PGE chce żeby rząd odciął jej węglowy ogon. Rząd na razie tylko wymachuje nożem

PGE chce żeby rząd odciął jej węglowy ogon. Rząd na razie tylko wymachuje nożem

Polska Grupa Energetyczna przez 5 ostatnich lat wydała na inwestycje związane z węglem ok. 20 mld zł. Tylko na dwa bloki w Opolu poszło prawie 10 mld, budowany jeszcze blok w Turowie będzie kosztował ok. 6 mld. Ten kapitał dla grupy jest już w zasadzie stracony, nie przyniesie jej zwrotu. Ogłoszona 19 października strategia Polskiej Grupy Energetycznej jest smutnym świadectwem braku wyobraźni kolejnych decydentów. Od 2012 r., niezależnie od tego kto akurat sprawował władzę, nie tylko w Polsce, wiadomo było, że polityka energetyczna UE oznaczała zmierzch węgla, ale w Polsce nie przyjmowano tego do wiadomości.

Obecny prezes PGE Wojciech Dąbrowski na konferencji nie ukrywał trudnej sytuacji, w której znalazła się spółka. Firma potrzebuje pieniędzy na nowe inwestycje, a bardzo silne powiązanie z węglem powoduje, że instytucje finansowe niechętnie rozmawiają o nowych kredytach. – Aktywów węglowych prawie nikt nie chce ubezpieczać, a jeśli już, to po wysokich kosztach – mówił Dąbrowski na konferencji prasowej. Tymczasem PGE potrzebuje nowych kredytów na planowane inwestycje, przede wszystkim na morskie elektrownie wiatrowe.

Czytaj także: Największe turbiny wiatrowe będą mogły stanąć na polskim morzu

Czarna przegrywa, zielona wygrywa

Co zawiera strategia PGE? Zacznijmy od tego, że składa się z 40 slajdów, ale „warstwa tekstowa” nie jest zbyt rozbudowana – „odcedzony” komunikat giełdowy mieści się na  jednej stronie. Niewątpliwie, jak pisał Goethe, zwięzłość czyni mistrza, ale w tym wypadku chyba poszła zbyt daleko. Nie tyle obciąża to spółkę, co właściciela czyli skarb państwa, który ciągle milczy w kluczowej kwestii – wydzielenia aktywów węglowych.

Prezes Dąbrowski mówił, że chciałby aby nowy podmiot skarbu państwa (robocza nazwa to Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego) przejął wszystkie elektrownie PGE pracujące na węglu brunatnym i kamiennym do końca przyszłego roku.  To oznacza, że do PGE chciałaby aby do NABE trafiły elektrownie skupione w spółce PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (zwanej popularnie „Gieksą”) w Bełchatowie, Turowie, Opolu, Rybniku i Dolnej Odrze.

PGE chce rozwijać odnawialne źródła energii, dystrybucję, inwestować w elektrociepłownie i nowe technologie.  W 2030 r. moc jej farm wiatrowych na Bałtyku ma wynieść 2,55 GW, a dzięki przygotowaniu kolejnych projektów na nowych obszarach, do 2040 r. powinna przekroczyć 6,5 GW. Spółka chce też wybudować w ciągu najbliższych 10 lat farmy fotowoltaiczne o łącznej mocy 3 GW i nowe farmy wiatrowe na lądzie o łącznej mocy 1 GW. Kontynuowana ma być budowa pierwszej w Polsce wielkiej elektrowni gazowej w Dolnej Odrze (1400 MW). Planowana jest też kolejna, o połowę mniejsza, w Rybniku. PGE ma też plany zastąpienia swoich elektrociepłowni węglowych gazowymi. Chodzi m.in. o Gdańsk, Gdynię i Kraków.

PGE zaznacza, że szary słupek oznaczający węgiel zależy od decyzji rządu w daty sprawie wydzielenia aktywów

Do 2030 r.  70 proc. ciepła powinny dostarczać źródła zeroemisyjne lub niskoemisyjne czyli biomasa, gaz i spalarnie odpadów.

Dystrybucja ma poprawić parametry jakościowe czyli wskaźniki przerw w dostawach energii – powinny być krótsze o 8 proc.  w dużych miastach i 50 proc. na pozostałych obszarach do 2025 r. Do 2030 r. PGE planuje budowę 800 MW magazynów energii. Ale aby to się udało „konieczna jest stabilność finansowa i wypracowanie wsparcia w modelu regulacji OSD gwarantującego realizację tych wyzwań”.

Inny słowy, wszystko zależy bądź od Urzędu Regulacji Energetyki, który może zmienić swoje dotychczasowe podejście do taryf dystrybucyjnych lub od rządu i parlamentu, które zmienią przepisy.

Bez strategii nie będzie pieniędzy

PGE chce zainwestować do 2030 r. 75 mld zł, z czego połowę w OZE.  Spółka potrzebuje więc nowej strategii jak najszybciej, żeby zacząć rozmawiać z bankami. Banki nie odmawiają bowiem kredytów firmom, które mają węgiel w swoich aktywach, ale muszą one mieć strategię wyjścia z węgla. I od 19.10 PGE może mówić, że taką strategię ma. Tyle, że jej realizacja zależy od polskiego rządu. A rząd nadal nie położył nic konkretnego na stole.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że w NABE oprócz elektrowni węglowych PGE miałyby się jeszcze znaleźć elektrownie Enei, Tauronu i Energi czyli m.in Kozienice, Połaniec, Łagisza, Łaziska, Jaworzno. Prezes PGE Wojciech Dąbrowski potwierdził, że spółka jest zainteresowana wariantem, aby po takiej operacji „odwęglone” aktywa obu spółek zostały przejęte przez PGE. W ten sposób na rynku pozostałyby trzy dominujące firmy:

  • NABE, które kontrolowałoby ponad 70 proc. mocy wytwórczych w kraju, ale sprzedawało prąd wyłącznie na rynku hurtowym,
  • PGE- Tauron- Enea
  • Orlen –PGNIG-Energa, które skupiłyby się na nowych technologiach.                                                                                                       Bardzo mocna koncentracja nastąpiłaby zwłaszcza w sprzedaży prądu do klientów końcowych - PGE-Tauron-Enea miałby 39 proc. rynku, Orlen-PGNiG-Energa 40 proc. Dla mniejszych graczy zostałałaby reszta. Co z takiego ograniczenia konkurencji będą mieli konsumenci?

Czytaj także: Ceny prądu uwalniają się same. Co trzeci klient nie korzysta z taryf zatwierdzanych przez URE

Kto pogada z pracownikami?

- Eksploatacja przynajmniej części elektrowni węglowych w okresie kolejnych kilkunastu lat (a być może dłużej), wydaje się konieczna dla zapewnienia bilansowania bieżącego zapotrzebowania mocy w KSE. Zakładane w strategii PGE pozbycie się elektrowni węglowych w najbliższych latach jest wyrazem chęci pozbycia się kłopotu związanego z ich stopniowym, nieuchronnym wyłączaniem i zamiaru odcięcia się od związanych z tym problemów społecznych – tłumaczy dla portalu WysokieNapiecie.pl dr Paweł Skowroński z Politechniki Warszawskiej.

Jakie to problemy? Chodzi oczywiście o pracowników elektrowni węglowych, którzy nie wiedzą co oznacza dla nich wydzielenie aktywów. Związki zawodowe patrzą na to bardzo niechętnie i grożą protestami. PGE może negocjacje z nimi wziąć na swoje barki albo przerzucić je na rząd, co oczywiście ułatwi spółce życie.

Z drugiej strony  rząd i tak nie uniknie wzięcia na siebie odpowiedzialności za transformację, w tym za rozmowy z pracownikami elektrowni węglowych. Na razie jednak nie ma o czym rozmawiać, bo gotowej koncepcji brak.

Co zrobić z długiem?

A  trzeba zdecydować o kilku innych kluczowych kwestiach. Po pierwsze, co z długiem. Samo PGE ma prawie 10 mld długu wobec instytucji finansowych, z kolei „Gieksa” jest winna ok. 11 mld zł spółce matce. PGE chciałoby wyzerować ten dług, co oznacza, że zrezygnuje z roszczeń wobec Gieksy, ale jej dług trafi do NABE.  Czy banki się na to zgodzą? Na razie nikt ich o to nie pytał, ale nasi rozmówcy przyznają, że to jest kluczowy element planu. Bez dodatkowych zabezpieczeń finansowych bankom będzie trudno zaakceptować plan. W końcu pożyczały pieniądze stabilnej firmie z 12 mld zł zysku EBITDA, a nie hospicjum dla umierających elektrowni, jaką będzie NABE.

Banki zażądają więc pewnie jakich dodatkowych zabezpieczeń.  W grę wchodzi np. przejęcie długu przez skarb państwa, lub poręczenie, to jednak jest pomoc publiczna, która wymaga zgody Komisji Europejskiej. Bruksela może i  by się zgodziła, ale pewnie zażąda szczegółowego programu wygaszania węgla w Polsce, wraz ze szczegółowym planem zamykania kopalń i elektrowni węglowych. No i tu trzeba po raz trzeci powtórzyć, że takiego programu nie ma.

Czy plan PGE jest ambitny? Paweł Skowroński ma mieszane uczucia. - Plany inwestycyjne PGE w OZE (2,5 GW w farmach wiatrowych morskich, 3 GW w instalacjach fotowoltaicznych i co najmniej 1 GW w farmach wiatrowych lądowych) w horyzoncie do roku 2030 można oceniać jako realne, ale ambitne. Z drugiej, ponieważ perspektywa redukcji wytwarzania energii elektrycznej na węglu jest oczywista od wielu lat, to należy wskazać, że jak na skalę PGE, dziś największego wytwórcy energii elektrycznej w Polsce, wolumen przygotowywanych projektów inwestycyjnych  w OZE powinien być istotnie większy.

Dekarbonizacja ciepłownictwa i inwestycje w rozwój sieci dystrybucyjnej są trafne i za bardzo pozytywne należy uznać ich uwzględnienie w planach PGE – kontynuuje Skowroński. Ale już deklarowane wskaźniki oszczędności takie optymistyczne nie są. - PGE deklaruje poprawę efektywności organizacji i ograniczenie kosztów stałych (poza segmentem energetyki knwencjonalnej) o 400 mln zł do 2025 r. i o 800 mln zł do roku 2030. Nie jest jasnym, czy wartości te odnoszą się do redukcji kosztów rocznych, czy też jest mowa o redukcji kosztów stałych o 80 mln zł rocznie, a w każdych kolejnych 5-ciu latach około 400 mln zł.

Ograniczenie kosztów rocznych o 80 mln zł wydaje jest znaczące, ale biorąc pod uwagę skalę firmy i stan jej obecnej organizacji, plany poprawy efektywności organizacyjnej powinny być zdecydowanie bardziej ambitne- zachęca były wiceprezes PGE.

Kto ułoży to puzzle?

PGE ma więc strategię, która teoretycznie popycha ją w stronę szybkiej transformacji.  Spółka nie będzie miała już żadnych podstaw aby bez sensu wydawać pieniądze na podtrzymywanie upadającego górnictwa czy trwonić czas na jałowe analizy nowej odkrywki węgla brunatnego w Złoczewie koło Bełchatowa. To jest duży plus.

Ale w praktyce wszystko zależy od rządu, który w kwestii energetyki węglowej nie umie się zdobyć na szybkie decyzje. Na rzeczywistą realizację strategii przyjdzie więc nam poczekać. I to jest duży minus.

Na razie zamiast jednego spójnego obrazu transformacji mamy tylko odkrywane co i rusz kawałki puzzle. Jest projekt Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r., jest strategia PGE, jest porozumienie z górniczymi związkami zawodowymi, jest pomysł wydzielenia elektrowni węglowych. Ale nie układa się to w żadną całość. I nie widać nikogo, kto umiałby to wszystko poskładać.

Rynek energii wspiera

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE