Columbus Energy wart tyle co pół Taurona

Columbus Energy wart tyle co pół Taurona

Kapitalizacja polskiego lidera rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych zbliża się do 1 mld zł. Columbus Energy jest wart na giełdzie już niemal połowę tego co Tauron, jeden z największych państwowych koncernów energetycznych. Jak do tego doszło i jakie plany ma jej największy udziałowiec?

W środę inwestorzy kupowali akcje Columbus Energy, notowanej na warszawskiej NewConnect, nawet po 24,60 zł. Wyceniali więc całą spółkę na niemal 996 mln zł, czyli nieznacznie wyżej, niż przed giełdowym krachem wywołanym koronawirusem. Columbus dołączył tym samym do nielicznego grona spółek, które odrobiły już cały spadek wartości z ostatnich tygodni. Wyraźnie pomogła mu w tym publikacja wyników finansowych za pierwszy kwartał 2020 roku, pokazująca pięciokrotny wzrost przychodów (r/r) i siedmiokrotny wzrost zysku brutto.

Kapitalizacja wyższa od kilku banków

Nawet po czwartkowej korekcie o blisko 13 proc. Columbus jest dziś drugą najdroższą spółką na New Connect, a jej wartość w oczach akcjonariuszy dobija do połowy wartości katowickiego Taurona, jednego z największych w Polsce koncernów energetycznych, z milionami klientów i miliardami przychodów. A to wszystko przy obrotach na jego akcjach (6,3 mln zł w czwartek) na bardzo podobnym poziomie do obrotów na walorach Energi, Enei czy Taurona (sięgających od 5,5 do 7,6 mln zł).

Tym samym wycena Columbus Energy jest niemal dwukrotnie wyższa od wyceny BOŚ (państwowego baku finansującego „zielone” inwestycje), ale też i dwóch innych banków: Getin oraz Idea, czy holdingu ZE PAK (jednego z największych producentów energii elektrycznej z węgla w Polsce) oraz dziesięciokrotnie wyższa od wyceny Rafako (budującej m.in. jeden z największych w Polsce bloków węglowych). Jak to możliwe?

− Zdarzało mi się czytać, że wycena Columbusa jest przesadzona, że to spekulacja, ale po naszych kolejnych wynikach widać, że wskaźniki takie jak cena [akcji – red] do zysku czy do wartości księgowej nie są wcale na jakichś kosmicznych poziomach. Tym bardziej, że coraz bardziej zmieniamy się z firmy sprzedażowej w firmę technologiczną i szybko rośniemy. Naszą ambicją jest utrzymanie tempa na poziomie kilkuset procent wzrostu zysków brutto rok do roku – przekonuje w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl Dawid Zieliński, prezes i największy udziałowiec Columbus Energy (poprzez fundusz Gamestone ma ponad 31 proc. akcji).

Przychody wyższe od GPW

Jest przynajmniej kilka powodów dla których inwestorzy, przynajmniej teoretycznie, oddaliby połowę Taurona, aby kupić Columbusa. Po pierwsze, spółka zajmuje się wyłącznie przyszłościowymi technologiami – fotowoltaiką, pompami ciepła, magazynami energii, stacjami ładowania samochodów elektrycznych i rozwojem oprogramowania, które to wszystko ma spinać.

Po drugie, bardzo dynamicznie rośnie. W 2019 roku jej przychody (202 mln zł) były trzykrotnie wyższe niż w 2018 roku (62 mln zł), a te z kolei były dwa razy wyższe niż w 2017 roku, który z kolei był trzykrotnie lepszy od 2016 roku. W czwartym kwartale 2019 roku przychody spółki na poziomie 94 mln zł przewyższały m.in. przychody Giełdy Papierów Wartościowych (80 mln zł) i państwowego Polskiego Holdingu Nieruchomościowego (65 mln zł). Jednocześnie stanowiły niemal połowę przychodów najdroższej spółki na dużym parkiecie warszawskiej giełdy – CD Projektu (213 mln zł). Z kolei w pierwszym kwartale tego roku Columbus wypracował już ponad połowę tego, co w całym ubiegłym roku (125 mln zł). Rzadko które firma może dziś pochwalić się niemal wykładniczym przyrostem przychodów.

Po trzecie, spółka zarabia. W 2019 roku wypracowała blisko 12 mln zł zysku netto – dziesięciokrotnie więcej rok do roku – oraz ponad 22 mln zł zysku EBITDA. Z kolei według szacunkowych danych zysk brutto tylko za pierwszy kwartał tego roku wyniósł już blisko 18 mln zł brutto – siedmiokrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Dla porównania wspomniany Tauron za cały ubiegły rok wypracował prawie 11 mln zł straty netto, przy 2,3 mld zł EBITDA. O wyniku przesądziły co prawda odpisy księgowe, ale nie wzięły się one z niczego – katowicki koncern po prostu spisał wartość kolejnych aktywów do zera, bo wie, że zamiast zarabiać, będą mu przynosić straty. W efekcie, w przeciwieństwie do Columbusa, jest dziś wyceniany o ponad 30 proc. niżej niż rok temu. Kurs jego akcji na GPW wciąż niewiele odstaje od groszowego.

Po czwarte, w żagle Columbusa wieje polityka regulacyjna i zmiany rynkowe. Panele fotowoltaiczne, pompy ciepła i magazyny energii cały czas tanieją, a jednocześnie rząd coraz chętniej je wspiera poprzez np. program „Mój prąd”, czyli dotacje do paneli fotowoltaicznych dla rodzin, program „Czyste powietrze”, czyli dopłaty zarówno do fotowoltaiki, jak i pomp ciepła czy ogrzewania elektrycznego oraz ulgę termomodernizacyjną. Dzięki nim domowe elektrownie, które sprzedaje i montuje Columbus, są w zasięgu portfeli coraz liczniejszej grupy polskich rodzin. Z kolei dzięki aukcjom OZE spółka rozwija kolejne duże farmy fotowoltaiczne z gwarantowanym przez 15 lat przychodami. Pomóc powinny jej też kolejne szykowane zmiany.

Zmiany w „Czystym powietrzu” korzystne dla pomp ciepła

− W połowie maja zmieni się w końcu sposób aplikowania o dotacje z programu „Czyste powietrze”. Wnioski będą znacznie prostsze i będzie je można wysłać on-line. To powinno istotnie zwiększyć zainteresowanie kolejnym produktem, obok instalacji fotowoltaicznych, który wprowadzamy w tym roku do oferty – pompami ciepła, które będą największym beneficjentem tych zmian – tłumaczy Dawid Zieliński. – Zaczęliśmy je sprzedawać, bo w końcu mamy sprawdzoną technologię powietrze-woda na temperatury rzędu 60-70 st. C, czyli takie, które możemy montować u klientów ze starymi systemami ogrzewania. Natomiast dzięki uldze termomodernizacyjnej i dotacji z „Czystego powietrza” ich koszt dla klientów może spaść nawet o kilkadziesiąt procent – wylicza.

Spółka chce jeszcze w tym roku znacznie przeskalować ten biznes. – Dzisiaj jesteśmy w stanie montować najwyżej 10 pomp ciepła miesięcznie, ale intensywnie uczymy się tej technologii, organizujemy szkolenia dla ekip i testujemy, także na sobie, wszystko co będzie istotne dla klientów. Gdy wejdziemy na poziom 100-200 instalacji pomp ciepła miesięcznie, co jest możliwe jeszcze w tym roku, to będzie to już skala, która będzie mieć istotny wpływ na wyniki. Podobnie było z resztą z panelami fotowoltaicznymi. Na początku szczytem naszych marzeń było przeprowadzanie pięciu montaży dziennie. Teraz zdarza się, że montujemy ponad 100 instalacji dziennie – przypomina prezes Columbusa (w pierwszym kwartale tego roku spółka zamontowała instalacje fotowoltaiczne w 4,3 tys. domów i firm, o łącznej mocy ponad 23 MW).

Farmy fotowoltaiczne nie potrzebowałyby już aukcji

W tym roku w wynikach spółki pojawić powinny się już też pierwsze dodatnie przepływy finansowe z dużych farm fotowoltaicznych. „Ponad połowa dotychczas zakupionych 25,5 MW jest już w trakcie przyłączania do sieci energetycznej. Ponadto na początku kwietnia 2020 r. Columbus Energy podpisała umowę z firmą Unisun na budowę farm fotowoltaicznych o mocy 66 MW z wygraną aukcją, których wartość po przyłączeniu do sieci wyceniana jest przez Spółkę na ok. 260 mln złotych. Projekt ten zgodnie z założeniami Spółki zostanie zrealizowany jeszcze w tym roku, a Columbus Energy poza tym, że jest generalnym wykonawcą i inwestorem, ma prawo odkupienia 100% udziałów całego portfela projektów” – oświadczyła spółka w środowym raporcie bieżącym.

− Najprawdopodobniej kupimy te projekty – dodaje prezes Columbusa, wyjaśniając, że to projekty, które uzyskały na aukcji OZE jedne z najwyższych cen, czyli gwarantowane przez 15 lat przychody za każdą wprowadzoną do sieci megawatogodzinę energii elektrycznej. – Chcemy w ten sposób zapewnić sobie stabilne źródło przychodów. Tym bardziej, że już dwa z tych projektów refinansowaliśmy, a kolejnych 10 takich umów na refinansowanie właśnie negocjujemy z bankami. Dzięki formule project finance nie będą one obciążać naszego bilansu – dodaje.

− Oprócz tego mamy też swoją spółkę New Energy Investment, gdzie od 3 lat rozwijamy ok. 100 MW w projektach PV. Jeżeli uda nam się uzyskać dla części z nich warunki przyłączeniowe jeszcze przed kolejną aukcją OZE, to weźmiemy w niej udział także z tymi projektami. Możliwe, że część zaoferujemy też w koszyku dla mocy powyżej 1 MW, bo będą już konkurencyjne cenowo względem projektów wiatrowych. W ogóle gdyby banki były już skłonne finansować w Polsce duże projekty fotowoltaiczne bez gwarancji zakupu energii zdobytych na aukcjach OZE, to już moglibyśmy je budować bez oglądania się na rządowe wsparcie. Mam nadzieję, że to się wkrótce stanie – mówi prezes Columbus Energy.

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE