Menu
Patronat honorowy Patronage

Walka z klimatycznym cieniem

Skończmy z biadoleniem jak to UE zmusza nas do rezygnacji z węgla i zróbmy coś dla usprawnienia naszej energetyki – pisze Paweł Smoleń.

Skończmy z biadoleniem jak to UE zmusza nas do rezygnacji z węgla i zróbmy coś dla usprawnienia naszej energetyki.

Przysłuchując  się ostatnio niektórym dyskusjom i oświadczeniom w kwestii    „węgiel, a sprawa polska” dziwuję się poziomowi emocji i dramatyzmu wypowiedzi.  Z wielkim impetem wbijamy się jako kraj w syndrom ofiary, szykując się na śmiertelną wojnę z wrogiem, którego uosobieniem staje się Bruksela.

Z troską także patrzymy na bolączki naszych sąsiadów – Niemców – i ich rewolucję energetyczną i przyłączamy się zawczasu do ich rzeczywistych i domniemanych utyskiwań. Nie jestem jednak pewien czy nie jest to walka z wrogiem, który w istocie nie istnieje. Walka na śmierć i życie … z cieniem. Popatrzmy na rzeczywistą, moim zdaniem, naturę sprawy.

Co to jest dekarbonizacja?

Rzeczywiście są w  UE wpływowi ludzie, którzy zamierzają wyeliminować węgiel jako paliwo. Dekarbonizacja początkowo była hasłem oznaczającym działania na rzecz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Stopniowo podstępnie przekształciła się w walkę z używaniem węgla jako paliwa w ogóle.

Na szczęście biznes sprowadził dyskusję na właściwe tory.

Musimy więc przywrócić rzeczywiste rzeczy nazwy: dwutlenek węgla to gaz cieplarniany, carbon to po angielsku pierwiastek chemiczny, a węgiel to paliwo energetyczne – to trzy różne zagadnienia. Polityka klimatyczna zawsze miała i ma na celu walkę z emisjami CO2, a nie walkę za czy przeciwko konkretnym technologiom i paliwom.

Węgiel ma się dobrze

Węgiel jest istotnym elementem europejskiego miksu energetycznego, w wielu krajach (m.in. Niemczech) krytycznym, a w Polsce absolutnie dominującym. Systemy energetyczne nie mogą działać bez źródeł wytwarzania dostępnych 24 godziny na dobę 365 dni w roku – także w cichą, bezwietrzną, zimową noc.

Potrzebują także mocy biernej, czyli  w uproszczeniu tzw. ciężkich wirujących mas – ciężkich wirników turbin w ruchu, stabilizujących obciążenie systemu.

Obydwie te potrzeby mogą zaspokoić: elektrownie nuklearne (my nie mamy, Niemcy zamykają), wielkie wodne (tylko Skandynawia ale i to nie zawsze – bywają tzw. suche lata i jest kłopot), gazowe (za drogie – nowo wybudowane nie produkują bo cena prądu nie pokrywa kosztów gazu) oraz węglowe (zaliczają rekordy produkcji np. w Niemczech, zwłaszcza te na węgiel brunatny). 

Nasi sąsiedzi, których przykład tak chętnie w Polsce rozpatrujemy, przyznają, że ich słynna najradykalniejsza na świecie zielona rewolucja (tzw. „Energiewende”  – czyli cel 80 proc. zielonej energii w bilansie produkcji do 2050 roku) nie zadziała bez wsparcia energetyki węglowej. W Polsce węgiel musi pozostać podstawowym surowcem energetycznym, bo wiatr bez węgla nie działa, zasobów wodnych nie mamy, energii jądrowej także, a na drogą fotowoltaikę nas nie stać.

Węgiel więc broni się sam – nie trzeba go chronić. Trzeba tylko bronić Europę przed niepotrzebną stratą czasu na bezprzedmiotową dyskusję o eliminacji węgla jako paliwa, która technicznie i ekonomicznie nie jest możliwa. Bruksela zresztą coraz bardziej zdaje sobie z tego sprawę.

Ograniczenie emisji jest możliwe

Jeżeli więc przywrócimy dyskusji jej prawdziwy, pierwotny i logiczny kontekst – ograniczenie emisji CO2, Polska ma na tym polu nie tylko wiele do zaoferowania, ale może stać się europejskim liderem walki z emisją. Przy największym uzależnieniu od węgla w Europie polski 1 proc. redukcji przelicza się na największy jej tonaż. Warto?

Tu dygresja. Czy rzeczywiście warto kwestionować zasadność tej dyskusji twierdząc, że może się okazać, że CO2 nie ma takiego wpływu na klimat jak się obecnie zakłada?

Moim zdaniem nie warto, ponieważ nawet jeśli się tak okaże, to redukcja emisji, a więc oszczędne gospodarowanie węglem (wysoka sprawność urządzeń, a więc mniejsze zużycie czy odciążenie innymi technologiami w tym źródeł odnawialnych), którego zasoby w Europie nie są nieograniczone, spowoduje, że tego absolutnie niezbędnego systemowo składnika miksu energetycznego Europy wystarczy na dłużej, więc i kłopoty jego lokalnego niedoboru przyjdą później. Odpuszczam sobie więc rozważania, czy klimat się zmienia czy nie i dlaczego. Poza tym to europejscy wyborcy, a nie „obce lobby polityczne” nadają zielony kierunek debacie energetycznej i politycy muszą to uszanować nawet jeśli się z tym nie zgadzają – praw demokracji nie da się łatwo obejść.

Możemy zostać unijną gwiazdą

W kwestii redukcji emisji natomiast Polska może zrobić bardzo wiele:

Po pierwsze zastąpić stare, niskosprawne (30 proc.) elektrownie, nowymi wysokosprawnymi (nawet 45 proc.). To jak zamienić stare auto, które pali 15l/100km i często się psuje na nowsze, niezawodne zużywające poniżej 10l/100km. Warto?

Po drugie rozwijać w miastach produkcję skojarzoną ciepła i energii elektrycznej (kogenerację) w elektrociepłowniach – oszczędza to do 30 proc.  węgla (a więc i emisji) w porównaniu z taką samą produkcja ciepła i prądu, ale oddzielnie.

Potencjałem są tu miasta, które mając sieci ciepłownicze zasilane kotłowniami, nie wykorzystują ich do jednoczesnej produkcji prądu. Skonstruowane precyzyjnie „na miarę” lokalnego rynku ciepła elektrociepłownie miejskie wciąż mogą opłacać.

Po trzecie rozwijać technologie wysokosprawnego spalania węgla. Nowe wysokosprawne kotły oparte na nowych wysokowytrzymałych gatunkach stali.

Drogie? Oczywiście, ale i tak o wiele tańsze niż np. fotowoltaika.

„Wyjdźmy z syndromu ofiary” nawoływał niedawno zwłaszcza wschodnią część Unii niemiecki europoseł dr Christian Ehler, argumentując, że świat nie będzie na nas czekał z rozwojem nowoczesnych technologii węglowych – rozwój ten nastąpi. Miał głęboką rację.  Szkoda byłoby wycofać się z niego i korzyści z niego płynących na własne życzenie.

Po czwarte, jeśli ostatecznie europejscy wyborcy (w tym nasi polscy, dzisiejsi nastolatkowie, którzy za chwilę też wypowiedzą się przy urnach i wiem na pewno, że bardzo się zdziwimy jak mało różnią się oni od swoich zachodnich, ekologicznie nastawionych kolegów) powiedzą: „węgiel tak, CO2 nie”, to powrót do badań nad wychwytem, a zwłaszcza transportem i składowaniem CO2 (CCS) będzie miał głęboki sens. To się dzieje i w USA i w Chinach i wielu innych krajach – to nie jest bajka, jak wielu chciałoby to widzieć.

Po piąte w końcu trzeba promować profesjonalne spalanie węgla np. w elektrociepłowniach, ograniczając jednocześnie „nieprofesjonalne” w gospodarstwach domowych czyli tzw. niską emisję. Ta ostatnia to miasta jak Kraków czy górskie doliny jak Zakopane czy Wisła zadymione przez pył, powodujący choroby płuc oraz trujące tlenki siarki i inne związki emitowane wprost nad naszymi głowami z niskich domowych kominów.

Ta profesjonalna to spalanie np. w zawodowych elektrociepłowniach, wielokrotnie sprawniejsze (a więc zużywające mniej węgla), oczyszczone praktycznie z pyłów i innych trujących gazów, z emisją z wysokich kominów, pod  którymi nie odczuwa się niedogodności spalania w domowym piecu.

Wszystko to w istocie oznacza szansę dla Polski na bycie gwiazdą redukcji emisji CO2. Dlaczego więc tej szansy nie wykorzystać? Węgiel nie jest zabroniony przez jakiekolwiek prawo unijne, a kształtowanie swojego miksu energetycznego to prawo każdego kraju członkowskiego.  Wiedzą o tym bardzo dobrze Niemcy, którzy nie protestują przeciwko europejskiej polityce klimatycznej i oddają do ruchu liczne, nowe, wielkie, wysokosprawne bloki energetyczne. Polska natomiast protestuje ze wszystkich sił  i… niewiele  buduje.

Pozytywny scenariusz, który mógłby być przedstawiony przez Polskę wzmocniłby wielokrotnie siłę oddziaływania naszych argumentów w debacie unijnej, w stosunku do używanego przez nas „nie i już”.

Polska mitologia węglowa

W obiegu wciąż funkcjonuje kilka mitów, których bronimy  z całych sił:

Mit pierwszy: Polityka klimatyczna sprawia, że mamy drogi prąd.

Prawda jest taka, że już dawno nie był tak tani: do 30 proc. tańszy dla przemysłu w porównaniu z 2012 rokiem, a od stycznia 2013 nawet dla gospodarstw domowych, to zresztą niespodziewana zasługa taniej energii wiatrowej i słonecznej dostępnej na rynku hurtowym. W Niemczech jest drogi, bo odbiorcy finalni pokrywają koszty subsydiów, u nas nie, ponieważ subsydia są u nas nieporównywalnie niższe.

Mit drugi: Dezindustrializacja Polski z powodu wysokich cen energii.
Na  razie przemysł ma się dobrze, a dezindustrializacja Niemiec to raczej hasło lobbystów niż zagrożenie.

Mit trzeci: zaburzenia systemu energetycznego na skutek fluktuacji działania energetyki wiatrowej i solarnej.
Niemcy mają już ponad 70GW mocy takiej energii i jakoś dają radę, a my 20 razy mniej i już bijemy na alarm. Na razie  nic się nie dzieje, a zalew krajowej energii z wiatru nam nie grozi.

Mit czwarty: W UE jest „spisek klimatyczny” Unii.
Nie ma jednej Unii – w Brukseli są reprezentanci wszystkich opcji – także tych, którzy coraz skuteczniej przekonują do ekonomicznej racjonalizacji polityki klimatycznej i to z coraz lepszym skutkiem. Wystarczy spojrzeć na Niemcy.

Mit piąty: europejski system handlu emisjami (ETS) i polityka klimatyczna Unii rujnują naszą gospodarkę.
Póki co ceny pozwoleń emisyjnych są niskie i nie wpływają na ceny energii. I w moim przekonaniu pozostaną niskie. W istocie nie ma już teraz moim zdaniem biznesowego znaczenia czy ETS istnieje czy nie: inwestycji już stymulować nie będzie, jako niewiarygodny szkody ekonomicznej nie uczyni bo jest tanio, zlikwidować go nie można bo europejscy wyborcy nie pozwolą – zostawmy go więc samemu sobie: niech sobie będzie. Zresztą dochody ze sprzedaży uprawnień trafiają do krajowych budżetów, czego staramy się nie dostrzegać. 

Mit szósty – o polskim węglu

Wiele, i słusznie, zaczęto ostatnio mówić o naszych zasobach węgla w kraju. Analizy rządowe pokazują, że węgiel pozostanie podstawowym surowcem energetycznym Polski, jednak podstawowym pytaniem okazało się nie „czy węgiel?”, ale „skąd węgiel?”. Jeśli bowiem nie rozpoczniemy inwestycji w nowe kopalnie węgla to za 20-30 lat obecnie eksploatowane pokłady węgla brunatnego i kamiennego w większości się wyczerpią i zostaną zastąpione jego import. Skąd? Podpowiadam najbliższe geograficznie, a więc najtańsze w transporcie, duże kraje eksportujące: Rosja, Kazachstan, Ukraina…

Zanim więc „odstawimy Rejtana” w obronie węgla, warto sprawić, żeby na pewno, w niedalekiej przyszłości w ogóle będziemy go mieli…

Walczmy, ale inwestycjami

O co więc w istocie walczymy? Na co rzucamy gromy? Przed czym się bronimy?

Czy możemy budować elektrownie węglowe? Możemy, Unia nie zabrania, w Niemczech w ciągu ostatnich lat powstało ich ok. 10 tys. MW. Podobnie z kopalniami – można.

Czy mamy pozytywny scenariusz walki o obniżenie emisji? Mamy jak nikt inny w Europie.

Działajmy więc, zmniejszajmy emisję poprzez inwestowanie w nowe technologie węglowe, nowe, wysokosprawne źródła spalania oraz eliminowanie starych, „kopcących” źródeł, w tym niskiej emisji. Rozwijajmy się, a jednocześnie zaniechajmy naszej, spektakularnej i emocjonalnej ale przez to niezbyt skutecznej w Unii węglowej walki na śmierć i życie … z cieniem.

Paweł Smoleń jest Prezydent Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego EURACOAL oraz doradcą zarządu Konfederacji Lewiatan.

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Polityka klimatyczna w obecnej formie jest nieskuteczna, a apele organizacji pozarządowych o powstrzymanie zmian klimatycznych są niekonstruktywne - mówi prof. Maciej Sadowski, klimatolog z Instytutu Ochrony Środowiska

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

W piątek 25 października rada nadzorcza PGE odwołała dwójkę wiceprezesów Polskiej Grupy Energetycznej – Bogusławę Matuszewską i Wojciecha Ostrowskiego. O kulisach tego wydarzenia pisaliśmy w tekście "Porażka Krzysztofa Kiliana. Co dalej z PGE?" Zarząd Polskiej Grupy Energetycznej ustosunkował się do przedstawianych przez nas informacji, co z niewielkimi skrótami, publikujemy.

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu