Zielony Ład odporny na wirusa

Zielony Ład odporny na wirusa

Neutralność klimatyczna to strategiczna polityka wymuszająca inwestycje w zaawansowane technologie, a w ślad za tym rozwój przemysłu najbardziej rozwiniętych państw. Polska musi znaleźć swoje miejsce w tej układance

Od kilku miesięcy właściwie nie ma żadnych innych wiadomości – tylko koronawirus. Przyglądamy się astronomicznym liczbom chorych, a następnie zastanawiamy, które obszary gospodarki zostaną dotknięte bardziej, a które mniej. Energetyka światowa i polska patrzy na COVID-19 z największą uwagą. Reakcje są różne: od strachu, paniki, niezrealizowanych kontraktów z uwagi na zatrzymane dostawy, obawy o bezpieczeństwo energetyczne – poprzez jakże częste oczekiwania rozluźnienia pakietów klimatycznych. Mamy już maj, wszystkie gospodarki powoli wracają do quasi-normalności. Wraca też Zielony Ład i wydaje się, że jest wyjątkowo odporny na koronawirusa.

Europa wraca do zielonego stolika

Za chwile odbędzie się pierwsze posiedzenia Parlamentu Europejskiego. Oprócz kwestii wielkich pakietów pomocowych, nastąpi powrót do dyskusji klimatyczno-energetycznych. Na horyzoncie nie widać żadnych zmian dla „zielonej polityki”, będzie kontynuowana. Na polskiej scenie słychać było głosy, że polityka europejska zwolni lub też, że będzie można zatrzymać cały system ETS. Te nadzieje nie spełnią się – niezależnie od recesji i związanych z nią problemów  Zielony Ład będzie fundamentem europejskich zmian w kolejnych latach, a poszczególne Komisje i Parlament Europejski będą głosowany nad kolejnymi ustawami i dyrektywami związanymi ze zrównoważonym rozwojem. To postanowione: Europa będzie stopniowo zmierzać w kierunku energetyki bezemisyjnej (CO2) i bez paliw kopalnych.

Znamienne jest, że w samym szczycie problemów z wirusem pojawiły się koncepcje zwiększenia celów redukcyjnych już w tej dekadzie (z 40 do 50 lub 55%). Znamienne jest też, że żadna z poważnych europejskich sił nawet nie wspomniała, że w koncepcji pomocy dla europejskich gospodarek miałyby się znaleźć poluźnienia dla celów klimatycznych. Wręcz przeciwnie – za chwilę nastąpi powiązanie post-koronowirusowej pomocy z Zielony Ładem -  środki finansowe będą w pierwszej kolejności kierowane na zieloną gospodarkę, a energetyka będzie zmagała się z jeszcze wyższymi celami redukcyjnymi.

To nie fanaberia

Należy zrozumieć sam gospodarczy sens Zielonego Ładu – to strategiczna polityka wymuszająca inwestycje w najbardziej zaawansowane technologie, a w ślad za tym rozwój przemysłu najbardziej rozwiniętych państw. Zielony Ład i neutralność klimatyczna jest nie tylko fanaberią ekologiczną, a raczej swoistym wsparciem najbogatszych gospodarek – poprzez wymuszanie zmian w energetyce i w przemyśle zwiększa się korzystanie z zaawansowanych produktów i technologii.

Zobacz także: Koronawirus spowolni czy przyśpieszy zmiany w energetyce?

Dlatego też (dla najbogatszych państw) „zielona rewolucja” to szansa, a nawet konieczność. Przynosi im inwestycje technologiczne, a konkurencji nowe bariery. Jesteśmy świadkami kreowania swoistego rynku wewnętrznego, w którym sponsorowanie zielonej energetyki z rachunków bogatych obywateli odeprze konkurencyjność krajów bazujących jedynie na niskich kosztach pracy i niezaawansowanym technologiczne (emisyjnym) modelu przemysłu.

Czekamy na strategię

Polska musi znaleźć swoje miejsce w tej układance. Zmagamy się z typową sytuacją krajów na średnim poziomie rozwoju. Nasze społeczeństwo nie jest wystarczająco zamożne, żeby obywatele mogli płacić wysokie rachunki za energię. Nasz przemysł nie uczestniczy w kluczowych dostawach technologii wiatrowych, słonecznych czy magazynowania anergii. Co więcej krajowa energetyka jest obciążona dominującym udziałem paliwa będącego głównym wrogiem „carbon neutrality” – węgla, co już przynosi problemy społeczne, ze względu na katastrofalną sytuację kopalń. Z drugiej strony z naszej obecności w Unii korzysta krajowa gospodarka. Dlatego trzeba się dostosować, choć niestety nie odczujemy korzyści krótkoterminowych, a nawet będziemy musieli do tego wiele dopłacić.

Potrzebujemy racjonalnego podejścia koncepcyjnego do problemów i zagrożeń związanych z Zielonym Ładem w procesie akceptacji jego warunków, wtedy kolejne kroki i działania przyjdą naturalnie.

Konsekwencje są na pierwszy rzut oka dość przerażające. Potrzebujemy długofalowej strategii całkowitego odejścia od węgla (a więc być może nie w 2040, 2050 ale np. 10 lat później) w jednym zintegrowanym planie eliminacji węgla energetycznego. Konieczne jest zwiększanie ilości energii OZE w naszym energy-mix, co w naturalny sposób będzie wypychać z produkcji i ograniczać rynek dla wszystkich istniejących elektrowni cieplnych. Trzeba więc zadbać o okres przejściowy, w którym istotną rolę odegra gaz – szczególnie w ciepłownictwie, które bez tego sobie nie poradzi. Kluczowe będzie utrzymanie źródeł rezerwowych, a w dalszym planie (kolejne dekady) magazynowanie energii i być może przechodzenie na energetykę wodorową.

Zieloność widzę…

Nasze koncerny energetyczne stoją w obliczu realnego „przezielenienia” i inwestycji w OZE (w znacznie większym stopniu niż dotąd) oraz konkurencji rynku zdecentralizowanego. Krajowy przemysł produkujący na energii elektrowni (węglowych), które w Polsce funkcjonują – musi być przerażony. Rynek dla takiego przemysłu będzie się kurczył, a urośnie dla firm, które odnajdą się w nowym „zielonym” świecie. Za chwilę, także krajowi producenci dostarczający cokolwiek na wewnętrzne rynki Unii Europejskiej (nawet niezwiązanego bezpośrednio z energetyką) będą musieli wykazywać, że w produkcji korzystali z „zielonej energii”.

Zobacz także: "Siada" gospodarka, spada zużycie prądu. Gdzie najbardziej?

Jesteśmy więc w sytuacji ”Jeśli nie możesz kogoś pokonać przyłącz się do nich” – ta mądrość z indiańskiego przysłowia (z której akurat Indianie w pełni nie skorzystali) wskazuje nam drogę.

Szybciej i ambitniej

Żeby sprostać stawianym wymogom, niezbędny będzie udział ponad 30% OZE w 2030 i długofalowa strategia inwestycji. Dotychczasowe aukcje OZE w 2019 i 2020 roku pokazują duże zainteresowanie inwestorów i pozytywny trend spadkowy dla cen (co widać nawet w nowych cenach referencyjnych).  Spodziewam się, że powinny być rozbudowane w perspektywie 3-5 lat, wtedy pokażą stabilność rynku. Energia z wiatraków lądowych musi nabrać wiatru w żagle przy sensownej modyfikacji ustawy odległościowej 10h. Program Morskiej Energetyki Wiatrowej staje się kluczowy i musi być zrealizowany.

Miejsca na lądzie dla wiatraków będzie ubywać, więc jeśli marzymy o ściganiu praktycznie nieosiągalnych celów europejskich, konieczna jest wreszcie ustawa i morski plan zagospodarowania. Fotowoltaika, którą tak dynamicznie stymulował program „Mój Prąd”, musi utrzymać trend wzrostowy, a koncerny energetyczne muszą podjąć wielkoskalowe inwestycje w tym obszarze.  No i w końcu przemysł – po prostu musi zacząć rozważać zieloną energię i stawiać na własne projekty w formule CPPA. No może nie „w końcu”, bo przecież ciągle jeszcze pozostaje konieczność zmodernizowania sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych żeby przyjąć wszystkie te nowe zielone źródła, zapewnić odpowiedni backup i magazynowanie.

Pewne rzeczy muszą się wydarzyć

Oczywiście: łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.  Koszty społeczne i restrukturyzacji będą ogromne – przecież mówimy o zamknięciu jednego całego sektora węglowego zarówno w przemyśle wydobywczym jak wytwórczym w ciągi 30-40 lat i zastąpieniu go nowym. Czy jednak „nowe” będzie czymś choćby po części produkowanym w Polsce?  Środki pomocowe będą dostępne, ale na pewno nie w skali potrzebnej do wszystkich niezbędnych inwestycji. Co więcej, będą uwarunkowane realnymi postępami w produkcji zeroemisyjnej.

Zobacz także: Jak zmieniła się unijna energetyka w 2019 r.

Środki z ETS pochodzące z handlu emisjami – sprzedaży certyfikatów CO2 – są dziś chętnie zaliczane przez Ministerstwo Finansów do strony przychodowej budżetu, a przecież muszą być zwrócone na finansowanie nowych inwestycji OZE i obronione przed (bardzo prawdopodobnym) przejęciem przez budżet UE. W takiej sytuacji koszty energii elektrycznej dla obywateli nie mają szansy być utrzymane – muszą wzrosnąć. Nasz przemysł energetyczny będzie musiał znaleźć swoje miejsce gdzieś w światowym łańcuchu dostawców, a przemysł wytwórczy przyzwyczaić się do wymogu produkcji „bezemisyjnej”.

Haruki Murakami, w jednej z książek napisał „Czy nam się to podoba, czy nie, rodzi się konieczność ustalania priorytetów” a z kolei Tolkien „Jesteśmy w rękach Boga. Nasz los przypadł na złe czasy; to jednak nie może być tylko fatalnym przypadkiem.".  Pewne rzeczy w energetyce po prostu muszą się wydarzyć, bo tak jak pisałem w tytule - Zielony Ład jest odporny na COVID.

Zobacz także: Przemysł wkurzony na energetyków


Konrad Świrski jest profesorem Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Sekretarz Rady ds. Bezpieczeństwa Jądrowego i Ochrony Radiologicznej przy PAA, prezes zarządu Transition Technologies S.A.

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Forum Inżynierów Przyszłości

WysokieNapiecie.pl

Zapraszamy na konferencję o przyszłości polskich inżynierów. Będzie to spotkanie: ● młodych inżynierów, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE