Prąd droższy, zaczynamy gasić światło

Prąd droższy, zaczynamy gasić światło

Po raz pierwszy od wielu lat w Polsce spada zużycie energii elektrycznej. Gospodarka nadal pędzi, co się więc dzieje? Zadziałał splot kilku czynników, jednym z nich jest podwyżka cen, drugim… Donald Trump

Od kilkunastu lat PKB naszego kraju rośnie w bardzo przyzwoitym tempie. Razem z nim wzrasta zużycie prądu. W 2006 polskie firmy, instytucje i gospodarstwa domowe pochłonęły niecałe 150 TWh prądu, w 2018 już prawie 171 TWh.  Z jednym małym „potknięciem” w 2009 r. kiedy dał o sobie znać światowy kryzys gospodarczy, popyt na prąd rósł stabilnie o ponad 1 proc. rocznie. Tradycyjnie najwięcej konsumowały przedsiębiorstwa i instytucje np. samorządy ( ok. 75 proc.) ale rosło też zużycie w gospodarstwach domowych.

Aż coś drgnęło w pierwszej połowie 2019 r. Po raz pierwszy od 2009 r. nasza gospodarka zmniejszyła swój apetyt na energię elektryczną. Wg danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych od stycznia do sierpnia zużyliśmy 112, 3 TWh. W zeszłym roku w tym samym czasie było to o 681 GWh więcej. Popyt spadł zatem o 0,6 proc. Niby niewiele, ale samo zjawisko jest bardzo ważnym symptomem.

Pierwsze skojarzenie narzuca się samo – prądu potrzeba mniej, bo spada produkcja i PKB. Ale na razie objawów zdecydowanego spowolnienia gospodarczego nie ma.

Duzi mogą więcej (oszczędzić)

Przyjrzyjmy się zatem gdzie i dlaczego zużywamy mniej prądu.  Porównujemy dane za pierwsze półrocze 2019 i 2018 r.

Otóż maleje zapotrzebowanie w dużych przedsiębiorstwach, które energetyce nazywają grupą A. Największy spadek był w działającej na Pomorzu, Kujawach i w Płockiem Enerdze -  dostarczono tam wielkim firmom o 127 GWh mniej.  Na obszarze dystrybucji PGE (wschodnia i centralna Polska) duże  firmy skonsumowały o 50 GWh prądu mniej,  w Tauronie (Małopolska, Śląsk i Dolny Śląsk) spadek także był - o 40 GWh. Najmniej dokładne dane podaje nie wiedzieć czemu Enea, która wszystkie firmy i instytucje wrzuciła do worka pod nazwą „odbiorcy biznesowi”.  Ale i tam spadek był wyraźny. „Odbiorcy biznesowi” skonsumowali o 86 GWh mniej.

Widać też, choć nie wszędzie, że także średnie i  małe firmy (tzw.  grupy  B i C)  nieco poskromiły swój apetyt na prąd. Najwięcej na obszarze Energi –  o 115 GWh, w PGE spadek był minimalny i dotyczył tylko małych firm. Na Śląsku i w Małopolsce, tam gdzie działa Tauron, zużycie w małych firmach przestało rosnąć od marca.

Wzrost cen prądu spowodował też, że przedsiębiorcy, którzy mają własne elektrownie, zaczęli mocniej "kręcić" swoimi turbinami. Dzięki temu mogą kupić mniej prądu z zewnątrz i zapłacić mniejsze rachunki. Tzw. elektrownie przemysłowe wyprodukowały o 200 GWh prądu więcej niż od stycznia do sierpnia 2018.

Tylko w gospodarstwach domowych zużycie wciąż idzie w górę. Nic dziwnego, skoro praktycznie nie odczuły one żadnych podwyżek cen.

Czytaj także: Rekompensaty za wzrost cen prądu będą łączone z dodatkiem maślanym

Stalowa wojna Trumpa

Próbując znaleźć przedsiębiorców, którzy znacznie zmniejszyli zapotrzebowanie, bardzo szybko znaleźliśmy „winnego”. Okazało się nim hutnictwo. –Zbankrutowała Huta Częstochowa, która zużywała jakieś 0,6 TWh - mówi portalowi WysokieNapiecie.pl Stefan Dzienniak, szef Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Do tego należy dołożyć zmniejszenie produkcji w pozostałych hutach. To rezultat m.in. wojny handlowej rozpętanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Nakładając cła zaporowe na stal importowaną do USA spowodował, że producenci z Chin, Rosji i Ukrainy zalali UE swoimi wyrobami. Minęło kilka miesięcy zanim Komisja Europejska również wprowadziła środki ochronne – cła i kontyngenty. Jak pisze w swoim sprawozdaniu Arcelor Mittal, właściciel m.in. hut w Krakowie i Katowicach, środki te okazały się niewystarczające, a import stali do Polski zaczął bić historyczne rekordy. Na lidera importu wyrósł rosyjski Siewierstal, a po piętach depcze mu ukraiński Metinvest. W rezultacie polskie huty ograniczyły produkcję. Prezes Dzienniak dodaje, że według prognoz w 2019 r. produkcja stali zmniejszy się z 10 mln ton do 9,5 mln ton. Według danych Instytutu Metalurgii Żelaza, żeby otrzymać tonę stali potrzeba średnio ok. 3,6 MWh prądu (zużycie zależy od technologii). Jeśli zatem huty wyprodukują o 0,5 mln ton stali mniej, to zużycie prądu w skali roku spadnie o 1-1,5  TWh. Ale Stefan Dzienniak dodaje, że kontyngenty dla producentów z Rosji i Ukrainy już się skończyły, sytuacja się poprawi,  polskie huty znowu zaczną produkować więcej stali, a co za tym idzie – zużywać więcej prądu.

Firmy gaszą światło

Jednak to nie tłumaczy oczywiście wszystkiego. Na Pomorzu i w Wielkopolsce nie ma hut, a zużycie spadło także tam, również w małych firmach. Wydaje się, że olbrzymi wzrost cen o kilkadziesiąt proc., który nastąpił na początku 2019 r. w wielu firmach wymusił oszczędzanie energii.

Czytaj także: Po 1 lipca ceny prądu będą nadal zamrożone, ale już nie dla wszystkich

Mówiąc potocznie, ktoś chodzi i gasi przysłowiowe światło. Zaczyna się boom w branży efektywności energetycznej – przedsiębiorcy  poszukują sposobów aby zmniejszyć zużycie prądu i są gotowi za to zapłacić.  W Polsce wciąż działa bowiem tysiące starych i nieefektywnych pomp, silników elektrycznych, wentylatorów i innych urządzeń, których nie opłacało się wymieniać, dopóki prąd był tani. Teraz wreszcie się to zmieni.

Czytaj także: Polski przemysł może mocno ograniczyć zużycie prądu

Technologie dostarcza

Efektywność zapewnia

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE