Menu
Patronat honorowy Patronage

Politycy dyskutują o historii, a przyszłość tworzą obok nich

Polscy politycy toczą jałową dyskusję na temat tego, kto zawinił przyjmując pakiet klimatyczny. Milczą o nowym pakiecie, który powstaje w Brukseli

Polscy politycy toczą jałową dyskusję na temat tego, kto zawinił przyjmując pakiet klimatyczny. Milczą o nowym pakiecie, który powstaje w Brukseli

Na początku lipca mieliśmy tradycyjny polityczny spektakl pod hasłem „kto jest czemu winien”? Tym razem poszło o podpisanie pakietu klimatycznego. Jarosław Kaczyński oskarżył na konwencji PiS rząd Tuska o to, że podpisując pakiet zadał „bardzo ciężki cios polskiej gospodarce”. Premier w odpowiedzi stwierdził, że de facto na pakiet zgodził się jeszcze w 2007 r. ówczesny prezydent Lech Kaczyński, na niego więc spada główna odpowiedzialność.
 
Obrzucanie się rozmaitymi zarzutami to ulubione zajęcie polskich polityków. Ale pakiet klimatyczny (zmniejszenie emisji CO2 o 20 proc., wzrost do 20 proc. udziału energetyki odnawialnej oraz zmniejszenie zużycia energii o 20 proc),  to już tak naprawdę przeszłość. Będzie obowiązywał jeszcze siedem lat – do 2020 r. Przedsiębiorstwa nauczyły się już z nim żyć. Wiedzą mniej więcej czego do 2020 r. mogą się spodziewać. Hutników czy energetyków nie obchodzi kto podpisał pakiet – oni wymagają, żeby określili co będzie się działo po 2020 r. tak żeby można było zaplanować wieloletnie inwestycje

I ta debata w UE się toczy. Komisja Europejska opublikowała Zieloną Księgę czyli dokument z propozycjami i pytaniami do państw członkowskich i ich społeczeństw. Chętnie byśmy się dowiedzieli co myślą o tym politycy. Niestety większość z nich pewnie nigdy nie słyszała o takim dokumencie….

Minister gospodarki Janusz Piechociński ogłosił na początku lipca, że Pakiet 3×20 należałoby zastąpić 5×20, tzn. uzupełnić go o 20 proc. udział przemysłu w PKB oraz 20 proc. obniżkę cen energii.

Patrz: Piechociński: energia powinna potanieć o 20 proc.

Można o tym dyskutować, ale trzeba te propozycje przekuć na język unijnej biurokracji. Tymczasem nie przedarły się one nawet przez polską, bo wicepremier nie był łaskaw skonkretyzować o co mu właściwie chodzi. O nowelizację obecnego pakietu, jak sugerują efektowne cyferki „20” czy raczej o nowe przepisy, o które już niedługo będziemy zabiegać.

Polski rząd przyjął stanowisko w tej sprawie na początku lipca. Opracował je resort środowiska. Jest wyważone i konkretne. Są tam postulaty, które od kilku lat przewijają się w wypowiedziach polskich polityków np. zwiększenie zobowiązań klimatycznych UE może nastąpić tylko wtedy jeśli inne państwa też wezmą na siebie wiążące zobowiązania.

O wiele bardziej tajemniczo brzmi postulat wycofywania wsparcia dla niektórych technologii odnawialnych źródeł energii. „Niektóre technologie OZE rozwijają się w bardzo szybkim tempie i jak przewiduje Komisja Europejska, staną się one konkurencyjne na rynku do 2020 roku. Od tego momentu ich dalszy rozwój nie powinien być uzależniony od systemów wsparcia. Dlatego też Rząd RP widzi potrzebę wycofywania wsparcia dla tych technologii OZE, które osiągną poziom rozwoju umożliwiający ich funkcjonowanie na zasadach rynkowych”. Ale jakie technologie rząd ma na myśli? Czy chodzi o elektrownie wiatrowe, słoneczne czy opalane biomasą?

Rząd podkreśla też, że zasady wsparcia dla odnawialnych źródeł energii powinny pozostać w gestii państw członkowskich.

Komisja Europejska chce w 2030 r. zmniejszenia emisji CO2 o 40 proc. i zwiększenia udziału OZE do 30 proc. W wielu krajach toczy się już dyskusja, czy cele te nie są sprzeczne ze sobą. Brytyjczycy mówią wprost, żeby odpuścić sobie odnawialne źródła energii, które kosztują drogo i niewiele ich zdaniem dają, a cały wysiłek skupić na niskoemisyjnych technologiach ze „zwykłych” elektrowni, zwłaszcza atomowych, które powinny korzystać z mechanizmów wsparcia.

Co jest lepsze dla Polski? O tym powinni rozmawiać decydenci, a nie toczyć jałowe spory kto jest odpowiedzialny za to co zdarzyło się w latach 2007- 2008.