Co dalej z zielonymi certyfikatami?

Co dalej z zielonymi certyfikatami?

System wsparcia energetyki odnawialnej w Polsce niemal zupełnie się załamał. Rząd nie zamierza go jednak naprawiać. Przekonuje, że tak będzie lepiej dla odbiorców energii. Czy rzeczywiście? WysokieNapiecie.pl analizuje przyczyny i skutki nadpodaży tzw. zielonych certyfikatów oraz perspektywy dla tego „rynku” do 2020 roku.

Podstawowy problem polskich producentów „zielonej” energii elektrycznej jest bardzo niska cena zielonych certyfikatów. Obok sprzedaży samego prądu, to drugie podstawowe źródło ich przychodów, dzięki któremu w ogóle opłacało się inwestować w biogazownie, spalanie biomasy i jej współspalanie z węglem, wiatraki czy nowe hydroelektrownie.

Jak działają zielone certyfikaty?

Producenci eko-energii otrzymują świadectwa pochodzenia energii źródeł odnawialnych (tzw. zielone certyfikaty) za każdą kilowatogodzinę wyprodukowaną z biomasy, wody, wiatru, czy słońca. Następnie sprzedają je (podobnie jak sam prąd) w transakcjach dwustronnych lub na giełdzie i za zarobione w ten sposób pieniądze pokrywają m.in. zakupy biomasy, utrzymanie elektrowni i spłatę kredytów inwestycyjnych.

Certyfikaty kupują przede wszystkim dostawcy energii elektrycznej (to gł. cztery największe państwowe koncerny: PGE, Enea, Tauron i Energa). Dzięki nim wypełniają obowiązek udziału „zielonej” energii w dostawach do klientów. Minimalny obowiązek udziału regulują przepisy – wyznaczając przy okazji popyt na certyfikaty. W ubiegłym roku sprzedawcy prądu musieli przedstawić Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki do umorzenia świadectwa pochodzenia energii z OZE pokrywające 14% wolumenu sprzedaży energii swoim klientom. To oznacza, że popyt na zielone certyfikaty wyniósł ok. 16,8 TWh.

Nadprodukcja „zielonego” prądu

Problem w tym, że w 2015 roku produkcja „zielonej” energii elektrycznej wyniosła 19% (22,5 TWh w stosunku do zużycia odbiorców w wysokości ok. 118 TWh, wliczając to częściowe zwolnienie z obowiązku zakupu certyfikatów przez przemysł energochłonny). W rezultacie co trzecia wyprodukowana kilowatogodzina była zbędna dla nabywców zielonych certyfikatów. Nadprodukcja utrzymuje się z resztą już od pięciu lat. Wystąpi także w tym roku. To podstawowy powód spadku cen certyfikatów.

Skąd ta nadpodaż? W ocenie Ministerstwa Energii „technologią, która w największym stopniu przyczyniła się do wystąpienia nadpodaży zielonych certyfikatów w latach ubiegłych była technologia spalania wielopaliwowego [współspalania biomasy z węglem ─ red.], która do 2012 r. zanotowała najwyższy wzrost (co związane było z niskimi nakładami niezbędnymi do uruchomienia tego typu produkcji oraz z wysokimi przychodami uzyskiwanymi z tego tytułu).”

Resort samokrytycznie zwrócił uwagę, że w systemie zielonych certyfikatów na samym początku, już w 2005 roku, zaszyto błąd. Od razu przewidziano wysokie wsparcie, które umożliwiało rozwój wszystkim technologiom OZE, zamiast sukcesywnie je podnosić tak, aby na początku nasycać rynek najtańszymi technologiami lub zróżnicować pomoc dla różnych źródeł. W efekcie niemal równolegle rozwijało się współspalanie biomasy z węglem (najtańsze), energetyka wiatrowa (druga najtańsza technologia) oraz spalanie samej biomasy (m.in. w największym na świecie takim bloku o mocy 205 MW w Elektrowni Połaniec).

Częściowym rozwiązaniem tego problemu, na który trzeba było czekać aż dziesięć lat, było ograniczenie wsparcia dla tzw. zwykłego współspalania (od 2016 roku za jedną kilowatogodzinę „zielonej” energii z tej technologii przysługuje jedynie pół certyfikatu, co przy ich aktualnych cenach zupełnie wyeliminowało je z rynku).

Kumulacja certyfikatów

Sama nadprodukcja nie byłaby jeszcze tak dużym problemem, gdyby nie możliwość kumulacji certyfikatów na kolejne lata. W efekcie nawet niewielka nierównowaga na rynku w ciągu kilku lat prowadzi do uzbierania się potężnej górki. Z symulacji przeprowadzonych przez portal WysokieNapiecie.pl wynika, że na koniec 2016 roku nadmiar certyfikatów wyniesie już 21 TWh, co pozwoliłoby na zaspokojenie całego zapotrzebowania na nie aż do lutego 2018 roku.

Opłaty zastępcze

Historia certyfikatowej „górki” nie sięga bynajmniej okresu ostatnich pięciu lat z nadprodukcją energii z OZE. Powstaje od początku funkcjonowania systemu, a więc od 2005 roku. Chociaż w latach 2006-2010 łączny niedobór certyfikatów wyniósł 6 TWh, to na koniec 2010 roku suma nieumorzonych świadectw pochodzenia przekraczała już 1,3 TWh. To efekt kolejnych dwóch błędów w funkcjonowaniu systemu.

Po pierwsze skoro certyfikaty można przechowywać na kolejne lata, to powinna istnieć lustrzana możliwość „zadłużania się” w certyfikatach. Gdy w danym roku produkcja energii z OZE jest zbyt mała, sprzedawca energii powinien mieć możliwość realizacji swojego obowiązku z certyfikatów zakontraktowanych i dostarczanych mu w następnych latach. To stymulowałoby rozwój rynku dostosowany do potrzeb. Takiej możliwości niestety nadal nie ma. W sytuacji niedoboru sprzedawcy po prostu uiszczali opłaty zastępcze. W dodatku część certyfikatów nie była umarzana nawet, gdy produkcja była mniejsza od potrzeb.

Po drugie sprzedawcy energii przez lata mogli wnosić opłaty zastępcze bez względu na sytuację na rynku zielonych certyfikatów. W przypadku drobnych sprzedawców i niewielkich wolumenów łatwiej było wpłacić odpowiednią kwotę na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (nawet dość wysoką), niż kupować certyfikaty na giełdzie i umarzać za pośrednictwem Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Teoretycznie dzisiaj, gdy certyfikaty można kupić po ok. 40 zł/MWh wpłacanie ponad 300 zł/MWh opłaty zastępczej jest szaleństwem, jednak tylko w pierwszej połowie roku na konto NFOŚiGW trafiło z tego tytułu 3,6 mln zł, co ponownie powiększyło „górkę” certyfikatów o kolejne 12 GWh.

Dołek na giełdzie

W efekcie ogromnej „górki” i utrzymującej się bieżącej nadprodukcji ceny zielonych certyfikatów spadły do nienotowanych nigdy poziomów. We wrześniu w transakcjach dwustronnych sprzedawano je nawet po 20 zł/MWh, choć średnia na tym rynku utrzymała się w okolicach 100 zł/MWh.

W znacznie gorszej sytuacji jest większość inwestorów, w tym zwłaszcza drobnych, która nie ma umów długoterminowych na zakup certyfikatów lub, jak w przypadku umów ze spółkami kontrolowanymi przez Taurona i Eneę, zostały im one wypowiedziane. W transakcjach giełdowych indeks w połowie października spadł do 32 zł i chociaż od tego momentu utrzymuje się trend wzrostowy, to na ostatniej sesji certyfikaty nadal sprzedawane były zaledwie po 44 zł/MWh, a więc niespełna 18% tego, co jeszcze w 2014 roku.

Siła inercji

Zdaniem Ministra Energii problem sam się rozwiąże za sprawą działania mechanizmów rynkowych. Dlatego resort nie przewiduje żadnych interwencji na nim. Problem w tym, że gdy to urzędnicy administracyjnie ustalają cenę maksymalną, wysokość popytu i kary za brak realizacji obowiązku, trudno mówić o rynku. Tak naprawdę to od nich zależy jak kształtować się będzie zapotrzebowanie na certyfikaty.

{related}Sytuację utrudnia dodatkowo wolno spadająca nadprodukcja. Instalacje o dużych kosztach kapitałowych w ogóle nie są w stanie ograniczyć produkcji, ze sprzedaży energii minimalizują bowiem straty. Tak funkcjonują farmy wiatrowe, hydroelektrownie, biogazownie i instalacje na biomasę. Ze względów czysto ekonomicznych będą produkować energię aż do bankructwa, a w zasadzie także i po nim, tyle że już na konto wierzycieli.  Według analiz portalu WysokieNapiecie.pl oznacza to, że z tegorocznej podaży zielnych certyfikatów na poziomie niemal 21 TWh, aż 18,5 TWh wytwarzane jest w instalacjach , które nie ograniczą produkcji w przyszłym roku, a do 2020 roku nie zmniejszą jej poniżej 16,5 TWh nawet przy bardzo niskiej cenie certyfikatów.

Podaż „zielonej” energii ograniczyć mogłyby przede wszystkim duże elektrownie węglowe. Jednak i w tym wypadku sytuacja nie jest prosta. Chociaż tzw. zwykłe współspalanie spadło w tym roku do zera, to utrzymuje się dedykowane współspalanie biomasy. Większość z nich jest już spłacona i mogłaby ograniczyć współspalanie. Tym bardziej, że obecna cena certyfikatów nie pokrywa im już nawet kosztów zmiennych. Jednak część przedsiębiorców otrzymała wsparcie na uruchomienie współspalania i przez pięć lat musi wykazać się tzw. okresem trwałości inwestycji. Innymi słowy muszą produkować aby nie musieć zwracać dotacji. To wydłuży okres zejścia ich produkcji (łącznie to ok. 1,5 TWh rocznie) z rynku jeszcze o kilka-kilkanaście miesięcy.

Co dalej z systemem zielonych certyfikatów?

Zgodnie z założeniami rządu rynek zielonych certyfikatów ma wygasać, a zastępować będzie go system aukcji OZE (przedsiębiorcy wygrywający aukcje z góry będą znać łączne przychody za produkowaną „zieloną” energię). Dlatego od połowy roku nowe instalacje nie nabywają już prawa do otrzymywania świadectw pochodzenia. Jednocześnie Ministerstwo Energii nie planuje jednak w najbliższych latach aukcji dla istniejących instalacji. To oznacza, że rynek zielonych certyfikatów powinien jeszcze przez kolejne lata pozwolić przynajmniej na utrzymanie się na powierzchni większości inwestorów.

Dotychczasowe posunięcia Ministerstwa Energii nie dają im jednak zbyt wielu złudzeń. W przyszłym roku obowiązek zakupu certyfikatów wyniesie 15,4%. To oznacza popyt na poziomie niespełna 18 TWh, podczas gdy prognozowana przez WysokieNapiecie.pl podaż certyfikatów będzie o ok. 0,7 TWh wyższa. Jeżeli rząd będzie podwyższał obowiązek o 1 punkt procentowy w kolejnych latach, wówczas do końca 2020 roku „górka” certyfikatów zmniejszy się do ok. 10 TWh, chociaż część analityków szacuje, że może być dwukrotnie wyższa, znaczenie mają bowiem nawet niewielkie różnice np. w popycie na energię.  

Oddalamy się od celu

Polska może nie zrealizować swoich celów zarówno w sektorze energii elektrycznej, jak i ciepła i transportu

Spadek produkcji „zielonej” energii posłuży inwestorom, którzy muszą pozostać na tym rynku. Zaszkodzi jednak rządowi. Polska jeszcze bardziej oddala się bowiem od realizacji celu udziału energii ze źródeł odnawialnych w 2020 roku. Zgodnie z rządowymi planami powinniśmy wówczas produkować ponad 32 TWh ekoprądu, a według analiz portalu WysokieNapiecie.pl produkcja spadnie do niespełna 17 TWh. Brakujący udział rząd teoretycznie powinien zastąpić energią oferowaną na aukcjach OZE. Już wiadomo, że zakłada istotny wzrost mocy zainstalowanej w panelach słonecznych. Do 2020 roku będziemy jednak pozyskiwać najwyżej 1-2 TWh prądu ze słońca.

Politycy koalicji PO-PSL planowali, że brakującą produkcję będą w stanie załatać dodatkową ilością biomasy współspalanej z węglem. Nowe przepisy, zarówno polskie jak i unijne, ten manewr bardzo jednak utrudniły, o ile zupełnie nie stał się już niemożliwy do wykonania.

Kluczowy problem to brak jakiejkolwiek wizji rozwoju polskiej energetyki i długofalowej strategii. Na razie Ministerstwo Energii posługuje się prognozami z projektu Polityki energetycznej Polski do 2050 roku pozostawionego jeszcze przez poprzedników. Zakłada on utrzymanie dotychczasowej produkcji energii z węgla i zaspokajanie rosnącego popytu już wyłącznie energią z OZE, gazu i atomu. To oznaczałoby, że moce nowych „zielonych” elektrowni powinny nadal szybko rosnąć. Tymczasem nie widać ani tego, ani realnego pomysłu co w zamian.

Zobacz także...

Komentarze

0 odpowiedzi na “Co dalej z zielonymi certyfikatami?”

  1. Jak to jest, ze politycy (wszystkich partii bez wyjątku) i namaszczani przez nich urzędnicy-analitycy zawsze przyjmują pozę „wizjonerów absolutnych”… a jakoś opisanej w bardzo dobrym materiale Pana Bartka sytuacji nikt nie przewidział…

    • [quote name=”Lechu”]… a jakoś opisanej w bardzo dobrym materiale Pana Bartka sytuacji nikt nie przewidział…[/quote]

      W pierwszej kolejności dotyczy to samych inwestorów…

      Przykładowo – ile przybyło mocy w wietrze w ostatnich dwóch latach ? Może się to wydać dziwne ale w 9mcach tego roku nawet więcej niż w tym samym okresie 2015. A teraz „weźcie to naprawcie”…

      • [quote name=”Mattt”]

        W pierwszej kolejności dotyczy to samych inwestorów…

        Przykładowo – ile przybyło mocy w wietrze w ostatnich dwóch latach ? Może się to wydać dziwne ale w 9mcach tego roku nawet więcej niż w tym samym okresie 2015. A teraz „weźcie to naprawcie”…[/quote]
        Mocy w wietrze przybyło wyłącznie dla tego, że rząd straszył zamknięciem systemu świadectw pochodzenia chyba już od 2013 r. Inwestorzy po prostu dali gaz do dechy. Dotyczy to także państwowych koncernów (PGE, Tauron, Energa).
        „Weźcie to naprawcie” to jak najbardziej stwierdzenie na miejscu – kto popsuł niech naprawia.

        • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]

          W pierwszej kolejności dotyczy to samych inwestorów…

          Przykładowo – ile przybyło mocy w wietrze w ostatnich dwóch latach ? Może się to wydać dziwne ale w 9mcach tego roku nawet więcej niż w tym samym okresie 2015. A teraz „weźcie to naprawcie”…[/quote]
          Mocy w wietrze przybyło wyłącznie dla tego, że rząd straszył zamknięciem systemu świadectw pochodzenia chyba już od 2013 r. Inwestorzy po prostu dali gaz do dechy. Dotyczy to także państwowych koncernów (PGE, Tauron, Energa).
          „Weźcie to naprawcie” to jak najbardziej stwierdzenie na miejscu – kto popsuł niech naprawia.[/quote]

          Statystyki PSE to akurat jedyne jakie znam.
          Jeśli podejmowanie decyzji inwestycyjnych pod wpływem „strachu” ma cokolwiek tłumaczyć to mi ręce opadają.

          Chodzi mi o to, że głupio to wygląda gdy (post factum oczywiście) szuka się przyczyn gdzies tam nawet przed 2010 a żadnego zdziwienia nie wzbudza fakt, że w ostatnim półtora roku moc wiatrowa zwiększyła się o połowę… Akurat w tym czasie ta nadwyżka była już oczywistością a i cena nieustannie szła w dół. Brakuje mi wykresu jak wzrastała nadwyżka certyfikatów i jak rosła zainstalowana moc wiatrowa.

          • PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?

          • [quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Tak się składa, że bardzo ciężko jest wyhamować nie tylko sam wiatr, ale również proces inwestycyjny. Oddanie inwestycji w 2015 wcale nie oznacza, że decyzja o inwestycji zapadła w 2015. Raczej wcześniej, znacznie wcześniej, nastąpiło też podpisanie umów o dostawę i wykonawstwo i finansowanie. Wyhamowanie inwestycji oznaczałoby rezygnację z zabawek mimo poniesienia czasem 100% ich kosztu. Więc idzie się dalej, z nadzieją, że pogoda się poprawi…

          • [quote name=”Ziemski”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Tak się składa, że bardzo ciężko jest wyhamować nie tylko sam wiatr, ale również proces inwestycyjny. Oddanie inwestycji w 2015 wcale nie oznacza, że decyzja o inwestycji zapadła w 2015. Raczej wcześniej, znacznie wcześniej, nastąpiło też podpisanie umów o dostawę i wykonawstwo i finansowanie. Wyhamowanie inwestycji oznaczałoby rezygnację z zabawek mimo poniesienia czasem 100% ich kosztu. Więc idzie się dalej, z nadzieją, że pogoda się poprawi…[/quote]

            Ok, gdyby nawet… to co w związku z tym ?
            Czy to zmienia postać rzeczy ? czy w związku z tym, powstaje mniejszy nawis zielonych z tytułu dynamicznego przyrostu mocy wiatrowej?

            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.

          • [quote name=”Mattt”]
            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.[/quote]
            OK, rozumiem taki punkt widzenia, ale ME(dla przykładu) nie może nagle od problemu umywać rąk i zrzucać wszystko na inwestorów. To jest dokładnie postawa jaką prezentowało PKP kilka lat temu jak na święta ludzie chcieli jechać do domu i zabrakło wagonów. Pani (chyba rzecznik) wystąpiła w TV i powiedziała ludziom że to ich wina, bo trzeba było przewidzieć że w wagonach będzie tłok.

          • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]
            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.[/quote]
            OK, rozumiem taki punkt widzenia, ale ME(dla przykładu) nie może nagle od problemu umywać rąk i zrzucać wszystko na inwestorów. To jest dokładnie postawa jaką prezentowało PKP kilka lat temu jak na święta ludzie chcieli jechać do domu i zabrakło wagonów. Pani (chyba rzecznik) wystąpiła w TV i powiedziała ludziom że to ich wina, bo trzeba było przewidzieć że w wagonach będzie tłok.[/quote]

            To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa No sorry… ale to jest zwykła działalność gospodarcza związana z ryzykiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wycięto w pień certyfikaty dla dużej hydroenergetyki i praktycznie współspalanie (w perspektywie kilku lat) to i tak mamy dużą interwencję państwa!
            Jeśli mamy podchodzić do problemu na zasadzie, że jak ktoś źle oszacował ryzyko i np. ceny akcji spółek dajmy na to z dominującym udziałem SP gwałtownie spadają to też państwo powinno interweniować ?

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]
            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.[/quote]
            OK, rozumiem taki punkt widzenia, ale ME(dla przykładu) nie może nagle od problemu umywać rąk i zrzucać wszystko na inwestorów. To jest dokładnie postawa jaką prezentowało PKP kilka lat temu jak na święta ludzie chcieli jechać do domu i zabrakło wagonów. Pani (chyba rzecznik) wystąpiła w TV i powiedziała ludziom że to ich wina, bo trzeba było przewidzieć że w wagonach będzie tłok.[/quote]

            To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa No sorry… ale to jest zwykła działalność gospodarcza związana z ryzykiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wycięto w pień certyfikaty dla dużej hydroenergetyki i praktycznie współspalanie (w perspektywie kilku lat) to i tak mamy dużą interwencję państwa!
            Jeśli mamy podchodzić do problemu na zasadzie, że jak ktoś źle oszacował ryzyko i np. ceny akcji spółek dajmy na to z dominującym udziałem SP gwałtownie spadają to też państwo powinno interweniować ?[/quote]
            Jak najbardziej państwo powinno interweniować w sprawie akcji w spółkach z dominującym udziałem SP. W końcu to nasz wspólny interes, niezależnie od przekonań politycznych czy energetycznych. Każdy rozumie, że pewne rewolucyjne działania rządzących mogą przynieść chwilowe spadki akcji. Na razie czekamy, zobaczymy co będzie dalej, ale liczenie na pieniądze z Chin to tak jak pożyczkami Gierka- kolejne pokolenia będą spłacać wyczyny polityków.

          • [quote name=”Guest”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]
            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.[/quote]
            OK, rozumiem taki punkt widzenia, ale ME(dla przykładu) nie może nagle od problemu umywać rąk i zrzucać wszystko na inwestorów. To jest dokładnie postawa jaką prezentowało PKP kilka lat temu jak na święta ludzie chcieli jechać do domu i zabrakło wagonów. Pani (chyba rzecznik) wystąpiła w TV i powiedziała ludziom że to ich wina, bo trzeba było przewidzieć że w wagonach będzie tłok.[/quote]

            To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa No sorry… ale to jest zwykła działalność gospodarcza związana z ryzykiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wycięto w pień certyfikaty dla dużej hydroenergetyki i praktycznie współspalanie (w perspektywie kilku lat) to i tak mamy dużą interwencję państwa!
            Jeśli mamy podchodzić do problemu na zasadzie, że jak ktoś źle oszacował ryzyko i np. ceny akcji spółek dajmy na to z dominującym udziałem SP gwałtownie spadają to też państwo powinno interweniować ?[/quote]
            Jak najbardziej państwo powinno interweniować w sprawie akcji w spółkach z dominującym udziałem SP. W końcu to nasz wspólny interes, niezależnie od przekonań politycznych czy energetycznych. Każdy rozumie, że pewne rewolucyjne działania rządzących mogą przynieść chwilowe spadki akcji. Na razie czekamy, zobaczymy co będzie dalej, ale liczenie na pieniądze z Chin to tak jak pożyczkami Gierka- kolejne pokolenia będą spłacać wyczyny polityków.[/quote]

            Te spółki SP to był przykład tylko. Widzę, że w dyskusji dochodzimy do ściany bo wg takiej logiki wycena ryzyka w zasadzie nie istnieje ! Skoro jakakolwiek zmiana wartości, stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału musi być z punktu asekurowana przez państwo… to nawet w socjalizmie tego nie było 🙂
            A co z sektorem prywatnym ? przecież np. wartość naszych nieruchomości to też „nasz wspólny interes” ! Ceny mieszkań nie mogą „ot tak sobie ” spadać… itd.

          • [quote name=”Mattt”] Widzę, że w dyskusji dochodzimy do ściany bo wg takiej logiki wycena ryzyka w zasadzie nie istnieje ! Skoro jakakolwiek zmiana wartości, stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału musi być z punktu asekurowana przez państwo… to nawet w socjalizmie tego nie było 🙂
            [/quote]
            Pan Mattt przedstawia skrajne stanowisko, tak jak przeciwnie skrajnie przedstawiają niektórzy przedstawiciele sektora wiatrowego (z naciskiem na słowo niektórzy). To są dwie przeciwne ściany tego samego pomieszczenia.
            Wiadomo, że brak podstaw prawnych żeby branża wiatrowa domagała się takie a takiej ceny za certyfikat, bo żadna ustawa niczego nie deklarowała. Z drugiej strony Rząd nie może cynicznie zwalać wszystkiego na „rynek” bo jak ME jednym rozporządzeniem może jawnie sterować popytem/podażą to z rynkiem ma niewiele wspólnego. Do tej drugiej strony dochodzi też postawa rządzącej partii w stosunku do tej branży, której apogeum widzieliśmy w ustawie „antywiatrakowej” w kwestii podatków od budowli…

          • do Matt, pisałeś o tych spadających cenach akcji gdzie dominujący udział ma SP. Człowieku weź ty poczytaj coś naprawdę ale tak żebyś postarał się zrozumieć. Nie wmawiam że ci wyjdzie ale spróbuj. Znajdziesz to na pewno jak w PGE SP fajny myk zrobił na wartości kapitału itd. i prawie 0,5 mld zł, wyssał w dodatkowym podatku, to było nic innego jak zabranie dywidendy tym, którym się to należało. Potem to chcieli zrobić na kilkadziesiąt mld zł, ale giełda już tam spadła że na razie się wycofali. Ale wiadomo jak zabraknie kasy wyborców to mogą to powtórzyć. Zresztą sami powiedzieli w tym roku tego nie będziemy już robić ale w przyszłym zobaczymy.

          • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Widzę, że w dyskusji dochodzimy do ściany bo wg takiej logiki wycena ryzyka w zasadzie nie istnieje ! Skoro jakakolwiek zmiana wartości, stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału musi być z punktu asekurowana przez państwo… to nawet w socjalizmie tego nie było 🙂
            [/quote]
            Pan Mattt przedstawia skrajne stanowisko, tak jak przeciwnie skrajnie przedstawiają niektórzy przedstawiciele sektora wiatrowego (z naciskiem na słowo niektórzy). To są dwie przeciwne ściany tego samego pomieszczenia.
            Wiadomo, że brak podstaw prawnych żeby branża wiatrowa domagała się takie a takiej ceny za certyfikat, bo żadna ustawa niczego nie deklarowała. Z drugiej strony Rząd nie może cynicznie zwalać wszystkiego na „rynek” bo jak ME jednym rozporządzeniem może jawnie sterować popytem/podażą to z rynkiem ma niewiele wspólnego. Do tej drugiej strony dochodzi też postawa rządzącej partii w stosunku do tej branży, której apogeum widzieliśmy w ustawie „antywiatrakowej” w kwestii podatków od budowli…[/quote]

            Moje stanowisko nie jest skrajne – skąd ta teza ?
            Ja uważam, że interwencja w rynek w postaci ucięcia certyfikatów dla hydro i obniżenia dla współspalania JUŻ miała miejsce! – jednak jej efekt został z nawiązką „pożarty” przez wzrost liczby certyfikatów dla wytwórców z wiatru – tylko tyle. A teraz się próbuje ciągle odgrzewać stare kotlety i pisać, że to współspalanie przed 2010 winne dzisiejszej górce…

          • [quote name=”Mattt”]

            Moje stanowisko nie jest skrajne – skąd ta teza ?
            Ja uważam, że interwencja w rynek w postaci ucięcia certyfikatów dla hydro i obniżenia dla współspalania JUŻ miała miejsce! – jednak jej efekt został z nawiązką „pożarty” przez wzrost liczby certyfikatów dla wytwórców z wiatru – tylko tyle. A teraz się próbuje ciągle odgrzewać stare kotlety i pisać, że to współspalanie przed 2010 winne dzisiejszej górce…[/quote]
            Może faktycznie nie skrajne, ale jednak nieco …hardkorowe:)
            Zgadzam się że podnoszenie kwestii współspalania z 2010, ale też z lat 2011-2013 (gdzie współspalanie kwitło w najlepsze) to są stare kotlety.
            ALE: nasi kuchmistrze z ME zafundowali nam świeżutkie kotlety w postaci powrotu świadectw dla współspalania na ten sam poziom, co innych OZE. A na I danie dostaliśmy cały pakiet zakąsek w postaci dziwnie liczonych podatków, i przede wszystkim obniżenia obowiązku na 15,4 %. I po tym rozporządzeniu świadectwa zjechały z 80 zł (przy tej cienie jeszcze by tragedii nie było) na 30-kilka złotych. I to jest właśnie główny problem – ręczne sterowanie niby-rynkiem w kierunku celowej eliminacje OZE…

          • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]

            Moje stanowisko nie jest skrajne – skąd ta teza ?
            Ja uważam, że interwencja w rynek w postaci ucięcia certyfikatów dla hydro i obniżenia dla współspalania JUŻ miała miejsce! – jednak jej efekt został z nawiązką „pożarty” przez wzrost liczby certyfikatów dla wytwórców z wiatru – tylko tyle. A teraz się próbuje ciągle odgrzewać stare kotlety i pisać, że to współspalanie przed 2010 winne dzisiejszej górce…[/quote]
            Może faktycznie nie skrajne, ale jednak nieco …hardkorowe:)
            Zgadzam się że podnoszenie kwestii współspalania z 2010, ale też z lat 2011-2013 (gdzie współspalanie kwitło w najlepsze) to są stare kotlety.
            ALE: nasi kuchmistrze z ME zafundowali nam świeżutkie kotlety w postaci powrotu świadectw dla współspalania na ten sam poziom, co innych OZE. A na I danie dostaliśmy cały pakiet zakąsek w postaci dziwnie liczonych podatków, i przede wszystkim obniżenia obowiązku na 15,4 %. I po tym rozporządzeniu świadectwa zjechały z 80 zł (przy tej cienie jeszcze by tragedii nie było) na 30-kilka złotych. I to jest właśnie główny problem – ręczne sterowanie niby-rynkiem w kierunku celowej eliminacje OZE…[/quote]

            Nie ma zadnej „celowej eliminacji oze” co najwyżej można mówić o zahamowaniu pewnej „monokultury” w wietrze… w mojej ocenie

          • [quote name=”Mattt”]
            Nie ma zadnej „celowej eliminacji oze” co najwyżej można mówić o zahamowaniu pewnej „monokultury” w wietrze… w mojej ocenie[/quote]
            Zahamowaniem można by to nazwać gdyby ustawodawcy ograniczyli się np, do wprowadzeniu systemu aukcyjnego i nie ogłaszanie aukcji dla wiatru.
            Jeżeli ustawodawca do tego uchwala ustawę na mocy której generatory, komputery, instalacje ciśnieniowe (itd) w elektrowniach wiatrowych są uznawane za budowle – w przeciwieństwie do analogicznych elementów w elektrowniach konwencjonalnych czy nawet innych OZE, to mamy do czynienia z „celową eliminacją technologii”, a także „dyskryminacją”.

          • [quote name=”Guest”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]
            Niestety nie dam się przekonać, że przyrost mocy wiatrowej o ponad połowę w ciągu półtora roku miał jakieś racjonalne przesłanki ekonomiczne w świetle przedstawianych liczb. Nie kupuję też tłumaczenia, że nagle wszyscy rzucili się budować elektrownie wiatrowe zupełnie nie wiedząc co robią inni w branży.[/quote]
            OK, rozumiem taki punkt widzenia, ale ME(dla przykładu) nie może nagle od problemu umywać rąk i zrzucać wszystko na inwestorów. To jest dokładnie postawa jaką prezentowało PKP kilka lat temu jak na święta ludzie chcieli jechać do domu i zabrakło wagonów. Pani (chyba rzecznik) wystąpiła w TV i powiedziała ludziom że to ich wina, bo trzeba było przewidzieć że w wagonach będzie tłok.[/quote]

            To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa No sorry… ale to jest zwykła działalność gospodarcza związana z ryzykiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wycięto w pień certyfikaty dla dużej hydroenergetyki i praktycznie współspalanie (w perspektywie kilku lat) to i tak mamy dużą interwencję państwa!
            Jeśli mamy podchodzić do problemu na zasadzie, że jak ktoś źle oszacował ryzyko i np. ceny akcji spółek dajmy na to z dominującym udziałem SP gwałtownie spadają to też państwo powinno interweniować ?[/quote]
            Jak najbardziej państwo powinno interweniować w sprawie akcji w spółkach z dominującym udziałem SP. W końcu to nasz wspólny interes, niezależnie od przekonań politycznych czy energetycznych. Każdy rozumie, że pewne rewolucyjne działania rządzących mogą przynieść chwilowe spadki akcji. Na razie czekamy, zobaczymy co będzie dalej, ale liczenie na pieniądze z Chin to tak jak pożyczkami Gierka- kolejne pokolenia będą spłacać wyczyny polityków.[/quote]
            Kiedyś to się nazwywało dominacją sektora uspołecznionego nad prywatnym 🙂

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Dlaczego od razu ignorancja lub zła wola?
            1) Wszystko jest na wykresie, jak Pan zauważył
            2) Myli się Pan co do tego kto jest największym beneficjentem systemu ZC. Największe wsparcie otrzymało do tej pory współspalanie (41,6 TWh do 2015) w stosunku do wiatru (36,7 TWh) oraz wody (24,7 TWh)
            3) Gdybyśmy wychodzili z założenia, że to inwestorzy są winni źle stworzonego i źle zarzadzanego systemu, to doszlibysmy do wniosku, że rynek mocy dla istniejących elektrowni, podobnie jak ORM i IRZ to idiotyczne wymysły, bo przecież inwestorzy powinni byli wiedzieć jak rynek będzie wyglądać. Czyż nie?

          • [quote name=”Bartłomiej Derski”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Dlaczego od razu ignorancja lub zła wola?
            1) Wszystko jest na wykresie, jak Pan zauważył
            2) Myli się Pan co do tego kto jest największym beneficjentem systemu ZC. Największe wsparcie otrzymało do tej pory współspalanie (41,6 TWh do 2015) w stosunku do wiatru (36,7 TWh) oraz wody (24,7 TWh)
            3) Gdybyśmy wychodzili z założenia, że to inwestorzy są winni źle stworzonego i źle zarzadzanego systemu, to doszlibysmy do wniosku, że rynek mocy dla istniejących elektrowni, podobnie jak ORM i IRZ to idiotyczne wymysły, bo przecież inwestorzy powinni byli wiedzieć jak rynek będzie wyglądać. Czyż nie?[/quote]

            Ok to jaki jest powód by przypadkiem nie wspominać o rosnącej ilości certyfikatów dla wiatru podczas gdy inni dostają tyle samo lub mniej ? ani jednego słowa na ten temat mimo, że korelacja jest jak wół.

            1) Skoro wszystko jest na wykresie to po co w ogóle tekst… wychodząc z takiego założenia.
            2)Największym beneficjentem na dzisiaj – w momencie rosnącej dynamicznie nadpodaży. A za rok już pewnie nawet in total.
            3)Kompletnie błędne założenie – rynek jest jednak diametralnie różny niż w momencie gdy te istniejące elektrownie wchodziły na rynek i to na skutek działań regulacyjnych właśnie – pierwszy lepszy przykład pierszeństwo oze w merit order.
            Za to W opisywanym przypadku też mamy inny rynek tyle, że odwrotnie, zasady zmieniły się in plus (wycięcie dużej hydro i połowa certyfikatu za współspalanie).

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Bartłomiej Derski”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Dlaczego od razu ignorancja lub zła wola?
            1) Wszystko jest na wykresie, jak Pan zauważył
            2) Myli się Pan co do tego kto jest największym beneficjentem systemu ZC. Największe wsparcie otrzymało do tej pory współspalanie (41,6 TWh do 2015) w stosunku do wiatru (36,7 TWh) oraz wody (24,7 TWh)
            3) Gdybyśmy wychodzili z założenia, że to inwestorzy są winni źle stworzonego i źle zarzadzanego systemu, to doszlibysmy do wniosku, że rynek mocy dla istniejących elektrowni, podobnie jak ORM i IRZ to idiotyczne wymysły, bo przecież inwestorzy powinni byli wiedzieć jak rynek będzie wyglądać. Czyż nie?[/quote]

            Ok to jaki jest powód by przypadkiem nie wspominać o rosnącej ilości certyfikatów dla wiatru podczas gdy inni dostają tyle samo lub mniej ? ani jednego słowa na ten temat mimo, że korelacja jest jak wół.

            1) Skoro wszystko jest na wykresie to po co w ogóle tekst… wychodząc z takiego założenia.
            2)Największym beneficjentem na dzisiaj – w momencie rosnącej dynamicznie nadpodaży. A za rok już pewnie nawet in total.
            3)Kompletnie błędne założenie – rynek jest jednak diametralnie różny niż w momencie gdy te istniejące elektrownie wchodziły na rynek i to na skutek działań regulacyjnych właśnie – pierwszy lepszy przykład pierszeństwo oze w merit order.
            Za to W opisywanym przypadku też mamy inny rynek tyle, że odwrotnie, zasady zmieniły się in plus (wycięcie dużej hydro i połowa certyfikatu za współspalanie).[/quote]
            1) Czasami też się zastanawiam, ale jednak niektórzy staromodnie chcieliby i przeczytać i obejrzeć obrazek. A na wykresie o wietrze jest także, podobnie jak w tekście. Proszę przeczytać uważniej. Poza tym w przeciwieństwie do ME nie wskazujemy „winnego”, tylko piszemy jak jest – albo zbyt wysokie wsparcie dla wszystkich, albo brak zróżnicowania wsparcia. Rzecz teoretycznie oczywista, o której nikt nie pomyślał, a przynajmniej nie wziął po uwagę, jak słusznie zauważa „Lech”.
            2) Nie rozumiem. Chce Pan powiedzieć, że właściciele wiatraków są większym beneficjentem z powodu nadpodaży, czy po prostu teraz, gdy nadpodaż rośnie? Bo tak czy inaczej nie są.
            3) Kozienice, Opole i Turów – to inwestycje podejmowane w beznadziejnej sytuacji dla energetyki węglowej, gdzie excele dopychano kolanem i powstają tylko dlatego, że inwestorzy zostali do tego przymuszeni, a teraz liczą na interwencję regulatora (sensu largo). Moim zdaniem to potrzebne inwestycje, tak samo jak potrzebne są inwestycje w nowe źródła OZE. Więc rozumiem oczekiwania jednych i drugich inwestorów. A martwi mnie dotychczasowa nieporadność polityków w rozwiązywaniu tych problemów. Bo na pewno wolny rynek jeszcze długo nie będzie zapewniał najbardziej efektywnej alokacji zasobów. Interwencja jest potrzebna, ale inteligentna.

          • [quote name=”Bartłomiej Derski”][quote name=”Mattt”][quote name=”Bartłomiej Derski”][quote name=”Mattt”][quote name=”Lechu”]PSE dostaje info też o źródłach (w znaczeniu „oddane do eksploatacji”) które są już z koncesją. Ciekawą będzie statystyka za II półrocze 2016, bo może się okazać ze mimo wejścia w życie ustawy przybędzie np 200 MW…

            Nie pisałem że inwestorzy podejmowali decyzję ze strachu, tylko że rządy „straszyły” (w znaczeniu sygnalizowały) zmiany przepisów. Większość inwestorów liczyła się zapewne z niskimi cenami, dla wielu ceny PMOZE_A a na poziomie 100 zł były do zaakceptowania. Piszę wyłącznie o wietrze. Nie znam dokładnej sytuacji biomasy, wody czy współspalania. Aktualne 30-40 zł powoduje kłopoty przecież nie tylko wiatru…

            Widzę że Pan Mattt o wszystko obwinia inwestorów OZE w sektorze wiatru? Nie za bardzo na skróty?[/quote]

            Ależ nie obwiniam „o wszystko” wiatrowców.
            Owszem, to co napisane w tekście tez ma swoje uzasadnienie! ale trzeba naprawdę albo ignorancji albo złej woli by nie napisać, że dokładnie wtedy gdy rosła nadpodaż PMOZE_A rosła też bardzo dynamicznie liczba certyfikatów przyznawanych elektrowniom wiatrowym, przecież to się rzuca w oczy na wykresie najbardziej! ba! elektrownie wiatrowe są największym (ilościowo) beneficjentem zielonych! Gdyby zestawić przyrost mocy to jeszcze bardziej by to korelowało. Jeżeli się cos pisze to obiektywnie, wszystkie przyczyny a nie tylko zgrane „biomasa, współspalanie, zły minister i bla, bla”[/quote]
            Dlaczego od razu ignorancja lub zła wola?
            1) Wszystko jest na wykresie, jak Pan zauważył
            2) Myli się Pan co do tego kto jest największym beneficjentem systemu ZC. Największe wsparcie otrzymało do tej pory współspalanie (41,6 TWh do 2015) w stosunku do wiatru (36,7 TWh) oraz wody (24,7 TWh)
            3) Gdybyśmy wychodzili z założenia, że to inwestorzy są winni źle stworzonego i źle zarzadzanego systemu, to doszlibysmy do wniosku, że rynek mocy dla istniejących elektrowni, podobnie jak ORM i IRZ to idiotyczne wymysły, bo przecież inwestorzy powinni byli wiedzieć jak rynek będzie wyglądać. Czyż nie?[/quote]

            Ok to jaki jest powód by przypadkiem nie wspominać o rosnącej ilości certyfikatów dla wiatru podczas gdy inni dostają tyle samo lub mniej ? ani jednego słowa na ten temat mimo, że korelacja jest jak wół.

            1) Skoro wszystko jest na wykresie to po co w ogóle tekst… wychodząc z takiego założenia.
            2)Największym beneficjentem na dzisiaj – w momencie rosnącej dynamicznie nadpodaży. A za rok już pewnie nawet in total.
            3)Kompletnie błędne założenie – rynek jest jednak diametralnie różny niż w momencie gdy te istniejące elektrownie wchodziły na rynek i to na skutek działań regulacyjnych właśnie – pierwszy lepszy przykład pierszeństwo oze w merit order.
            Za to W opisywanym przypadku też mamy inny rynek tyle, że odwrotnie, zasady zmieniły się in plus (wycięcie dużej hydro i połowa certyfikatu za współspalanie).[/quote]
            1) Czasami też się zastanawiam, ale jednak niektórzy staromodnie chcieliby i przeczytać i obejrzeć obrazek. A na wykresie o wietrze jest także, podobnie jak w tekście. Proszę przeczytać uważniej. Poza tym w przeciwieństwie do ME nie wskazujemy „winnego”, tylko piszemy jak jest – albo zbyt wysokie wsparcie dla wszystkich, albo brak zróżnicowania wsparcia. Rzecz teoretycznie oczywista, o której nikt nie pomyślał, a przynajmniej nie wziął po uwagę, jak słusznie zauważa „Lech”.
            2) Nie rozumiem. Chce Pan powiedzieć, że właściciele wiatraków są większym beneficjentem z powodu nadpodaży, czy po prostu teraz, gdy nadpodaż rośnie? Bo tak czy inaczej nie są.
            3) Kozienice, Opole i Turów – to inwestycje podejmowane w beznadziejnej sytuacji dla energetyki węglowej, gdzie excele dopychano kolanem i powstają tylko dlatego, że inwestorzy zostali do tego przymuszeni, a teraz liczą na interwencję regulatora (sensu largo). Moim zdaniem to potrzebne inwestycje, tak samo jak potrzebne są inwestycje w nowe źródła OZE. Więc rozumiem oczekiwania jednych i drugich inwestorów. A martwi mnie dotychczasowa nieporadność polityków w rozwiązywaniu tych problemów. Bo na pewno wolny rynek jeszcze długo nie będzie zapewniał najbardziej efektywnej alokacji zasobów. Interwencja jest potrzebna, ale inteligentna.[/quote]

            1) „Piszemy jak jest” – Max Kolonko 🙂 ?
            No niestety, jednak z tekstu wcale nie wynika, że to co zniknęło z rynku przez likwidację wsparcia dla hydro i zmniejszenie dla biomasy zostało z naddatkiem przejedzone przez gwałtowny wzrost certyfikatów dla wiatru. To jest akurat pierwszy wniosek jaki się nasuwa gdy się patrzy na ten wykres.

            2) Własciciele wiatraków są największym beneficjentem bo dostają najwięcej certyfikatów (aktualnie) spośród wszystkich technologii – proste. A to, że podaż rośnie wynika właśnie z tego faktu, że dostają tych certyfikatów coraz więcej.

            3) Kozienice, Opole, Turów (skład sugeruje, że chodzi o nowe w nich bloki) To nie są „istniejące elektrownie” a dopiero budowane bloki (Turów nawet chyba nie zdążył się rozpocząć) a Pan pytał o istniejące elektrownie – więc trochę jakby nie w temacie.

            Moim zdaniem niekoniecznie „potrzebne” tzn w sensie technicznym owszem, natomiast racja że najpierw powinno się stworzyć ramy dla opłacalności inwestycji (i trzymać się ich) a potem je rozpoczynać. I tu szacunek dla byłego Prezesa z PGE, który nie chciał rozpoczynać Opola zanim nie będzie zapewniona rentowność inwestycji.

      • …a poza tym[quote name=”Mattt”]
        Przykładowo – ile przybyło mocy w wietrze w ostatnich dwóch latach ? Może się to wydać dziwne ale w 9mcach tego roku nawet więcej niż w tym samym okresie 2015. A teraz „weźcie to naprawcie”…[/quote]
        Przybyło w statystykach URE, te instalacje były w 90% wybudowane w roku 2015. Kto wie jak działa nasze URE to rozumie…

  2. Panie Bartku jedna uwaga- jeszcze duża woda nie dostaje śp, to trochę poprawia sytuację gdzieś 1,5 TWh co roku – co do pozostałych kwestii w pełni zgoda

    • [quote name=”rek”]Panie Bartku jedna uwaga- jeszcze duża woda nie dostaje śp, to trochę poprawia sytuację gdzieś 1,5 TWh co roku – co do pozostałych kwestii w pełni zgoda[/quote]
      Wygląda jakby to było już na wykresie. Bo jest spadek

    • [quote name=”rek”]Panie Bartku jedna uwaga- jeszcze duża woda nie dostaje śp, to trochę poprawia sytuację gdzieś 1,5 TWh co roku – co do pozostałych kwestii w pełni zgoda[/quote]
      Dzień dobry. Tak. Ograniczenie produkcji zielonych certyfikatów z dużych hydroelektrowni jest uwzględniona w naszych analizach i na wyresach

  3. Generalnie z branży OZE udało się skutecznie przepłoszyć wszelkich poważnych inwestorów. Dzięki temu tani prąd z OZE bedziemy importować. W dziedzinie kandydatów do ekonomicznej nagrody Darwina pojawił się nam poważny kandydat na miejsce w scisłej czołówce.

  4. zielone certyfikaty kupimy – właśnie zmieniamy stare tapety w kabinie i trochę nam zabrakło

    koledzy w sąsiednim statku też chcieliby ale im się gdzieś zapodziało pudełko z akcjami spółek energetycznych

  5. [quote name=”Mattt”]To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa [/quote]
    Problem od którego zacząłem dyskusję jest właśnie taki, że jak nie spojrzeć na ministrów, premierów, itd… to ci wszyscy urzędnicy od lat kreują się na nieomylnych „omnipotentów”. Proszę sobie wyobrazić konferencję prasową np M Morawieckiego na której dziennikarz pyta: panie premierze, sorry, ale z tą ilością elektro-samochodów na 2025 to chyba przegięliście… Co by odpowiedział nasz ambitny Premier?

    • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa [/quote]
      Problem od którego zacząłem dyskusję jest właśnie taki, że jak nie spojrzeć na ministrów, premierów, itd… to ci wszyscy urzędnicy od lat kreują się na nieomylnych „omnipotentów”. Proszę sobie wyobrazić konferencję prasową np M Morawieckiego na której dziennikarz pyta: panie premierze, sorry, ale z tą ilością elektro-samochodów na 2025 to chyba przegięliście… Co by odpowiedział nasz ambitny Premier?[/quote]

      Ale to mówimy o dwóch różnych rzeczach – to, że politykom się wydaje, że wszystko można „sprawić” to jedno a to by ich w takim przekonaniu utwierdzać to drugie.

    • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”]To jest takie trochę myślenie w kategoriach omnipotentnego państwa [/quote]
      Problem od którego zacząłem dyskusję jest właśnie taki, że jak nie spojrzeć na ministrów, premierów, itd… to ci wszyscy urzędnicy od lat kreują się na nieomylnych „omnipotentów”. Proszę sobie wyobrazić konferencję prasową np M Morawieckiego na której dziennikarz pyta: panie premierze, sorry, ale z tą ilością elektro-samochodów na 2025 to chyba przegięliście… Co by odpowiedział nasz ambitny Premier?[/quote]
      Leszku, ja bym jeszcze dodał że w przeciwieństwie do sektora prywatnego politycy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje, jedyna szansa pozbycia się szkodliwego polityka to akt wyborczy. A niestety koszta decyzji są przeniesione na obywateli płacących podatki.

  6. trzeba by się zastanowić, po co te zielone certyfikaty zostały wprowadzone, ano po to żeby uzyskać określony udział energii odnawialnej, no i patrząc na to, że ciągle nam brakuje do wyznaczonego poziomu jeszcze trochę TWh, to wydaję się, że powinien być rynek dla producentów OZE, i decyzja o budowie wiatraka ma jakieś racjonalne podłoże, ale tu właśnie wchodzi regulator, którego działanie już trudno traktować jako pełni racjonalne i zgodne z założeniami jakie były na początku działania systemu (tzn że dojdziemy w określonym czasie do określonych udziałów energii z OZE w mixie), podsumowując system przestał działać nie gwarantując, że zostaną wypełnione zobowiązanie do którego został powołany i tu jest właśnie główny problem Zielonych Certyfikatów

  7. @ Bartłomiej Derski:
    Skąd teoria „Jednocześnie Ministerstwo Energii nie planuje jednak w najbliższych latach aukcji dla istniejących instalacji'” ???

  8. widać od razu na kogo użytkownik Matt głosował.
    może sobie być przeciwko wiatrakom/OZE tylko jak na koniec polskie Państwo zapłaci kary za nie wywiązanie się z obowiązku OZE – to wszyscy za to zapłacą
    jak wiatraki(czy inne OZE) zaczną bankrutować(oczywiście o stawianiu/uruchamianiu nowych instalacji już na „kilka” ładnych lat można zapomnieć), stare zaczną wychodzić z obiegu zaczną być demontowane a na ich miejsce nie powstanie nic nowego(przepisy nie pozwolą) jak to ma miejsce na zachodzie
    oczywiście elektrownia atomowa nie powstanie bo nie dadzą, nie wiem czy ze strachu czy z głupoty (chociaż dookoła nas chyba prawie wszystkie kraje posiadają elektrownie atomowe)

    to ciekawe skąd Pan Matt za kilka lat weźmie prąd żeby sobie popisać troszkę ciekawych rzeczy w necie??? i ile go to będzie kosztowało??? bo gdyby wiedział co nieco o rynku to może usłyszał by że ogólnie prądu to my mamy za mało. i jak tak dalej pójdzie to będzie nam go brakowało coraz więcej.

    wtedy jak pelikany będziemy łykali drogi prąd z OZE z Niemiec albo od Ruskich. Bo sami niby skąd go wytrzaśniemy? Że niby węgiel to jest nasza przyszłość??? a co za 10 co za 20 i 50 lat??? Też mi ktoś powie że przecież my węgla mamy dużo???

    śmiech na sali

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: [email protected]