Na aukcji OZE w 2019 wiatraki będą jeszcze tańsze?

Na aukcji OZE w 2019 wiatraki będą jeszcze tańsze?

W listopadzie rząd zakontraktował budowę nowych elektrowni wiatrowych, które dostarczać prąd o 20 proc. tańszą od dzisiejszych cen rynkowych. W tym roku chce przeprowadzić jeszcze większą aukcję, na której – dzięki szykowanym zmianom w ustawie o OZE – ceny prądu z wiatraków mogą spaść jeszcze bardziej. Problem w tym, że jeszcze większy spadek cen także blokują przepisy.

W rozstrzygniętej pod koniec ubiegłego roku aukcji na budowę nowych „zielonych” elektrowni rząd zakontraktował energię m.in. z 31 nowych farm wiatrowych. Firmy, które je zbudują (w tym m.in. państwowa PGE), zaoferowały 15-letnie dostawy prądu z nowych turbin wiatrowych po cenach od niespełna 158 do 217 zł za jedną megawatogodzinę (przy średniej na poziomie 196 zł/MWh). Nawet najdroższa farma wiatrowa dostarczy więc energię taniej, niż można ją dzisiaj kupić na rynku (głównie z elektrowni węglowych). Średnia cena na Towarowej Giełdzie Energii w maju przekraczała bowiem 243 zł/MWh.

To oznacza, że do zakontraktowanej energii z wiatraków odbiorcy prądu (czyli wszystkie gospodarstwa domowe, biznes i samorządy) na razie nie dopłacą nawet złotówki. Co więcej, jeżeli takie ceny na rynku się utrzymają, na koniec piętnastoletniego okresu umowy z rządem to właściciele farm wiatrowych będą musieli zapłacić państwowemu Zarządcy Rozliczeń nadwyżkę, jaką zarobili w czasie obowiązywania kontraktu.

Tak działa bowiem kontrakt różnicowy, w którym inwestorzy zapewniają sobie bezpieczeństwo inwestycyjne poprzez zapewnienie w miarę stabilnych przychodów – państwo dopłaca im, gdy prąd na giełdzie jest tani, a oni dopłacają państwu, gdy prąd uda im się sprzedać drożej od ceny jaką wylicytowali na aukcji.

Ministerstwo Energii ma jednak pomysł na modyfikację systemu. Inwestorzy na koniec 15-letniego okresu wsparcia będą musieli zwrócić tylko tyle, ile otrzymali od państwa. Kontrakt różnicowy zmieni się więc w rodzaj gwarancji minimalnego dochodu dla inwestorów. Według większości dzisiejszych prognoz cenowych będzie to oznaczać po prostu brak jakichkolwiek przepływów pieniężnych. Właściciele farm wiatrowych nie będą otrzymywać żadnej pomocy pieniężnej, bo hurtowe ceny prądu prawdopodobnie będą się utrzymywać powyżej cen, jakie wylicytowali na aukcji, a oni na koniec okresu wsparcia nie będą musieli oddawać państwu nadwyżek.

Taką zmianę zaproponował Zarządca Rozliczeń. „Należy zaznaczyć, iż wprowadzenie niniejszej zmiany jest kluczowe, ze względu na kwestię rozliczania pomocy publicznej, która to pomoc udzielona wytwórcom, nie może stanowić przychodu operatora rozliczeń” – uzasadniło zmianę Ministerstwo Energii. – To dość sprawiedliwe rozwiązanie. Jeżeli inwestorzy nie dostaną od państwa ani złotówki, to nie będą musieli na koniec okresu nic państwu płacić. A jeżeli dostaną pomoc, to zwrócą ją w całości – tłumaczy w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl Piotr Czopek, dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej Ministerstwa Energii.

Zmiana będzie mieć jednak jeszcze jeden skutek – tłumaczył w poniedziałek na dorocznej konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej Marek Chlebus, dyrektor Działu Doradztwa Finansowego Deloitte – po zmianie prawa inwestorom wystarczy podpisanie z rządem kontraktu na jeszcze niższą cenę, niż w ubiegłym roku. Ceny na aukcja OZE, planowanych wstępnie na końcówkę tego roku, mogą więc spaść jeszcze bardziej.

– W obecnej sytuacji, gdy ceny energii na giełdzie są znacząco wyższe od kosztów produkcji energii w elektrowniach wiatrowych i wszystko wskazuje na to, że polityka energetyczna rządu, stawiająca na węgiel, będzie utrzymywać tak wysokie ceny na rynku, inwestorzy wiatrowi będą mogli zaoferować niższą cenę na aukcji OZE, bo wystarczy im zagwarantowanie sobie minimalnych dochodów [wymaganych przez bank kredytujący inwestycję – red.]. Resztę i tak zarobią na sprzedaży energii na rynku – tłumaczył ekspert Deloitte.

– Ta zmiana na pewno wpłynie na strategii inwestorów i rzeczywiście powinna spowodować spadek cen na aukcjach – mówi portalowi WysokieNapiecie.pl menadżer jednego z największych inwestorów wiatrowych w Polsce.

To jednak tylko jeden z czynników cenotwórczych. Drugi – mogący podbijać ceny na tegorocznej aukcji – to ograniczona podaż projektów wiatrowych na rynku. Rząd w 2016 roku przyjął przepisy o minimalnej odległości farm wiatrowych od zabudowań (tzw. zasada 10h), które uniemożliwiają budowę nowych wiatraków i wymianę turbin na nowoczesne na 99 proc. terytorium Polski.

W efekcie na rynku nie ma już dostępnych nowych projektów wiatrowych, a ceny istniejących podskoczyły. Rząd w tym roku chce zakontraktować ok 2,5 GW nowych wiatraków, a łączna moc projektów, które mogą wziąć udział w aukcji, jest niewiele wyższa. Brak konkurencji może więc zachęcać inwestorów do licytowania wyższych cen. Jednak pomimo tego inwestorzy nie spodziewają się duże zmiany względem zeszłego rogu. – Myślę, że ceny nadal będą poniżej 200 zł/MWh mówi nam jeden z inwestorów.

Wiceminister energii Tomasz Dąbrowski niedawno poinformował, że rząd rozważa złagodzenie tego przepisu. Wkrótce po tym jego szef, minister energii Krzysztof Tchórzewski, przyznał z rozbrajającą szczerością, że resort wypuścił w ten sposób jedynie balon próbny. Partyjne doły PiS tych zmian jednak podobno nie zaakceptowały, więc temat ucichł. – Na razie nie ma rozmów na temat zmiany zasady 10h – poinformował we wtorek Piotr Czopek z Ministerstwa Energii.

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Dowiedz się więcej o Obserwatorze Legislacji Energetycznej

 

Chcesz płacić co miesiąc skontaktuj się z nami: marketing@wysokienapiecie.pl