Brakujące paliwo polskiej energetyki

Brakujące paliwo polskiej energetyki

Żeby wiedzieć co naprawdę dzieje się w energetyce, trzeba mieć dostęp do danych. Niestety, ma je tylko ma państwowo-prywatny monopol w postaci Agencji Rynku Energii, który pobiera opłaty za udostępnienie informacji będących własnością wszystkich obywateli.

Dlaczego prace nad polską strategią energetyczną tak bardzo się opóźniają? Dlaczego coraz mniej osób zmienia sprzedawcę energii i wciąż ciąży nad nami widmo podwyżek cen prądu?

Co łączy te, z pozoru odległe, zagadnienia? Krytycy skupiają się do dziś na personaliach czy osobistych relacjach ministrów i decydentów, ale wspólny mianownik tych problemów leży gdzie indziej. Leży w danych - a konkretniej ich braku.

Gwoli przypomnienia - przełom XX i XXI w. był w Polsce czasem uwolnienia strategicznych sektorów gospodarki. Schedę po państwowym monopolu energetycznym przejęła grupa kilku spółek dzieląc się rynkiem mniej więcej po równo. Aby uchronić konsumentów przed zmową cenową w takim oligopolu, utworzono Urząd Regulacji Energetyki. Zgodnie z unijną legislacją, wprowadzono szereg rozwiązań stymulujących rozwój konkurencji - jak np. proces zmiany sprzedawcy energii. Demonopolizacja wydawała się postępować w dobrym kierunku, ale zapomniano o mało popularnym, acz kluczowym elemencie układanki - danych.

Dlaczego dane są ważne?

Każdy analityk czy zainteresowany obywatel analizując Projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku (PEP 2040) czy Krajowy plan na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030 (KPEiK) mógł zauważyć, że opublikowane w odstępie zaledwie kilku miesięcy dokumenty podają sprzeczne informacje, a prezentowane w nich wyniki są niemożliwe do zweryfikowania. Dlaczego Polska ma mieć w 2030 r. aż 60% udziału węgla w miksie energetycznym, a tylko 27% udziału OZE - skąd biorą się założenia, które stoją za taką propozycją?

Przy tworzeniu tych dokumentów celowo utrudniono wyciągnięcie z nich danych źródłowych - np. konkretnych wartości prognozowanych cen energii. Takie informacje są przecież kluczowe! Przypomnijmy, że przewidywany wzrost cen energii spowodował uchwalenie specjalnej ustawy, a mimo tego szczegółowe prognozy nie są dostępne dla opinii publicznej.

W rankingach stabilności legislacyjnej Polska od dobrych kilku lat kontynuuje niechlubny trend umacniania swojej ostatniej pozycji. Kluczowe dla energetyki ustawy miały do tej pory bardzo pobieżnie sporządzone Oceny Skutków Regulacji. Obliczenia stojące za fundamentalnymi reformami nie wydają się w pełni trafne - po wynikach aukcji rynku mocy widzimy, że roczne koszty nowej ustawy wyniosą nie jak przewidywano ok. 4, a prawie 6 mld PLN w pierwszym roku realizacji obowiązków mocowych. Gdyby dokumenty przedstawiające założenia do reformy były poddane szerszej konsultacji, to jakość jej wdrożenia z pewnością byłaby lepsza i koszty bardziej przewidywalne.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w sektorze energii odnawialnej - skutki nieprzemyślanych i niekonsultowanych regulacji grożą nie tylko tragedią ekologiczną. NIK ostrzega, że z powodu niedopełnienia celów OZE Polska będzie zmuszona do zakupu "czystszej " energii z krajów sąsiednich, co może nas kosztować 8 mld zł. Łatwo byłoby tego uniknąć pytając ekspertów o ocenę kolejnych nowelizacji ustawy o OZE czy ustawy “antywiatrakowej”. Tysiące par zainteresowanych oczu to dodatkowa weryfikacja, której nie zastąpi garstka analityków pilnujących "silosu informacyjnego".

Dane energetyczne w Polsce

U podstaw tych problemów znajduje się ten fundamentalny - ograniczona dostępność danych źródłowych. Sytuacja ta nie tylko utrudnia pracę twórców prawa, ale praktycznie uniemożliwia udział zarówno obywateli jak i specjalistów w rzetelnej debacie publicznej. Użycie nietransparentnych modeli prognostycznych oraz niepublicznych danych w dokumentach takich jak PEP2040 powoduje, że naukowcy, analitycy, organizacje pozarządowe i eksperci nie mogą ocenić wyników rządowych analiz. Są przez to rozbrojeni, odbiera się im możliwość udziału w przygotowywaniu najważniejszych w Polsce dokumentów.

Dobra jakość i dostępność danych jest konieczna, aby zwiększyć udział OZE w miksie energetycznym, który  jest w Polsce bardzo mały - poniżej średniej unijnej i poniżej celów, które Polska zadeklarowała się spełnić w roku 2020. Winić za to można różne czynniki, niewątpliwie jednak wprowadzenie OZE do systemu elektroenergetycznego wiąże się z koniecznością dynamicznego zarządzania siecią, gromadzenia i analizowania danych z KSE, milionów liczników czy urządzeń sieciowych. Dane odgrywają więc kluczową rolę w nowoczesnej energetyce pełnej mniejszych i rozproszonych inwestorów, umożliwiając jednocześnie prowadzenie prac badawczo-rozwojowych i budowanie innowacyjnych produktów np. ICT. Dostęp do danych mają jednak obecnie głównie dawni monopoliści infrastrukturalni, którzy tą przewagą przypieczętowują zabetonowanie rynku.

Królowie danych

Dlaczego dostęp do danych jest w Polsce tak ograniczony? Po pierwsze, instytucji zajmujących się zbieraniem danych energetycznych jest w Polsce kilka, ale kluczowe informacje takie jak wielkość produkcji energii z różnych źródeł w ujęciu miesięcznym udostępnia za opłatą tylko państwowo-prywatny monopol w postaci Agencji Rynku Energii. Instytucja ta gromadzi dane od aktorów rynku energetycznego, część z nich raportuje do organów unijnych i państwowych, a część sprzedaje w formie raportów, analiz i usług doradczych. Niestety, zakres danych dostępnych publicznie jest znacznie okrojony, a jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś ciekawego, musimy za to zapłacić. Jest to o tyle kontrowersyjne, że są to w dużej mierze dane ze spółek realizujących zadanie publiczne, otrzymujących nierzadko pomoc publiczną, a gromadzi je zasadniczo prywatny podmiot za publiczne pieniądze...

Nie bez powodu Open Data Portal prowadzony przez Komisję Europejską plasuje Polskę na 7 miejscu w UE pod względem jakości danych (za m.in Liechtensteinem i Maltą) i nie prezentuje żadnych danych energetycznych z naszego kraju.

Po drugie - dane dostępne bezpłatnie charakteryzuje rażąco niska jakość. Efektywną analizę uniemożliwia m.in. niespójność i archaiczność formatowania. Często są to np. same wykresy, z których ręcznie trzeba przepisywać wartości albo zgadywać wysokości słupków. W tym kontekście trudno się dziwić, że nawet państwowe instytucje mają problem z pozyskaniem spójnych zestawów danych, co przekłada się na wspomniane nieścisłości w strategicznych dokumentach jak PEP2040 i KPEiK. Skoro sam król się czasem myli, to jak głupi muszą być jego dworzanie?

Czy tak musi być?

Być może, wraz z nowym rozdaniem kart, URE mogłoby stać się przykładem dla innych instytucji takich jak Ministerstwo Energii, Agencja Rynku Energii, Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Towarowa Giełda Energii, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (kluczowy dla OZE), czy operatorów sieci dystrybucyjnych. W naszej ocenie to właśnie URE powinno być motorem zmian w temacie danych energetycznych. Dziś na portalu URE (nawet po jego odświeżeniu) znalezienie w przystępnej formie zagregowanych danych o cenach, taryfach, zmianie sprzedawcy, przyznanych koncesjach jest zadaniem niewdzięcznym.

Przykładów skokowego postępu w cyfryzacji sektora publicznego nie trzeba szukać daleko - rządowy portal Otwarte Dane już stworzył dobre warunki dla instytucji wykonujących zadanie publiczne, teraz ich zadaniem jest dalsze uchylanie drzwi i tworzenie spójnych formatów. Pod adresem www.dane.gov.pl nie znajdziemy niestety danych wprost od URE czy ARE, próżno tam szukać dużych i sumiennie opisanych szeregów czasowych spod parasola Ministerstwa Energii.

W Polsce powstały i nadal powstają duże państwowe (nie zawsze upublicznione) zbiory danych o wolumenie większym niż w energetyce - jak np. Jednolity Plik Kontrolny czy Zintegrowany Informator Pacjenta. Dzięki ich wdrożeniu zwiększyła się transparentność systemu, na bieżąco śledzone są i eliminowane patologie rynkowe (wyłudzenia VAT, fałszywe recepty), spadły koszty prowadzonych analiz i wzrosła ich wartość.

Dane jako stymulator rozwoju

Nawet dość “analogowi” Niemcy zdają sobie sprawę, że dane to surowiec XXI wieku (słowa samej Angeli Merkel) a energetyczną transformację Energiewende wspiera szereg bezpłatnych, otwartych platform z danymi, jak np. energy-charts.de czy open-power-system-data.org. Co więcej, na stronie internetowej niemieckiego Ministerstwa Gospodarki i Energii dostępna jest mapa aktów prawnych związanych z energetyką. Na równie wysokim, o ile nie wyższym poziomie stoi Wielka Brytania. Pod auspicjami brytyjskiego operatora sieci przesyłowej i regulatora, funkcjonuje EMR Delivery Body, które monitoruje wdrożenie reformy sektora energetycznego u wszystkich interesariuszy rynku. Odpowiada choćby za rynek mocy czy kontrakty różnicowe, a jakość danych raportowanych publicznie jest bardzo wysoka i stale rośnie.

Uwolnienie rynków i zbiorów danych szybko odnosi skutki - na rynku brytyjskim funkcjonuje obecnie około dwustu sprzedawców energii elektrycznej, co doprowadziło do gwałtownego spadku cen dla odbiorców końcowych. Zmiana sprzedawcy na firmę alternatywną (w stosunku do historycznej “wielkiej szóstki”) pozwala na redukcję rachunków nawet o kilkaset funtów rocznie w skali pojedynczego gospodarstwa domowego. Obecne prace Open Data Institute zmierzają do wypracowania jednolitej formy data trust, czyli powiernika ułatwiającego testowanie oprogramowania czy trenowanie sztucznej inteligencji (AI) w bezpiecznym środowisku bogatym w dane. Opracowane innowacje w obszarze. smart grid posłużą Brytyjczykom do uzyskania międzynarodowej przewagi konkurencyjnej.

Dzięki większej transparentności, energetyka mogłaby skuteczniej redukować emisje, lepiej prognozować zapotrzebowanie i produkcję, oferować prąd i ciepło po bardziej przystępnych cenach. Co więcej, krajowe rozwiązania techniczne mogą być eksportowane, stanowiąc napęd dla gospodarki - a nie, jak obecnie, hamulec.

Dane muszą być  wolne

Dobra jakość i dostępność danych są niezbędne w efektywnym zarządzaniu państwem. Ukrywanie danych za barierą finansową czy techniczną (jak ma to miejsce w przypadku danych energetycznych) skutkuje obniżeniem jakości prawa, upośledzeniem konsultacji społecznych, zatrzymaniem rozwoju konkurencji, a w konsekwencji stratami finansowymi dla całej gospodarki. Absurdem jest fakt, że instytucja, realizująca zadanie publiczne i finansowana z pieniędzy podatników, oczekuje dodatkowych opłat za udostępnienie danych będących z definicji własnością wszystkich obywateli.

Aby skutecznie prowadzić politykę energetyczną - rozwijać OZE, zwiększać bezpieczeństwo energetyczne, obniżać ceny lub przynajmniej hamować ich wzrost, walczyć z kryzysem klimatycznym - potrzebujemy współpracy rządu, instytucji publicznych, ośrodków naukowych, firm, i przede wszystkim obywateli. Potrzebujemy otwartego dostępu do dobrej jakości danych. Na zwrot z takiej inwestycji nie trzeba będzie długo czekać.

Paweł Czyżak - analityk ds. energii i klimatu w Fundacji Instrat. Doktorant w Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH, absolwent Politechniki Warszawskiej, pasjonat OZE i analizy danych. Doświadczony konsultant, analityk i programista, pracował dla największych przedsiębiorstw z sektora energetycznego.

Michał Hetmański - współzałożyciel Fundacji Instrat, w której zajmuje się transformacją energetyczną, rynkami energii i analizą danych. Absolwent warszawskiej SGH.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE