Czy PGNiG ma szanse w rozmowach z Gazpromem

Czy PGNiG ma szanse w rozmowach z Gazpromem

 

PGNiG dołącza do grona europejskich koncernów chcacych kupować gaz z Rosji na lepszych warunkach. Jednak do negocjacji z Gazpromem staje z kulą u nogi.

Informację, że PGNiG będzie negocjować z Gazpromem poprawę warunków zakupu rosyjskiego gazu, wzbudziły gorącą medialną dyskusję o tym, jakie mamy szanse na obniżkę cen. Obecnie należą one do najwyższych w Europie i wynoszą – jak się nieoficjalnie mówi – 380-390 dolarów za 1000 m3.

Pojawiają się informacje, że PGNiG chciałoby zbić ceny o 10-15%. Na podstawie wcześniejszych wypowiedzi prezesa spółki, Mariusza Zawiszy, można zakładać, że gazowy monopolista chciałby rozmawiać również o pozacenowych warunkach umowy. Jakich?

PGNiG nie chce ujawnić, jak rozłoży akcenty w rozpoczynających się negocjacjach.

Wiadomo jednak, że Kontrakt Jamalski obciąża dziś PGNiG głównie ze względu na trzy kwestie:

  • wspomniane już relatywnie wysokie ceny, 
  • powiązanie cen kontraktowych ze światowymi cenami ropy, 
  • formułę take-or-pay, z powodu której PGNiG nie może zmniejszyć ilości gazu odbieranego z Rosji (tzn. nawet gdyby to zrobiło, to i tak zapłaci za 85% zakontraktowanego surowca).

Z góry wiadomo, że osiągnięcie kompromisu w okresie trwającego do końca kwietnia 2015 r. tzw. okna negocjacyjnego jest mało prawdopodobne. Eksperci oczekują raczej, że sprawa trafi do arbitrażu i potrwa od roku do ponad dwóch.

Już same rozmowy o kwestii podstawowej, czyli cenie, będą trudne. Dlaczego? Można mnożyć powody, dla których PGNiG nie należy do grona najlepszych klientów Gazpromu. Negocjacje będą mieć stricte polityczny charakter, m.in. ze względu na sytuację na Ukrainie.

Zdaniem eksperta paliwowego Andrzeja Szczęśniaka byłoby najlepiej, gdyby PGNiG nie informowało opinii publicznej nawet o zamiarze podjęcia rozmów. W sektorze paliwowym standardem jest, że oficjalnie ogłaszany jest dopiero wynik negocjacji, a o ich rozpoczęciu, czy przebiegu można dowiedzieć się co najwyżej z medialnych przecieków.

U nas zainteresowanie mediów i komentarze polityków nasilają presję na to, by zarząd PGNiG przywiózł z Moskwy „negocjacyjny sukces”. Dodatkowo punktu widzenia obecnego rządu najlepiej byłoby wytargować obniżkę cen jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka taki kontekst wcale nie służy rozmowom.

Co więcej, według niego PGNiG staje do negocjacji głównie ze względu na wewnętrzne naciski, ponieważ ceny, po których kupuje obecnie gaz od Rosji, nie odbiegają już tak mocno od stawek obowiązujących w Europie.

Wyliczanie ceny na podstawie notowań produktów ropopochodnych, które do niedawna uważano za wyjątkowo niekorzystne, dzisiaj może służyć PGNiG. Notowania ropy na świecie są przecież rekordowo niskie.

Na cały negocjacyjny spektakl, który widzimy w kraju, nakłada się też istotny kontekst międzynarodowy. I on działa na korzyść PGNiG.

Po pierwsze ceny gazu w Europie spadają, a to sprawia, że podobnie jak w 2012 r. Gazpromowi może opłacić się dać obniżkę Polsce, by w ramach kontraktu kupowała więcej gazu ze wschodu, zamiast w miarę możliwości zwiększać import z Niemiec.

Po drugie, jak pisaliśmy już wcześniej, w Europie wyraźnie odchodzi się od kontraktów, w których cena gazu uzależniona jest od notowań produktów ropopochodnych. Jak wynika z kwartalnego raportu Komisji Europejskiej, ich w latach 2005-2013 ich udział w całkowitym wolumenie kupionego gazu spadł z blisko 80 do 43% (cały ten interesujący raport o rynku gazu w UE znajduje się tutaj).

Przykładem dla PGNiG może okazać się GDF Suez, który otwarcie deklaruje, że odejście od kontraktu indeksowanego cenami ropy to kwestia do przenegocjowania z Gazpromem na 2015 rok.

W tym roku na ustalaniu cen w zależności od bieżących stawek giełdowych przeszedł największy klient Gazpromu – włoski Eni. Długoterminowe kontrakty z cenami z rynków spot oferuje też Statoil, główny konkurent Rosjan na unijnym rynku gazu.

Jeśli chodzi o trzeci postulat mogący pojawić się w rozmowach PGNiG z Gazpromem, czyli poluzowanie formuły take-or-pay, to szanse Polski wydają się najmniejsze. Jak na łamach „Rzeczpospolitej” skomentowała tę sprawę była prezes PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa, warto walczyć o ustępstwa ze strony Gazpromu i trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczkę, ustawianie jej na wysokości abstrakcyjnej nie będzie racjonalne.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE