PGNiG: nie jesteśmy organizacją charytatywną

PGNiG: nie jesteśmy organizacją charytatywną

W ostatnich miesiącach na WysokieNapiecie.pl pisaliśmy o tym jak znowelizowana ustawa o obowiązkowych zapasach wpłynie na stan polskiego sektora gazowego – o wyeliminowaniu konkurencji pisały URE i UOKiK, obawy wyrażali mniejsi importerzy. Spadła liczba spółek posiadających koncesję na obrót gazem z zagranicą. Zdaniem PGNiG, zmienione przepisy nie tylko nie wykluczają konkurencji, a wręcz dopiero teraz wyrównują jej warunki. Rozmawialiśmy o tym z Maciejem Woźniakiem, wiceprezesem PGNiG ds. handlowych

Justyna Piszczatowska: Rusza już budowa nowego bloku gazowo-parowego na Żeraniu. Przesądzona wydaje się sprawa bloku gazowego w należącym do PGE Zespole Elektrowni Dolna Odra. Liczy Pan na powrót „gazowej rewolucji w polskiej energetyce”, jak mówiło się i pisało kilka lat temu?

Maciej Woźniak: Jeśli blok gazowy w ZEDO będzie miał faktycznie moc 500 MW, to w ciągu roku będzie zużywać  ok. 600-700 mln m3 gazu. To poważna ilość, z którą ZEDO znalazłoby się w gronie naszych klientów strategicznych. To oczywiste, że jesteśmy zainteresowani dostarczaniem tam paliwa gazowego. Z pewnością będziemy składać oferty na dostawy gazu do wszystkich nowych bloków opartych na tym paliwie.

Zwłaszcza, że – jak słychać w branży – dobrze wiecie, że jeśli chodzi o większe wolumeny to prawie nie macie konkurencji.

Wielkość wolumenu ma wtórne znaczenie. To jest biznes. Oferty składa się po to, żeby podpisać umowę i zarobić pieniądze. Konkurencja też to może zrobić i pewnie zrobi. Niech wygra najlepszy.

Ale konkurencyjni w stosunku do PGNiG importerzy gazu mówią, co słyszymy wszyscy – że po zmianie przepisów bycie konkurencją w stosunku do Was staje się praktycznie nierealne. Jeśli sprowadzając gaz z zagranicy, opłaci się za przepustowość na granicy, plus wykupi dostęp do pojemności magazynowej, to nie ma możliwości skonstruowania oferty cenowej konkurencyjnej w stosunku do PGNiG. Krótko mówiąc – pozostali uczestnicy rynku biorą cenę gazu zbliżoną do Waszej, do tego muszą doliczyć 7-10 zł dodatkowych kosztów. Jak mają w tej sytuacji konkurować?

Nowe przepisy nie wprowadziły przywilejów dla PGNiG, a jedynie zniosły przywileje dla naszych konkurentów. Dotychczas tylko PGNiG sprowadzając gaz z zagranicy, musiało utrzymywać zapasy obowiązkowe gazu, ponosząc w związku z tym dodatkowe, znaczące koszty. Należy podkreślić, że chodzi o zapasy obowiązkowe, których może użyć jedynie Minister Energii w trakcie kryzysu w celu zapewnienia ciągłości dostaw gazu do wszystkich odbiorców w Polsce – również tych, którzy są klientami naszej konkurencji. Nasi konkurenci importujący gaz z zagranicy dotychczas nie utrzymywali zapasów, a teraz zaczną to robić. Od tej pory konkurujemy na równych warunkach.

PGNiG kupuje przepustowości w gazociągach transgranicznych na takich samych zasadach jak wszyscy nasi konkurenci m.in. na aukcjach. Płacimy także – jak każdy inny podmiot na rynku – za korzystanie z magazynów gazu. Ceny magazynowania gazu są zatwierdzane przez Prezesa URE. Nie rozumiem, dlaczego po zmianie przepisów import gazu z Zachodu i związane z tym obowiązki miałyby okazać się dla naszej konkurencji mniej opłacalne niż dla nas?

W każdym razie ci, którzy importowali gaz i z tego zrezygnują, zawsze mogą go kupić na giełdzie.

Ale skoro alternatywa w postaci importu staje się niedostępna, to realne stają się wzrosty cen gazu na TGE.

Powtarzam – import nie stał się niedostępny. To tylko narzekania tych, którzy nie chcą konkurować z nami na równych zasadach.

Co do cen na TGE – owszem pojawiła się taka narracja, ale ona także jest nieprawdziwa. Gdyby ceny gazu na TGE gwałtownie wzrosły, to spadłaby jego sprzedaż, a my jako PGNiG mielibyśmy bardzo poważny problem. Obligo giełdowe, które – podkreślę – obowiązuje tylko PGNiG, nie polega na tym, żeby gaz na giełdzie tylko zaoferować. PGNiG musi skutecznie sprzedać na giełdzie 55% gazu, jakim dysponuje  – wliczając własne wydobycie – pod groźbą wielomilionowych kar ze strony Prezesa URE. Tak więc cena, którą proponuje PGNiG, musi spotkać się z oczekiwaniami nabywców. Dlatego cena na giełdzie jest i pozostanie rynkowa. Dowodem jest wysoki poziom płynności oraz coraz większa liczba transakcji na TGE.

To może dlatego słychać plotki o możliwości zniesienia obliga gazowego w Polsce?

Nie słyszałem o tym. Przyzwyczailiśmy się do obliga, przestrzegamy go, a nawet sprzedajemy na TGE więcej niż wymagane 55%. Dobrze radzimy sobie w warunkach obligo.

Wrócę jeszcze do cen. W mediach pojawił się też zarzut, że w wyniku ustawy powstała różnica cen między poszczególnymi rynkami giełdowymi w zachodniej Europie a ceną na giełdzie w Polsce. Znów mamy do czynienia z dezinformacją. Różnice cen na poszczególnych rynkach są naturalne, dość trwałe, wynikają m.in. z kosztów transportu gazu z Zachodu do Polski. Różnica cen gazu między TGE a giełdami np. w Niemczech nie jest niczym nowym,  jest elementem gry popytu oraz podaży i mieści się w stabilnym zakresie od początku istnienia rynku giełdowego gazu w Polsce. Trend zmian cen na obu rynkach jest podobny i zależy m.in. od warunków pogodowych. Podobną naturalną i trwałą różnicę cen gazu zaobserwujemy, kiedy porównamy rynek niemiecki z francuskim czy holenderskim. Powiem więcej – stały zakres różnic cen można zaobserwować nawet między dwoma rynkami niemieckimi tj. Gaspool i NetConnectGermany.

PGNiG podpisało 11 umów biletowych i wykorzystując swoje zapasy handlowe będzie świadczyło usługę utrzymywania zapasów dla innych przedsiębiorców. Zapasy gazu utrzymywane przez koncern dla innych podmiotów wyniosą około 33 mln m3 gazu – ta wielkość odpowiada 0,2% krajowego zużycia. Zdaniem konkurencji usługa nie została wyceniona rynkowo.

Po pierwsze usługa biletowa to tylko jeden ze sposobów zrealizowania obowiązku tworzenia zapasów. Należałoby jeszcze oszacować, ile podmiotów bezpośrednio i samodzielnie zgromadziło zapasy gazu w magazynach w Polsce i za granicą.

PGNiG na bazie zgromadzonych zapasów handlowych zaoferowało zainteresowanym podmiotom nowy produkt – usługę biletową. Taką możliwość – zamiast samodzielnego gromadzenia zapasów – przewiduje ustawa. To, że nasza oferta jest wyceniona rynkowo, poświadcza fakt, że jedenaście firm zdecydowało się z niej skorzystać. Te 33 mln m3 zapasów odpowiada wolumenowi przywozu gazu do Polski przez te podmioty na poziomie ok. 200 mln m3 w pierwszym półroczu br. A to bardzo dużo w odniesieniu do ilości gazu importowanego przez naszą konkurencję.

To dopiero początek rozwoju usług magazynowych i z czasem pojawią się kolejne produkty. Myślę także, że w przyszłości pojawią się inne podmioty, które będą oferować podobną usługę, bo każdy może taką usługę zaoferować. Nie trzeba w tym celu posiadać magazynu gazu, wystarczy zgromadzić zapasy gazu. W miarę rozwoju rynku oferty będą coraz lepiej dostosowane do potrzeb klientów.

Obserwując obecną sytuację, trudno nie odnieść wrażenia, że dążymy w gazie do modelu rynku, w którym gros konkurentów PGNiG musi kupić gaz od PGNiG, a potem sprzedać go po cenie konkurencyjnej w stosunku do oferty PGNiG.

To znowu nieprawdziwa narracja. Są na rynku podmioty, które kupują gaz na giełdzie, a następnie go odsprzedają i robią to z sukcesem. Mało tego, potrafią nawet ten gaz wyeksportować i uzyskać swoją marżę.  Stworzyły one model biznesowy, który przynosi korzyści. Tym którzy narzekają, proponuję się przyjrzeć, jak robią to inni. Ale oczywiście trzeba chcieć.

Innym przykładem jest PGNiG Obrót Detaliczny, które również kupuje gaz na giełdzie po cenie rynkowej i sprzedaje go z zyskiem odbiorcom końcowym. Warto podkreślić, że w PGNiG OD zaszły w ostatnich kilkunastu miesiącach duże zmiany. Nasza spółka detaliczna aktywnie walczy o rynek –  nie tylko zdobywa nowych klientów i utrzymuje dotychczasowych. Zaczęła również odzyskiwać klientów, którzy wcześniej odeszli z PGNiG do konkurencji. Najczęściej słyszymy od klientów, że na ich decyzje o powrocie do nas wpłynęła konkurencyjna oferta, ale i jakość obsługi. Może to nie brzmi skromnie, ale jesteśmy z tego dumni.

Ale gra toczy się o inną część rynku – o duże przedsiębiorstwa. Już w wynikach grupy za 2016 r. było widać, że państwowe spółki wracają „na macierzy łono” – odzyskaliście PGE, Orlen. Azoty, które wcześniej dywersyfikowały źródła zakupu. Będzie tak, że PGNiG sprzeda gaz wszystkim większym państwowym spółkom?

Odzyskaliśmy również dużych odbiorców spoza grupy spółek Skarbu Państwa, m.in. Arcelor Mittal  czy np. Paradyż. Czy to czegoś dowodzi? Tylko tego, że po prostu daliśmy lepszą ofertę niż nasza konkurencja. Konkurencyjny rynek przynosi efekty. PGNiG zmienia się, dostosowuje do warunków panujących na rynku, aktywnie walczy o klienta, poprawia jakość usług. Może stąd te narzekania konkurencji?

Dostarczamy gaz do kilkudziesięciu największych odbiorców tego surowca w Polsce, ale także do prawie 7 mln gospodarstw domowych i chcemy robić to nadal. Każdy, kto poważnie myśli o biznesie, ma podobne ambicje. Jesteśmy firmą, która chce zdobywać rynek i realizować marżę. Tak samo jak nasza konkurencja. Nie będziemy się ograniczać, ustępować pola konkurencji – nie jesteśmy organizacją charytatywną. Reguły rynkowe są identyczne dla wszystkich.

Nie ograniczamy się zresztą do odzyskiwania klientów. Wchodzimy na nowe rynki. Przykładem jest gaz skroplony LNG małej skali. Chcemy w ten sposób dostarczyć gaz tam, gdzie go do tej pory nie było – do miejscowości i zakładów przemysłowych, których z przyczyn ekonomicznych lub ekologicznych nie można połączyć gazociągami z ogólnopolską siecią gazową. Budowane są tzw. układy wyspowe – lokalne, niewielkie i zamknięte sieci gazociągowe podłączone do stacji regazyfikacyjnej, do której LNG w postaci skroplonej będzie dostarczane cysternami m.in. ze Świnoujścia. Inny przykład to gaz sprężony CNG, który dostarczamy jako paliwo dla transportu komunalnego. W tym roku podpisaliśmy umowy na dostawy CNG z miejskim zakładami komunikacyjnymi w Tychach, Tarnowie i Rzeszowie. Prowadzimy rozmowy z kolejnymi.

To nowe dla nas obszary, gdzie od dawna działają konkurenci choćby dawny Duon, Gazprom Germania czy Cryogas M&T. Radzimy sobie, choć nie dysponujemy na tym rynku żadną historyczną przewagą. Po prostu staramy się rozwijać biznes i konkurować. Nie zasłaniajmy się przepisami ustawy o magazynowaniu gazu. Wygra ten, czyją ofertę wybierze klient.

Ale ma Pan świadomość, że Bruksela wcześniej czy później z sytuacji na rynku gazu nas odpyta.

Być może. Przedstawimy wówczas solidne argumenty pokazujące, że warunki rynkowe są równe dla wszystkich.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Dowiedz się więcej o Obserwatorze Legislacji Energetycznej

 

Chcesz płacić co miesiąc skontaktuj się z nami: marketing@wysokienapiecie.pl