Polskie Inwestycje Rozwojowe nie rozwiną energetyki?

Polskie Inwestycje Rozwojowe nie rozwiną energetyki?

Polskie Inwestycje Rozwojowe - sztandarowy program rządu miał służyć głównie budowie infrastruktury energetycznej. Ale energetyka nie mieści się w wyśrubowanych kryteriach programu.

Wałbrzyski Sobięcin powinien być wyrzutem sumienia naszych polityków. Dzielnica ponad 100- tysięcznego miasta wygląda jak XIX-wieczny slums, żywcem wyjęty z „Opery za trzy grosze” Brechta albo powieści Dickensa. Mieszkańcy palą w kaflowych piecach węglem wydobywanym w biedaszybach. Aż się prosi, żeby pociągnąć tam sieć ciepłowniczą. Miasto nie ma jednak tyle pieniędzy, więc zamiast ciepła funduje obywatelom igrzyska w postaci aquaparku.

Dzielnic pozbawionych sieci ciepłowniczej jest w polskich miastach wiele. Palenie w piecach zanieczyszcza powietrze. Z tego powodu  niedawno w Rybniku stężenie rozmaitych szkodliwych substancji przekroczyło dopuszczalne normy. Wydawałoby się, że sieć ciepłownicza dla takich miast to wymarzony cel programu Polskie Inwestycje, ogłoszonego przez premiera Donalda Tuska w expose. Ale szanse na to są niewielkie.

Elektrownie też się nie załapią?

Program Polskie Inwestycje ma dwie nogi. Pierwsza z nich to fundusz inwestycyjny- spółka akcyjna Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR SA). Spółka będzie wchodzić jako mniejszościowy inwestor w rozmaite przedsięwzięcia, które uzna za rentowne. Kryteria są bardzo wyśrubowane- urzędnicy resortu skarbu mówią, że rentowność powinna wynosić od 8 do 9 proc. Spółka miałaby  wchodzić w inwestycje od 50 do 750 mln zł. Dla miasta czy firmy, która dostaje takiego inwestora korzyści są oczywiste- ma zastrzyk kapitału, który nie powiększa jej długu. Pieniądze z PIR mogłyby posłużyć na wkład własny do pozyskania funduszy unijnych. Ale resort skarbu chce żeby większościowy udziałowiec czyli np. miasto wykupił po kilku latach udziały PIR.  Szanse, że zadłużone po uszy biedne miasta, takie jak Wałbrzych, będą miały za 5 lat pieniądze, są jednak niewielkie. Pieniądze z PIR trafią więc raczej do dużych metropolii.

Druga noga to kredyty z zasilonego kapitałowo Banku Gospodarstwa Krajowego. Tutaj rentowność projektów może być mniejsza, ale i tak powinna wynosić  ok. 5 proc. To oznacza, że w dzisiejszych warunkach nawet elektrownie nie trafią do programu. W handlu hurtowym prąd jest dzisiaj rekordowo tani i jest go dosyć. Firmy opóźniają więc plany rozpoczęcia budowy nowych siłowni, bo z ze słupków wychodzi im, że budowa się po prostu nie opłaca.

Czytaj więcej: Hamlet z elektrowni

Tymczasem jedną z inwestycji „dla PIR” o której mówił wiceminister skarbu Paweł Tamborski jest planowana przez państwowy Tauron elektrownia w Jaworznie o mocy 900 MW. Ma kosztować ponad 5 mld zł. Według nieoficjalnych informacji Tauron ma zapewnione ok. połowy finansowania, na drugą liczył właśnie z programu Polskie Inwestycje. - Inwestycja w Jaworznie może się okazać zbyt kosztowna dla PIR- mówi nieoficjalnie menedżer firmy. - Poza tym projekt nie spełnia wymogów, które PIR założył.

- Rzeczywiście mamy problem z energetyką - przyznaje wysoki rangą urzędnik resortu skarbu. – Zastanawiamy się jak sobie z tym poradzić, rozmawiamy z branżą.

- Wytwarzanie prądu to nie jest dziś business case, czyli coś w co warto zainwestować- mówi menedżer z firmy doradczej. – Nie mam pojęcia jak resort rozwiąże tę sprawę, zachowując kryteria programu. Nie wiem czy to się w ogóle da.
Żeby nie było drugiej Włoszczowej.

Dlaczego resort założył tak wysokie kryteria rentowności? Minister Mikołaj Budzanowski i jego urzędnicy jak ognia boją się upolitycznienia programu. – Chcemy uniknąć nacisków politycznych, „drugiej Włoszczowej”- tłumaczą. Budowa dworca w Włoszczowej, którą wylobbował nieżyjący już wicepremier rządu PiS Przemysław Gosiewski, to sztandarowy przykład inwestycji powstałej pod wpływem zabiegów polityków. Stąd w programie Polskie Inwestycje założono mnóstwo bezpieczników, które mają temu przeciwdziałać. – PIR ma służyć zarabianiu pieniędzy, a nie dublowaniu funduszy unijnych- tłumaczy inny wysoki urzędnik resortu.

Energetycy zastanawiają się czy w takiej sytuacji program ma w ogóle sens. – Dla projektów o rzeczywistej rentowności 8-9 proc. nie ma problemu ze znalezieniem pieniędzy na rynku. A przecież program miał służyć projektom ważnym dla państwa, które mają problemy z pozyskaniem pieniędzy właśnie ze względu na niską rentowność- dziwi się menedżer z dużej państwowej spółki.

Minister Tamborski wkrótce rusza w Polskę, żeby spotykać się z samorządowcami i biznesmenami i posłuchać ich pomysłów na wykorzystanie pieniędzy z Polskich Inwestycji. Jeśli trafi na wałbrzyski Sobięcin, to nie będzie miał dobrych wiadomości dla mieszkańców- szanse, że na to, że PIR wesprze pociągnięcie tam sieci ciepłowniczej będą bliskie zeru. Średni zwrot z kapitału w sieci ciepłowniczej w Polsce wynosi poniżej 1 proc.

Wizyta na Sobięcinie da za to urzędnikom resortu niezapomniane wrażenie cofnięcia się w czasie o jakieś 100 lat.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE