Unijne przepisy o tzw. taksonomii rozstrzygną dokąd popłyną prywatne inwestycje. Dla Polski to kolejny dylemat transformacji

Unijne przepisy o tzw. taksonomii rozstrzygną dokąd popłyną prywatne inwestycje. Dla Polski to kolejny dylemat transformacji

Czy elektrownie atomowe i gazowe w UE będą miały łatwy dostęp do taniego kapitału? O tym faktycznie zdecyduje Komisja Europejska w aktach prawnych wydanych w przyszłym roku. Na razie „bezpieczne” są wyłącznie źródła odnawialne

W dobie rewolucji energetycznej w Unii Europejskiej niektóre akty prawne wystawione są na pierwszą linię frontu walki o  transformację miksu energetycznego.  Przykładem takich aktów jest chociażby dyrektywa EU ETS określająca ścieżkę redukcji emisji w sektorze energetycznym i przemyśle, czy dyrektywy o  promocji OZE i efektywności energetycznej.

Czytaj także:Co oznacza unijne prawo klimatyczne dla polskiej energetyki?

Zawierają one proste cele liczbowe do osiągnięcia w danym roku i są na poziomie podstawowych celów powszechnie zrozumiałe nawet dla obserwatorów nieśledzących na bieżąco regulacji energetycznych.

W kapitalizmie najważniejszy jest kapitał

Jest też grupa kluczowych regulacji, które mają równie kluczowy wpływ na to jak będzie wyglądał sektor energetyczny w UE w przyszłości,  ale przelatują „pod radarem” opinii publicznej z uwagi na swój techniczny charakter.

Do takich z pewnością możemy zaliczyć Rozporządzenie UE w zakresie tzw. taksonomii (nr. (EU) 2019/2088), które co prawda weszło w życie w lipcu br., ale nadal pozostawia dużo niewiadomych. Mówiąc w skrócie, Rozporządzenie jest instrukcją dla instytucji finansowych, jak podchodzić do finansowania projektów energetycznych, tak aby były  zgodne z celami polityki klimatycznej. Bruksela  pokazuje w nim swoje preferencje technologiczne w procesie transformacji (stąd określenie "taksonomia").

Ten graf pokazuje ile zdaniem KE trzeba będzie wydać aby zredukować emisje CO2 o 55 proc. do 2030 w porównaniu z poprzednim celem 40 proc.

 

Na projekty na liście „zielonej” będzie dużo taniego pieniądza, lista „czarna” (na której znajduje się węgiel) nie ma co liczyć na finansowanie, wreszcie będzie szara strefa pomiędzy „dobrą” i „złą” technologią.

Na dziś Rozporządzenie jest nadal instrukcją dalece niepełną. Kluczową niewiadomą jest przyszłe podejście Brukseli do postrzegania energetyki gazowej i jądrowej – rozstrzygnięcie czy te technologie powinny mieć preferencyjne finansowanie z uwagi na ich rolę w dekarbonizacji energetyki, czy też powinny stopniowo znaleźć się w szarej strefie bliżej węgla – wroga numer jeden procesu transformacji dla Komisji Europejskiej.

Czytaj także: Ogromna strata górnictwa, choć węgiel najdroższy w historii

Na razie nikt nie oglądał aktów

Nadal nie znamy odpowiedzi na to pytanie, gdyż w sytuacji braku porozumienia między rządami przepisy rozporządzeń i dyrektyw są często niejasne. Wówczas ostatnie zdanie należy do Komisji, która decyduje o końcowym kształcie legislacji  poprzez tzw. akty delegowane.

W negocjacjach między państwami nie było możliwe osiągnięcie zgody, jak traktować gaz i atom. Kraje  odchodzące od węgla (np. Polska, Bułgaria, Rumunia, Czechy) bezskutecznie próbowały wytłumaczyć innym, że nie można przejść całkowicie na źródła odnawialne i gaz jest potrzebny w okresie przejściowym do stabilizacji systemu.

Na tym grafie Wielka Brytania powinna być już ciemnozielona. Budowa bloku w Hinkley Point C trwa.

Z kolei państwa z dużym udziałem energetyki jądrowej (Francja, Czechy, Słowacja, Węgry, Skandynawia, Bałkany) wraz z tymi planującymi inwestycje w atom, nie przekonały przeciwników (na czele z Niemcami, Austrią, Irlandią) że jest to technologia bezpieczna. Jeszcze przez jakiś czas nie będziemy mieli więc jasności czy technologie gazowe i jądrowe będą stopniowo dzielić los węgla wskutek podejścia instytucji finansujące inwestycje, czy ich rola w transformacji zostanie uznana za ważną i potrzebną.

Czytaj także: Czy energetyka atomowa w Europie ma przyszłość?

Polska liczy na gaz i atom

Finalna wersja aktów delegowanych do Rozporządzenia będzie kluczowa dla naszego kraju z dwóch powodów. Po pierwsze, Polska jako jedno z niewielu państw UE ma problem z podejściem KE zarówno do gazu jak i energetyki jądrowej, gdyż obydwie technologie są postrzegane jako kluczowe w transformacji energetycznej kraju.

Rząd planuje widoczną w PEP 2040 znaczącą rolę energetyki jądrowej w miksie energetycznym (6-9 GW mocy do 2040 r.) oraz istotny wzrost udziału energetyki gazowej z uwagi na inwestycje w nowe elektrownie zastępujące bloki węglowe  i konwersję kogeneracji z węgla na gaz.

Czytaj także:Będziemy budować elektrownie atomowe najszybciej na świecie. Co dwa lata nowy blok

Obserwatorzy brukselskich negocjacji wskazują, że w finalnych rozwiązaniach większe szanse na „przetrwanie” na liście inwestycji kategorii trzeciej – gdzieś pomiędzy zielonymi (dobrymi) i czarnymi (złymi) –  tzn. tych umożliwiających transformację (tzw. enabling activities) ma energetyka jądrowa. A to głównie z uwagi na mocny polityczny blok pro-jądrowy państw z istotnym udziałem atomu w miksie i zauważalną także przez KE w mapie drogowej dla energetyki do 2050 r., istotną rolę atomu w miksie energetycznym UE w długim terminie, jako źródła zeroemisyjnego i kontrolowalnego – w odróżnieniu od wiatru czy słońca.

Prognoza dla gazu nie jest natomiast dobra.  Coraz częściej mówi się o końcowej tolerancji dla tej technologii wyłącznie w wariancie spełnienia przez projekt progu emisyjności 100g CO2/kWh. W praktyce wyklucza to wszystkie technologie wytwarzania energii z gazu, łącznie z wysokosprawną kogeneracją czyli elektrociepłowniami. Najniższe limity do zrealizowania w dostępnych technologiach to ok. 250g CO2/kWh.

Czytaj także: Państwowe spółki mogą wejść w kolejną ślepą uliczkę. Tym razem nie czarną, a błękitną

W praktyce, projekty, które wypełnią tak zaostrzone standardy muszą albo być zaopatrzone w kompletnie nierentowną i niesprawdzoną na dziś technologię CCS  (wychwyt i podziemne składowanie CO2) lub mieszankę gazu z wodorem (technologie dziś nieopłacalne i ni). Można przy tym mówić o pewnej niekonsekwencji instytucji UE, bo przyjęte niecały rok temu kryteria finansowania Europejskiego Banku Inwestycyjnego są bardziej elastyczne i wprowadzono został limit 250g umożliwiający bankowi finansowanie wysokosprawnej kogeneracji gazowej.

Czytaj także: Małe ciepłownie mogą być olbrzymią szansą polskiej energetyki. Jest jedno ale

Wyspowiadaj się, czy jesteś zrównoważony

Po drugie, Rozporządzenie wprowadza istotne utrudnienie dla polskich czempionów energetycznych opartych na paliwach kopalnych poprzez obowiązek okresowego raportowania udziału aktywności  "zrównoważonych środowiskowo"  zarówno w swoich nakładach inwestycyjnych, jak i swoich kosztach operacyjnych oraz obrotach.

Akt delegowany w tym zakresie KE ma przyjąć w poł. 2021 r., ale  zobowiązanie do raportowania „zielonego” udziału w przychodach jest już finalnie zatwierdzone. Ten wymóg może prowadzić do błędnego koła – podmioty oparte w swojej działalności na paliwach kopalnych nie będą w stanie pozyskać korzystnych warunków finansowania transformacji energetycznej, nawet pomimo „zielonego” portfela nowych inwestycji.

Kwestię finansowania energetyki gazowej i jądrowej może dodatkowo skomplikować zyskująca poparcie w instytucjach UE propozycja „covidowego” budżetu Planu Odbudowy dla Europy. Na cele klimatyczne  zarezerwowano do ok. 225 mld EUR (czyli ok. 30% całego budżetu Planu) w formie tzw. zielonych obligacji. Tak się składa, że kategorie technologii wytwarzania energii objętych tym instrumentem określa właśnie Rozporządzenie ws. Taksonomii.

W Brukseli już mówi się, że potężna pula środków z Planu Obudowy nie będzie mogła być wydana na technologie poza listą "zielonych" wg. zasad Rozporządzenia i aktów delegowanych - czyli gaz i atom.

Między innymi dlatego kluczowe jest wydzielenie aktywów węglowych z bilansów państwowych spółek energetycznych, o którym mowa coraz głośniej.  Inaczej węglowa kula u nogi może zatopić plany związane z transformacją technologiczną w kierunku źródeł niskoemisyjnych.

Czytaj także: Czy polska energetyka wydzieli „toksyczne” aktywa?

Kapitał wybierze zielone?

Praca nad aktami delegowanymi trwa po cichu w gabinetach Komisji Europejskiej, z ograniczonymi możliwościami oddziaływania na proces przez rządy, a tym bardziej przedstawicieli sektora energetycznego. Co ciekawe, rozwiązania są wypracowywane nie przez dyrekcje zajmujące się energią, czy klimatem, ale przez urzędników zajmujących się na co dzień sektorem finansowym.

Akt delegowany w zakresie kryteriów przesiewowych służących do określenia, które technologie są uznawane za zrównoważone środowiskowo,  zostanie przyjęty przez Komisję do końca 2021 r. i ma obowiązywać od 2023 r.

Mówi się o też wydzieleniu kwestii oceny energetyki jądrowej do oddzielnego aktu delegowanego, który będzie przyjęty w terminie późniejszym (2022 r.).  Jest to oczywiście rozwiązanie niekorzystne dla promotorów atomu, zwiększające niepewność regulacyjną.

Finalne przepisy będą miały duży wpływ na wybór  technologii, dla których zostanie odkręcony kurek z pieniędzmi unijnych banków i instytucji finansowych, a które będą droższe do sfinansowania i mniej atrakcyjne dla inwestorów.

Na razie bezpieczne są wyłącznie źródła odnawialne i tak chyba miało być od początku tego procesu.

Czytaj także: Jak finansować zielone inwestycje?

Maciej Burny - absolwent stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Berkeley w USA. W latach 2005 -2010 pracował w Ministerstwie Gospodarki, gdzie odpowiadał za politykę klimatyczno-energetyczną UE. W latach 2010-2020 pełnił kierownicze funkcje w obszarze regulacji UE i spraw międzynarodowych w PGE. 

Był sekretarzem i członkiem Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej w latach 2012-2018. Obecnie wspólnie z Wojciechem Kowalczykiem współzałożyciel i członek zarządu firmy doradczej Enerxperience.

 

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE