Jądro rynkowej ciemności

Jądro rynkowej ciemności

<p style="text-align: justify;"><strong>To nie awaria w Fukushimie okazała się  największym problemem energetyki jądrowej w Europie i USA lecz błyskawicznie zmieniające się warunki rynkowe</strong></p>

To nie awaria w Fukushimie okazała się  największym problemem energetyki jądrowej w Europie i USA lecz błyskawicznie zmieniające się warunki rynkowe

Niemal dokładnie dwa lata temu, 11 marca 2011 r. tsunami o straszliwej sile wywołało awarię - wyciek z reaktora elektrowni atomowej w Fukushimie w Japonii. Sama awaria nie spowodowała wielkich szkód, ale  wywołała gorącą dyskusję o energetyce jądrowej. Przeciwnicy wróżyli jej szybki koniec, zwolennicy zaś mówili: nic się nie stało, business as usual. Po dwóch latach widać, że i jedni, i drudzy mieli trochę racji.

Radykalne decyzje o przyśpieszeniu zamknięcia elektrowni atomowych w Niemczech w ciągu najbliższych kilku lat, zablokowanie budowy nowych siłowni w Szwajcarii, wciąż niepewna przyszłość  atomu w Japonii, mimo włączenia jednej z elektrowni - to bilans, który często przywołują przeciwnicy, głównie ekolodzy.

Z drugiej strony mamy mocne poparcie dla energetyki atomowej, które deklarują w Europie m.in. Francja, Finlandia, Czechy, Wielka Brytania, Rumunia i Polska. Do tego dochodzi triumfalny marsz elektrowni atomowych w krajach rozwijających się. Turcja już buduje swoją pierwszą siłownię wg rosyjskiej technologii i myśli o drugiej, południowi Koreańczycy rozpoczęli budowę elektrowni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chiny, RPA, Indie wciąż bardzo mocno obstają przy rozwoju energetyki jądrowej, choć w tym ostatnim kraju coraz silniejsze są protesty rolników i rybaków przeciw wywłaszczeniom. Rosjanie w ekspresowym tempie stawiają pierwszy z dwóch bloków w Obwodzie Kaliningradzkim, kończą budowę nowego bloku pod Sankt Petersburgiem i rozpoczynają inwestycję na Białorusi.

Wietnam, Kazachstan, a nawet biedny Bangladesz zamierzają dołączyć do klubu państw dysponujących energetyką atomową.

Awaria zawsze budzi emocje i obawy społeczne. Energetyka jądrowa w Europie i USA ma jednak groźniejszego przeciwnika niż ludzki strach. Jest nim rynek. O kłopotach z opłacalnością budowy nowych elektrowni już pisaliśmy (patrz: Unijny rynek energii wali się w gruzy).  Elektrownie atomowe są niezwykle kapitałochłonne. Budowa nowego bloku węglowego o mocy 1000 MW to koszt ok. 1,5 mld euro, „atomówka” kosztuje trzy-cztery razy tyle. Przez pierwsze 20 lat trzeba spłacać kredyty, dopiero przez następne 30-40 lat elektrownia atomowa zaczyna naprawdę na siebie zarabiać. Dlatego energetyka atomowa jak żadna inna potrzebuje stabilnych cen, żeby inwestorzy wiedzieli, że będą na niej zarabiać. Rynek takich gwarancji dać nie może. Dlatego rządy krajów rozwijających się dają inwestorom gwarancje, że w długoletniej perspektywie zarobią. Na przykład Turcja w kontrakcie z rosyjskim Rosatomem dokładnie zapisała, ile będzie kosztował prąd z nowej elektrowni. W Europie coś takiego nie byłoby możliwe z powodu reguł unijnego prawa konkurencji.

USA – pesymizm atomowego gościa

Najlepiej widać co się dzieje na przykładzie USA.  Boom na wydobycie gazu łupkowego spowodował szybki spadek cen tego paliwa. W rezultacie koncerny energetyczne zmieniły plany - zamiast budować elektrownie atomowe i węglowe budują siłownie gazowe.  Najdobitniej wyraził to John Rowe, były szef firmy Exelon - amerykańskiego potentata energetycznego. – Jestem atomowy gość – mówił Rowe kilka  miesięcy temu. – Nigdy nie widziałem elektrowni atomowej, która by mi się nie podobała. A jednocześnie muszę powiedzieć, że elektrownie jądrowe nie mają w USA przyszłości. Rowe tłumaczył, że tani gaz łupkowy czyni je po prostu nieopłacalnymi.

W Europie Zachodniej nie chodzi póki co o tani gaz, ale o dotowaną energię ze źródeł odnawialnych. Do tego dochodzą rekordowo niskie ceny energii spowodowane kryzysem i spadkiem popytu.

Energetyka odnawialna jednak nie wystarczy, dlatego w wielu krajach trwają od wielu miesięcy nieustanne konsultacje między firmami energetycznymi a rządami, jak zachęcić te pierwsze do budowy nowych siłowni atomowych. Nie udało się to definitywnie Rumunom, których plan budowy nowego bloku atomowego się rozpadł. Trwają negocjacje Brytyjczyków, którzy negocjują z francuskimi inwestorami EDF i GDF Suez. Według nieoficjalnych informacji dziennika „The Independent”  porozumienie z EDF w sprawie budowy bloku w Hinkley Point przewiduje, że jeśli hurtowa cena prądu spadnie poniżej 96 funtów czyli 450 zł za Mwh (dziś kosztuje ok. 65 funtów, dla porównania w Polsce za Mwh prądu w hurcie trzeba zapłacić 160 zł), to rząd Jej Królewskiej Mości będzie dopłacał Francuzom różnicę. Porozumienie będzie ważne przez 35 lat. Brytyjczycy wydają się w ogóle nie przejmować faktem, że  wszelka pomoc publiczna dla nowych elektrowni wymagałaby zgody Komisji Europejskiej. Brukseli zaś trudno będzie się na nią zgodzić- pomoc wypaczyłaby wspólny europejski rynek energii, który Komisja z takim trudem  próbuje zbudować.

Atom a sprawa polska

Wszystko to dotyczy także budowy nowej elektrowni w Polsce. Siłownia o mocy 3 tys. MW ma kosztować 35-55 mld zł, jednak ta dolna wartość jest mało realna. Prezes Polskiej Grupy Energetycznej Krzysztof Kilian kilkakrotnie powtórzył, że budowa elektrowni będzie wymagać wsparcia finansowego państwa. – W żadnym kraju nie udało się zbudować elektrowni atomowej bez takiej pomocy – podkreślał.

We wtorek 12 marca będą o tym dyskutować premier Donald Tusk, prezes PGE Krzysztof Kilian, minister skarbu Mikołaj Budzanowski oraz szef resortu gospodarki Janusz Piechociński.  Niestety, brakuje w tym zestawie tego, który trzyma kasę, czyli ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Wydaje się, że nacisk rządów państw UE na jakąś pomoc publiczną dla energetyki konwencjonalnej, w tym jądrowej, będzie w UE coraz silniejszy. - Energetyka, podobnie jak hazard i prostytucja, dają zbyt wiele przyjemności, żeby zostawić je wyłącznie rynkowi -  stwierdził John Rowe, który jako energetyk-emeryt może sobie pozwolić na swobodę słowa.  Zapewne niektórzy jego koledzy po fachu poczuli się urażeni porównaniem, ale trudno odmówić racji byłemu szefowi Exelona. Nacisk firm energetycznych i rządów na Komisję Europejską będzie coraz większy…

W tym roku ma zostać rozstrzygnięty przetarg na budowę nowej elektrowni atomowej w Finlandii, którą zbuduje prywatna firma Fennovoima. Powinien być bardzo pouczający dla Polski, bo póki co jest organizowany na warunkach całkowicie rynkowych, bez pomocy państwa.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE