Menu
Patronat honorowy Patronage
  1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Gaz
  6. >
  7. Jak Polska i Dania podzieliły kawałek Bałtyku

Jak Polska i Dania podzieliły kawałek Bałtyku

MSZ opublikowało szczegóły projektu podziału między Polskę a Danię bałtyckiej „szarej strefy” - kawałka Bałtyku koło Bornholmu, którędy pobiec ma gazociąg Baltic Pipe. Duńczycy dostaną 80 proc. dyskutowanego obszaru, ale znika potencjalna przeszkoda dla rozpoczęcia przez Gaz-System przygotowań do budowy podmorskiej rury.
Baltic Pipe podzial

„Szara strefa” leży między Bornholmem, a polskim wybrzeżem Bałtyku. Przez lata Polska stała na stanowisku, sformułowanym w 1978 r., że jej wyłączna strefa ekonomiczna kończy się 12 mil morskich od brzegów Bornholmu. Zgodnie z tym roszczeniem Danii w ogóle nie przysługiwałaby strefa ekonomiczna wokół wyspy.

Duńczycy z kolei uważali, że granicą stref powinna być tzw. linia mediany, czyli linia równych odległości między polskim a duńskim wybrzeżem, powszechnie wykorzystywana do rozgraniczeń ba Bałtyku. „Szara strefa” stanowi więc obszar nakładających się na siebie roszczeń, przy czym jej północną granicą było roszczenie polskie, a południową – duńskie. W sumie obszar ten liczy ok. 3600 km kw.

Zobacz także: Polsko-duński spór o kawałek morza

Oczywiście o ten niepodzielony akwen nikt nie zamierzał się bić, dlatego mówienie o sporze było raczej przesadą. Ani Polska ani Dania nie widziała też specjalnych przeszkód w puszczeniu tamtędy rury. Z drugiej strony zgodnie z ONZ-owską Konwencją o Prawie Morza, obie strony przed uregulowaniem sprawy obszaru, powinny powstrzymać się od działań, które „przesądzałyby lub utrudniały” osiągnięcie ostatecznego porozumienia. Według polskiego rządu, wykluczało to możliwość podejmowania bez uzgodnienia ze stroną duńską działań w zakresie zagospodarowania tego obszaru. Co miało szczególne znaczenie w kontekście Baltic Pipe.

Baltic Pipe podzial

Nieuregulowany status mógł być też pretekstem do ewentualnych prób zaszkodzenia budowie przez jakieś strony trzecie. Polski rząd, który na terminowym powstaniu Baltic Pipe opiera niemal całą politykę gazową, wolał dmuchać na zimne. Być może nawet do tego stopnia, że zadowolił się 20 proc. strefy – czyli 715 z 3600 km kw. Reszta przypadła Danii na mocy umowy międzypaństwowej podpisanej 19 listopada 2018 r. przez szefów dyplomacji obydwu państw. „Nierówny” podział „szarej strefy” być może rekompensuje stronie polskiej inna umowa, na mocy której właścicielem całej podmorskiej rury, także na duńskich wodach terytorialnych, aż po plażę na wyspie Zelandia jest operator polskiego systemu przesyłowego gazu Gaz-System.

Właśnie Gaz-System odpowiada za budowę podmorskiego odcinka Baltic Pipe. Pod koniec 2018 r. inwestorzy czyli polska spółka i duński Energinet podjęły pozytywne decyzje inwestycyjne, a umowa o budowie gazociągu weszła w życie.

Ten rok ma być czasem wnioskowania i uzyskiwania pozwoleń oraz zgód administracyjnych od urzędów polskich, duńskich i szwedzkich. Właściwa budowa ma ruszyć w 2020 r. Terminarz jest napięty, bo  zgodnie z nim gazociąg ma być gotowy w październiku 2022 r., w momencie gdy skończy się długoterminowy kontrakt PGNiG z Gazpromem.

Umowa o podziale obszarów morskich wymaga jeszcze po stronie Polskiej ratyfikacji i rząd skierował do Sejmu projekt odpowiedniej ustawy, która upoważnia do tego prezydenta.

Zobacz także: Sześć powodów dla których LNG jest popularniejszy niż rurociągi

Redaktor naczelny WysokieNapiecie.pl tłumaczył czytelnikom jednego z najbardziej opiniotwórczych dzienników świata znaczenie górnictwa w polskiej polityce.
media gazety
Pierwszy raz w historii zapotrzebowanie polskich odbiorców na energię elektryczną przekroczyło 170 TWh. W 2018 roku odnotowaliśmy także najwyższy w historii Import prądu do naszego kraju –wynika ze wstępnych danych PSE, przeanalizowanych przez portal WysokieNapiecie.pl. W tym roku wzrost zużycia najprawdopodobniej będzie już jednak mniejszy.
import energii elektrycznej do polski 2018 rynek
Dziennikarz WysokieNapiecie.pl tłumaczył na łamach Gazety Wyborczej położenie regionu bełchatowskiego i oceniał prawdopodobieństwo powstania tam, zgodnie z planami ministra energii, drugiej w Polsce elektrowni atomowej.
gazeta media prasa
Dzisiaj stacji ładownia samochodów elektrycznych nie znajdzie się w Polsce bez aplikacji na telefonie, ale na Zachodzie są już na tyle powszechne, że można na nie trafić kierując się znakami drogowymi. Takich znaków w Polsce jednak nie będzie. Zamiast tego pojawią się nalepki… na ładowarkach.
ev oznaczenie ladowania samochodow elektrycznych