Jak wybrnąć z finansowych problemów na rynku OZE - cz. II

Jak wybrnąć z finansowych problemów na rynku OZE - cz. II

Pojawiło się realne zagrożenie dla spłaty kredytów zaciągniętych pod budowę farm wiatrowych. To problem zarówno dla inwestorów, jak i dla banków. Posypią się skargi do arbitrażu przeciwko Skarbowi Państwa?

Jak pisaliśmy w pierwszej części artykułu, ceny zielonych certyfikatów są już mocno poniżej poziomów, których oczekiwano konstruując finansowanie dla projektów wiatrowych. Część inwestorów OZE już teraz może mieć problemy z terminową regulacją płatności.

Kredytobiorcy próbują renegocjować warunki zaciągniętych kredytów. Do świadomości decydentów w bankach wkrótce powinno dotrzeć, że poluzowanie warunków pozwoli uniknąć dużo większych problemów przy egzekucji wierzytelności kredytowych czy upadłości inwestora OZE. Na dodatek inwestorzy OZE często mają dobre argumenty do renegocjacji.

Niezależnie od generalnej sytuacji na rynku OZE i zmian w prawie, ustanowione zabezpieczenia kredytów – na skutek ludzkich błędów – często nie są doskonałe. Poza tym egzekwowanie należności z projektów korzystających z finansowania UE jest mocno ograniczone, a banki po praktycznym wyeliminowaniu przez Trybunał Konstytucyjny bankowych tytułów egzekucyjnych niejednokrotnie nie mają wobec inwestorów OZE skutecznego tytułu wykonawczego niezbędnego do szybkiego wszczęcia egzekucji. Wreszcie bank zgodnie z prawem bankowym nie może wypowiedzieć kredytu od razu – w przypadku opóźnienia w spłacie powinien umożliwić kredytodawcy przedstawienie propozycji restrukturyzacyjnych. Wszystko to może poważnie ograniczyć banki w ich działaniach zmierzających do zaspokojenia ich roszczeń na podstawie umów kredytowych.

Brak elastyczności ze strony banku i możliwości czy chęci pomocy ze strony spółek matek w praktyce oznaczać będzie dla inwestorów OZE konieczność wszczęcia postępowania restrukturyzacyjnego lub upadłościowego. To pierwsze może dać czas na ewentualne dalsze negocjacje z wierzycielami, szczególnie z bankiem. Trudno jednak będzie o jakiekolwiek porozumienie lub układ z wierzycielami bez zgody banku, którego wierzytelność z reguły jest największa. Postępowanie upadłościowe może z kolei okazać się jedyną szansą, żeby uniknąć ewentualnej odpowiedzialności osobistej członków zarządu spółek – inwestorów OZE.

Banki – partnerzy na dobre i na złe

Większość projektów wiatrowych nie powstałaby bez finansowania zewnętrznego. Zazwyczaj było ono zapewniane przez banki. Kredyty na duże projekty OZE, np. farmy wiatrowe, sięgały nawet kilkuset milionów złotych. Założenia co do możliwości spłaty kredytu lub pożyczki przez inwestora OZE opierały się na prognozach przychodu ze sprzedaży energii elektrycznej oraz zielonych certyfikatów. Kredyty brane były zazwyczaj jeszcze wtedy, gdy świadectwa pochodzenia kosztowały grubo powyżej 200 zł/MWh. Obecna cena świadectw pochodzenia oscylująca w okolicach 40 zł/MWh stanowi zatem realne zagrożenie możliwości spłaty kredytów bankowych.

Banki zobowiązane są regularnie weryfikować wartość swoich wierzytelności kredytowych oraz udzielonych zabezpieczeń. Ponadto, jeśli wystąpią przeciągające się zaległości po stronie kredytobiorcy, bank ma obowiązek tworzenia rezerw celowych. Pogarszająca się sytuacja projektów wiatrowych może zatem w niedalekiej przyszłości istotnie obciążyć bilanse banków zaangażowanych w procesy inwestycyjne OZE.

Potwierdza to opisywana zresztą w OLE (Banki krytycznie o pomyśle obniżenia obowiązku zakupu energii z OZE) opinia jednego z banków złożona w ramach konsultacji społecznych projektów nowych rozporządzeń wykonawczych do ustawy OZE. Bank podkreślił, że skala aukcji przewidziana w projektach jest za mała w stosunku do wielkości rynku OZE i zainteresowania inwestorów przejściem do systemu aukcyjnego. Bank nawołuje też do szybkiego przeprowadzenia kolejnej aukcji w 2017 r. i wyraża nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wiatraki będą mogły przejść do systemu aukcyjnego, który (w kontekście cen świadectw pochodzenia na giełdzie) pozwoliłby im przetrwać na rynku. Wreszcie bank otwarcie krytykuje zaproponowane wielkości zielonego obowiązku na poziomie 15,5%, stwierdzając, że „nie są [one] możliwe do zaakceptowania przez środowisko bankowe".

Zaproponowane wysokości obowiązku OZE nie przyczynią się bowiem do oczekiwanej przez branżę i banki finansujące niezbędnej poprawy warunków funkcjonowania istniejących projektów OZE, a co więcej, spowodują wręcz pogłębienie kryzysu wynikającego z utrzymującej się od kilku lat nadpodaży zielonych certyfikatów na rynku. Obecny ich poziom jest kilkakrotnie niższy od stawek zakładanych w projekcjach finansowych przedsięwzięć inwestycyjnych, będących podstawą do oceny zdolności kredytowej projektów przez banki udzielające finansowania”.  

Sytuację banków komplikuje również specyfika finansowanych przedsięwzięć. Standardowo banki posiadają przeróżne zabezpieczenia, które (przy założeniu prawidłowości ich ustanowienia) pozwalają relatywnie sprawnie przejąć finansowany projekt wiatrowy. Bank nie ma jednak kwalifikacji i wiedzy na temat prowadzenia tego typu projektów, zatem na przejęcie zdecydowałby się raczej tylko w sytuacji, gdyby na horyzoncie był potencjalny nabywca. Na rynku krążą plotki o potencjalnych zagranicznych i krajowych inwestorach w OZE, którzy mogliby być zainteresowani wykorzystaniem trudnej sytuacji obecnych właścicieli projektów OZE. Biorąc pod uwagę brak perspektyw na podwyżkę cen zielonych certyfikatów na TGE, dodatkowe obciążenia nałożone ustawą odległościową oraz potencjalne negatywne konsekwencje likwidacji obowiązku odkupu zielonej energii dla przychodów projektów OZE, możemy już niedługo przekonać się, na ile te plotki znajdą potwierdzenie w rzeczywistości. Dodatkowo, jeśli projekt OZE jest finansowany z funduszy unijnych (co jest dość powszechne), w okresie trwałości projektu wynoszącym zazwyczaj pięć lat od zakończenia jego realizacji istotnym ograniczeniom będzie podlegać egzekucja z aktywów kredytobiorców. To, podobnie jak zaniechania lub błędy przy ustanawianiu zabezpieczeń kredytów, może negatywnie wpłynąć na możliwości zaspokojenia się przez bank z ustanowionych zabezpieczeń.

Ryzyko arbitrażu

W kontekście istotnych zmian zasad prowadzenia działalności gospodarczej i otoczenia regulacyjnego OZE pojawia się pytanie o ryzyko wystąpienia inwestorów OZE ze skargami przeciwko Skarbowi Państwa w celu zasądzenia odszkodowania za poniesione szkody lub utracone zyski. Polska jest bowiem stroną 60 umów w sprawie wzajemnego popierania i ochrony inwestycji, a także Traktatu Karty Energetycznej. Umowy i Traktat zawierają klauzule arbitrażowe pozwalające inwestorowi pozwać państwo – stronę umowy lub Traktatu w przypadku naruszenia jego zapisów.

Umowy i Traktat w zakresie gwarancji przyznanych inwestorom są co do zasady do siebie podobne. Przewidują one m.in.:

  • wzajemne dopuszczenie i wspieranie inwestycji inwestorów stron,
  • zobowiązanie do ochrony inwestycji inwestorów i zakaz nieuzasadnionego (np. Niemcy i Hiszpania), arbitralnego (np. Stany Zjednoczone Ameryki) lub dyskryminacyjnego (wszystkie wskazane umowy oraz powołany Traktat) naruszania prawa inwestorów drugiej strony,
  • uczciwe i równe traktowanie inwestycji (m.in. Hiszpania i Traktat Karty Energetycznej),
  • zapewnienie stabilnych, sprawiedliwych, sprzyjających i przejrzystych warunków dla inwestorów; ponadto żadna strona nie może w jakikolwiek sposób pogarszać, przez nieuzasadnione lub dyskryminujące kroki, możliwości zarządzania, utrzymania, użytkowania, posiadania lub dysponowania inwestycjami (Traktat Karty Energetycznej).

Nie jest tajemnicą, że inwestorzy OZE w Polsce rozważają podjęcie kroków prawnych przeciwko państwu polskiemu. Najczęściej w tym kontekście rozważane jest skorzystanie z Traktatu ze względu na relatywnie prostą procedurę oraz wskazane powyżej gwarancje dla inwestorów. Związane jest to w szczególności z ograniczeniami wprowadzonymi ustawą odległościową. Część projektów farm wiatrowych ratowanych jest dużym wysiłkiem organizacyjnym i kapitałowym podjętym w celu przygotowania i uzupełnienia na dalszym etapie wniosków o wydanie pozwoleń na budowę. Pozwala to zgodnie z przepisami przejściowymi ustawy odległościowej uniknąć ograniczeń w niej przewidzianych. Wiele projektów było jednak za mało zaawansowanych, żeby złożyć nawet niekompletne wnioski o wydanie pozwoleń na budowę przed wejściem ustawy w życie. Te projekty trafiły do kosza, a wraz z nimi zmarnowane zostały kapitał i praca przeznaczone dotychczas na ich rozwój.

O skali wydanych pieniędzy mogą świadczyć rozmiary odpisów polskich spółek energetycznych związane z wejściem nowych przepisów o OZE [więcej na ten temat w cz. I ].Z drugiej strony Traktat nie stanowi przeszkody, by państwo uzasadnionymi krokami ograniczało możliwości inwestowania. Mając na uwadze, że sąd konstytucyjny w Bawarii utrzymał w mocy podobne ograniczenie odległości wiatraka na warunkach określonych w Bawarii, istnieją argumenty do twierdzenia, że polska ustawa odległościowa jest uzasadniona.

Jakie są potencjalne podstawy do złożenia skarg

W kontekście innych zmian prawa, w szczególności modyfikacji istniejącego systemu wsparcia OZE, z oceną ryzyka ewentualnych skarg inwestorów należałoby poczekać do ich rzeczywistych efektów. Trudno w tym momencie przewidzieć, jaki wpływ na przychody istniejących OZE będzie mieć zniesienie obowiązkowego odkupu energii elektrycznej po stałej cenie dla instalacji OZE o mocy równej lub większej niż 500 kW, szczególnie że wytwórcy OZE po zniesieniu obowiązku będą dalej korzystali z przywileju pierwszeństwa wprowadzania energii do sieci. Konieczność sprzedaży zielonej energii po cenach rynkowych wpisuje się także w cele polityki UE zmierzającej do stopniowego urynkowienia wsparcia OZE. Poza tym na likwidacji obowiązku powinni zyskać odbiorcy energii ze względu na usunięcie z taryf i cenników przedsiębiorstw energetycznych kosztów realizacji tego obowiązku.

Język zarówno umów, jak i Traktatu Karty Energetycznej jest na tyle ogólny i mało konkretny, że inwestorzy mogą wystąpić na ich podstawie ze skargami, wskazując konkretną zmianę w polskim prawie lub całościowy wpływ zmian dokonanych w ostatnich miesiącach. Widać to chociażby na przykładzie Hiszpanii, która zgodnie z danymi opublikowanymi na stronie poświęconej Traktatowi Karty Energetycznej była lub jest stroną 32 postępowań wszczętych w oparciu o Traktat (z 99 na liście). Ta liczba wynika m.in. z wprowadzonych w tym kraju ograniczeń wsparcia OZE oraz wprowadzenia nowych podatków i opłat dystrybucyjnych dla OZE. Reakcją na ograniczenia i nowe daniny były i są wciąż spływające skargi inwestorów i banków. Jedyna dotychczas rozstrzygnięta skarga pokazuje jednak, że walka o uzyskanie odszkodowania nie będzie prosta.

Trybunał uznał prawo państwa do kształtowania systemu wsparcia OZE i nakładania na wytwórców danin i opłat. Należy jednak podkreślić (co zauważył Trybunał), że nawet po ograniczeniu wsparcia dla fotowoltaiki hiszpański system i tak był korzystniejszy finansowo dla inwestorów niż systemy wsparcia w innych krajach UE. Hiszpańska fotowoltaika na moment wydania wyroku korzystała z systemu wsparcia w postaci taryf gwarantowanych przez 30 lat, co odpowiada w przybliżeniu okresowi normalnej eksploatacji urządzeń fotowoltaicznych i 30-letniemu okresowi dzierżawy gruntu dla instalacji. Nie wiadomo, jak Trybunał oceniłby zmiany wprowadzone w Polsce, biorąc pod uwagę, że o hiszpańskim poziomie wsparcia OZE polscy producenci mogą tylko pomarzyć. Niekonkretne i ogólne zapisy umów i Traktatu mogą zatem (choć wcale nie muszą) być szansą dla inwestorów OZE w Polsce na odzyskanie chociaż części strat lub utraconych zysków w związku z nowymi zasadami prowadzenia działalności gospodarczej przez OZE w Polsce.

Kancelaria Wardyński i Wspólnicy organizuje 6 października 2016 r. o 9:30 spotkanie poświęcone zagadnieniom opisanym w artykule. Jako partner tego wydarzenia zapraszamy do udziału. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc decyduje kolejność zgłoszeń, które należy przesyłać na adres: [email protected]

 

Zobacz także...

Komentarze

11 odpowiedzi na “Jak wybrnąć z finansowych problemów na rynku OZE – cz. II”

  1. Motto: Jak wybrnąć z finansowych problemów na rynku energii? * Ale ciasno. Może przydałaby się odpowiedź na pytanie czy ekonomia jest zgodna z zasadą zachowania energii? Jeżeli praca wymaga zużycia energii od produkcji pożywienia przez różnorodną technologię i technikę oraz usługi po jakość humanistyczną, żeby ciepły obiad i woda była…, a energia przeliczna jest na pieniądze, to nie można uzyskać więcej niż się włożyło. Energetyczna fizyka natury zabiera bardzo wiele energii. OZE zmniejsza popyt na węgiel, ale przecież nie zmniejsza potrzeby energii? Gdyby w domenie węglowo-energetycznej zależało na wyciągnięciu ludzi z pod ziemi, to Śląsk dalej by zarabiał na energii, bo przecież chodzi oto, by zarabiał na energii. I ze Śląska by było hasło w kraju do narodu – innowacja was nie ominie, będzie biogazownia w każdej gminie. Nie mniej i nie więcej, prawda czy fałsz?

  2. biogazownia w każdej gminie, tak jak 3mln mieszkań i milion elektryków
    Przy takich rządach trzeba myśleć jak minimalizować straty i zwijać interes

    • [quote name=”Master”]biogazownia w każdej gminie, tak jak 3mln mieszkań i milion elektryków
      Przy takich rządach trzeba myśleć jak minimalizować straty i zwijać interes[/quote]

      Motto: Autostrada Firm Nowych Technologii [Google, Wikipedia]. * Pani premier Beata Szydło pochodzi z domeny terytorialnej tej idei, której z najaktywniejszych propagatorów był Jerzy Szymura, przedsiębiorca, informatyk, działacz gospodarczy, senator RP VI kadencji (2005–2007). W 1984 założył pierwszą na Śląsku prywatną firmę informatyczną. Kierował Zespołem Parlamentarnym ds. Społeczeństwa Informacyjnego i Rozwoju Gospodarki Opartej na Wiedzy. To idea ze Ślaska, starania lidera i wielu osób, grup lokalnych przedsiębiorców i samorządowców doprowadziły do rozszerzenia pomysłu i podpisania porozumienia na cztery sąsiadujące ze sobą województwa: Małopolskie, Śląskie, Opolskie i Dolnośląskie, w celu współpracy w zakresie rozwoju regionu nowych technologii. Współcześnie, minister, pomazaniec dla rozwoju nie jest pionierem terytorialnej wizji splątania nauki, biznesu i polityk innowacji pro futuro. * Widzisz jaka jest różnica między Katowicami i Gdańskiem. W Katowicach widzą przyszłość dla dzieci pod ziemią w kopalni węgla kamiennego, a Gdańsk szuka tego w kosmosie. Skoro ze Śląska była wizja AFNT, to jest nadzieja, że Śląsk swe oblicze odmieni. PiS dostał drugą szansę? Ale nie słyszałem, aby były jakieś fundusze rozwoju na elektromobilność wzdłuż autostrady A4.

      • [quote name=”MIT”] Widzisz jaka jest różnica między Katowicami i Gdańskiem. W Katowicach widzą przyszłość dla dzieci pod ziemią w kopalni węgla kamiennego, a Gdańsk szuka tego w kosmosie. [/quote]
        Może nie Gdańsk, a pobliska Gdynia….Tak na marginesie może dla Śląska lepiej by było gdyby z całym kopalnianym kombinatem zrobiono to samo co z ex-stocznią im Komuny Paryskiej… Ostre cieńcie, krótki ból na który co prawda nie pomógł by żaden kenatol, ale… dzisiaj 3 zakłady na terenie byłej stoczni przerabiają lekko ponad 120% stali niż komuna paryska za najlepszych czasów, pochylnie pękają w szwach a kontrakty na kilka lat do przodu…

        • [quote name=”Lechu”][quote name=”MIT”] Widzisz jaka jest różnica między Katowicami i Gdańskiem. W Katowicach widzą przyszłość dla dzieci pod ziemią w kopalni węgla kamiennego, a Gdańsk szuka tego w kosmosie. [/quote]
          Może nie Gdańsk, a pobliska Gdynia….Tak na marginesie może dla Śląska lepiej by było gdyby z całym kopalnianym kombinatem zrobiono to samo co z ex-stocznią im Komuny Paryskiej… Ostre cieńcie, krótki ból na który co prawda nie pomógł by żaden kenatol, ale… dzisiaj 3 zakłady na terenie byłej stoczni przerabiają lekko ponad 120% stali niż komuna paryska za najlepszych czasów, pochylnie pękają w szwach a kontrakty na kilka lat do przodu…[/quote]

          Na stronie Polskiej Agencji Kosmicznej jest „siedziba główna w Gdańsku”. Zatem tam, szerzej, na Wybrzeżu, już są osoby, które wypatrują przyszłości dla regionu w niebie. Jerzy Szymura powrócił do pracy w biznesie. Ideą AFNT popularyzował swoją koncepcję unowocześnienia Śląska, on to tworzył na niezależnych danych i informacji o regionie, aby działać na rzecz przełamania stereotypów, które nie pozwalały dostrzec pojawiających się szans miejscowym decydentom, a nawet samym mieszkańcom. Był w warunkach polskich Elonem Muskiem dla „śląskiej Kalifornii”. Elon Musk ma chyba raczej prostą ideę, aby na ruchu kołowym na Ziemi zarobić na inwestycje ruchu w przestrzeni kosmicznej i odwrotnie. Dla niego satelita i auto to jeden system do zasilanie energią promieni słonecznych, tylko potrzeba fizycznego i ekonomicznego ułożenia nowych metod i narzędzi. Jerzy Szymura zaproponował ewolucję a nie rewolucję. Z tego może być coś więcej i bardziej trwałego pro futuro dla Ślaska i kraju. Dziwne jednak jest to, ze na Śląsk przybyli ludzie dlatego, że tam była technologia i technika napędzana silnikiem parowym, efekt nauki i inżynierii. Dlaczego ideowo-ślaski dziadek ciągnie wnuka pod ziemię a nie pokazuje mu i nie mówi mu trzymaj się nowych technologii i patrz w niebo?

          • Zgadzam się. W ponad tysiącletniej historii Śląska chyba żadna rewolucja w żadnej dziedzinie się nie powiodła:)

          • [quote name=”Lechu”]Zgadzam się. W ponad tysiącletniej historii Śląska chyba żadna rewolucja w żadnej dziedzinie się nie powiodła:)[/quote]

            Motto: Od gospodarki opartej na węglu do gospodarki opartej na wiedzy.

            Przesłanka: „dzisiaj 3 zakłady na terenie byłej stoczni przerabiają lekko ponad 120% stali niż komuna paryska za najlepszych czasów”

            Ta przesłanka ma wskazanie fizyczne „przeróbka stali”. Przerabiano stal i przerabia się stal. Tak ujęta przesłanka wskazuje na utrzymanie fizyki i logiki, ogólnie zmieniły się metody i narzędzia, ale widać też, że na ewolucję nie było miejsca, a z tego czasu, więc zrobiono cięcie, także może dziś byłoby 150% albo więcej. Dlaczego nie było wiadomości już dawno temu – ‚samorządy i firmy ze Śląska uzgodniły z samorządami i firmami na Wybrzeżu budowę elektrowni wiatrowych na Bałtyku’? Ponadto -‚domy wczasowe będą wyposażone energetyczne panele słoneczne’ i w przyszłości w magazyny energii, a w gminach będą biogazownie. I jakiś samorządowiec ze Ślaska wypowiadając się – ‚chcemy pomóc w poprawie jakość środowiska nad morzem jednocześnie będziemy promować miejsca turystyczne nad Bałtykiem u nas na Śląsku’. I jakiś inżynier dodając – że ‚transferują „know-how” w koordynacji z elektrowniami’ aby nie włączyć się w sieć elektroenergetyczną’. Elon Musk swój pierwszy plan napisał 10 lat temu a idea AFNT jest wcześniejsza. Bez słowa o ociepleniu klimatu, tylko humanizm wobec środowiska naturalnego i w gospodarce, lepsza jakość i wyciąganie pracy z pod ziemi na powierzchnię. Jakieś zinformatyzowane centrum inwestycyjno-finansowe Śląska musiałoby powstać. Dziś nasz w tej idei Musk-Szymura oferowałby samochody elektryczne. W przyrodzie są tylko dźwięki i więcej nie ma w naturze muzyki zatem cywilizacja nie obejdzie się bez kultury, nauki, biznesu i polityki. Na Śląsku węgiel wydobywają po to, aby na energii zarabiać. Zatem jak Śląsku węgiel zamienić historycznie ewolucyjnie na „know-how” i dalej na energii zarabiać w kraju i zagranicą? Inne GOW: gospodarka oparta na wybobraźni, gospodarka opata na wodzie, gospodarka oparta na wodorze, gospodarka oparta na eko Wybrzeżu, gospodarka oparta na wynalazkach… a nawet gospodarka oparta na wojsku.

          • Korekta: I jakiś inżynier dodając – że ‚transferują „know-how” w koordynacji z elektrowniami’ aby nie włączyć się wadliwie w sieć elektroenergetyczną’.

          • [quote name=”Lechu”]Zgadzam się. W ponad tysiącletniej historii Śląska chyba żadna rewolucja w żadnej dziedzinie się nie powiodła:)[/quote]

            Motto: Magazynowanie energii.

            Na Wybrzeży Zakonnica zakonu zamkniętego, która jest osobą wychodzącą (m.in. zakupy), prosi o pieniądza na zakup węgla, ponieważ w klasztorze jesienią i zimą mają bardzo zimno. Rodzi się zatem pytanie czy klasztor byłby dobrym miejsce na testowanie systemu magazynowania energii do ogrzewania w zamian otrzymując za darmo węgiel, gdy układ magazynowania energii nie da rady? Gdy już da rady Zakonnica będzie prosić o pieniądze na zapłacenie za energię, ale już nie na zakup węgla, a w przypadku nadmiaru sprzeda lub w innej formie umowy wykorzysta inwestor. Czy to byłaby dobra idea?

  3. Bardzo ciekawa sytuacja na rynku energii będzie po 1 stycznia 2018 r. Zgodnie z założeniami polityki ME – ponad 5 GW mocy wiatraków trafi z dnia na dzień na rynek bilansujący. Może się to skończyć katastrofą całej energetyki wytwórczej, bo cena spadnie pewnie do poziomu ~80 zł/MWh i paradoksalnie – prawdopodobnie wiatraki poradzą sobie z tym najlepiej. Dlatego, że będą już po trwającym „poligonie cenowym” i albo przeżyją, albo zmienią właścicieli na takich którzy poradzą sobie z niższymi rentownościami…
    A wtedy ME, Premier, Super-Wicepremier będą musieli znowu dosypywać węglowej energetyce wytwórczej i to grubymi worami.

    • [quote name=”Lechu”]Bardzo ciekawa sytuacja na rynku energii będzie po 1 stycznia 2018 r. Zgodnie z założeniami polityki ME – ponad 5 GW mocy wiatraków trafi z dnia na dzień na rynek bilansujący. Może się to skończyć katastrofą całej energetyki wytwórczej, bo cena spadnie pewnie do poziomu ~80 zł/MWh i paradoksalnie – prawdopodobnie wiatraki poradzą sobie z tym najlepiej. Dlatego, że będą już po trwającym „poligonie cenowym” i albo przeżyją, albo zmienią właścicieli na takich którzy poradzą sobie z niższymi rentownościami…
      A wtedy ME, Premier, Super-Wicepremier będą musieli znowu dosypywać węglowej energetyce wytwórczej i to grubymi worami.[/quote]

      Dlaczego 5 GW mocy wiatraków nie kręci interesu dla Ślązaków?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: [email protected]