Menu
Patronat honorowy Patronage

Prosumenci mogliby zainwestować 154 mld zł

W ciągu najbliższych 15 lat wsparcie mikroinstalacji do produkcji prądu i ciepła w domach w łącznej wysokości 12,8 mld zł mogłoby wygenerować łącznie 154 mld zł inwestycji i 270 mld zł obrotów. Obniżyłoby koszty zdrowotne, emisję CO2 i nakłady na duże elektrownie, na które pieniądze musiałyby znaleźć państwowe koncerny – wynika z analizy Instytutu Energetyki Odnawialnej.

W ciągu najbliższych 15 lat wsparcie mikroinstalacji do produkcji prądu i ciepła w domach w łącznej wysokości 12,8 mld zł mogłoby wygenerować łącznie 154 mld zł inwestycji i 270 mld zł obrotów. Obniżyłoby koszty zdrowotne, emisję CO2 i nakłady na duże elektrownie, na które pieniądze musiałyby znaleźć państwowe koncerny – wynika z analizy Instytutu Energetyki Odnawialnej.

W 2014 roku obroty na rynku energetyki odnawialnej w Polsce przekroczyły 20 mld zł, ale tylko niewielką część stanowiły inwestycje w najmniejsze, przydomowe instalacje. Zdaniem ekspertów IEO to może się zmieniać, a do 2030 roku obroty w samym sektorze mikrointalacji mogą osiągnąć 20 mld zł rocznie.

Inwestycje z kieszeni Polaków

Zdaniem autorów opublikowanego 14 stycznia Krajowego Planu Rozwoju Mikroinstalacji Odnawialnych Źródeł Energii do 2030 roku, przygotowanego przez Instytut Energetyki Odnawialnej na zlecenie ruchu Więcej niż energia realizacja scenariusza dynamicznego rozwoju mikroinstalacji OZE wygenerowałaby od 14 mld zł rocznie inwestycji w pierwszych latach rozwoju do 8 mld zł w kolejnych. Z kolei wydatki na obsługę instalacji rosłyby od 2 do 12 mld zł rocznie.

Z raportu wynika, że scenariusz dynamicznego rozwoju mikroinstalacji OZE może być sposobem na rozwiązanie problemu z „krótką kołdrą” możliwości finansowania inwestycji przez największe państwowe koncerny, które same nie będą wstanie zaspokoić krajowego zapotrzebowania na energię. Autorzy zwracają uwagę, że w Niemczech jest 4 mln właścicieli instalacji, posiadających 40% mocy zainstalowanych OZE. Sami rolnicy zainwestowali w panele słoneczne 14 mld euro. IEO wylicza, że do 2030 roku wydatki inwestycyjne prosumentów na zaspokajanie zapotrzebowania na prąd i ciepło mogłyby wynieść łącznie 152 mld zł, czyli 1% środków finansowych będących w dyspozycji gospodarstw domowych.

3,6 mln prosumentów

W scenariuszu dynamicznego rozwoju mikroinstalacji OZE do 2030 roku liczba prosumentów mogłaby wzrosnąć dziesięciokrotnie – do 3,6 mln, spośród których połowa produkowałaby 13 TWh energii elektrycznej rocznie  z maksymalną łączną mocą 16 GW (głównie w panelach słonecznych). Dla przykładu maksymalne zapotrzebowanie na moc w polskim systemie elektroenergetycznym w sierpniu 2015 roku wyniosło 22 GW, a łączne zużycie energii (razem z potrzebami elektrowni i stratami w przesyle sieciami) przekroczyło w 2015 roku 161 TWh.

Drugą połowę instalacji prosumenckich mogłyby stanowić urządzenia do produkcji ciepła o łącznej mocy zainstalowanej cieplnej w wysokości 26 GW i rocznej produkcji ciepła w wysokości 48 PJ (13 TWh). Chodzi głównie o kolektory słoneczne i pompy ciepła. Dodatkowe 500 MW w kogeneracji (łącznej produkcji energii elektrycznej i ciepła) mogłoby zostać zainstalowanych na wsi w oparciu o spalanie biogazu i biopłynów.

25 tys. miejsc pracy

W 2013 roku sektor odnawialnych źródeł energii zatrudniał w Polsce 35 tys. osób. Co ważne, duża część urządzeń wykorzystywanych w mikroinstalacjach jest produkowana w Polsce, zwłaszcza na Śląsku (90% kolektorów słonecznych i 20-30% kotłów na biomasę). Zdaniem IEO realizacja programu wygenerowałaby 25 tys. miejsc pracy w samym tylko sektorze mikroinstalacji.

Co jest potrzebne?

– Aby zrealizować scenariusz dynamicznego rozwoju mikroinstalacji OZE potrzebna jest zmiana prawa, które w tej chwili utrudnia inwestycje osób indywidualnych i małych firm, preferując wielkoskalowe inwestycje. Potrzebne jest także wprowadzenie taryf gwarantowanych pobudzających inwestycje – tłumaczy Grzegorz Wiśniewski, prezes IEO.

– Najważniejsze jest, żeby taryfy odzwierciedlały koszty inwestycyjne. Ważne, aby Minister Energii miał narzędzie pozwalające mu na dostosowywanie taryf gwarantowanych i ich zmniejszanie tam, gdzie technologie będą tanieć. Moim zdaniem taryfy nie są w tej chwili w najlepszy sposób dopasowane m.in. do kosztów finansowania – dodaje Tobasz Adamczewski z WWF.

– Ważne, aby te taryfy były obliczane na podstawie rzeczywistych kosztów, a nie starych planów, które nie uwzględniają m.in. spadających kosztów inwestycyjnych. Taryfy powinny być oparte o aktualne LCOE, czyli aktualne koszty  – dodaje Małgorzata Smolak z fundacji Clientearth.

Autorzy wytykają ponadto poprzednim polskim rządom brak strategicznego, opartego na realiach politycznych, ekonomicznych i społecznych, myślenia o polskiej energetyce w perspektywie długookresowej. – Dyskutowana jest tylko doraźna taktyka technicznego dostosowania się Polski do regulacji unijnych, zazwyczaj tych niewdrożonych na czas – piszą.

Gdzie jesteśmy dzisiaj?

W Polsce mamy obecnie ponad 300 tys. prosumentów, którzy przez ostatnie 10 lat zainwestowali blisko 10 mld zł. Zdecydowana większość z nich posiada instalacje do produkcji ciepła – 175 tys. rodzin i małych firm zainwestowało w kolektory słoneczne, 90 tys. w małe kotły na biomasę, a 25 tys. w pompy ciepła. Znacznie mniej osób produkuje na własne potrzeby energię elektryczną. Mamy ok. 3,5 tys. mikroturbin wiatrowych (większość nie przyłączonych do sieci) i ponad 3 tys. paneli solarnych (większość przyłączona do sieci).

Zielone technologie rozwijają:

Polska energetyka ma mnóstwo spraw do załatwienia w Brukseli. Wizyta komisarza ds energii w Warszawie to dla rządu PiS początek żmudnych negocjacji. Jaką strategię przyjmą obecni sternicy?

Polska ponownie stała się eksporterem energii netto. Jednak nie dlatego, że nasz prąd był chętnie kupowany.

W 2015 roku pobiliśmy rekord przyrostu mocy elektrowni wiatrowych i wyprzedziliśmy rządowy plan rozwoju tej technologii o trzy lata. Przed branżą jeszcze pół roku dynamicznego rozwoju, a później co najmniej cztery niewiadome.

Zielone technologie rozwijają:

W ostatnich miesiącach wydobycie i sprzedaż węgla były najwyższe od dawna, a zwały przy kopalniach zmalały do poziomu nie widzianego od ponad trzech lat. Sukces? Nie, to piętrzenie problemów.