Najdłuższa budowa atomowej Europy

Najdłuższa budowa atomowej Europy

Na początku 2020 r., po 15 latach budowy - z których 11 to opóźnienie - w fińskiej elektrowni Olkiluoto ma w końcu ruszyć reaktor EPR, pierwszy nowy blok jądrowy w Europie od 30 lat. Budowa kończy się w zupełnie innej epoce, niż się zaczęła.

Fiński dozór jądrowy STUK jest uważany za najbardziej skrupulatną i „czepialską” instytucję tego typu na świecie. Pewnie i dzięki temu cieszy się społecznym zaufaniem przekraczającym 90 proc. Skoro więc STUK wydał operatorowi elektrowni - firmie TVO - licencję operacyjną na blok Olkiluoto 3, oznacza to ni mniej ni więcej, że budowa francuskiego EPR-a dobiegła końca. Pozostają detale, jak załadunek paliwa, ostatnie testy i zapalenie „atomowego ognia” czyli osiągnięcie stanu krytycznego.

Podobno w energetyce 15 lat jest jak mgnienie oka i trzeba planować na dekady w przód. Jednak przez te 15 lat moc turbin wiatrowych, zainstalowanych w UE wzrosła 4-krotnie do ok. 180 GW, a systemów fotowoltaicznych - kilkadziesiąt razy, przekraczając 100 GW. Olkiluoto 3 zmaterializuje się więc w zupełnie innej rzeczywistości.

Co nie zmienia faktu, że Finlandii reaktor, który ma dostarczać kilkanaście proc. zużywanej w kraju energii jest po prostu potrzebny. Finowie importują sporo energii z Rosji i ze Szwecji.  Import ze Szwecji w dużej mierze zależy od pogody. Po deszczowym lecie szwedzkie elektrownie wodne produkują mnóstwo taniej energii, ale w zeszłym roku zamiast deszczu była susza, pożary, i w konsekwencji wysokie ceny na rynku. A na horyzoncie w Finlandii jest też rezygnacja do 2029 r. z węgla, dostarczającego dziś niecałych 10 proc. energii.

Czytaj także: Lekcja dla Polski z fińsko-rosyjskiego atomu

Budowa ruszyła w 2005 r., miała potrwać 4 lata, a cena, ustalona w kontrakcie wynosiła 3,2 mld euro. Bardzo szybko pojawiły się jednak efekty luki pokoleniowej - czyli wieloletniej przerwy w budowie elektrowni jądrowych w Europie oraz choroby wieku dziecięcego, bo de facto był to prototyp EPR. Konsorcjum Areva-Siemens nie miało ani zdolności ani wiedzy, zlecało więc praktycznie wszystko podwykonawcom. A STUK był dla nich bezlitosny, wytykając uchybienia już przy laniu fundamentów. Przeciwnicy atomu triumfowali, dowodząc, że to dowód na to, iż cała technologia jest niebezpieczna. Dla zwolenników był to dowód, że system dozoru działa prawidłowo, gwarantując bezpieczeństwo.

Sytuacji nie ułatwiał fakt, że EPR to konstrukcja nowa, niezmiernie skomplikowana, w dodatku z wieloma niestosowanymi dotąd rozwiązaniami, jak całkowicie cyfrowy system sterowania i kontroli reaktora. Areva i STUK przez cztery lata przerzucały się papierami na temat tego systemu, fiński dozór zatwierdził go dopiero w 2014 r. Już wtedy koszt całej imprezy szacowano na co najmniej 8,5 mld euro, bez wskazania daty zakończenia.

Koszty rosły, a między stronami kontraktu zaczęły się awantury o pieniądze. Siemens w miarę szybko zakończył swoją działkę, czyli część konwencjonalną - turbinę z generatorem i zwinął interes, wycofując się z konsorcjum. Swoje zrobiły też polskie firmy jak Energomontaż czy Elektrobudowa, dostarczając i montując okablowanie, klimatyzację czy liner - stalową powłokę betonowej obudowy bezpieczeństwa. W pewnym momencie Polacy byli najliczniejszą grupą na budowie OL3.

Niemal od początku budowy Areva zarzucała Finom, że STUK niesłusznie się „czepia” nieistotnych szczegółów, powodując opóźnienia. TVO gromiło z kolei Francuzów za nieudolność. Kłótnia dość szybko, bo jeszcze w 2009 r. trafiła do arbitrażu, który po prawie 10 latach zakończył się ugodą - Francuzi zapłacą 540 mln euro. Dodatkowo czekają ich srogie kary, jeżeli nie uruchomią reaktora na początku 2020 r. Jednak po drodze należąca w większości do państwa Areva zbankrutowała i została najpierw zasilona 4,5 mld euro z państwowej kasy (Francuzi oczywiście twierdzili, że to wina Finów), a potem podzielona. Przy czym dział zajmujący się budowami trafił do EDF (udział ma tam jeszcze Mitsubishi) i to EDF zarządza budową kolejnych EPR-ów w Hinkley Point C. A straty z OL3 zostały w wydzielonej spółce.

Czytaj także: Hinkley Point a sprawa polska

O wysokości tych strat francuskie firmy milczą jak zaklęte. Finowie też nabrali wody w usta. W dokumentach finansowych TVO można jedynie znaleźć wysokość zaangażowania w projekt, które mocno przekroczyło obiecywane na początku 3,2 mld euro. TVO działa wg specyficznego fińskiego modelu zwanego mankala -udziałowcami są  największe  firmy przemysłowe, które chcą mieć tani i dostępny prąd.  Nie wiadomo jednak na jakich warunkach wyłożyli pieniądze, i na jakich warunkach je zdobyli. Trudno więc ocenić, ile wyniosą koszty długu, chociaż dziś branża jądrowa sugeruje, że mogą stanowić nawet  80 proc. całych kosztów, jeżeli pieniądze pożycza się na komercyjnych warunkach.

Czytaj także: Szykuje się boom w europejskiej energetyce jądrowej

Historia budowy OL3 nie jest typowym dla wielkich inwestycji pasmem opóźnień i przekroczeń budżetu. Dla całego europejskiego sektora jądrowego stała się swoistym memento , obnażającym wszystkie jego braki i coraz większą przepaść, dzielącą budowę atomowych źródeł od wymagań dojrzałego przez te półtorej dekady rynku energii. Budowa drugiego EPR-a we Flamanville okazała się jeszcze większą klapą. Być może dopiero sprawne postawienie EPR-ów w Hinkley Point C nieco tą sytuację zmieni. EDF nabrał doświadczenia, bo opóźnienia na budowie dwóch EPR-ów w Taishan w Chinach były zdecydowanie mniejsze, a pierwszy z nich już działa. Ale w jakiej energetycznej rzeczywistości budowa Hinkley Point C się zakończy - nie do końca wiadomo.

Czytaj także: 10 lat pogoni za atomowym króliczkiem

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PSE