Menu
Patronat honorowy Patronage

20 stopień zasilania i co dalej ?

Czekając na raporty Polskich Sieci Elektroenergetycznych i Urzędu Regulacji Energetyki jedno możemy stwierdzić na pewno już dziś: sierpniowy deficyt mocy powinien być zaczynem dyskusji wewnątrz środowiska energetyków, dyskusji, która pomoże nam uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

Czekając na raporty Polskich Sieci Elektroenergetycznych i Urzędu Regulacji Energetyki jedno możemy stwierdzić na pewno już dziś: sierpniowy deficyt mocy powinien być zaczynem dyskusji wewnątrz środowiska energetyków, dyskusji, która pomoże nam uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

Najpierw zarządzanie popytem!

Na świecie, a także i w UE, z trudem, ale jednak powstają zręby nowego podejścia do energetyki. Wprowadzane są elementy rynku mocy, przy zachowaniu jednak żelaznej zasady pierwszeństwa mechanizmów komercyjnego ograniczania popytu zanim uruchomione zostaną środki publiczne na finansowanie nowych mocy.

W ostatnich dniach moją uwagę przyciągnęły trzy publikacje związane z energetyką – artykuł  Justyny Piszczatowskiej „Deficyt energii zagląda nam w oczy” , wypowiedź Stanisława Tokarskiego, szefa Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie z konferencji organizowanej przez KIG oraz wywiad szefa PSE Henryka Majchrzaka dotyczący wydarzeń z sierpnia i zamieszczony przez wnp.pl. Trzy wypowiedzi, trzy punkty widzenia.

Stanisław Tokarski wskazuje na zagrożenia związane z gwałtowną przeceną aktywów  wytwórczych sektora. Niedawno PGE dokonało odpisu aktywów na 8 mld złotych, czołowa dwudziestka firm energetycznych UE straciła na wartości w ciągu ostatnich 5 lat pół biliona euro. Elektrownie konwencjonalne, szczególnie te o wyższym koszcie wytwarzania, na węgiel kamienny,nie mają dziś łatwo. Wypychane z rynku przez mające minimalny koszt zmienny źródła odnawialne nie mogą zapewnić sobie rentowności przy dzisiejszej cenie za MWh w granicach 160 zł i coraz krótszym czasie wykorzystania, potrzebna by im była cena dwukrotnie wyższa. W efekcie są dla swoich właścicieli dzisiaj bardziej obciążeniem niż aktywem dającym profit. A przecież są potrzebne – słońce czasem zachodzi, a wiatr przestaje wiać. Dziś, powiedział Tokarski, nie można podjąć decyzji o budowie nowego bloku węglowego.

Przyszłość, zatem, rysuje się w ciemnych barwach. Prezes Tokarski apeluje o zapewnienie wytwarzaniu opłat za moc rezerwującą system. Postulat jest wart przemyślenia, nikt nie chce bankructwa energetyki i gwałtownego pogorszenia bezpieczeństwa dostaw. Może warto rzeczywiście, podpierając się jakimś mechanizmem zapewnić przejście suchą nogą do „nowej energetyki”, której kształt już się rysuje na horyzoncie, ale jest jeszcze zbyt mglisty, by można było z dużą pewnością powiedzieć, na co postawić w dłuższym horyzoncie czasowym? Justyna Piszczatowska przywołując w swoim tekście analizy Boston Consulting Group wskazuje na niebezpieczny spadek rezerw systemu w okresie letnim. Polska energetyka nie jest przygotowana na wysokie temperatury w bezwietrzne dni – mocy zabraknie.

Co robić zdaniem BCG?

„Po pierwsze trzeba wdrożyć w Polsce efektywny system negawatów (redukcji poboru mocy na zamówienie operatora sieci – red.). Wierzymy, że w szczytowych momentach można ograniczyć krajowy popyt na prąd o 2 GW. To narzędzie stabilizowałoby system równie mocno, jak budowa dwóch dużych elektrowni – wyjaśnia Marcin Jędrzejewski, dyrektor w BCG”. Trzeba również poprzez mechanizmy taryfowe skłaniać odbiorców do przesunięcia ich szczytów zapotrzebowania i ulepszyć zarządzanie letnimi remontami.

A co na to PSE?

Operator systemu wydaje się być dość spokojny, chociaż właśnie, przed  miesiącem, ograniczył administracyjnie dostawy do swoich największych klientów – przemysłu przywracając do naszego słownika „20 stopień zasilania”, frazę, której znaczenie pamiętali już chyba nieliczni. Prezes PSE zapytany o zarządzanie popytem i płacenie odbiorcom za dyspozycyjność do redukcji zapotrzebowania oświadcza, że w jego ocenie, właściwym rozwiązaniem jest budowa nowych źródeł wytwórczych. I dalej: „… Niestety, ich budowa rozpoczęła się zbyt późno i obecnie mamy taki stan, że ze strony odbiorców wzrasta zapotrzebowanie na moc, a nowe jednostki nie zostały jeszcze oddane do eksploatacji. W najbliższych latach, do czasu gdy nowe źródła nie zostaną uruchomione, takie sytuacje kryzysowe mogą się pojawiać.”

A zatem mamy się, jako odbiorcy szykować na ograniczanie dostaw, za które na dodatek nikt nam nie zapłaci? Chyba coś innego słyszeliśmy w sierpniowe dni od przedstawicieli władz i to tych najwyższych. Na dodatek PSE z optymizmem patrzy na budowę nowych mocy, podczas gdy szef towarzystwa wytwórców wskazuje, że ich budowa się nie opłaca.

Czy nasz dylemat jest unikalny?

Chyba nie, na świecie, a także i w UE, z trudem, ale jednak powstają zręby nowego podejścia do energetyki. Wprowadzane są elementy rynku mocy, przy zachowaniu jednak żelaznej zasady pierwszeństwa mechanizmów ograniczania popytu (komercyjnego, przez  demand response) przed uruchomieniem środków publicznych lub quasi publicznych na  finansowanie nowych mocy.

A tu ze zdumieniem czytam wypowiedź Prezesa PSE: „…W naszej ocenie, nie powinniśmy płacić takiej samej kwoty zarówno elektrowni za zdolność do produkowania energii, jak i odbiorcy za zdolność do redukcji zapotrzebowania.” Wydawało mi się dotąd, że my to także UE. A Unia, w swojej dyrektywie efektywnościowej nakazuje RÓWNE traktowanie stron popytowej i podażowej w dostępie do takich usług jak rezerwy systemowe. Bez opłaty dla klientów za dyspozycyjność do świadczenia usługi redukcji firmy się za to  nie wezmą – mają przecież realne koszty, które trzeba ponieść, obniżają sobie komfort dostaw, muszą się przygotować do działań poprzez odpowiednie procesy, a czas wykorzystania takich redukcji może być bardzo krótki i przychody oparte tylko o ich wykorzystanie trudne do przewidzenia. Nie mają także szans zaistnieć na rynku tzw. agregatorzy popytu, którzy dzięki swojemu know-how nie tylko pozwalają stronie popytowej dostarczyć produkt śmiało konkurujący niezawodnością i szybkością z najnowszymi i najszybciej uruchamianymi jednostkami wytwórczymi, ale także pozwalają swoim klientom obejrzeć się w „energetycznym zwierciadle” pokazując im dzień po dniu i godzina po godzinie jak zracjonalizować swoje zapotrzebowanie – idealne „win-win” dla energetyki i jej partnerów z przemysłu.

Wprawdzie Prezes PSE dopuszcza, w wywiadzie, kompromis między swoim spojrzeniem, a stanowiskiem odbiorców, ale praktyka działania operatora temu przeczy. Z zadziwiającą bowiem konsekwencją PSE ogłosiło ostatnio kolejny przetarg na „negawaty”, znów bez opłat za dyspozycyjność. Stało się to 3 tygodnie po pamiętnym 10 sierpnia. To już wygląda na jakąś dziwną wojenkę z odbiorcami – „patrzcie, zabraliśmy Wam przychody z produkcji i nie damy szansy, byście nam pomogli” – to komunikat, jaki mi przychodzi na myśl.

Taka postawa wcale nie musi być na rękę wytwórcom. Zarządzanie popytem nie odbiera wolumenu wytwarzaniu – interwencja strony popytowej wkracza wówczas, gdy musiałyby wejść do produkcji bloki wykorzystywane przez co najwyżej kilkadziesiąt godzin w roku, czyli takie którym daleko byłoby do rentowności nawet przy wprowadzeniu mechanizmów proponowanych przez Prezesa Tokarskiego. Wytyczne KE wyraźnie warunkują wprowadzenie mechanizmów rynku mocy wcześniejszym działaniem w obszarze zarządzania popytem.

Wytwarzanie i zarządzanie popytem, tak jak w Zjednoczonym Królestwie  czy w USA znajdą miejsce obok siebie czy to na „pełnym” rynku mocy, czy to na jego substytucie  jakim mogłaby być rezerwa strategiczna budowana w oparciu o kryteria rynkowe i uzupełniona już  istniejącą, ale wzbogaconą aktywami odbiorczymi Operacyjną Rezerwę Mocy.

Działać jednak musimy już. Zamieszanie powyborcze z pewnością nie przyspieszy działań, a do następnego sierpnia już tylko 11 miesięcy.

PGNiG przekazało do Urzędu Regulacij Energetyki swój pomysł na „socjalizację” kosztów użytkowania terminala LNG w Świnoujściu. Spółka, przynajmniej na razie, będzie ponosiła całkowite koszty funkcjonowania gazoportu, choć wykorzysta tylko jedną trzecią jego możliwości i dlatego oczekuje rekompensaty. URE nie mówi „nie”.

20 stopień zasilania wprowadzony w sierpniu był w dużej mierze zbiegiem niefortunnych okoliczności - rekordowe upały, brak wiatru, niski poziom wody w rzekach, planowane remonty elektrowni oraz awaria bloku w Bełchatowie. Ale nie zwalnia to nas od wyciągnięcia wniosków z tego co się zdarzyło. Czekając na raporty Polskich Sieci Elektroenergetycznych i Urzędu Regulacji Energetyki jedno możemy stwierdzić na pewno już dziś: sierpniowy deficyt mocy powinien być zaczynem dyskusji wewnątrz środowiska energetyków, dyskusji, która pomoże nam uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

Chcemy aby portal WysokieNapiecie.pl stał się platformą wymiany refleksji w tej sprawie. Zapraszamy do debaty.

 

Ruszyła procedura uzyskania decyzji środowiskowej dla budowy elektrowni jądrowej na Pomorzu. Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska wszczął odpowiednie postępowanie na wniosek spółki PGE EJ1. Przy okazji w dokumentacji, przekazanej przez spółkę GDOŚ można znaleźć sporo ciekawych i nowych szczegółów.

Technologie wspiera: