Nie powstrzymamy zmian klimatu, ale możemy się do nich przystosować

Nie powstrzymamy zmian klimatu, ale możemy się do nich przystosować

Polityka klimatyczna w obecnej formie jest nieskuteczna, a apele organizacji pozarządowych o powstrzymanie zmian klimatycznych są niekonstruktywne - mówi prof. Maciej Sadowski, klimatolog z Instytutu Ochrony Środowiska

Wysokienapiecie.pl: Co się może wydarzyć podczas konferencji klimatycznej COP 19 w Warszawie?

Prof. Maciej Sadowski*: Sam COP 19 nie ma przełomowego znaczenia. Jest przygotowaniem do konferencji w Paryżu za dwa lata, która rzeczywiście może mieć przełomowe znaczenie, bo mogą zostać podjęte prawnie wiążące decyzje.

Podczas warszawskiej konferencji minister środowiska Marcin Korolec niezależnie od porządku obrad wynikającego z wcześniejszych decyzji COP/MOP, chce ukierunkować dyskusję na pomoc finansową dla krajów rozwijających się. Zgodnie z podjętymi wcześniej decyzjami kraje rozwinięte mają do 2020 r. przekazywać do 100 mld dol. rocznie  krajom rozwijającym w ramach tzw. Zielonego Funduszu. Te pieniądze powinny trafić na cele związane z klimatem. Zebranie tych pieniędzy jest sprawą raczej wątpliwą.

Na konferencji będzie mowa o tym jak sprawić żeby pieniądze dały nie tylko państwa, ale i prywatny biznes. Stąd specjalna sesja poświęcona biznesowi i jego udziałowi. To oczywiście jeden z elementów, pierwszym będą jak zwykle  negocjacje dotyczące działań związanych z ochrona klimatu po r 2020, ale tu się nie należy spodziewać żadnych decyzji.

Ale przecież fundusze dla krajów rozwijających się już istnieją.

Tak, jest tzw. fast start, w ramach którego było kilkadziesiąt mln dol. ale to nieznaczne kwoty w stosunku do potrzeb.

Są jeszcze pieniądze zebrane wcześniej, które leżały w Banku Światowym i nie były wykorzystywane. On stopniowo są wydawane, przede wszystkim na projekty edukacyjne i adaptacyjne – dostęp do wody, ograniczanie skutków suszy i in. Głównie korzysta z tego Afryka.

Polityka klimatyczna nie cieszy się u nas popularnością. Organizacja konferencji będzie nas kosztować 100 milionów zł, ale  Minister środowiska Marcin Korolec mówi, że lepiej w ten sposób aktywnie włączać się w europejską i ogólnoświatową dyskusję i pokazywać, że coś robimy a nie tylko jałowo wetujemy i narzekamy. To ma sens?

Czy COP poprawi nasz wizerunek w UE? Obawiam się, że nie. Unia chce na nas wymóc rzeczy bardzo konkretne i jeśli nie będziemy się zgadzać, to wzajemne przepychanie będzie trwało. Za pół roku wszyscy poza fachowcami zapomną, że konferencja była w Warszawie, tak jak się stało z konferencją w Poznaniu w 2008 r. W każdym razie pakiet energetyczno-klimatyczny musimy wdrożyć, bo się do tego zobowiązaliśmy.

W UE trwa dyskusja o  polityce klimatycznej po 2020 r. Jej dotychczasowy model  powinien być kontynuowany?

Polityka UE jest poddawana totalnej krytyce, przede wszystkim dlatego, że ona jest klimatycznie nieskuteczna. Musimy mieć jako Polska jasną strategię jak negocjować i co negocjować, bo obecny kurs polityki klimatycznej zapewne się nie utrzyma.

Jej krytycy mówią: co z tego, że UE ogranicza emisje, skoro na świecie one i tak rosną.

Oj, i to bardzo rosną. Dlatego podejście Komisji Europejskiej jest błędne. Co z tego, że zredukujemy emisje CO2, pogarszając sobie konkurencyjność gospodarczą, skoro dla klimatu nie ma to żadnej korzyści. Unia chce dawać przykład innym krajom, ale przykład to można dawać dzieciom w szkole….

A i to nie zawsze pomaga…

….bo co to obchodzi Amerykanów, że UE zredukowała emisje o 30 proc. Oni mają własną politykę, własne interesy i nimi będą się kierować.

Pan w ogóle wierzy w porozumienie w sprawie klimatu do którego ma dojść w Paryżu?

Nie wierzę. I nie tylko ja. Bloomberg opublikował właśnie wywiad z trzema byłymi sekretarzami Konwencji Klimatycznej i żaden z nich nie wierzy w sukces. Jeśli za sukces uznamy obniżenie temperatury o 2 C do końca wieku  to jest to nie do osiągnięcia. Emisja CO2 będzie rosła. W 1990 wynosiła w 27 mld ton , teraz wynosi 35 mld, a do 2020 będzie powyżej 50 mld. Nikt poza UE nie podejmie żadnych drastycznych działań. Japonia, Rosja, Kanada – już zapowiedziały, że nic nie będą robić. A USA i Chiny  zmniejszyły emisje, ale bez żadnych zobowiązań międzynarodowych w ramach Protokołu z Kioto. .

Dlaczego właściwie oba kraje nie chcą się w pełni przyłączyć do Protokołu?

Chińczycy mówią, że zrobią to gdy zobowiązania z Protokołu wezmą na siebie Amerykanie. A USA nie zgadzają na kontrolę ONZ, czyli w praktyce głównie krajów rozwijających się. A te dążą do tego, żeby mieć przewagę w we wszystkich ciałach, które dzielą pieniądze. Amerykanie, którzy te pieniądze dają, nie chcą się na takie rozwiązanie zgodzić, to oni chcą mieć kontrolę nad ich wydawaniem, także po to żeby zarabiać np. na sprzedaży technologii. A kraje rozwijające się chcą mieć technologie za darmo.

Skoro zobowiązania nie działają, to  może nie są potrzebne?

Tak naprawdę nie są. Świat powinien wreszcie przyznać, że Protokół z Kioto nie wypalił.  Koncentracja CO2 w atmosferze rośnie w takim tempie jak nigdy i jest to proces nie do zatrzymania. Państwa będą ograniczać emisje wtedy gdy uznają, że im się to opłaca.

Nie chcę przez to powiedzieć, że konwencja klimatyczna jest zupełnie niepotrzebna, bo jednak stymuluje do pewnych działań. Jest też takim „parasolem” dla polityków, bo zobowiązania międzynarodowe na nich działają. Ale oni i tak bardziej patrzą na możliwości gospodarcze swoich krajów. Konwencja ma znaczenie dla krajów rozwijających się  bo pomaga im zwalczać susze, powodzie, edukować obywateli.

To znaczy, że musimy się pogodzić ze zmianami klimatu?

Tak. Apele organizacji pozarządowych o powstrzymanie zmian są niekonstruktywne.

Ale one, powołując się na brytyjski raport Sterna z 2008 r., twierdzą, że koszty walki z ocieplaniem klimatu są i tak niższe niż koszty jakie ludzkość płaci wskutek ocieplania klimatu.

My wciąż niewiele wiemy o tych kosztach. Dla przykładu w Polsce staraliśmy się zbierać informacje o kosztach klęskach żywiołowych spowodowanych przez zmiany klimatyczne – powodzi, susz, wichur. Ale tak naprawdę takich pełnych danych nie ma, tego nikt nie koordynuje. Wiadomo, że najbardziej narażone są rolnictwo i gospodarka wodna.

Rolnicy oszacowali, że koszt przygotowań do zwalczania suszy wyniesie ok. 6 mld zł, koszt przygotowania się do podniesienia poziomu oceanów – aż 30 mld zł, oczywiście w ciągu wielu lat. Zapobieganie kosztuje, zwłaszcza jeśli będziemy budowali wielkie zbiorniki wodne.

Ale musimy zadać sobie filozoficzne pytanie – czy lepiej zapobiegać czy lepiej likwidować straty? Możemy nawadniać wszystkie pola  zagrożone suszą, ale równie dobrze możemy zwrócić rolnikom pieniądze za stracone plony i importować żywność. To jest dylemat, który rządzący muszą rozstrzygnąć.

Nie możemy zapobiec zalewaniu miast przez ulewy, bo nikt przecież nie będzie teraz przerabiał całej kanalizacji, ale możemy poprawić jej funkcjonowanie, zwiększać obszary zielone w miastach, gromadzić wodę deszczowa itp.

A wiadomo jakie będą koszty adaptacji całej polskiej gospodarki do zmian klimatu?

Szacowaliśmy, że będzie to ok. 80 mld zł do 2030 r. Ale decyzja należy do polityków.  Koszty strat jakie  ponieśliśmy w latach 1997-2010 oszacowalismy na ok. 56 mld To są nie tylko pieniądze publiczne , ale także obywateli i przedsiębiorstw dotkniętych szkodami.

Czyli jednak lepiej adaptować się niż likwidować straty?

Tak, zwłaszcza póki są pieniądze unijne, które możemy wykorzystać.

Polski rząd twierdzi, że unijna polityka klimatyczna jest niesprawiedliwa także z tego powodu, że nie uwzględnia wpływu lasów, które pochłaniają CO2, a Polska ma akurat sporo lasów. To słuszna pretensja?

Lasy zajmują ok. 30 proc. powierzchni naszego kraju i to jest sporo, choć są kraje, które mają jeszcze więcej. Ale rzecz polega na tym, że my klimatolodzy wiemy bardzo niewiele ma temat pochłaniania CO2 przez lasy. Mówi się, że młode lasy emitują, dojrzałe – pochłaniają, a stare lasy znowu emitują, ale tak naprawdę nie ma jednoznacznej metody zweryfikowania pochłaniania CO2 przez lasy.

Jak wygląda w tej chwili dyskusja między naukowcami - klimatologami na temat przyczyn i skutków globalnego ocieplenia? Czy jest konsensus, że odpowiedzialny jest CO2 i że to CO2 wydziela człowiek.

Różnie z tym jest. Na ogół wszyscy się zgadzają, że jest ocieplenie, bo niedawno i w tej sprawie istniały rozbieżności. Natomiast co do wpływu antropogenicznego to wciąż trwają dyskusje, których się nigdy nie uniknie. To zresztą dobrze, bo to wymusza na zwolennikach szukanie argumentów. Niedawno ukazał się nowy raport  IPCC czyli panelu klimatycznego ONZ, który mówi, że oba te procesy mają znaczenie.

Nie mówi pan wielu optymistycznych rzeczy.

Staram się  być realistą, bo za dużo takich konferencji już widziałem. Na pewno proces negocjacji się nie zatrzyma, bo za dużo ludzi z tego żyje. Gdyby doszło do zerwania rozmów, to podniósłby się krzyk na cały świat.

Czyli będziemy udawać, że coś robimy, a klimat będzie udawał, że się nas słucha?

Tak. Ale wszystkie wielkie umowy ONZ-owskie tak działają. Przecież Konwencję ONZ o prawach człowieka uchwalono w latach 40-tych.

Rozmaite ciała zbierają się, podejmują rezolucje, ale czy to coś pomaga? Podobnie było z rozmowami rozbrojeniowymi w czasie zimnej wojny.

A jak wygląda proces tzw. zrównoważonego rozwoju zapoczątkowany w Rio de Janeiro w 1992 r? Piękne konferencje , nawoływania aby wzmóc, cele milenijne wyznaczone, deklaracje przyjęte.

Potem oczywiście nikt tych celów nie realizuje, więc organizujemy kolejne konferencje, podejmujemy nowe wyzwania… I tak się to kręci.

Rozmawiali Bartłomiej Derski i Rafał Zasuń

*Prof. dr hab. Maciej Sadowski pracuje w Instytucie Ochrony Środowiska w Warszawie, jest jednym z najwybitniejszych polskich klimatologów, był członkiem zespołu polskich negocjatorów Protokołu z Kioto. Był współautorem raportów o skutkach zmian klimatycznych dla polskiej gospodarki.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE