kaskady Dolnej Wisły na rzecz transportu kolejowego i energetyki węglowej.

Wątpliwe argumenty za budową tamy

Po 50 latach pomysł odżył i już na dniach Wody Polskie mają ogłosić przetarg na budowę kolejnego stopnia wodnego w Siarzewie. Główną motywacją jest „podparcie” Włocławka, czyli podniesienie poziomu wody za istniejącą tamą. Trudno uznać to za racjonalne wytłumaczenie, biorąc pod uwagę, że kilkaset metrów poniżej znajduje się już próg podpiętrzający, który został w 2015 roku odnowiony za niewiele ponad milion złotych.

Wśród argumentów za budową tamy pojawia się też ułatwienie żeglugi i zmiana rzeki w drogę wodną o międzynarodowym znaczeniu. Jak jednak pokazuje przykład Odry, transport rzeczny przegrywa konkurencję z koleją i ciężarówkami. Wisła jest małą rzeką w porównaniu z Renem czy Dunajem, a ze względu na duże wahania poziomów i piaszczyste dno, nie da się jej dostosować do żeglugi bez całkowitego uregulowania i zamiany w szereg jezior.

Susza+

Eksploatacja już działających na Wiśle elektrowni wodnych powoduje szereg problemów. Stopień wodny we Włocławku zatrzymuje większość spływających rzeką osadów. Z tego powodu każdego roku się wypłyca. W mule lęgną się na masową skalę ochotki, które w Płocku i Nowym Duninowie potrafią pokryć chodniki i parapety warstwą o grubości kilku centymetrów. Zatrzymanie osadów w zbiorniku powoduje, że poniżej tamy woda intensywniej podmywa dno. Przykładem jest stopień wodny Przewóz w Krakowie, gdzie koryto Wisły pogłębiło się o ponad 2 metry. Z tego powodu śluza, która miała ułatwić żeglugę, pozwala dziś tylko na przepływ jednostek o zanurzeniu 50 cm, czyli … kajaków.

Pogłębienie koryta to realny problem, bo oznacza obniżenie poziomu wód gruntowych. Kujawy są silnie narażone na suszę rolniczą, podobnie jak Wielkopolska Wschodnia i wiele innych obszarów w centralnej Polsce. Właściwą metodą walki z suszą jest mała retencja wody, odtwarzanie mokradeł i budowanie zastawek na kanałach odwadniających. Woda zgromadzona przez tamę nie wróci już na pola. Za straty powodowane przez suszę płaci Skarb Państwa, podobnie jak za utrzymanie lodołamaczy, które chronią mieszkających nad Zalewem Włocławskim przed powodzią.

Stopień wodny w Siarzewie nie ma znaczenia przeciwpowodziowego. Sam zbiornik ma bardzo małą pojemność względem fali potencjalnej fali powodziowej - wypełnienie dodatkowej pojemności to kwestia kilkudziesięciu minut. Poprawę ochrony poprzez podwyższenie wałów można zrealizować bez budowy tamy. Zresztą najcenniejsze gospodarczo tereny w Ciechocinku i zakładach Anwilu znajdują się poza obszarem wody 500-letniej.

Wsparcie OZE – tak, ale z pomysłem

Ekonomia energetyki wodnej zależy od warunków geograficznych. W Chinach i Szwajcarii nawet małe elektrownie wodne potrafią osiągać spadki rzędu setek metrów. Elektrownia we Włocławku ma nominalny spadek 8,8 metra, a wysokości stopni wodnych „żeglugowych”, takich jak Siarzewo nie przekraczają 4-5 metrów. Elektrownie wodne w Polsce w większości nie są w stanie utrzymać się ze sprzedaży prądu i wymagają wysokich dopłat. Już w latach 90’ małe elektrownie wodne otrzymywały za energię znacznie wyższą stawkę niż pozostali wytwórcy. Obecne maksymalne stawki to od 535 zł/MWh dla obiektów o mocy większej niż 1 MW do aż 620 zł dla elektrowni mniejszych niż 0,5 MW. Dla porównania maksymalna stawka dla dużej fotowoltaiki to 340 zł/MWh, a rynkowa cena energii jest poniżej 300 zł/MWh. Budowa elektrowni wodnej w Siarzewie będzie finansowana z pieniędzy państwa, a sprzedaż energii jedynie pozwoli pokryć część kosztów eksploatacji.

Energia czerpana z rzek nie ma istotnego znaczenia w naszym systemie elektroenergetycznym. Praktycznie wszystkie elektrownie działają jako przepływowe – ich produkcja jest całkowicie uzależniona od bieżącego przepływu wody. Pomoc przy awaryjnym postawieniu sieci, jaką może oferować część z nich, może być zapewniona przez inne szybko startujące źródła wytwórcze wspierane przez magazyny energii. Jedyna rola, w jakiej hydroenergetyka może mieć istotne znaczenie w przyszłości, to gromadzenie nadwyżek prądu w elektrowniach szczytowo-pompowych. Mogą być one budowane bez istotnej ingerencji w środowisko naturalne np. w wyrobiskach zalewanych kopalń węgla kamiennego lub odpowiednio ukształtowanych zwałowiskach i wyrobiskach likwidowanych odkrywek węgla brunatnego. Takie koncepcje powstawały i powstają m.in. dla KWB Bełchatów i KWB Turów, ale zainteresowanie polityków i PGE takimi projektami jest dziś żadne, pomimo, że to właśnie teraz trzeba by już odpowiednio formować i zabezpieczać zwałowisko zewnętrzne, jeżeli w przyszłości miałby się tam znaleźć zbiornik wody.

Energia z rzeki nie jest ekologiczna

Istnienie stopni wodnych eliminuje większość ryb wędrownych, w tym wszystkie największe i najbardziej cenione gatunki. W XX wieku do Wisły wpływały co roku łososie i dorastające do 3-4 metrów jesiotry ostronose. Ryby o tych rozmiarach poławiano m.in. w Krakowie i Warszawie. Po wybudowaniu tamy we Włocławku w ciągu kilku lat populacje ryb wędrownych się załamały. Łososie i jesiotry wyginęły w Polsce zupełnie, obecnie trwa prowadzona ogromnym kosztem reintrodukcja. Dopóki istnieją sztuczne zapory, większość rzek jest jednak dla nich niedostępna. Przez przepławkę we Włocławku przedostaje się tylko niewielka część migrującego stada, w dodatku po pokonaniu jej ryby trafiają do jeziora o długości prawie 60 kilometrów, w którym nurt jest niewyczuwalny, więc ryby nie mogą dotrzeć do tarlisk. Większe gatunki, takie jak jesiotry w ogóle nie są w stanie pokonać przepławki ani żadnego progu wyższego niż 30 centymetrów. Przeciwko budowie stopnia wodnego w Siarzewie protestują nie tylko ekolodzy i przyrodnicy, ale też wędkarze.

Dodatkowym problemem jest wysoka emisja gazów cieplarnianych. Z powierzchni Jeziora Włocławskiego wydziela się ok. 400 mg metanu na metr kwadratowy dziennie. Gdyby emisje obciążyć opłatami stosownie do wpływu na efekt cieplarniany, Elektrownia Włocławek musiałaby płacić tyle, ile generująca taką samą ilość prądu elektrownia gazowa. Rekordową emisyjność ma Obiekt Hydrotechniczny Siemianówka – ponad 200 ton ekwiwalentu CO2 na każda megawatogodzinę.

Inni likwidują, my budujemy …

Unijna Ramowa Dyrektywa Wodna nakłada na wszystkie kraje obowiązek doprowadzenia wszystkich rzek do dobrego stanu najpóźniej do 2027 roku. Jednym z najważniejszych problemów są tamy. W Polsce działa prawie 700 małych elektrowni wodnych o mocy poniżej 1 MW. Wszystkie razem produkują zaledwie 0,2% krajowego prądu. Tej energii nie można nazwać ekologiczną, bo w jej imię uniemożliwiono wędrówki ryb, płazów i organizmów dennych m.in. raków. W wielu krajach, m.in. we Francji i w Finlandii prowadzi się obecnie rozbiórki tam. W Stanach Zjednoczonych wyburzono ich już 3500, w Unii Europejskiej ponad 1500. Likwidacja tamy jest często tańsza niż odtworzenie po kilkudziesięciu latach eksploatacji.

Energetyka wodna na rzekach nie ma w Polsce dużego potencjału i w większości trwa tylko dzięki dotacjom. Jednocześnie każda tama stanowi silną ingerencję w środowisko rzeki, przyczynia się do suszy glebowej i uniemożliwia występowanie wielu gatunków ryb. Budowa stopnia wodnego w Siarzewie nie ma żadnego sensu. 4,5 mld zł, które ma kosztować stopień wodny można z pożytkiem wydać na co innego.

Zielone technologie rozwijają

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE