Białe certyfikaty miały wspierać efektywność energetyczną, a same wymagają pomocy

Białe certyfikaty miały wspierać efektywność energetyczną, a same wymagają pomocy

Posłowie rzucili koło ratunkowe rynkowi popularnych świadectw potwierdzających wykonanie inwestycji w efektywność energetyczną. Na trzy tygodnie przed upływem terminu ważności białych certyfikatów tzw. przetargowych wpłynął projekt przedłużający ich życie. Na rynku może być duże zamieszanie.

Z końcem czerwca upływa termin rozliczenia obowiązku oszczędności energii przez grupę zobowiązanych przedsiębiorstw. Co istotne, najpopularniejsze białe certyfikaty, którymi można rozliczyć ten obowiązek, tzw. przetargowe miały stracić też tego dnia ostatecznie swoją ważność. To budziło w ostatnich miesiącach liczne protesty, ponieważ setki tysięcy certyfikatów zostałoby w kieszeniach inwestorów, a ci mieliby prawo poczuć się oszukani przez państwo.

Tak się nie stanie.  Jak można było się spodziewać, ustawa o efektywności energetycznej będzie znowelizowana. W projekcie, jaki przedłożyli w ubiegłym tygodniu w Sejmie posłowie (zmiana ustawy o cenach prądu zwana ustawą o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, ustawy o efektywności energetycznej oraz ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych) okres ważności certyfikatów przetargowych wydłuża się o dwa lata - do 30 czerwca 2021 r.

Czytaj także: Od kopalni do plebanii. Białe certyfikaty dla każdego

Kto wierzył, ten zarobi

Od miesięcy Ministerstwo Energii było torpedowane interpelacjami w tej sprawie. O przedłużenie terminu ubiegali się inwestorzy - w tym szczególnie samorządy, spółdzielnie, zarządcy nieruchomości, którzy wygrali przetargi na inwestycje w oszczędność energii. Było to jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów ustawy o efektywności energetycznej w 2016 r.

Czytaj także: Czy wymiana sprzętu na energooszczędny się zwróci?

W pięciu przetargach w latach 2013-16 przyznano ok. 1,3 mln białych certyfikatów (symbol na giełdzie PMEF). Spora grupa z nich nie została jeszcze umorzona. Szacunki mówią o ok. 400 tys., choć - jak zastrzega resort energii w odpowiedzi na jedną z interpelacji - do danych należy podchodzić z dystansem. Ponieważ na rynku funkcjonują różne certyfikaty, nie tylko przetargowe, ale też roczne i bezterminowe - to dane mogą okazać się nietrafione. Jedno pozostaje pewne - grupa niezadowolonych jest duża.

Niepewność związana z dalszym losem najpopularniejszych certyfikatów spowodowała, że ich notowania na giełdzie spadły od początku roku dziesięciokrotnie - z ponad 300 zł /toe do mniej niż 30 zł/toe.

Teraz, zdaniem ekspertów, jest szansa na odbicie. Ale uczestnicy rynku nie są pewni, jak na to zareaguje giełda praw majątkowych i spodziewają się dużego zamieszania. Sesje odbywają się tylko we wtorki i w czwartki. W ostatni czwartek, tuż przed wpłynięciem poselskiego projektu zmiany ustawy, notowania sesyjne zaczęły się od 25zł/toe, a ostatnia transakcja była na poziomie 30zł/toe (ale tylko jedna w tej  maksymalnej cenie). Obrót wyniósł tego dnia 4332 toe.

Można odzyskać pieniądze

To nie koniec dobrych wiadomości. Przedsiębiorstwa zobowiązane do uzyskania oszczędności energii mogą częściowo odzyskać nadpłacone w ubiegłych latach pieniądze. Chodzi o opłatę zastępczą.  Za czwarty kwartał 2016 r. opłatą zastępczą można było zrealizować do 30 proc. obowiązku, za 2017 r. do 20 proc. obowiązku, za 2018 r. do 10 proc. obowiązku.

I tu URE w maju opublikowało korzystną dla inwestorów informację. Urząd przypomina, że świadectwami przetargowymi można - do dnia 30 czerwca 2019 r. – nadal zrealizować obowiązek zarówno za czwarty kwartał 2016 r., jak i za rok 2017 oraz rok 2018. Jak dodaje URE, cena tych certyfikatów jest bardzo korzystna w porównaniu z opłatą zastępczą, która za 2016 r. wynosiła 1 000 zł/toe, za 2017 r. – 1 500 zł/toe, za 2018 r. – 1 575 zł/toe).

Czytaj także: Trudniejsze od ogrzewania. Jak oszczędzić na chłodzie?

- Płacący opłatę zastępczą za czwarty kwartał 2016 alternatywnie mieli świadectwa po około 1000 zł/toe. Obecnie kosztują one 30 razy mniej, stąd wykorzystanie rzadko używanego mechanizmu umorzenia większej ilości teraz z wycofaniem opłaty zastępczej wpłaconej uprzednio. Jest to też możliwe tylko dlatego, że obowiązek efektywnościowy można rozliczać w okresach 3-letnich - wyjaśnia Tomasz Soroko, trader na rynku energii, gazu i praw majątkowych.

Jak dalej czytamy, opłata zastępcza już uiszczona może zostać – w przypadku prawidłowego zrealizowania obowiązku świadectwami – zwrócona. Z doniesień rynkowych wynika, że z tej furtki korzysta wiele firm, a Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zamiast milionów złotych z tego tytuły, w tym roku może zanotować odpływ pieniędzy. Jak dodaje URE, opłatę już uiszczoną można też przeksięgować na kolejne lata lub na poczet realizacji obowiązków OZE i CHP.

Czytaj także: Firmy zainwestowały w efektywność energetyczną i czyją się "zrobione na biało"

Efektywność zapewnia

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Dowiedz się więcej o Obserwatorze Legislacji Energetycznej

 

Chcesz płacić co miesiąc skontaktuj się z nami: marketing@wysokienapiecie.pl