Nieustające bicie atomowej piany

Nieustające bicie atomowej piany

 

Pora przerwać chocholi taniec wokół polskiej elektrowni atomowej. Na razie nie ma dla niej żadnych perspektyw

Ostatnie tygodnie przyniosły istny festiwal spekulacji medialnych na temat bliskiej decyzji w sprawie budowy elektrowni jądrowej w Polsce.  Ma zapaść w przyszłym miesiącu/pod koniec roku/ w najbliższym czasie/ już zapadła (niepotrzebnie skreślić).
Ministerstwo Energii podawało już kilka możliwych terminów rozstrzygnięcia czy będziemy budować elektrownię atomową czy nie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Nie ma decyzji ani „w te” ani „ we wte”  i  możemy się założyć, że ten stan zawieszenia potrwa jeszcze długo, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że działania w sprawie budowy elektrowni atomowej powinny zostać zamrożone.

Piszący te słowa był 10 lat temu gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni atomowej, czemu dawał wyraz w swoich ówczesnych publikacjach. Na świecie zanosiło się wówczas  na nuklearny renesans, związany głównie z coraz większą koncentracją na globalnym ociepleniu i emisjach CO2, a także rosnącymi gwałtownie przed krachem finansowym w  2007 r. cenami surowców.
Ale dziś trudno nie dostrzegać faktów, które powinny skłonić decydentów do zawieszenia programu.

Po pierwsze - trendy globalne

Większość elektrowni atomowych w rozwiniętych krajach OECD powstała po szoku naftowym w latach 70-tych, kiedy dostęp do tanich surowców kopalnych stanął nagle pod znakiem zapytania z powodu  embarga krajów arabskich po wojnie z Izraelem. Elektrownie powstały dzięki silnemu wsparcia państwa, w postaci kapitału przede wszystkim, ale także modelu sprzedaży energii, opartemu na braku konkurencji i stałych, zatwierdzanych przez państwo taryfach gwarantujących opłacalność wytwarzania.

Dokonujące się od lat 90 –tych urynkowienie sektora energii, wzrost konkurencji oraz komercjalizacja firm energetycznych, które z podmiotów świadczących usługi publiczne zmieniły się w giełdowe spółki radykalnie zmienił sytuację. Elektrownie atomowe wcale nie były bez szans, bo choć mają bardzo wysoki koszt kapitału, pochłaniający ponad 60 proc. kosztów budowy, to koszt wyprodukowanej w nich energii jest stosunkowo niski. Atomówka zarabia znakomicie po kilkunastu   latach, kiedy kredyty wzięte na jej budowę zostały spłacone. Wybudowane kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu elektrownie atomowe wciąż są rentowne.

Ale zajrzyjmy do ostatniego raportu Międzynarodowej Agencji Energii o globalnych inwestycjach w sektor energetyczny ( jest z 2015 r. od tego czasu niewiele się zmieniło). W krajach OECD w budowę nowych elektrowni atomowych zainwestowano 2 mld dol. ale w Europie i USA było to 0 mld, owe dwa miliardy przypada na Koreę Płd. Na całym świecie inwestycje w elektrownie atomowe wyniosły 22 mld dol, z czego aż 15 mld przypadło na Chiny, a 5 mld na Rosję.

Nowooddane  moce nuklearne to  10 GW, najwyższy poziom w ciągu ostatnich dwóch dekad, z czego 8 GW w Chinach. Większość spośród  budowanych na świecie 65 GW także przypada na Chiny. "Ani USA, ani  Europa nie weszły na drogę odnowy swoich mocy atomowych” – piszą autorzy raportu.

W tym samym raporcie możemy przeczytać, że globalne inwestycje w OZE w 2015 r.  sięgnęły 288 mld dol, z czego 56 przypadło na UE, 39 mld na USA, a aż 90 mld dol. zainwestowano w Państwie Środka.
Imponujące są również światowe inwestycje w efektywność energetyczną, które wyniosły 220 mld dol.

Dlaczego OZE wygrywają? Przyczyn jest wiele, ale tu zajmiemy się najważniejszą – spadającymi kosztami. Według tego samego raportu, od 2008 r. koszty fotowoltaiki  spadły o 80 proc, koszty lądowych farm wiatrowych o 20 proc., koszty dużych magazynów energii o ponad połowę.

Porównajmy to z elektrowniami jądrowymi. Według świeżutkiego raportu World Nuclear Associacion reaktor ciśnieniowy budowany we Francji kosztował w 1998 2,2 tys. dol. za jeden KW ( czyli elektrownia o mocy 1000 MW wychodziłaby po 2,2 mld dol.). W 2015 trzeba wydać ponad 7 tys. dol . za KW czyli 1000 megawatowa siłownia kosztowałaby 7,2 mld dol. W USA koszty wzrosły z niecałych 2 tys. dol. za jeden kilowat do prawie 6 tys. w 2015 r.

Francuski Cour de Comptes, odpowiednik polskiego NIK, podaje nieco inne dane. Według niego pierwszy francuski reaktor atomowy w Fessenheim kosztował 1170 euro na KW ( w cenach z 2010 r.), kończony właśnie najnowszy blok we Flamanville dojdzie do 3700 euro za KW.

Firmy budujące elektrownie atomowe znalazły się w olbrzymich tarapatach finansowych. Francuski  atomowy czempion, Areva został uratowany przez innego państwowego giganta EDF, w sposób jako żywo przypominający wsparcie polskich kopalń węgla przez energetykę. Nie wiadomo jaka przyszłość czeka amerykański Westinghouse, który również był wymieniany jako główny kandydat do budowy elektrowni w Polsce.

Wzięte z historii analogie często prowadzą na intelektualne manowce. A jednak  w dziejach gospodarki zwykle tańsza technologia wypierała droższą, niekoniecznie gorszą. Podczas poprzedniego Forum w Krynicy jeden z dyskutantów zastanawiał się, czy Polska może być w Europie „węglową husarią”. To bardzo dobry przykład. Husaria była najlepszą jazdą w Europie, a jednak zniknęła przez wysokie koszty i postęp technologiczny. Wartość ekwipunku pojedynczego husarza przewyższała kilkanaście razy koszt wyposażenia i wyszkolenia muszkietera. Jakość broni strzeleckiej wciąż rosła, a ceny spadały. Rezultat znamy – w pierwszej połowie XVIII w. husaria występowała już tylko na pogrzebach.

To nie znaczy, że czeka na nas szybkie zniknięcie elektrowni atomowych z energetycznej mapy świata. One na szczęście będą istnieć jeszcze wiele lat i dostarczać prąd do klientów. Dopóki jednak nie nastąpi istotny przełom technologiczny, to inwestycji w nowe jednostki będzie coraz mniej. W ostatnich kilku latach rezygnację z planów dołączenia do atomowego klubu ogłosiły Wietnam, Bangladesz, Egipt. Nowy prezydent Korei Płd. Moon Jae In zapowiedział w czerwcu, że nowe bloki atomowe nie będą budowane.  A przecież jeszcze niedawno KEPCO, tamtejszy państwowy potentat energetyczny zamierzał eksportować swoje technologie atomowe na cały świat, także do Polski.

Powód drugi czyli model rynku

Opłacalność budowy elektrowni zawsze zależała od regulacji, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat państwo w ten czy inny sposób zapewniało albo bezpośrednie finansowanie inwestycji albo poprzez odpowiednie przepisy gwarantowało prywatnemu inwestorowi, że budowa się opłaci. Od lat 60-tych do 80-tych dotyczyło to elektrowni konwencjonalnych, a od początku naszego stulecia wspierać zaczęto przede wszystkim OZE.

Jednocześnie urynkowienie sektora spowodowało, że elektrownie zaczęły ze sobą konkurować. Oczywiście hojnie wspierane OZE szybko zyskały przewagę, także dzięki niskim kosztom zmiennym. Ponieważ elektrownie konwencjonalne wciąż są potrzebne, a wiele z nich nie zarabia na swoje utrzymanie, trzeba myśleć o nowym modelu rynku, uwzględniającym rosnącą rolę OZE oraz nowe technologie, integrujące energetykę z informatyką.

Taki model dla UE zaproponowała Komisja Europejska. Pisaliśmy już o tym wielokrotnie, przypomnijmy, że jeszcze w 2015 r. we wstępnym dokumencie przedstawionym przez Brukselę wspominano o roli kontraktów długoterminowych na energię, co miało sprzyjać elektrowniom atomowym. Na takim zapisie wówczas zależało Francuzom.

Projekt pakietu zimowego, który pojawił się rok później nie wspomina w ogóle o roli energetyki atomowej. Odzwierciedla to zmianę układu sił w Europie. Francuzi zamierzają stopniowo zmniejszać rolę energetyki atomowej.
Brytyjczycy, drugi patron siłowni atomowych, ogłosili Brexit, zresztą wspólny brytyjsko-francuski ( z udziałem chińskim) projekt elektrowni atomowej w Hinkley Point buksuje w miejscu, jego losy są wciąż niepewne, mimo, że Komisja Europejska zgodziła się na kontrakt różnicowy dla siłowni, gwarantujący inwestorom, że nie stracą na jej budowie.

Plac budowy w Hanhikivi

W UE na stole leżą teraz dwa nowe projekty – fińska elektrownia w Hanhikivi, budowana siłami firm prywatnych oraz węgierski Paks II, gdzie inwestorem jest de facto państwo węgierskie. W obu reaktor dostarczy  rosyjski Rosatom, który także weźmie na siebie część finansowania obu projektów ( na Węgrzech większość). Finowie powoli przygotowują plac budowy, na Węgrzech trwa analiza skutków decyzji KE, która mocno związała ręce bratankom.

Model rynku, zaproponowany przez Brukselę i popierany przez większość państw jest pisany pod OZE – zakłada dużą zmienność cen, oraz współpracę niestabilnej fotowoltaiki i elektrowni wiatrowej ze maksymalnie elastycznymi siłowniami konwencjonalnymi. Atomówki nie są do tego przystosowane – budowane aby możliwie jak najdłużej chodziły cały rok. Nie są w stanie przerywać pracy kilka razy dziennie, żeby zrobić miejsce dla OZE, a potem szybko wchodzić z powrotem, gdy nie wieje i nie świeci.

Atom już niepolityczny?

W Polsce wciąż trwa bicie atomowej piany, dziennikarze na konferencjach zadają pytania, urzędnicy i menedżerowie udzielają odpowiedzi, z których nic zgoła nie wynika. Według danych z zeszłego roku, na planowanie elektrowni atomowej spółka córka PGE – PGE EJ1 wydała 186 mln zł.

Do tej pory działania wokół budowy elektrowni atomowej służyły polskiemu rządowi za argument w rozmowach z partnerami zachodnimi. - Zobaczcie, chcemy unowocześniać naszą energetykę, planujemy elektrownię atomową, potrzebujemy czasu, więc dajcie go nam – mówili nasi decydenci. Budowa przez Polskę elektrowni atomowej pojawia się zresztą w różnych unijnych dokumentach. Pytanie czy jeszcze jesteśmy w stanie coś w ten sposób uzyskać, skoro atom ma coraz mniej przyjaciół w Europie, a w polskich planów nikt już nie traktuje poważnie.

Program budowy 3 GW atomowych mocy pochłonąłby  od 40 do 60 mld zł. Takich pieniędzy w Polsce na energetykę nie ma i nie ma systemu wsparcia, który zamortyzowałby budowę tych elektrowni. Na pewno nie będzie nim proponowany rynek mocy, bo jest tam po prostu za mało pieniędzy. 

Być może warto włączyć się w prace badawcze nad nowymi technologiami atomowymi, bo a nuż okażą się interesujące.
Ale chwilowo elektrownia atomowa zamieniła się w chochoła, który niepotrzebnie nam się wcina w dyskusję o energetyce.

Zobacz także...

Komentarze

53 odpowiedzi na “Nieustające bicie atomowej piany”

  1. To jest artykuł na zamówienie lobby OZE! OZE jest to energetyka bardzo niestabilna wymaga wsparcia źródeł gazowych a elektrownie na gaz dają bardzo droga energie. Energia z elektrowni jądrowych jest tańsza mimo wysokich kosztów inwestycyjnych. Autostrady tez są droższe w budowie ale nie negujemy potrzeby ich budowy bo otrzymujemy tez cos w zamian. Tak jest z atomem otrzymujemy w zamian tania ekologicznie czysta energie bez emisji. Polski nie stać? Wolne żarty! Ta sama Polska wydaje 32 mld zł rocznie na utrzymanie systemu przywilejów grupowych z których korzystają tylko niektórzy a z elektrowni jądrowej wszyscy, włącznie nawet z jej przeciwnikami!

    • [quote name=”Jerzy Lipka”]To jest artykuł na zamówienie lobby OZE! OZE jest to energetyka bardzo niestabilna wymaga wsparcia źródeł gazowych a elektrownie na gaz dają bardzo droga energie. Energia z elektrowni jądrowych jest tańsza mimo wysokich kosztów inwestycyjnych. Autostrady tez są droższe w budowie ale nie negujemy potrzeby ich budowy bo otrzymujemy tez cos w zamian. Tak jest z atomem otrzymujemy w zamian tania ekologicznie czysta energie bez emisji. Polski nie stać? Wolne żarty! Ta sama Polska wydaje 32 mld zł rocznie na utrzymanie systemu przywilejów grupowych z których korzystają tylko niektórzy a z elektrowni jądrowej wszyscy, włącznie nawet z jej przeciwnikami![/quote]
      W tych 32 miliardach zawiarają się również przywileje górnicze?

  2. 1. Bełchatów i reszta elektrowni na węgiel brunatny stanie przed problemem braku paliwa. Kto zastąpi te bloki w sieci jako podstawę?
    2. Nasze starsze bloki węglowe i jazda przez nie na niskiej mocy żeby zrobić miejsce dla OZE to balansowanie na krawędzi wypadnięcia czasami. Wiadomo nowsze jednostki lepiej sobie z tym radzą.
    3. Jak się zatrzyma starszy blok to już po paru godzinach nie wiadomo czy wstanie.
    4. Wzrost zapotrzebowania w kolejnych latach
    5. Do szybkiej regulacji sieci nadają się gazówki tyko kto dostarcza gaz? I kto zbuduje taką duża liczbę turbin?
    Podsumowując staniemy w kolejnych latach przed spadającą produkcją energii z węgla brunatnego i trzeba będzie podstawę sieci uzupełnić. A że ue subsydiuje OZE to biznes nie chętnie podchodzi do budowy elektrowni atomowych/węglowych. A żeby skutecznie regulować sieć w przypadku OZE fajnie mieć sporo gazówek.
    Także sytuacja jest moim zdaniem rozwojowa. Fajnie by było zamiast budować węglówki jako podstawę sieci, to pchnąć tu atomówkę.

    • [quote name=”revvv”]1. Bełchatów i reszta elektrowni na węgiel brunatny stanie przed problemem braku paliwa. Kto zastąpi te bloki w sieci jako podstawę?
      2. Nasze starsze bloki węglowe i jazda przez nie na niskiej mocy żeby zrobić miejsce dla OZE to balansowanie na krawędzi wypadnięcia czasami. Wiadomo nowsze jednostki lepiej sobie z tym radzą.
      3. Jak się zatrzyma starszy blok to już po paru godzinach nie wiadomo czy wstanie.
      4. Wzrost zapotrzebowania w kolejnych latach
      5. Do szybkiej regulacji sieci nadają się gazówki tyko kto dostarcza gaz? I kto zbuduje taką duża liczbę turbin?
      Podsumowując staniemy w kolejnych latach przed spadającą produkcją energii z węgla brunatnego i trzeba będzie podstawę sieci uzupełnić. A że ue subsydiuje OZE to biznes nie chętnie podchodzi do budowy elektrowni atomowych/węglowych. A żeby skutecznie regulować sieć w przypadku OZE fajnie mieć sporo gazówek.
      Także sytuacja jest moim zdaniem rozwojowa. Fajnie by było zamiast budować węglówki jako podstawę sieci, to pchnąć tu atomówkę.[/quote]
      Bełchatów wypadnie po 2030 r. do tego czasu rewolucja technologiczna pokaże swoje pełne oblicze. Albo spełni się wizja OZE plus magazyny plus niewielki backup, albo nastąpią korekty. Tak czy owak nie widzę przesłanek aby decyzję o atomówce podejmować dziś.
      UE pozwala sybsydiować również atom, czego Hinkley Point C jest najlepszym przykładem. Ale projekt stoi w miejscu i nie może ruszyć.

  3. Proszę zobaczyć jak kształtuje się sytuacja w Niemczech. Energiewende to koszt ok 28 mld euro rocznie (dane za 2016 r to ponad 30 mld euro). Gdzie ten spadek kosztów OZE? To ze same urządzenia Chińczycy są w stanie zrobić taniej niż Europa to jeszcze nie znaczy ze sam prąd w nich będzie produkowany taniej. Koszt stale utrzymywanej rezerwy gotowej na natychmiastowe zwiększenie mocy, koszt dostosowania sieci do przenoszenia obciążeń piec razy większych niż średnioroczna moc uzyskiwana z OZE te koszty nie znikną dlatego ze Europa podchodzi do sprawy ideologicznie. Koszty budowy elektrowni jądrowych są natomiast sztucznie zawyzane przez przepisy które nakazuja energetyce jądrowej dostosowywanie się do zwalczania nie istniejących zagrożeń typu dawki promieniowania rzędu setnych części tła naturalnego! Czy tez kopuły reaktorów wytrzymyjace uderzenie samolotu pasażerskiego! Żadna inna gałąź przemysłu nie jest w takim stopniu obciążona takimi obostrzeniami smiem twierdzić ze przyczyna jest ideologia i dogmaty nie zas zdrowy rozsądek.
    My w Polsce mamy szczególne powody by pozyskiwać prąd z atomu bo mamy średniowiecze jeśli chodzi o dzisiejsza strukturę energetyczna jakim jest pozyskiwanie 90% energia z procesu spalania paliw stałych! Jeśli tego nie zmienimy to walka o czystsze powietrze nad Polska będzie jedynie mrzonka. A dziś juz w sezonie grzewczym nie daje się wytrzymać!

    • [quote name=”Jerzy Lipka”] Gdzie ten spadek kosztów OZE? [/quote]
      Mam 800 zł netto. 2 lata temu mogłem za te pieniądze kupić panel PV o mocy 180 W, a dziś tej samej firmy, o lepszej wydajności, dłuższej trwałości i mocy 300 W. Prosta matematyka.
      [quote name=”Jerzy Lipka”]
      Koszty budowy elektrowni jądrowych są natomiast sztucznie zawyzane przez przepisy które nakazuja energetyce jądrowej dostosowywanie się do zwalczania nie istniejących zagrożeń typu dawki promieniowania rzędu setnych części tła naturalnego! Czy tez kopuły reaktorów wytrzymyjace uderzenie samolotu pasażerskiego! Żadna inna gałąź przemysłu nie jest w takim stopniu obciążona takimi obostrzeniami smiem twierdzić ze przyczyna jest ideologia i dogmaty nie zas zdrowy rozsądek.[/quote]
      Do listy „nieistniejących zagrożeń” dopisałbym jeszcze trzęsienia ziemi i tsunami – szczególnie do elektrowni lokalizowanych nad morzem. Szczególnie mając na uwadze kilkusetletnią historię akurat tego fragmentu naszego wybrzeża gdzie planowana jest jądrówka.

    • [quote name=”Jerzy Lipka”]
      My w Polsce mamy szczególne powody by pozyskiwać prąd z atomu bo mamy średniowiecze jeśli chodzi o dzisiejsza strukturę energetyczna jakim jest pozyskiwanie 90% energia z procesu spalania paliw stałych! Jeśli tego nie zmienimy to walka o czystsze powietrze nad Polska będzie jedynie mrzonka. A dziś juz w sezonie grzewczym nie daje się wytrzymać![/quote]
      To, że nasza struktura energetyczna przypomina XIX i początki XX wieku to prawda. (Średniowiecze akurat korzystało w 100% z OZE – wiatraki, młyny wodne, drewno na opał itd. 😀 ) Elektrownia atomowa nie rozwiąże jednak problemów, a tylko dołoży nowe (kto ma mieszkać przy składowisku odpadów atomowych?) Nie jestem zwolennikiem energetyki węglowej, ale nawet gdybyśmy znaleźli sposób, żeby zastąpić wszystkie elektrownie węglowe, to zimą niespecjalnie odczujemy różnicę w jakości powietrza. Zanieczyszczenie w miejscowościach pochodzi z niskiej emisji. Kluczem do jego rozwiązania są moim zdaniem: systemy wsparcia dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym (inaczej zamiast flotami będą palić wszelkie plastiki i płyty wiórowe), termomodernizacja budynków mieszkalnych na masową skalę (bo dla wielu ludzi koszt jest nadal nie do przeskoczenia)oraz eliminacja kotłów węglowych służących do ogrzewania budynków mieszkalnych i publicznych (np. poprzez podpięcie do sieci ciepłowniczej). Dopiero po rozwiązaniu problemu niskiej emisji można wziąć się za transport (szczególnie za diesle). Duzi emitenci jako źródło zanieczyszczeń są na jeszcze dalszym planie (pomijając CO2 jako gaz cieplarniany a nie zanieczyszczenie – to osobny temat).
      Panie Jerzy, jak Pan widzi na przykładzie własnej odpowiedzi, bardzo łatwo podać tendencyjne argumenty więc ostrożnie z oskarżeniami o stronniczość. Badania pokazują, że wszyscy jesteśmy stronniczy nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi 🙂

    • [quote name=”Jerzy Lipka”] Energiewende to koszt ok 28 mld euro rocznie (dane za 2016 r to ponad 30 mld euro).[/quote]Skąd te dane? Jestem ciekaw co autorzy tej statystyki podciągają pod koszta.
      [quote name=”Jerzy Lipka”]Gdzie ten spadek kosztów OZE? To ze same urządzenia Chińczycy są w stanie zrobić taniej niż Europa to jeszcze nie znaczy ze sam prąd w nich będzie produkowany taniej.[/quote]Koszta produkcji w przypadku istniejących instalacji PV czy wiatraków są praktycznie zerowe (bo w grę wchodzą właściwie tylko remonty). Oczywiście iż sam prąd nie będzie w nich produkowany specjalnie taniej, a wręcz drożej, gdyż koszta pracy (czy roboczo-godzin wykwalifikowanego personelu niezbędnego do dokonywania remontów) rosną. Ale co z tego że koszta utrzymania PV są rzędu kilku czy kilkunastu, jak w przypadku energetyki jądrowej rzędu kilkuset?
      [quote name=”Jerzy Lipka”]Koszty budowy elektrowni jądrowych są natomiast sztucznie zawyzane przez przepisy które nakazuja energetyce jądrowej dostosowywanie się do zwalczania nie istniejących zagrożeń typu dawki promieniowania rzędu setnych części tła naturalnego! [/quote]Podobnie jest z regulacjami produkcji leków czy normami produkcji wind. Tyle tak ostrych i kosztownych regulacji że głowa boli, a potencjalne nowe podmioty w tych branżach są z góry skazane na niepowodzenie. Ale jak w przysłowiu: kto się raz oparzy, dmucha na zimne. Wolę by istniały tego typu regulacje, niż ponosić konsekwencje potencjalnych wpadek. Jak się wiatrak rozwali, owszem, może nawet przez przypadek spaść komuś na głowę, ale jak jacyś nafaszerowani ideologią wariaci porwą samolot by rąbnąć w niezabezpieczoną atomówkę?
      [quote name=”Jerzy Lipka”]smiem twierdzić ze przyczyna jest ideologia i dogmaty nie zas zdrowy rozsądek.[/quote]A wybór opcji „byle by był większy popyt na węgiel” czy potencjalne wybudowanie atomówki nie ma podłoża ideologicznego?

  4. @Jerzy Lipka
    Niestety zużycie energii też jest wyjątkowo niestabilne, proponuję popatrzeć na wykresy PSE, aby się o tym przekonać. Źródło które produkuje stałą ilość „na okrągło” w cale nie jest korzystne. Nawet w PRL o tym wiedzieli dlatego postawili esp Żarnowiec obok planowanej atomówki, miała gromadzić energię w nocnej dolinie.

    Niestety nie ma dobrego rozwiązania problemu „nowych mocy” Polsce:
    Mamy do wyboru:
    drogę niemiecką max. OZE, węgiel do bilansowania, a w przyszłości gaz z Nord Streamu i 0 atomu;
    brytyjsko-francuski max. OZE, atom w podstawie, 0 węgla i gaz do bilansowania.
    Najtańszego atomu (na korzystny kredyt) ze wschodu nie weźmiemy, bo jesteśmy najmądrzejsi; nie to co Madziarzy.
    Elektrowni wiatrowych na Bałtyku nie postawimy, chociaż narodowe czempiony mogłyby kupić projekt turbiny albo licencję i przy dużej skali 6-8GW całość produkcji i kasy zostawałaby w Polsce. Zresztą już w tej w chwili mamy potężny przemysł offshore.
    PV też nie będziemy stawiać, mimo „strategicznego partnerstwa” z ChRL i faktu, żeby się dobrze wkomponowała w nasz mix energetyczny.
    Będziemy za to planować stawianie kolejnych bloków węglowych, oczywiście nie w miejscach gdzie to opłacalne np. Lubelszczyzna (bliskość jedynych opłacalnych źródeł krajowego węgla kamiennego), tylko tam gdzie jest to politycznie poprawne.

    Skończy się na paru gazówkach (gaz wiadomo skąd), węglówkach (węgiel docelowo z „Kazachstanu”), a OZE szczególnie takie gdzie są świetne warunki przemysłowe i „paliwowe” do rozwoju, czyli morska energetyka wiatrowa zostanie pominięte.

    • Atom w Polsce to możliwość zaangażowania w projekt ok 300 polskich firm w tym wielu ze Śląska właśnie które zdobywały odpowiednie uprawnienia przez lata uczestnicząc w budowie elektrowni jądrowych za granica i teraz mogłyby uczestniczyć zarabiać i zwiększać zatrudnienie budując polski atom. Żarnowiec został zamknięty na skutek działania lobby węglowego które przejściowo w latach 80 tych utraciło wpływy zwłaszcza po Stanie Wojennym, ale potem w 1990 roku odzyskało wpływy. Eksperci zachodni doradzali dokończenie inwestycji przy pewnych zmianach. I tak likwidacja elektrowni kosztowała nie tak znowu dużo mniej niż jej dokończenie a korzyści utracone dla społeczeństwa to ok 100 mld zł w przeliczeniu na dzisiejsze ceny! Takie są skutki prymatu interesu jednej grupy społecznej nad interesem ogółu!

  5. ..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)

    • [quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

      Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.

      • [quote name=”smerf maruda”][quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

        Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.[/quote]
        Ciekawe, jak Big Energy kosiło 300 zł za certyfikat we współspalaniu, to nikomu nie przeszkadzała wysoka opłata zastępcza. Co nie zmienia faktu, że wysoka cena certyfikatu jest wliczona w cenę energii dla odbiorcy końcowego, ale założę się że do obniżki cen w grudniu nie dojdzie. Proszę się wstrzymać z przetrącaniem, kiedyś podobnie mogą być ocenione obecne decyzje.

        • [quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

          Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.[/quote]
          Ciekawe, jak Big Energy kosiło 300 zł za certyfikat we współspalaniu, to nikomu nie przeszkadzała wysoka opłata zastępcza. Co nie zmienia faktu, że wysoka cena certyfikatu jest wliczona w cenę energii dla odbiorcy końcowego, ale założę się że do obniżki cen w grudniu nie dojdzie. Proszę się wstrzymać z przetrącaniem, kiedyś podobnie mogą być ocenione obecne decyzje.[/quote]

          Nie interesuje mnie czy ktoś kosił wysoką cenę za certyfikat był z Big Energy czy z Greed Energy.

          • [quote name=”smerf maruda”][quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

            Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.[/quote]
            Ciekawe, jak Big Energy kosiło 300 zł za certyfikat we współspalaniu, to nikomu nie przeszkadzała wysoka opłata zastępcza. Co nie zmienia faktu, że wysoka cena certyfikatu jest wliczona w cenę energii dla odbiorcy końcowego, ale założę się że do obniżki cen w grudniu nie dojdzie. Proszę się wstrzymać z przetrącaniem, kiedyś podobnie mogą być ocenione obecne decyzje.[/quote]

            Nie interesuje mnie czy ktoś kosił wysoką cenę za certyfikat był z Big Energy czy z Greed Energy.[/quote]
            W takim razie czemu obrywa tylko jedna strona?

          • [quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

            Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.[/quote]
            Ciekawe, jak Big Energy kosiło 300 zł za certyfikat we współspalaniu, to nikomu nie przeszkadzała wysoka opłata zastępcza. Co nie zmienia faktu, że wysoka cena certyfikatu jest wliczona w cenę energii dla odbiorcy końcowego, ale założę się że do obniżki cen w grudniu nie dojdzie. Proszę się wstrzymać z przetrącaniem, kiedyś podobnie mogą być ocenione obecne decyzje.[/quote]

            Nie interesuje mnie czy ktoś kosił wysoką cenę za certyfikat był z Big Energy czy z Greed Energy.[/quote]
            W takim razie czemu obrywa tylko jedna strona?[/quote]

            proszę nie żartować

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Guest”][quote name=”smerf maruda”][quote name=”Lechu”]..te 186 milionów złotych wydanych do tej pory na „polską jądrówkę” powinno wrócić do budżety państwa – np. zostać potrącone z subwencji partyjnych – proporcjonalnie do udziału poszczególnych partii w podejmowaniu decyzji ws. niedoszłej polskiej jądrówki (PO, PSL, PiS – czy kogoś pominąłem?)[/quote]

            Należałoby tez potrącić tym którzy onegdaj ustalili kwotę opłaty zastępczej dla zielonych certyfikatów na 300.[/quote]
            Ciekawe, jak Big Energy kosiło 300 zł za certyfikat we współspalaniu, to nikomu nie przeszkadzała wysoka opłata zastępcza. Co nie zmienia faktu, że wysoka cena certyfikatu jest wliczona w cenę energii dla odbiorcy końcowego, ale założę się że do obniżki cen w grudniu nie dojdzie. Proszę się wstrzymać z przetrącaniem, kiedyś podobnie mogą być ocenione obecne decyzje.[/quote]

            Nie interesuje mnie czy ktoś kosił wysoką cenę za certyfikat był z Big Energy czy z Greed Energy.[/quote]
            W takim razie czemu obrywa tylko jedna strona?[/quote]

            proszę nie żartować[/quote]
            Fakt, takie PGE traci na zamieszaniu z OZE nie wspominając o spadającym kursie akcji z powodu obniżeniu opłat stałych w rachunkach odbiorców końcowych. Aż żal patrzeć jak się monopol marnuje.

  6. „Piszący te słowa był 10 lat temu gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni atomowej, czemu dawał wyraz w swoich ówczesnych publikacjach. Na świecie zanosiło się wówczas na nuklearny renesans, związany głównie z coraz większą koncentracją na globalnym ociepleniu i emisjach CO2, a także rosnącymi gwałtownie przed krachem finansowym w 2007 r. cenami surowców.
    Ale dziś trudno nie dostrzegać faktów, które powinny skłonić decydentów do zawieszenia programu.”

    Nie ma w tym nic dziwnego, że ulegamy czasem tzw „stadnemu myśleniu” czy tez może inaczej liniowej projekcji dotychczasowych trendów. Właściwie dokładnie to samo można powiedzieć np. o wszystkich tych, którzy jeszcze rok, 2 lata temu głosili przekonanie, że ratowanie takiego JSW czy innych spółek węglowych to „topienie kasy w worku bez dna” – dziś JSW w pierwszym półroczu 2017 zarobiło na czysto około ponad miliard zł… a Czeskie NWR mające wtedy podobne problemy upadło. Swoją drogą na portalu poświęconemu energii fajnie byłoby przeczytać tekst o tym jak zwyżka cen węgla (która „nie miała prawa się wydarzyć”) zmieniła nieco perspektywy, jako swego rodzaju kij w mrowisko schematycznych tekstów pod określona linię ;).

    Ale do rzeczy 🙂
    Dlaczego (w Europie) atom stał się „be” od jakiegoś czasu?
    Kto pierwszy stwierdził, że atom jest „be” ? To własnie organizacje „zielonych” (zwłaszcza w Niemczech) budowały swój kapitał polityczny na sprzeciwie wobec atomu. To był „nawóz” na którym wyrośli. Postulat jak każdy inny – umiejętne rozniecenie leku w społeczeństwie i budowanie swojej pozycji politycznej na tych lękach, schemat stary jak świat. Wobec tego, w chwili gdy dorwali się do władzy by się uwiarygodnić musieli ten atom zacząć rugować z systemu. Wymyślili sobie „Energiewende”, ludziom nagadali, że będzie kosztować „tyle co kulka lodów raz w miesiącu” i sprawa załatwiona, można kasować miliardy z dopłat do oze. Energetyka odnawialna w Niemczech rozwijała się w najwiekszym stopniu kosztem energii nuklearnej i to ona ma być wygaszona już w 2021. Inną drogą szła Francja, upatrując w energetyce atomowej swojej szansy w biznesie. Francja nie ma takiej siły w forsowaniu swoich wizji jak mają Niemcy więc niewiele z tego wyszło. A obecna pacynka na stanowisku prezydenta Francji, odnoszę wrażenie, że jest gotowa zupełnie odpuścić…

    • [quote name=”Guest”]”Piszący te słowa był 10 lat temu gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni atomowej, czemu dawał wyraz w swoich ówczesnych publikacjach. Na świecie zanosiło się wówczas na nuklearny renesans, związany głównie z coraz większą koncentracją na globalnym ociepleniu i emisjach CO2, a także rosnącymi gwałtownie przed krachem finansowym w 2007 r. cenami surowców.
      Ale dziś trudno nie dostrzegać faktów, które powinny skłonić decydentów do zawieszenia programu.”

      Nie ma w tym nic dziwnego, że ulegamy czasem tzw „stadnemu myśleniu” czy tez może inaczej liniowej projekcji dotychczasowych trendów. Właściwie dokładnie to samo można powiedzieć np. o wszystkich tych, którzy jeszcze rok, 2 lata temu głosili przekonanie, że ratowanie takiego JSW czy innych spółek węglowych to „topienie kasy w worku bez dna” – dziś JSW w pierwszym półroczu 2017 zarobiło na czysto około ponad miliard zł… a Czeskie NWR mające wtedy podobne problemy upadło. Swoją drogą na portalu poświęconemu energii fajnie byłoby przeczytać tekst o tym jak zwyżka cen węgla (która „nie miała prawa się wydarzyć”) zmieniła nieco perspektywy, jako swego rodzaju kij w mrowisko schematycznych tekstów pod określona linię ;).

      Ale do rzeczy 🙂
      Dlaczego (w Europie) atom stał się „be” od jakiegoś czasu?
      Kto pierwszy stwierdził, że atom jest „be” ? To własnie organizacje „zielonych” (zwłaszcza w Niemczech) budowały swój kapitał polityczny na sprzeciwie wobec atomu. To był „nawóz” na którym wyrośli. Postulat jak każdy inny – umiejętne rozniecenie leku w społeczeństwie i budowanie swojej pozycji politycznej na tych lękach, schemat stary jak świat. Wobec tego, w chwili gdy dorwali się do władzy by się uwiarygodnić musieli ten atom zacząć rugować z systemu. Wymyślili sobie „Energiewende”, ludziom nagadali, że będzie kosztować „tyle co kulka lodów raz w miesiącu” i sprawa załatwiona, można kasować miliardy z dopłat do oze. Energetyka odnawialna w Niemczech rozwijała się w najwiekszym stopniu kosztem energii nuklearnej i to ona ma być wygaszona już w 2021. Inną drogą szła Francja, upatrując w energetyce atomowej swojej szansy w biznesie. Francja nie ma takiej siły w forsowaniu swoich wizji jak mają Niemcy więc niewiele z tego wyszło. A obecna pacynka na stanowisku prezydenta Francji, odnoszę wrażenie, że jest gotowa zupełnie odpuścić…[/quote]

      Nie wiem czy ulegam stadnemu myśleniu, zastanowię się nad tym jak wyczuję na ziemi pozostałości po stadzie 🙂 Na pewno nie jestem zwolennikiem ślepego trzymania się dogmatów, a jeśli fakty świadczą przeciw nim, to tym gorzej dla faktów?
      A poważnie, Pańska diagnoza jest zupełnie nietrafna, bo może odnosić się wyłącznie do Niemiec. To nie Merkel jest odpowiedzialna za boom łupkowy w USA, który odciął atomówki od finansowania. Cytowaliśmy tu cztery lata temu opinię Johna Rowe, jednego z najbardziej szanowanych energetyków USA,szefa Exelona, który odchodząc na emeryturę powiedział w 2011 r. – „Jestem atomowy gość. Nigdy nie widziałem elektrowni atomowej, która by mi się nie podobała (ja też nie widziałem -RZ). A jednocześnie muszę powiedzieć, że elektrownie jądrowe nie mają w USA przyszłości”.
      Sprawdziło się co do joty…
      Teorie co do Macrona-pacynki nie będę komentował. Chętnie wysłucham tłumaczeń w tym duchu na temat przyczyn sytuacji Arevy.
      Pominął Pan prezydenta Korei Płd, przydałaby się tutaj również jakaś śmiała teza.
      Co do JSW- nigdy nie pisaliśmy tu, że JSW nie ma perspektyw, tyle, że w niewielkim stopniu jest związana z energetyką, bo sprzedaje głównie węgiel koksujący. Zresztą przyczyną kłopotów tej spółki było zmuszenie jej do ratowania tonącej KW poprzez kupno kopalni Knurów-Szczygłowice po znacznie zawyżonej cenie 1,2 mld zł, gdyby JSW poczekała jeszcze rok,to mogłaby kupić ją za połowę tej sumy, a może i jeszcze mniej.

      A co do innych spółek węglowych czyli PGG – jeśli widzi Pan już jakieś zyski dla energetyki z tej inwestycji, to proszę się podzielić, tzn wiedzą, nie zyskami 🙂
      Pozdrawiam

      • [quote name=”AutorRZ”][quote name=”Guest”]”Piszący te słowa był 10 lat temu gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni atomowej, czemu dawał wyraz w swoich ówczesnych publikacjach. Na świecie zanosiło się wówczas na nuklearny renesans, związany głównie z coraz większą koncentracją na globalnym ociepleniu i emisjach CO2, a także rosnącymi gwałtownie przed krachem finansowym w 2007 r. cenami surowców.
        Ale dziś trudno nie dostrzegać faktów, które powinny skłonić decydentów do zawieszenia programu.”

        Nie ma w tym nic dziwnego, że ulegamy czasem tzw „stadnemu myśleniu” czy tez może inaczej liniowej projekcji dotychczasowych trendów. Właściwie dokładnie to samo można powiedzieć np. o wszystkich tych, którzy jeszcze rok, 2 lata temu głosili przekonanie, że ratowanie takiego JSW czy innych spółek węglowych to „topienie kasy w worku bez dna” – dziś JSW w pierwszym półroczu 2017 zarobiło na czysto około ponad miliard zł… a Czeskie NWR mające wtedy podobne problemy upadło. Swoją drogą na portalu poświęconemu energii fajnie byłoby przeczytać tekst o tym jak zwyżka cen węgla (która „nie miała prawa się wydarzyć”) zmieniła nieco perspektywy, jako swego rodzaju kij w mrowisko schematycznych tekstów pod określona linię ;).

        Ale do rzeczy 🙂
        Dlaczego (w Europie) atom stał się „be” od jakiegoś czasu?
        Kto pierwszy stwierdził, że atom jest „be” ? To własnie organizacje „zielonych” (zwłaszcza w Niemczech) budowały swój kapitał polityczny na sprzeciwie wobec atomu. To był „nawóz” na którym wyrośli. Postulat jak każdy inny – umiejętne rozniecenie leku w społeczeństwie i budowanie swojej pozycji politycznej na tych lękach, schemat stary jak świat. Wobec tego, w chwili gdy dorwali się do władzy by się uwiarygodnić musieli ten atom zacząć rugować z systemu. Wymyślili sobie „Energiewende”, ludziom nagadali, że będzie kosztować „tyle co kulka lodów raz w miesiącu” i sprawa załatwiona, można kasować miliardy z dopłat do oze. Energetyka odnawialna w Niemczech rozwijała się w najwiekszym stopniu kosztem energii nuklearnej i to ona ma być wygaszona już w 2021. Inną drogą szła Francja, upatrując w energetyce atomowej swojej szansy w biznesie. Francja nie ma takiej siły w forsowaniu swoich wizji jak mają Niemcy więc niewiele z tego wyszło. A obecna pacynka na stanowisku prezydenta Francji, odnoszę wrażenie, że jest gotowa zupełnie odpuścić…[/quote]

        Nie wiem czy ulegam stadnemu myśleniu, zastanowię się nad tym jak wyczuję na ziemi pozostałości po stadzie 🙂 Na pewno nie jestem zwolennikiem ślepego trzymania się dogmatów, a jeśli fakty świadczą przeciw nim, to tym gorzej dla faktów?
        A poważnie, Pańska diagnoza jest zupełnie nietrafna, bo może odnosić się wyłącznie do Niemiec. To nie Merkel jest odpowiedzialna za boom łupkowy w USA, który odciął atomówki od finansowania. Cytowaliśmy tu cztery lata temu opinię Johna Rowe, jednego z najbardziej szanowanych energetyków USA,szefa Exelona, który odchodząc na emeryturę powiedział w 2011 r. – „Jestem atomowy gość. Nigdy nie widziałem elektrowni atomowej, która by mi się nie podobała (ja też nie widziałem -RZ). A jednocześnie muszę powiedzieć, że elektrownie jądrowe nie mają w USA przyszłości”.
        Sprawdziło się co do joty…
        Teorie co do Macrona-pacynki nie będę komentował. Chętnie wysłucham tłumaczeń w tym duchu na temat przyczyn sytuacji Arevy.
        Pominął Pan prezydenta Korei Płd, przydałaby się tutaj również jakaś śmiała teza.
        Co do JSW- nigdy nie pisaliśmy tu, że JSW nie ma perspektyw, tyle, że w niewielkim stopniu jest związana z energetyką, bo sprzedaje głównie węgiel koksujący. Zresztą przyczyną kłopotów tej spółki było zmuszenie jej do ratowania tonącej KW poprzez kupno kopalni Knurów-Szczygłowice po znacznie zawyżonej cenie 1,2 mld zł, gdyby JSW poczekała jeszcze rok,to mogłaby kupić ją za połowę tej sumy, a może i jeszcze mniej.

        A co do innych spółek węglowych czyli PGG – jeśli widzi Pan już jakieś zyski dla energetyki z tej inwestycji, to proszę się podzielić, tzn wiedzą, nie zyskami 🙂
        Pozdrawiam[/quote]

        Proszę się nie obrażać – napisałem, że wszyscy ulegamy czasem stadnemu mysleniu (więc ja również).

        Boom łupkowy nie miał przełożenia na sytuację energetyki nuklearnej w Europie. Nie pisałem o USA, owszem tam energetyka ostro skręciła w stronę taniego gazu a w Europie ? no chyba nie… Kompletny brak związku.

        W kontekście JSW miałem na myśli bardziej fakt, że uratowanie spółki dało pozytywne efekty wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał i było jak najbardziej zasadne. PGG zdaje się w pierwszym półroczu była na plusie – mylę się? Choć w przypadku łączenia z energetyka nawet nie o to chodzi …ale to inny temat. A jeśli ktoś uważa, że sytuacja gdy kopalnie dostarczające węgiel w przytłaczającej większości do energetyki są odrębnymi podmiotami i to jest bardziej korzystne niż gdy te struktury są ze sobą zintegrowane to poproszę o jakieś argumenty.

        • [quote name=”Guest”][quote name=”AutorRZ”][quote name=”Guest”]”Piszący te słowa był 10 lat temu gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni atomowej, czemu dawał wyraz w swoich ówczesnych publikacjach. Na świecie zanosiło się wówczas na nuklearny renesans, związany głównie z coraz większą koncentracją na globalnym ociepleniu i emisjach CO2, a także rosnącymi gwałtownie przed krachem finansowym w 2007 r. cenami surowców.
          Ale dziś trudno nie dostrzegać faktów, które powinny skłonić decydentów do zawieszenia programu.”

          Nie ma w tym nic dziwnego, że ulegamy czasem tzw „stadnemu myśleniu” czy tez może inaczej liniowej projekcji dotychczasowych trendów. Właściwie dokładnie to samo można powiedzieć np. o wszystkich tych, którzy jeszcze rok, 2 lata temu głosili przekonanie, że ratowanie takiego JSW czy innych spółek węglowych to „topienie kasy w worku bez dna” – dziś JSW w pierwszym półroczu 2017 zarobiło na czysto około ponad miliard zł… a Czeskie NWR mające wtedy podobne problemy upadło. Swoją drogą na portalu poświęconemu energii fajnie byłoby przeczytać tekst o tym jak zwyżka cen węgla (która „nie miała prawa się wydarzyć”) zmieniła nieco perspektywy, jako swego rodzaju kij w mrowisko schematycznych tekstów pod określona linię ;).

          Ale do rzeczy 🙂
          Dlaczego (w Europie) atom stał się „be” od jakiegoś czasu?
          Kto pierwszy stwierdził, że atom jest „be” ? To własnie organizacje „zielonych” (zwłaszcza w Niemczech) budowały swój kapitał polityczny na sprzeciwie wobec atomu. To był „nawóz” na którym wyrośli. Postulat jak każdy inny – umiejętne rozniecenie leku w społeczeństwie i budowanie swojej pozycji politycznej na tych lękach, schemat stary jak świat. Wobec tego, w chwili gdy dorwali się do władzy by się uwiarygodnić musieli ten atom zacząć rugować z systemu. Wymyślili sobie „Energiewende”, ludziom nagadali, że będzie kosztować „tyle co kulka lodów raz w miesiącu” i sprawa załatwiona, można kasować miliardy z dopłat do oze. Energetyka odnawialna w Niemczech rozwijała się w najwiekszym stopniu kosztem energii nuklearnej i to ona ma być wygaszona już w 2021. Inną drogą szła Francja, upatrując w energetyce atomowej swojej szansy w biznesie. Francja nie ma takiej siły w forsowaniu swoich wizji jak mają Niemcy więc niewiele z tego wyszło. A obecna pacynka na stanowisku prezydenta Francji, odnoszę wrażenie, że jest gotowa zupełnie odpuścić…[/quote]

          Nie wiem czy ulegam stadnemu myśleniu, zastanowię się nad tym jak wyczuję na ziemi pozostałości po stadzie 🙂 Na pewno nie jestem zwolennikiem ślepego trzymania się dogmatów, a jeśli fakty świadczą przeciw nim, to tym gorzej dla faktów?
          A poważnie, Pańska diagnoza jest zupełnie nietrafna, bo może odnosić się wyłącznie do Niemiec. To nie Merkel jest odpowiedzialna za boom łupkowy w USA, który odciął atomówki od finansowania. Cytowaliśmy tu cztery lata temu opinię Johna Rowe, jednego z najbardziej szanowanych energetyków USA,szefa Exelona, który odchodząc na emeryturę powiedział w 2011 r. – „Jestem atomowy gość. Nigdy nie widziałem elektrowni atomowej, która by mi się nie podobała (ja też nie widziałem -RZ). A jednocześnie muszę powiedzieć, że elektrownie jądrowe nie mają w USA przyszłości”.
          Sprawdziło się co do joty…
          Teorie co do Macrona-pacynki nie będę komentował. Chętnie wysłucham tłumaczeń w tym duchu na temat przyczyn sytuacji Arevy.
          Pominął Pan prezydenta Korei Płd, przydałaby się tutaj również jakaś śmiała teza.
          Co do JSW- nigdy nie pisaliśmy tu, że JSW nie ma perspektyw, tyle, że w niewielkim stopniu jest związana z energetyką, bo sprzedaje głównie węgiel koksujący. Zresztą przyczyną kłopotów tej spółki było zmuszenie jej do ratowania tonącej KW poprzez kupno kopalni Knurów-Szczygłowice po znacznie zawyżonej cenie 1,2 mld zł, gdyby JSW poczekała jeszcze rok,to mogłaby kupić ją za połowę tej sumy, a może i jeszcze mniej.

          A co do innych spółek węglowych czyli PGG – jeśli widzi Pan już jakieś zyski dla energetyki z tej inwestycji, to proszę się podzielić, tzn wiedzą, nie zyskami 🙂
          Pozdrawiam[/quote]

          Proszę się nie obrażać – napisałem, że wszyscy ulegamy czasem stadnemu mysleniu (więc ja również).

          Boom łupkowy nie miał przełożenia na sytuację energetyki nuklearnej w Europie. Nie pisałem o USA, owszem tam energetyka ostro skręciła w stronę taniego gazu a w Europie ? no chyba nie… Kompletny brak związku.

          W kontekście JSW miałem na myśli bardziej fakt, że uratowanie spółki dało pozytywne efekty wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał i było jak najbardziej zasadne. PGG zdaje się w pierwszym półroczu była na plusie – mylę się? Choć w przypadku łączenia z energetyka nawet nie o to chodzi …ale to inny temat. A jeśli ktoś uważa, że sytuacja gdy kopalnie dostarczające węgiel w przytłaczającej większości do energetyki są odrębnymi podmiotami i to jest bardziej korzystne niż gdy te struktury są ze sobą zintegrowane to poproszę o jakieś argumenty.[/quote]
          Ja się nie obrażam, natomiast słyszałem, że Macron jest oburzony na Pana 🙂
          Boom łupkowy zbił ceny gazu nie tylko w USA, miał także wpływ na Europę. Ale mi chodzi o coś innego – nie widzę powodów do kupna za ciężkie pieniądze technologii, które w krajach ich pochodzenia uważane są za nieperspektywiczne. Pomijam już fakt, że zdolności finansowe francuskich czy amerykańskich dostawców reaktorów są obecnie wielce wątpliwe.
          A co do PGG – proszę mi pokazać europejskie koncerny energetyczne, które uznały, że potrzebne im są złoża węgla kamiennego. Elektrownie węglowe ma Engie, ma E.ON. Kupują węgiel na rynku, zarządzają portfelem bo węgla jest w bród.
          RPA jest jednym z największych na świecie producentów węgla, z węgla czerpie większość prądu. Ale tamtejszy państwowy producent energii Eskom jakoś się nie pali do kupna kopalń.
          Model „energetyka plus węgiel kamienny” realizują dwie prywatne wielkie spółki – ukraiński DTEK i rosyjski SUEK. Obie robią to z sukcesem, tyle że warunki ekonomiczne tamtejszego węgla są zupełnie inne.
          Żeby zapewnić sobie dostęp do węgla, nie trzeba było kupować całej PGG, wystarczyłyby trzy-cztery najlepsze kopalnie, które można było dostać „po taniości” od syndyka.
          Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób ta inwestycja się energetyce zwróci? W dywidendzie? Wolne żarty, przy takich potrzebach inwestycyjnych i apetytach załogi nigdy nie będzie żadnej dywidendy.
          We wzroście wartości aktywów? A skąd ten wzrost miałby się wziąć?

          • [quote name=”AutorRZ”]Ja się nie obrażam, natomiast słyszałem, że Macron jest oburzony na Pana :)[/quote]
            zasłużył sobie

            [quote name=”AutorRZ”]Boom łupkowy zbił ceny gazu nie tylko w USA, miał także wpływ na Europę. [/quote]
            Tyle, że na energetyce się to nie odbiło – najlepszy dowód to fakt, że w Niemczech przed boomem łupkowym produkowano z gazu nawet więcej energii niż po.

            [quote name=”AutorRZ”]Ale mi chodzi o coś innego – nie widzę powodów do kupna za ciężkie pieniądze technologii, które w krajach ich pochodzenia uważane są za nieperspektywiczne. Pomijam już fakt, że zdolności finansowe francuskich czy amerykańskich dostawców reaktorów są obecnie wielce wątpliwe.[/quote]
            Też nie widzę powodów, nie jestem zwolennikiem atomu w Polsce. Natomiast nie zmieniam zdania, że rugowanie atomu z energetyki w Europie (podkreślam nie odnoszę się do US czy Korei S) jest decyzją polityczną i to podjętą w Berlinie. Dość wspomnieć, że to własnie wtedy gdy zapadały te decyzje w rządzie byli ludzie, którzy w młodości swoje kariery budowali na anty-nuklearnych wiecach (np. J. Fischer)

            [quote name=”AutorRZ”]A co do PGG – proszę mi pokazać europejskie koncerny energetyczne, które uznały, że potrzebne im są złoża węgla kamiennego. Elektrownie węglowe ma Engie, ma E.ON. Kupują węgiel na rynku, zarządzają portfelem bo węgla jest w bród.
            RPA jest jednym z największych na świecie producentów węgla, z węgla czerpie większość prądu. Ale tamtejszy państwowy producent energii Eskom jakoś się nie pali do kupna kopalń.
            Model „energetyka plus węgiel kamienny” realizują dwie prywatne wielkie spółki – ukraiński DTEK i rosyjski SUEK. Obie robią to z sukcesem, tyle że warunki ekonomiczne tamtejszego węgla są zupełnie inne. [/quote]
            Nie chcę każdego przypadku analizować oddzielnie bo na to trzeba bardzo szczegółowej wiedzy. Natomiast wiem jedno – gdy zajrzy Pan do raportów finansowych tych grup energetycznych (pozbawionych własnych surowców) to zobaczy Pan tam opisy rodzajów ryzyka, którego nie znajdzie Pan u tych którzy własne surowce mają. Ryzyko ceny czy też ryzyko dostaw. To ryzyko zmaterializowało się np. na przestrzeni ostatniego roku w czasie zwyżek cen węgla. A tym bardzeiej jeśli mamy warunki takie jak w Polsce czyli tak czy inaczej kopalnie i energetyka to jeden łańcuch – utrzymywanie oddzielnych organizmów (w dodatku jeszcze zarządzanych przez kogoś innego) to totalny bezsens.

            [quote name=”AutorRZ”]Żeby zapewnić sobie dostęp do węgla, nie trzeba było kupować całej PGG, wystarczyłyby trzy-cztery najlepsze kopalnie, które można było dostać „po taniości” od syndyka.
            Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób ta inwestycja się energetyce zwróci? W dywidendzie? Wolne żarty, przy takich potrzebach inwestycyjnych i apetytach załogi nigdy nie będzie żadnej dywidendy.
            We wzroście wartości aktywów? A skąd ten wzrost miałby się wziąć?[/quote]

            Tu można sobie dywagować czy można było tak czy inaczej – wariant „po taniości” to wg mnie musiałby być poprzedzony sytuacją „na rympał” z niekontrolowaną zapaścią, strajkami, przerwami w dostawach itp. itd. i kto wie z jakim finałem. Oczywiście, że trzeba tam posprzątać i oczywiście, że to będzie trudne. Tauronowi swego czasu się udało wyprowadzić segment wydobycia na przyzwoity poziom. Nie oczekuję, a nawet uważam, że wykazywanie zbytnich zysków w górnictwie byłoby błędem póki co.

            A jeśli chodzi o Redaktora przepowiednie co do spodziewanych efektów inwestycji koncernów energetycznych to gdybym był zgryźliwy to przypomniałbym tekst o inwestycji w Polimex ;). W pierwszym półroczu energetyka pokazała na tym zyski – wprawdzie „papierowe” (ale w końcu odpisy też są papierowe) ale do czegoś odnosić się trzeba :). Pozdrawiam:).

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”AutorRZ”]Ja się nie obrażam, natomiast słyszałem, że Macron jest oburzony na Pana :)[/quote]
            zasłużył sobie

            [quote name=”AutorRZ”]Boom łupkowy zbił ceny gazu nie tylko w USA, miał także wpływ na Europę. [/quote]
            Tyle, że na energetyce się to nie odbiło – najlepszy dowód to fakt, że w Niemczech przed boomem łupkowym produkowano z gazu nawet więcej energii niż po.

            [quote name=”AutorRZ”]Ale mi chodzi o coś innego – nie widzę powodów do kupna za ciężkie pieniądze technologii, które w krajach ich pochodzenia uważane są za nieperspektywiczne. Pomijam już fakt, że zdolności finansowe francuskich czy amerykańskich dostawców reaktorów są obecnie wielce wątpliwe.[/quote]
            Też nie widzę powodów, nie jestem zwolennikiem atomu w Polsce. Natomiast nie zmieniam zdania, że rugowanie atomu z energetyki w Europie (podkreślam nie odnoszę się do US czy Korei S) jest decyzją polityczną i to podjętą w Berlinie. Dość wspomnieć, że to własnie wtedy gdy zapadały te decyzje w rządzie byli ludzie, którzy w młodości swoje kariery budowali na anty-nuklearnych wiecach (np. J. Fischer)

            [quote name=”AutorRZ”]A co do PGG – proszę mi pokazać europejskie koncerny energetyczne, które uznały, że potrzebne im są złoża węgla kamiennego. Elektrownie węglowe ma Engie, ma E.ON. Kupują węgiel na rynku, zarządzają portfelem bo węgla jest w bród.
            RPA jest jednym z największych na świecie producentów węgla, z węgla czerpie większość prądu. Ale tamtejszy państwowy producent energii Eskom jakoś się nie pali do kupna kopalń.
            Model „energetyka plus węgiel kamienny” realizują dwie prywatne wielkie spółki – ukraiński DTEK i rosyjski SUEK. Obie robią to z sukcesem, tyle że warunki ekonomiczne tamtejszego węgla są zupełnie inne. [/quote]
            Nie chcę każdego przypadku analizować oddzielnie bo na to trzeba bardzo szczegółowej wiedzy. Natomiast wiem jedno – gdy zajrzy Pan do raportów finansowych tych grup energetycznych (pozbawionych własnych surowców) to zobaczy Pan tam opisy rodzajów ryzyka, którego nie znajdzie Pan u tych którzy własne surowce mają. Ryzyko ceny czy też ryzyko dostaw. To ryzyko zmaterializowało się np. na przestrzeni ostatniego roku w czasie zwyżek cen węgla. A tym bardzeiej jeśli mamy warunki takie jak w Polsce czyli tak czy inaczej kopalnie i energetyka to jeden łańcuch – utrzymywanie oddzielnych organizmów (w dodatku jeszcze zarządzanych przez kogoś innego) to totalny bezsens.

            [quote name=”AutorRZ”]Żeby zapewnić sobie dostęp do węgla, nie trzeba było kupować całej PGG, wystarczyłyby trzy-cztery najlepsze kopalnie, które można było dostać „po taniości” od syndyka.
            Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób ta inwestycja się energetyce zwróci? W dywidendzie? Wolne żarty, przy takich potrzebach inwestycyjnych i apetytach załogi nigdy nie będzie żadnej dywidendy.
            We wzroście wartości aktywów? A skąd ten wzrost miałby się wziąć?[/quote]

            Tu można sobie dywagować czy można było tak czy inaczej – wariant „po taniości” to wg mnie musiałby być poprzedzony sytuacją „na rympał” z niekontrolowaną zapaścią, strajkami, przerwami w dostawach itp. itd. i kto wie z jakim finałem. Oczywiście, że trzeba tam posprzątać i oczywiście, że to będzie trudne. Tauronowi swego czasu się udało wyprowadzić segment wydobycia na przyzwoity poziom. Nie oczekuję, a nawet uważam, że wykazywanie zbytnich zysków w górnictwie byłoby błędem póki co.

            A jeśli chodzi o Redaktora przepowiednie co do spodziewanych efektów inwestycji koncernów energetycznych to gdybym był zgryźliwy to przypomniałbym tekst o inwestycji w Polimex ;). W pierwszym półroczu energetyka pokazała na tym zyski – wprawdzie „papierowe” (ale w końcu odpisy też są papierowe) ale do czegoś odnosić się trzeba :). Pozdrawiam:).[/quote]

            Nikt nie wyrugowałby energetyki atomowej z Europy, gdyby potrafiła ona zapanować nad kosztami. Kiedy Joschka był ministrem i jeszcze w nast. kadencji, już za Merkel, rozpoczynano właśnie (albo już trwała ) budowa Flamanville, Olkiluoto, Brytyjczycy rozpoczynali prace nad Hinkley i innymi jednostkami, Czesi się przymierzali, Węgrzy planowali, Rumuni już zaawansowane rozmowy z inwestorami mieli. A wyszło jak wyszło.
            Europa, USA i Korea Płd to system naczyń połączonych, trendy w gospodarce są w wielu miejscach wspólne, oczywiście są wyjątki (łupki), ale akurat odejście od atomu je łączy, tak jak boom atomowy w latach 70.
            A co do zwrotu z inwestycji w górnictwo – proponowałem zakład swego czasu i nie wykazał Pan chęci do ryzyka. A energetyka nolens volens musiała wykazać 🙂

  7. Można słusznie krytykować IV pakiet energetyczny za normę 550g, ale czy jest pisany pod OZE ? Ujemne ceny kiedy jest nadmiar energii (np. wieje) i kilka tysięcy Euro kiedy są wysokie ceny (nie wieje) oraz konieczność ponoszenia kosztów bilansowania przez OZE to raczej duże wyzwanie dla OZE.

  8. Dzisiejszy poziom wzrostu moc OZE na świecie wynika głównie z „zatwierdzanych przez państwo taryfach gwarantujących opłacalność wytwarzania”, podobnie jak kiedyś dla atomu. W przypadku odniesienia się do trendów globalnych, należy zwrócić uwagę, że nie mają one nic wspólnego z technologią, bezpieczeństwem i oddziaływanie na środowiska, a sprowadzają się jedynie to decyzji politycznych. Doinwestowanie branży jądrowej (poprzez zwiększenia zapotrzebowania na budowę nowych mocy wytwórczych) mogłoby również, podobnie jak w przypadku OZE, doprowadzić do obniżenia kosztów budowy (może nie tak dużych jak dla OZE, ale jednak). A może jest to okazja do uzdrowienia modelu energetyki w UE i wymusić na wszystkich źródła stabilność dostaw – wtedy OZE weźmie koszty magazynowania energii i część nakładów na sieci przesyłowe i dystrybucyjne będzie można zostawić w kieszeni podatników i konsumentów? Wykluczenie energetyki jądrowej z powodu brak elastyczności, która jest wymuszana przez OZE jest największym bezsensem polityki energetycznej UE. Czyli wszyscy mamy się układać pod technologie („zrobić miejsce „), która powoduje problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej dla odbiorców końcowych z powodu wahań w zakresie ilości wyprodukowanej energii. Zamiast szukać synergii w zakresie technologii bezemisyjnych (OZE, atom, CCS) wolimy powiedzieć, że atom i CCS należy wyciąć, bo nie pasuje to OZE. Gdzie tu logika? Poza tym jeżeli zignorujemy opcje budowy elektrowni atomowej („chochoła, który niepotrzebnie nam się wcina w dyskusję o energetyce”) to całą resztę dyskusji możemy sobie podarować. Albo idziemy po prąd UE i utrzymujemy węgiel, albo się uginamy pod naciskiem UE i idziemy w kierunku 100% OZE. Niestety bez energetyki jądrowej (w długiej perspektywie) nie ma nic pomiędzy.

    • [quote name=”Paweł_Gładysz”]Dzisiejszy poziom wzrostu moc OZE na świecie wynika głównie z „zatwierdzanych przez państwo taryfach gwarantujących opłacalność wytwarzania”, podobnie jak kiedyś dla atomu. W przypadku odniesienia się do trendów globalnych, należy zwrócić uwagę, że nie mają one nic wspólnego z technologią, bezpieczeństwem i oddziaływanie na środowiska, a sprowadzają się jedynie to decyzji politycznych. Doinwestowanie branży jądrowej (poprzez zwiększenia zapotrzebowania na budowę nowych mocy wytwórczych) mogłoby również, podobnie jak w przypadku OZE, doprowadzić do obniżenia kosztów budowy (może nie tak dużych jak dla OZE, ale jednak). A może jest to okazja do uzdrowienia modelu energetyki w UE i wymusić na wszystkich źródła stabilność dostaw – wtedy OZE weźmie koszty magazynowania energii i część nakładów na sieci przesyłowe i dystrybucyjne będzie można zostawić w kieszeni podatników i konsumentów? Wykluczenie energetyki jądrowej z powodu brak elastyczności, która jest wymuszana przez OZE jest największym bezsensem polityki energetycznej UE. Czyli wszyscy mamy się układać pod technologie („zrobić miejsce „), która powoduje problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej dla odbiorców końcowych z powodu wahań w zakresie ilości wyprodukowanej energii. Zamiast szukać synergii w zakresie technologii bezemisyjnych (OZE, atom, CCS) wolimy powiedzieć, że atom i CCS należy wyciąć, bo nie pasuje to OZE. Gdzie tu logika? Poza tym jeżeli zignorujemy opcje budowy elektrowni atomowej („chochoła, który niepotrzebnie nam się wcina w dyskusję o energetyce”) to całą resztę dyskusji możemy sobie podarować. Albo idziemy po prąd UE i utrzymujemy węgiel, albo się uginamy pod naciskiem UE i idziemy w kierunku 100% OZE. Niestety bez energetyki jądrowej (w długiej perspektywie) nie ma nic pomiędzy.[/quote]
      Problem chyba w tym że technologia pozyskiwania energii z atomu przestała się rozwijać zgodnie z oczekiwaniami, a ten rozwój miał iść w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa i ograniczyć problem odpadów. Biorąc pod uwagę nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych jak i wspomniany problem z odpadami, postanowiono podziękować tej technologii. Proszę też zwrócić na trudne do oszacowania na etapie projektu koszta takiej instalacji. Prościej wygenerować nadwyżkę mocy w bezpiecznym OZE i wymusić rozwój magazynów energii, co właśnie ma miejsce.

    • [quote name=”Paweł_Gładysz”]Dzisiejszy poziom wzrostu moc OZE na świecie wynika głównie z „zatwierdzanych przez państwo taryfach gwarantujących opłacalność wytwarzania”, podobnie jak kiedyś dla atomu. W przypadku odniesienia się do trendów globalnych, należy zwrócić uwagę, że nie mają one nic wspólnego z technologią, bezpieczeństwem i oddziaływanie na środowiska, a sprowadzają się jedynie to decyzji politycznych. Doinwestowanie branży jądrowej (poprzez zwiększenia zapotrzebowania na budowę nowych mocy wytwórczych) mogłoby również, podobnie jak w przypadku OZE, doprowadzić do obniżenia kosztów budowy (może nie tak dużych jak dla OZE, ale jednak). A może jest to okazja do uzdrowienia modelu energetyki w UE i wymusić na wszystkich źródła stabilność dostaw – wtedy OZE weźmie koszty magazynowania energii i część nakładów na sieci przesyłowe i dystrybucyjne będzie można zostawić w kieszeni podatników i konsumentów? Wykluczenie energetyki jądrowej z powodu brak elastyczności, która jest wymuszana przez OZE jest największym bezsensem polityki energetycznej UE. Czyli wszyscy mamy się układać pod technologie („zrobić miejsce „), która powoduje problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej dla odbiorców końcowych z powodu wahań w zakresie ilości wyprodukowanej energii. Zamiast szukać synergii w zakresie technologii bezemisyjnych (OZE, atom, CCS) wolimy powiedzieć, że atom i CCS należy wyciąć, bo nie pasuje to OZE. Gdzie tu logika? Poza tym jeżeli zignorujemy opcje budowy elektrowni atomowej („chochoła, który niepotrzebnie nam się wcina w dyskusję o energetyce”) to całą resztę dyskusji możemy sobie podarować. Albo idziemy po prąd UE i utrzymujemy węgiel, albo się uginamy pod naciskiem UE i idziemy w kierunku 100% OZE. Niestety bez energetyki jądrowej (w długiej perspektywie) nie ma nic pomiędzy.[/quote]

      Nawet jako komuś kto nie jest zwolennikiem energetyki nuklearnej (dotyczy Polski) wypada mi się pod tym tekstem podpisać w kwestii identyfikacji mechanizmu narzucania rozwiązań technologicznych.
      To nie ma nic wspólnego z racjonalna oceną.

      A jeśli ktoś uważa inaczej to proszę mi logicznie wytłumaczyć jaki jest sens ustalania poszczególnym państwom w UE minimalnego udziału oze w produkcji energii ?

    • [quote name=”Paweł_Gładysz”]Dzisiejszy poziom wzrostu moc OZE na świecie wynika głównie z „zatwierdzanych przez państwo taryfach gwarantujących opłacalność wytwarzania”, podobnie jak kiedyś dla atomu. W przypadku odniesienia się do trendów globalnych, należy zwrócić uwagę, że nie mają one nic wspólnego z technologią, bezpieczeństwem i oddziaływanie na środowiska, a sprowadzają się jedynie to decyzji politycznych. Doinwestowanie branży jądrowej (poprzez zwiększenia zapotrzebowania na budowę nowych mocy wytwórczych) mogłoby również, podobnie jak w przypadku OZE, doprowadzić do obniżenia kosztów budowy (może nie tak dużych jak dla OZE, ale jednak). A może jest to okazja do uzdrowienia modelu energetyki w UE i wymusić na wszystkich źródła stabilność dostaw – wtedy OZE weźmie koszty magazynowania energii i część nakładów na sieci przesyłowe i dystrybucyjne będzie można zostawić w kieszeni podatników i konsumentów? Wykluczenie energetyki jądrowej z powodu brak elastyczności, która jest wymuszana przez OZE jest największym bezsensem polityki energetycznej UE. Czyli wszyscy mamy się układać pod technologie („zrobić miejsce „), która powoduje problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej dla odbiorców końcowych z powodu wahań w zakresie ilości wyprodukowanej energii. Zamiast szukać synergii w zakresie technologii bezemisyjnych (OZE, atom, CCS) wolimy powiedzieć, że atom i CCS należy wyciąć, bo nie pasuje to OZE. Gdzie tu logika? Poza tym jeżeli zignorujemy opcje budowy elektrowni atomowej („chochoła, który niepotrzebnie nam się wcina w dyskusję o energetyce”) to całą resztę dyskusji możemy sobie podarować. Albo idziemy po prąd UE i utrzymujemy węgiel, albo się uginamy pod naciskiem UE i idziemy w kierunku 100% OZE. Niestety bez energetyki jądrowej (w długiej perspektywie) nie ma nic pomiędzy.[/quote]
      Ale energetyka atomowa wcale nie jest wykluczana. Przykład Hinkley Point C czy nawet Paks II pokazuje, że KE zgadza się na pomoc publiczną umożliwiającą budowę. Węgrom zapewne Rosjanie wybudują, ale Hinkley Point C leży jak Plan Pięcioletni :).
      Ok, powiedzmy że to „leżenie” wynika z polityki KE, która nawet jak się zgadza na CFD, to konstruuje model rynku utrudniający pracę. Ale nawet gdybyśmy się obaj zgodzili, że „jest to największy bezsens polityki UE” to co z tego wynika? Przekonamy we dwójkę unijnych decydentów? Polityka (także energetyczna) jest sztuką osiągania tego co możliwe. Nie znajdzie Pan chętnych w Europie do konstrukcji modelu rynku pod atom, wolta Francuzów jest najbardziej wymownym przykładem.
      A czy 100 proc. OZE? Ja tego nie dożyję na na pewno. Jest jeszcze kogeneracja, jest biomasa, jest gaz wreszcie, węgiel też jeszcze kilkanaście lat posłuży przy mądrze poprowadzonych negocjacjach w ramach UE. Natomiast statystyka zgonów sugeruje, że dożyję czasów, kiedy niemal w ogóle nie będzie to polski węgiel 🙂

      • [quote name=”AutorRZ”] Nie znajdzie Pan chętnych w Europie do konstrukcji modelu rynku pod atom, wolta Francuzów jest najbardziej wymownym przykładem.
        [/quote]
        I tu jest problem – nie powinniśmy konstruować rynku pod jakąkolwiek technologie a jedynie ustalić ogólne cele. Po co Nam pakiet 3×20 do 2020 roku, gdzie wymusza się udział OZE? Trzeba było powiedzieć, że walczymy z emisją CO2 (bo przecież taki jest główny cel polityki energetyczno-klimatycznej) i narzucić poziom redukcji (np. w odniesieniu do PKB albo liczby ludności) do roku 2050, z weryfikacją postępu co np. 5 lat. Każdy kraj musiałby się zmobilizować do działania, a ścieżka transformacji byłaby pochodną sytuacji bieżącej, dostępności zasobów naturalnych, typu gospodarki, itd. Idealnie byłoby zakazać wspierania jakiekolwiek technologii i dać działać rynkowi w odgórnie narzuconych ramach. Dzisiaj nie ma wolnego rynku energii, nad czym ubolewam. Żeby naprawdę osiągnąć co możliwe, trzeba dać wszystkim równe szanse – a osobiście na rynku energii UE widzę dyskryminacje technologii innych niż OZE. Może i niektóre rządy też to widzą, stąd też prościej im bronić np. węgla, twierdząc (moim zdaniem niesłusznie), że utrzymanie go jak najdłużej jest w najlepszym interesie danego kraju. Wiem, że strefą marzeń jest to o czym tutaj piszę, ale całą moją wypowiedź motywuje sugestia Autora, że mamy nie zawracać sobie głowy jedną z technologii, co pozostaje dla mnie nie zrozumiałe.

  9. Porządny artykuł, wart rozpowszechniania.
    Do tej argumentacji dorzuciłabym jednak jeszcze co najmniej kilka kwestii, o których autor artykułu nie wspomina. Chodzi o pytania, które mamy OBOWIĄZEK sobie zadać, bo dotyczą naszych dzieci i wnuków, gdy chodzi o inwestycję, która ma być eksploatowana przez co najmniej 50 lat, a może jeszcze więcej:

    1) uran którego nie mamy, w coraz bardziej niestabilnym świecie [skąd miałby być importowany, z jakimi gwarancjami dostaw i cen na jak długo? z jakimi gwarancjami i kosztami transportu? biorąc pod uwagę zwiększającą się konkurencję – w miarę zmniejszania się zasobów i budowania nowych planowanych reaktorów w Chinach; do tego rosnący opór i organizowanie się społeczności lokalnych w miejscach wydobycia oraz coraz większa kontrola organizującej się społeczności obywatelskiej nad transportem radioaktywnej materii; zmniejszenie bezpieczeństwa przewozu uranu z dalekich części swiata z powodu wzrostu ilości stref konfliktów zbrojnych na świecie i piractwa [na skutek wyczerpywania się zasobów wobec coraz bardziej grabieżczej globalnej gospodarki światowej – wykresy wzrostu wykładniczego są już w fazie „do nieba”, patrz: „Świat na rozdrożu” Marcina Popkiewicza – oraz wobec stopniowego zmniejszania ilości stref bezpiecznych dla przewozu na skutek dezertyfikacji i katastrof naturalnych ze względu na postępujące zmiany klimatu]
    2) odpady [gdzie miałyby być składowane, czy miałyby być przewożone do Francji i być przerabiane na mox? czy Niemcy by pozwalały na przejazd pociągów z polskim radioaktywnym ładunkiem przez ich terytorium? to może Austria albo Szwajcaria? jakie byłyby długofalowe koszty składowania odpadów ostatecznych albo oczekujących na technologię fuzji jądrowej? z jakim zabezpieczeniem? w jakiej lokalizacji/warunkach? czy lokalna społeczność to zaakceptuje?]
    3) ponieważ lokalizacja ma być nadmorska: czy koszty długofalowej eksploatacji uwzględniają adaptację do zmian klimatu i przewidziane podnoszenie się poziomu morza? czy przeanalizowano to z naukowcami wg różnych scenariuszy IPCC? (pamiętajmy, że dostosowanie samych francuskich elektrowni do nowych norm bezpieczeństwa wyznaczonych w UE po tsunami i katastrofie jądrowej w Fukushimie kosztowało 10mld EUR, przy czym analizy wykazują systematyczne, strukturalne niedoinwestowanie wszystkich elektrowni w zakresie zapewnienia ich bezpieczeństwa)
    4) czy koszt przewiduje koszt końcowej rozbiórki reaktorów i składowanie (kilkusetletnie?) jego bardzo silnie radioaktywnego serca? Czy w Polsce mamy geologicznie bezpieczne miejsce gdzie takie ostateczne odpady możnaby bezpiecznie składać? Czy jest jakieś studium w tej sprawie? Czy w pobliżu są/mają być za 60 lat/ duże skupiska ludzkie? (jeżeli tak, to jest mała szansa, że ludzie zaakceptują taki „prezent” w ich sąsiedztwie, tym bardziej jeżeli do tej pory wydarzy się jakaś katastrofa jądrowa w Europie, czego prawdopodobieństwo niestety rośnie z każdym rokiem, w miarę starzenia się istniejących reaktorow i popadania w kłopoty finansowe firm dbających o ich utrzymanie). Jeżeli natomiast nie ma takiego miejsca w kraju, to czy mamy wyobrażenie gdzie by to mogło być za granicą (najlepiej zdala od skupisk ludzkich, w kraju sąsiedzkim, przyjaznym i nie mającym własnych resztek reaktorów do składowania…)
    5) Jakie inne nierozwiązane pytania zostawilibyśmy naszym dzieciom i wnukom? Pomyślmy wszyscy razem. W końcu wchodzimy w erę GOZ (gospodarki zamkniętego cyklu), gdzie od początku należy myśleć w kategoriach „cyklu zycia produktu”, czyli od koncepcji do zużytkowania jego resztek. Dlaczego EJ miała by być wyjątkiem?
    6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu czy przewidziano jak zabezpieczyć elektrownię jądrową na wypadek działań zbrojnych na terenie kraju? czy w ogóle istnieją jakieś zabezpieczenia? no i jak zabezpieczyć dostawy prądu do odległych od elektrowni zakątków kraju w razie takich działań? czy rozproszone wielorakie OZE nie daje większego bezpieczeństwa regionom w czasach niestabilnych (również klimatycznie)?

    • [/quote]W końcu wchodzimy w erę GOZ (gospodarki zamkniętego cyklu),
      [/quote]
      przepraszam, oczywiście chodziło o gospodarkę obiegu zamkniętego (lub z angielskiego „gospodarkę cyrkularną”)

    • Nie jestem tutaj ekspertem, ale pozwolę są na komentarz do kolejnych punktów:
      ad 1) O ile się nie mylę to Australia ma jedne z największych zasobów uranu (przy kryterium kosztów wydobycia). Wydaje mi się, że jest to jeden z krajów o wysokich gwarancjach bezpieczeństwa dostaw (np. obok Kanady). Pewnie, można powiedzieć, że świat się wali, ale wtedy to chyba zostanie Nam tylko się schować i czekać na koniec.
      ad 2) Brak decyzji o miejscach docelowego składowania odpadów wynika jedynie z braku decyzyjności sfery politycznej, która najzwyczajniej się boi. Strach jest siłą napędową, a wynika on z niewiedzy, lub brak chęci przyjęcia tej wiedzy za pewnik. Przerabianie odpadów też jest rozwiązanie, co pozwoli np. na wykorzystanie przytoczonej idei gospodarki cyrkulacyjnej.
      ad 3) Jeżeli analizę doboru lokalizacji odda się w ręce specjalistów, to jestem wręcz przekonany, że uwzględnione zostaną wszystkie kwestie związane z bezpieczeństwem – w tym możliwość podniesienia się poziomu morza.
      ad 4) Tak, część przychodów jest przekazywana do specjalnego funduszu, którego celem jest zabezpieczenie finansowania na fazę likwidacji oraz długoterminowego składowania odpadów.
      ad 5) Czy ktoś przejmuje się gospodarką cyrkulacyjną, gdy mówimy o OZE. Panele PV trzeba będzie poddać utylizacji po 15 latach, a jakoś ciężko znaleźć o tym wzmianki w dokumentach poszczególnych krajów UE (aczkolwiek jakoś usilnie nie szukałem nigdy). Energetyka jądrowa daje możliwość stosowania gospodarki cyrkulacyjnej, oczywiście o ile zostanie dobrze zaplanowana. Akurat w przypadku EJ, to właśnie patrzenie na kwestie składowania odpadów jest tutaj nieodzownym elementem budowania strategii rozwoju energetyki jądrowej – w przeciwieństwie do OZE lub często również węgla czy gazu. EJ jest wyjątkiem, ale akurat na plus. Jestem gorącym zwolennikiem wprowadzenia zasad analiz LCA np. przy kreowaniu polityki energetycznej. Niestety wciąż mamy do czynienia z patrzeniem tylko na emisje bezpośrednie, stąd też nie możliwie jest wręcz pokazanie korzyści płynących z gospodarki cyrkulacyjnej jest wręcz nie możliwe.
      ad 6) OZE i atom mają się uzupełniać a nie wykluczać – wtedy będziemy mogli mówić o bezpieczeństwie z prawdziwego zdarzenia (w tym również bezpieczeństwa dostaw po przyzwoitych kosztach i z odpowiednią niezawodnością). A co do działań wojennych, to osobiście wydaje mi się, że jest mniejsza szansa na atak ze strony sąsiada na obiekt jądrowy, bo skutki mogą dotknąć również jego. Procedury bezpieczeństwa i same zabezpieczenia przy atakach fizycznych były, są i będą.

    • [quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

      ręce opadają…

      • [quote name=”Mattt”][quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

        ręce opadają…[/quote]
        Rączki wyżej Kloss, wyżej

        • [quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

          ręce opadają…[/quote]
          Rączki wyżej Kloss, wyżej[/quote]

          Nie ze mną takie numery Bruner 🙂

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

            ręce opadają…[/quote]
            Rączki wyżej Kloss, wyżej[/quote]

            Nie ze mną takie numery Bruner :)[/quote]
            Stawka większa niż życie idealnie oddaje współczesną sytuację w Polsce- Polacy jako ruscy agenci walczący z niemcami. Miodzio.

          • [quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

            ręce opadają…[/quote]
            Rączki wyżej Kloss, wyżej[/quote]

            Nie ze mną takie numery Bruner :)[/quote]
            Stawka większa niż życie idealnie oddaje współczesną sytuację w Polsce- Polacy jako ruscy agenci walczący z niemcami. Miodzio.[/quote]

            Ja pierdzielę… następny 😀
            Pewnie przejawem tej agentury jest zdecydowany sprzeciw wobec Nord Stream…
            Nie ma „Ruskich i Niemców” są tylko interesy

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Bruner”][quote name=”Mattt”][quote name=”Ewa Sufin-Jacquemart”]6) Wobec militaryzacji kraju i prowojennej polityki rządu [/quote]

            ręce opadają…[/quote]
            Rączki wyżej Kloss, wyżej[/quote]

            Nie ze mną takie numery Bruner :)[/quote]
            Stawka większa niż życie idealnie oddaje współczesną sytuację w Polsce- Polacy jako ruscy agenci walczący z niemcami. Miodzio.[/quote]

            Ja pierdzielę… następny 😀
            Pewnie przejawem tej agentury jest zdecydowany sprzeciw wobec Nord Stream…
            Nie ma „Ruskich i Niemców” są tylko interesy[/quote]
            Taaa, a jak pan wyjaśni rewelacje o nazistowskich korzeniach OZE? interes czy głupota?

    • To są jakieś żarty co niektórzy tu pisza? Proszę poczytać o fotowoltaice i energetyce wiatrowej! Wydajność energetyki słonecznej jest na poziomie ok 1000 godzin rocznie! To jest niewiele ponad 10%. Wydajność w polskich warunkach wiatraków średnio 17% rocznie.
      Tymczasem energetyka jądrowa to wydajność (dane amerykańskie) ok 92% rocznie.
      Piszecie ze spadają koszty urządzeń! Owszem ale przy energetyce wiatrowej np trzeba sieci przesyłowe dostosowywać do obciążeń 5 razy większych niż średnia moc wydzielona w ciągu roku!
      OZE bezwzglednie wymagają wsparcia źródeł konwencjonalnych głównie gazowych bo te są najbardziej elastyczne jeśli chodzi o nagle skoki mocy! Tyle ze energia z elektrowni gazowych jest bardzo droga. Tym bardziej ze u nas zależne byłoby to od importowanego gazu.
      Dane mówiące o kosztach niemieckiej rewolucji energetycznej rzędu 28 mld euro rocznie pochodzą zz niemieckiej prasy. Tylko trzeba ja czytać!
      Co do kwestii kosztów energetyki jądrowej! Czy w jakimkolwiek innym przemyśle każe się budować kopuły wytrzymujace uderzenie samolotu pasażerskiego? A w energetyce jądrowej lll generacji jest taki wymóg!Osiągnięte dawki promieniowania w energetyce jądrowej są duzobnizsze od tła naturalnego! Przykładowo tło naturalne w Zakopanem to 0,28 mSv (milisivert) na rok. W Gdansku 0,14 MSV na rok. A w pobliżu elektrowni jądrowej jest ok 1 mSv ale nie na rok a na cale przeciętne ludzkie życie! Osiągnięcie tego tez musiało kosztowac.
      Można w nieskonczonosc mnożyć systemy bezpieczeństwa tylko po co? By podnosić koszty i czynić dana technologie nieopłacalna tak na sile bo stanowi konkurencje na rynku? A tak się robi. Bo zwalczają ja lobbysci OZE i od paliw stałych! To jest mentalność osiedlowego sklepikarza który zawsze będzie twierdził ze jego sklep na osiedlu wystarczy i żadnego innego nie trzeba.
      Co do odpadów to z elektrowni jądrowej 1000 MW jest ich ok 30 ton rocznie. Ale objętościowo to nieco mniej niż 2 metry sześcienne. Najpierw ok 5 do 10 lat przechowywane w basenie na terenie elektrowni potem w ołowianych pojemnikach ew. zatopione w szkle przechowywane na skladowisku odpadów. W Polsce jest takie w okolicach Różana Pln Mazowsze! Wymaga rozbudowy.
      Porownajmy ta ilość odpadów z elektrownia węglowa 1000 MW. Tam jest ich 2,5 miliona ton rocznie, leżą nie zabezpieczone na hałdach kolo elektrowni. Jest tam cala tablica Mendelejewa w tym i promieniotwórcze!
      Polska ma uran np w rejonie Mierzei Wiślanej, na Podlasiu, w Sudetach. Ale dziś jest tak tani ze przy jednej elektrowni opłaca się go sprowadzić. Maja go USA, Kanada, Australia, Kazachstan, RPA, Niger, Rosja a nawet trochę jest w Czechach. Nie ma z nim żadnego problemu. Dodam ze w elektrowniach czwartej generacji na neutrony predkie wykorzystywane będą odpady z istniejących elektrowni jądrowych!

      • Prostuje swoja pomyłkę w przypadku wiatraków i en słonecznej a także atomu chodzi o roczny stopień wykorzystania mocy. Nie o wydajność!

  10. [quote name=”Atomek”] Problem chyba w tym że technologia pozyskiwania energii z atomu przestała się rozwijać zgodnie z oczekiwaniami, a ten rozwój miał iść w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa i ograniczyć problem odpadów. Biorąc pod uwagę nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych jak i wspomniany problem z odpadami, postanowiono podziękować tej technologii. Proszę też zwrócić na trudne do oszacowania na etapie projektu koszta takiej instalacji. Prościej wygenerować nadwyżkę mocy w bezpiecznym OZE i wymusić rozwój magazynów energii, co właśnie ma miejsce.[/quote]
    Czyli wyzwania technologiczne i społeczne po stronie OZE są okey i będziemy nad nimi pracować, natomiast po stronie np. atomu to już sobie podziękujemy? Zaprzestanie rozwoju danej technologii, lub jej gwałtowny rozwój są chyba dzisiaj raczej pochodnymi decyzji politycznych i nacisków różnych grup społecznych (przekładających się ostatecznie na wsparcie finansowe) niż wiedzy i doświadczenia. OZE jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ale jakoś nie potrafię przeboleć odkładania obiecującej technologii (której dużo zawdzięczamy) na półkę z powodów ideologicznych.

    • [quote name=”Paweł_Gładysz”][quote name=”Atomek”] Problem chyba w tym że technologia pozyskiwania energii z atomu przestała się rozwijać zgodnie z oczekiwaniami, a ten rozwój miał iść w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa i ograniczyć problem odpadów. Biorąc pod uwagę nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych jak i wspomniany problem z odpadami, postanowiono podziękować tej technologii. Proszę też zwrócić na trudne do oszacowania na etapie projektu koszta takiej instalacji. Prościej wygenerować nadwyżkę mocy w bezpiecznym OZE i wymusić rozwój magazynów energii, co właśnie ma miejsce.[/quote]
      Czyli wyzwania technologiczne i społeczne po stronie OZE są okey i będziemy nad nimi pracować, natomiast po stronie np. atomu to już sobie podziękujemy? Zaprzestanie rozwoju danej technologii, lub jej gwałtowny rozwój są chyba dzisiaj raczej pochodnymi decyzji politycznych i nacisków różnych grup społecznych (przekładających się ostatecznie na wsparcie finansowe) niż wiedzy i doświadczenia. OZE jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ale jakoś nie potrafię przeboleć odkładania obiecującej technologii (której dużo zawdzięczamy) na półkę z powodów ideologicznych.[/quote]
      Wygląda na to że trafnie pan to zdiagnozował. Atom, podobnie jak węgiel miały szansę ale nic z tego nie wyszło – rewolucyjne rozwiązania pozostały tylko w fazie eksperymentów i koncepcji. Może kiedyś się do nich wróci, podobnie jak renesans obecnie przeżywają pojazdy elektryczne po 100 latach dominacji pojazdów spalinowych. Nie ma nad czym płakać, to normalne. Dziwi tylko upór naszych władz, walka z trendem może nas sporo kosztować.

  11. W Państwa komentarzach jest za dużo polityki a za mało „cash flow”.
    Rozwój OZE w EU, a zwłaszcza w DE, a u nas w PL 5600 MW farm wiatrowych i ok. 200 MW PV zmieniły warunki brzegowe funkcjonowania elektrowni konwencjonalnych.
    W oparciu o dane:
    Model optymalnego miksu energetycznego dla Polski do roku 2060
    Wersja 3.0, Departament Analiz Strategicznych, luty 2015
    oraz
    w oparciu o dane giełdowe, http://www.powernext.com, oraz ostatnie doniesienia o cenach węgla energetycznego w PL oraz
    o moje doświadczenie zawodowe,
    pozwoliłem sobie oszacować koszt produkcji energii (LCOE) z poszczególnych nowych elektrowni w funkcji wskaźnika wykorzystania mocy tych elektrowni przed rewolucją OZE oraz po . Oto wyniki:

    Ele. na węgiel kamienny przed OZE: 64EUR/MWh, 63% wskaźnik wykorzystania mocy, bez kosztu CO2, cena węgla rośnie od dzisiejszej o 0,5% co roku.

    Po OZE węgiel kamienny: 75,6 EUR/MWh, 46% wskaźnik wyk. mocy.

    Ele. na węgiel brunatny przed OZE: 48 EUR/MWh, 68% wsk. wykorzystani mocy, bez kosztu CO2, cena węgla brunatnego od ceny dzisiejszej rośnie o 0,5% co roku w stosunku od roku bazowego.

    Węgiel brunatny po OZE: 57,5 EUR/MWh, wykorzystanie mocy 52%.

    Elektrownia gazowa w DE przed OZE (mają dużo tańszy gaz!, przez niemiecki hub gazowy przepływa 1800 TWh/a) 67,5 EUR/MWh, wykorzystanie mocy 40%, cena gazu rośnie 0,05% co roku w stosunku do roku bazowego, bez kosztów CO2

    Elektrownia gaz. po OZE: 76,2 EUR/MWh, wyk. mocy 28,54%

    EJ przed OZE: 87,3 EUR/MWh (UK daje FR 101,5 EUR/MWh przez 35 lat i jakoś nie są zadowoleni z tego! Ale u nas będzie taniej 🙂 ) wskaźnik wykorzystania mocy 80%, cena paliwa rośnie 0,5% co roku w stosunku do roku bazowego.

    EJ po OZE: 120 EUR/MWh, wskaźnik wykorzystania mocy 57%!

    Dodam jeszcze, że do tej sprzed OZE trzeba dodać 17,16 zł/MWh za składowanie odpadów, jeśli zbudujemy 6000 MW EJ i wskaźnik wykorzystania mocy będzie wynosić 85%! Jeśli mniej to proporcjonalnie więcej. Te ostatnie dane zaczerpnięte są z uzasadnienia do „rozporządzenia w sprawie wysokości wpłaty na pokrycie kosztów krańcowego postępowania z wypalonym paliwem jądrowym i podpadami ……” google znajdzie.

    Ponadto samo wybudowanie 6000 MW EJ i wykorzystywanie ich w 85% ich możliwości sprawi, że elektrownie węglowe będą jeszcze mniej godzin w roku pracować i ich koszty jednostkowe jeszcze bardziej wzrosną!

    Zatem EJ jest bezkonkurencyjnie najdroższa! I jeśli zostanie optymistycznie zbudowana za 10 lat, to NIE osiągnie współczynnika wykorzytania mocy na poziomie 80%! Myślę, że musimy poczekać na na małe modularne reaktory jądrowe, bo te obecne elektrownie gen 3 i gen 3+ są za drogie, nie są zoptymalizowane na wielokrotne i szybkie zmiany obciążenia i są przede wszystkim wolne w budowie!
    W US obecnie 2 EJ na które wydano już mld.USD zostały zarzucone!
    https://thinkprogress.org/u-s-nuclear-plants-bleeding-cash-c794e4142597/
    My jak na razie wydaliśmy 180 mln.PLN i na tym bym tę imprezę zakończył, no chyba, że chcemy się upić, zarzygać i leczyć przez tydzień kaca!

  12. W komentarzach – jak zwykle przy okazji dyskusji o energii z uranu – pełno wątpliwości co do dostępności uranu, składowania odpadów przez tysiące lat, możliwości katastrofy. Dodałbym zagrożenie terrorystyczne, niebezpieczeństwo produkcji plutonu itd. Parę razy na tym portalu wspominałem o energii atomowej z toru Th-232. Wspomnę jeszcze raz, ponieważ wiele sygnałów wskazuje na to, że stoimy u progu nowej ery w energetyce, w której panować będą nowe potęgi gospodarcze – Chiny i Indie. Ta nowa era to reaktory torowe na ciekłych solach fluoru – LFTR (Liquid Fluoride Thorium Reactor).

    Tor Th-232 to nieprzebrane źródło czystej energii (jako materiał paliworodny w reaktorze uruchomionym U-233 lub U-235) , z ponad 100 razy mniejszą ilością odpadów radioaktywnych i do tego mniej aktywnych. Reaktor LFTR oprócz bezpieczeństwa zapewni odporność na wstrząsy tektoniczne, brak chłodzenia i ataki terrorystyczne.

    Tor Th-232 jako wsad paliworodny bije na głowę uran U-235, jest go więcej, jest tańszy, nie jest promieniotwórczy. Th-232 do przemiany na paliwo jądrowe potrzebuje neutronu termicznego:
    232Th(n) → 233Th(β−,22 min) → 233Pa(β−, 27 dni) → 233U

    Rozszczepialny uran U-233 jest już paliwem, ale dającym mniej aktywne odpady i praktycznie uniemożliwiającym produkcję bojowego plutonu Pu-239.

    Konstrukcja LFTR nie wymaga wysokiego ciśnienia i wody (dopiero w drugim obiegu, ale może to być też gaz obojętny), wybuchowego sodu czy monstrualnych osłon. Konstrukcja zapewnia pełne bezpieczeństwo bierne, elastyczność w sieci (współpraca z OZE), reaktory LFTR będzie można konstruować w wielkościach od 100 do 1000 MW, zaspokajając lokalne zapotrzebowanie , bez strat w przesyle na duże odległości.

    Chiny stworzyły w 2011 instytut z 700 naukowcami i być może w ciągu 20 lat zbudują w pełni funkcjonalne LFTR. Najpierw kopiują eksperymentalny MSR z Oak Ridge (USA) z lat sześćdziesiątych, na bazie odtajnionej właśnie dokumentacji, potem zbudują mały LFTR i elektrownię do 2030. Indie pracują nad wykorzystaniem toru w reaktorach typu Candu, które już sami konstruują. Programy badawcze uruchamiają również inne państwa (np. Norwegia i Australia).

    Co w kierunku konstrukcji reaktorów LFTR robi Europa?.

    Dotacje unijne nie uwzględniają projektu LFTR . Francja ma koncepcję reaktora torowego – „projekt MSFR”, ale zdaniem Francuzów ta technologia może być wdrażana dopiero po 2050 roku. Czyli za 30 lat! Przypomnę, że Project Manhatan zrealizował projekty reaktorów i bomb (plutonowej i uranowej) w 4 lata, a Apollo zrealizowano w 9 lat.

    Niewykluczone, że to właśnie Francja BLOKUJE ideę LFTR (MSFR) . Brzmi to jak populistyczna narracja, ale po prostu ich przemysł jądrowy ciągle realizuje zyski z reaktorów uranowo-plutonowych, z produkcji prętów paliwowych i składowania odpadów. Tymczasem tor można dodawać do reaktora w postaci soli fluorowej, bez udziału producenta reaktora.

    Ideę reaktora torowego blokują też kartele węgiel-gaz-ropa , jako tańsze i niewyczerpane źródło energii, bez możliwości kontroli źródeł surowców. Tor Th-232 jest wszędzie, dosłownie pod naszymi nogami. Również nukleonicy, naukowcy i inżynierowie przywiązani do „klasycznego” uranu i klasycznych rozwiązań, które znają, są niechętni technologii opartej na torze.

    Ale zalety LFTR bronią się same:
    – Th-232 na Ziemi jest 4 razy więcej niż uranu (U-238 + U-235) – występuje nawet w Polsce jako odpad kopalniany;

    – tor Th-232 w reaktorze wypalany jest w 99%, uran w cyklu uranowo-plutono wym tylko ok. 0,7 % (czyli ponad 100 razy {100x} mniej odpadów, do tego krócej aktywnych);

    – spalenie w LFTR 1 tony toru Th-232 odpowiada 35 tonom wzbogaconego uranu (czyli 250 ton wydobytego), a to równoważnik 4 mln ton węgla (czyli miliony ton CO2 do atmosfery mniej );

    – bezpieczeństwo bierne zapewnione przez prawa fizyki – wraz ze wzrostem temperatury rdzenia ponad poziom temperatury eksploatacyjnej reaktor ciekłosolny sam się zatrzymuje; nawet gdyby temperatura jeszcze wrosła, to ciekły rdzeń roztopi chłodzony korek i zleje się grawitacyjnie do bezpiecznych kadzi;;

    – zwarta konstrukcja, skalowalność, elastyczność mocy (usuwanie trucizny reaktorowej Xe-135 na bieżąco), praca bez przerw na doładowanie paliwa, czyli pewna współpraca z OZE.

    Same zalety, dlaczego nie buduje się reaktorów torowych?

    Eksperymentalny reaktor MSR o mocy cieplnej 8 MW – wykorzystujący U-235 rozpuszczony w gorących solach fluoru – działał z powodzeniem w USA (1965 – 1969) w Oak Ridge. W następnym etapie planowano uruchomienie MSR zainicjowanego U-235, ale pracującego już na Th-232 przetwarzanym na rozszczepialny U-233.

    Projekt powstał na bazie koncepcji Alvina M. Weinberga (twórca BWR) i Tellera (twórca bomby wodorowej). Reaktor torowy nie może jednak produkować plutonu Pu-239 do bomb atomowych (tylko śladowe ilości) i tym samym jest bezużyteczny dla wojska. Wojsko straciło zainteresowanie , a ponieważ Weinberg twierdził, że MSR to przyszłość energetyki, to Nixon pod naciskiem wojska zamknął projekt, a Weinberga usunął z Oak Ridge.

    Tak pogrzebano tanią energię dla ludzkości na ponad 50 lat.

    • [quote name=”Thor”]W komentarzach – jak zwykle przy okazji dyskusji o energii z uranu – pełno wątpliwości co do dostępności uranu, składowania odpadów przez tysiące lat, możliwości katastrofy. Dodałbym zagrożenie terrorystyczne, niebezpieczeństwo produkcji plutonu itd. Parę razy na tym portalu wspominałem o energii atomowej z toru Th-232. Wspomnę jeszcze raz, ponieważ wiele sygnałów wskazuje na to, że stoimy u progu nowej ery w energetyce, w której panować będą nowe potęgi gospodarcze – Chiny i Indie. Ta nowa era to reaktory torowe na ciekłych solach fluoru – LFTR (Liquid Fluoride Thorium Reactor).

      Tor Th-232 to nieprzebrane źródło czystej energii (jako materiał paliworodny w reaktorze uruchomionym U-233 lub U-235) , z ponad 100 razy mniejszą ilością odpadów radioaktywnych i do tego mniej aktywnych. Reaktor LFTR oprócz bezpieczeństwa zapewni odporność na wstrząsy tektoniczne, brak chłodzenia i ataki terrorystyczne.

      Tor Th-232 jako wsad paliworodny bije na głowę uran U-235, jest go więcej, jest tańszy, nie jest promieniotwórczy. Th-232 do przemiany na paliwo jądrowe potrzebuje neutronu termicznego:
      232Th(n) → 233Th(β−,22 min) → 233Pa(β−, 27 dni) → 233U

      Rozszczepialny uran U-233 jest już paliwem, ale dającym mniej aktywne odpady i praktycznie uniemożliwiającym produkcję bojowego plutonu Pu-239.

      Konstrukcja LFTR nie wymaga wysokiego ciśnienia i wody (dopiero w drugim obiegu, ale może to być też gaz obojętny), wybuchowego sodu czy monstrualnych osłon. Konstrukcja zapewnia pełne bezpieczeństwo bierne, elastyczność w sieci (współpraca z OZE), reaktory LFTR będzie można konstruować w wielkościach od 100 do 1000 MW, zaspokajając lokalne zapotrzebowanie , bez strat w przesyle na duże odległości.

      Chiny stworzyły w 2011 instytut z 700 naukowcami i być może w ciągu 20 lat zbudują w pełni funkcjonalne LFTR. Najpierw kopiują eksperymentalny MSR z Oak Ridge (USA) z lat sześćdziesiątych, na bazie odtajnionej właśnie dokumentacji, potem zbudują mały LFTR i elektrownię do 2030. Indie pracują nad wykorzystaniem toru w reaktorach typu Candu, które już sami konstruują. Programy badawcze uruchamiają również inne państwa (np. Norwegia i Australia).

      Co w kierunku konstrukcji reaktorów LFTR robi Europa?.

      Dotacje unijne nie uwzględniają projektu LFTR . Francja ma koncepcję reaktora torowego – „projekt MSFR”, ale zdaniem Francuzów ta technologia może być wdrażana dopiero po 2050 roku. Czyli za 30 lat! Przypomnę, że Project Manhatan zrealizował projekty reaktorów i bomb (plutonowej i uranowej) w 4 lata, a Apollo zrealizowano w 9 lat.

      Niewykluczone, że to właśnie Francja BLOKUJE ideę LFTR (MSFR) . Brzmi to jak populistyczna narracja, ale po prostu ich przemysł jądrowy ciągle realizuje zyski z reaktorów uranowo-plutonowych, z produkcji prętów paliwowych i składowania odpadów. Tymczasem tor można dodawać do reaktora w postaci soli fluorowej, bez udziału producenta reaktora.

      Ideę reaktora torowego blokują też kartele węgiel-gaz-ropa , jako tańsze i niewyczerpane źródło energii, bez możliwości kontroli źródeł surowców. Tor Th-232 jest wszędzie, dosłownie pod naszymi nogami. Również nukleonicy, naukowcy i inżynierowie przywiązani do „klasycznego” uranu i klasycznych rozwiązań, które znają, są niechętni technologii opartej na torze.

      Ale zalety LFTR bronią się same:
      – Th-232 na Ziemi jest 4 razy więcej niż uranu (U-238 + U-235) – występuje nawet w Polsce jako odpad kopalniany;

      – tor Th-232 w reaktorze wypalany jest w 99%, uran w cyklu uranowo-plutono wym tylko ok. 0,7 % (czyli ponad 100 razy {100x} mniej odpadów, do tego krócej aktywnych);

      – spalenie w LFTR 1 tony toru Th-232 odpowiada 35 tonom wzbogaconego uranu (czyli 250 ton wydobytego), a to równoważnik 4 mln ton węgla (czyli miliony ton CO2 do atmosfery mniej );

      – bezpieczeństwo bierne zapewnione przez prawa fizyki – wraz ze wzrostem temperatury rdzenia ponad poziom temperatury eksploatacyjnej reaktor ciekłosolny sam się zatrzymuje; nawet gdyby temperatura jeszcze wrosła, to ciekły rdzeń roztopi chłodzony korek i zleje się grawitacyjnie do bezpiecznych kadzi;;

      – zwarta konstrukcja, skalowalność, elastyczność mocy (usuwanie trucizny reaktorowej Xe-135 na bieżąco), praca bez przerw na doładowanie paliwa, czyli pewna współpraca z OZE.

      Same zalety, dlaczego nie buduje się reaktorów torowych?

      Eksperymentalny reaktor MSR o mocy cieplnej 8 MW – wykorzystujący U-235 rozpuszczony w gorących solach fluoru – działał z powodzeniem w USA (1965 – 1969) w Oak Ridge. W następnym etapie planowano uruchomienie MSR zainicjowanego U-235, ale pracującego już na Th-232 przetwarzanym na rozszczepialny U-233.

      Projekt powstał na bazie koncepcji Alvina M. Weinberga (twórca BWR) i Tellera (twórca bomby wodorowej). Reaktor torowy nie może jednak produkować plutonu Pu-239 do bomb atomowych (tylko śladowe ilości) i tym samym jest bezużyteczny dla wojska. Wojsko straciło zainteresowanie , a ponieważ Weinberg twierdził, że MSR to przyszłość energetyki, to Nixon pod naciskiem wojska zamknął projekt, a Weinberga usunął z Oak Ridge.

      Tak pogrzebano tanią energię dla ludzkości na ponad 50 lat.[/quote]

      Reaktorów LFTR nie można kupić na rynku! Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie można je kupić i za ile! Pisanie, że energia w nich produkowana będzie tania, to tak jakby napisać, że energia z ITERa będzie tania!!!

      Nie mają i nie będą mieć one wpływu na naszą politykę energetyczną przez minimum kolejne 20-30 lat! Zatem po co zamieszcza Pan zarys działania tych reaktorów pod artykułem na temat budowy PWR w PL?

      • [quote name=”Energetyk PM2″][quote name=”Thor”](…)wiele sygnałów wskazuje na to, że stoimy u progu nowej ery w energetyce, w której panować będą nowe potęgi gospodarcze – Chiny i Indie.
        (…)
        Tor Th-232 to nieprzebrane źródło czystej energii (jako materiał paliworodny w reaktorze uruchomionym U-233 lub U-235) , z ponad 100 razy mniejszą ilością odpadów radioaktywnych i do tego mniej aktywnych.
        (…)
        Tor Th-232 jako wsad paliworodny bije na głowę uran U-235, jest go więcej, jest tańszy, nie jest promieniotwórczy. (…)

        Konstrukcja LFTR nie wymaga wysokiego ciśnienia i wody (dopiero w drugim obiegu, ale może to być też gaz obojętny), wybuchowego sodu czy monstrualnych osłon. Konstrukcja zapewnia pełne bezpieczeństwo bierne, elastyczność w sieci (współpraca z OZE), reaktory LFTR będzie można konstruować w wielkościach od 100 do 1000 MW, zaspokajając lokalne zapotrzebowanie , bez strat w przesyle na duże odległości.
        (…)
        Tymczasem tor można dodawać do reaktora w postaci soli fluorowej, bez udziału producenta reaktora.
        (…)
        Również nukleonicy, naukowcy i inżynierowie przywiązani do „klasycznego” uranu i klasycznych rozwiązań, które znają, są niechętni technologii opartej na torze.
        [/quote]

        Reaktorów LFTR nie można kupić na rynku! Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie można je kupić i za ile! Pisanie, że energia w nich produkowana będzie tania, to tak jakby napisać, że energia z ITERa będzie tania!!!

        Nie mają i nie będą mieć one wpływu na naszą politykę energetyczną przez minimum kolejne 20-30 lat! Zatem po co zamieszcza Pan zarys działania tych reaktorów pod artykułem na temat budowy PWR w PL?[/quote]
        Dziękuję za pytanie, faktycznie trafiające w .
        Przez wiele lat byłe zwolennikiem budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Kilka lat temu zszokowały mnie kulisy zarzucenia energi z toru Th-232 na rzecz U-235. Zadecydowali politycy i wojskowi obu mocarstw atomowych, opętani szleństwem budowania bomb plutonowych i obiektów z tym związanych.

        Dlatego trzeba o tym mówić, uświadamiać, że jest czystsza alternatywa pozyskiwania energi z rozszczepienia jąder atomów, przekonyać kolejnych ludzi, również naukowców i inżynierów atomistyki. To oni są najbardziej niechętni, śą świadomi alternatywy, ale niechętni do zmian, do porzucenia całego dorobku życia. Wiem co mówią niektórzy wykładowcy na wykładach PW MEiL – przekazują niechęć do energii z Th-232 studentom, któzy temu ulegają. Przykre, bo oczekiwalibyśmy kształtowania otwartych umysłów.

        Proszę zajrzeć do ekspertyz polskich naukowcó na temat pozyskiwania energii z toru – nie opłaca się, nie wiadomo, po co, za trudne.

        Tymczasem tor jest wszędzie. Na plaży, w ogródku, przede wszystkim na chałdach popiołu przy elektrowniach. Cztery razy więcej niż uranu, sto razy większa wydajność.

        Energia z Th-232 będzie tańsza ze względu na:
        – powszechność zasobów toru na świecie,
        – brak przetwarzania paliwa do postaci prętów paliwowych,
        – zwarta konstrukcja reaktora,
        – bezpieczeństwo bierne zapewnione przez prawa fizyki,
        – mniej odpadów do przechowywania, do tego mniej aktywnych,
        – możliwość przepalania odpadów z elektrowni uranowo-plutonowych,
        – produkcja cennego palladu,
        – dobra współpraca z OZE,
        to niektóre z czynników, które uczynią energię z toru znacznie tańszą od wszystkich pozostałych źródeł. Ocenia się, że będzie to 35 do 45 % obecnych cen z elektrowni węglowej.

        Technologia LFTR jest prostsza w założeniu. Problem to nowe materiały odporne na fluor i promieniowanie oraz oddzielanie protaktynu Pa-233 w kontrukcji dwucieczowej reaktora. Ale ile problemów rozwiązano budując pierwsze reaktory albo rakietę Saturn? Potrzebna jest decyzja polityczna i przekonanie opinii publicznej, szczególnie tej „zielonej”.

        I na koniec. Czesi podpisali umowę z USA, które przekazały sole fluoru z Oak Ridge i badają materiały na nie odporne. Norwegowie testują reaktor na Th-232 jako paliwem stałym, nam proponowali współprace – odrzuciliśmy. Interesują się Th-232 Turcja, Indonezja, Australia, Kanada. No i oczywiście Indie i Chiny. Konsorcjum Flibe (USA) projektuje reaktor LFTR dla wojska – tam mają mniej obostrzeń niż energetyka cywilna. Moim zdaniem pierwszy reaktor jądrowy na Marsie to będzie właśnie LFTR.

        Dlatego trzeba pisać i rozmawiać o energii z Th-232. Nie warto w Polsce inwestować w uranowe kloce bez perspektyw, bo zostaniemy z nimi na lata, gdy państwa rozwinięte będą czerpały energię z Th-232. Znacznie tańszą niż z uranu czy węgla. Chyba, że marzy się nam produkcja plutonu do bomb. No tak, LFTR nie nadaje się do tego.

  13. U jednego zz dyskutantow znalazłem wyliczenia cen energii z poszczególnych źródeł. Są one bledne. W przypadku atomu roczny stopień wykorzystania mocy nie jest na poziomie 57% jak podał tylko ok 90%. Przykładowo francuski EPR ma w ciągu 18 miesięcy pracy przerwę ok 40 dni. Jest to wymiana paliwa, drobne prace remontowe. A czy przy kosztach OZE uwzględnione zostały koszty dostosowania sieci do przenoszenia obciążeń 5 razy większych niż średnia moc osiągana w ciągu roku? Albo koszty rezerwy wirującej w elektrowniach gazowych gotowych w każdej chwili do radykalnego zwiększenia mocy? Smiem wątpić. Dla węgla nie podano kosztów zewnętrznych i kosztów dotacji do jego wydobycia które w takiej czy innej formie w Polsce istnieją!
    Koszt energii jest suma kosztów inwestycyjnych, zewnętrznych (zniszczenia środowiska) oraz eksploatacji. W tych dwóch ostatnich atom bije na głowę węgiel ww pierwszym i drugim deklasuje OZE! Proszę pamiętać ze elektrownia atomowa pracuje przeszło 60 lat, wiatraki najwyżej 25 potem trzeba je rozebrać! Tego kosztu nie uwzględnia cena energii z nich. A przeciwnie. Koszt energii z atomu uwzględnia dziś koszt rozebrania elektrowni aż do posadzenia trawy w tym miejscu. W przypadku lansowanego w Polsce ostatnio węgla brunatnego krajobraz nigdy nie powróci do poprzedniego stanu szkody z odkrywek są nieodwracalne!

    • [quote name=”Jerzy Lipka”]U jednego zz dyskutantow znalazłem wyliczenia cen energii z poszczególnych źródeł. Są one bledne. W przypadku atomu roczny stopień wykorzystania mocy nie jest na poziomie 57% jak podał tylko ok 90%. Przykładowo francuski EPR ma w ciągu 18 miesięcy pracy przerwę ok 40 dni. Jest to wymiana paliwa, drobne prace remontowe.
      A czy przy kosztach OZE uwzględnione zostały koszty dostosowania sieci do przenoszenia obciążeń 5 razy większych niż średnia moc osiągana w ciągu roku? Albo koszty rezerwy wirującej w elektrowniach gazowych gotowych w każdej chwili do radykalnego zwiększenia mocy? Smiem wątpić. Dla węgla nie podano kosztów zewnętrznych i kosztów dotacji do jego wydobycia które w takiej czy innej formie w Polsce istnieją! [/quote]
      Jest Pan bardzo stronniczy. Dobowe zapotrzebowanie na moc w Polsce zmienia się np.: z 14 GW w nocy do 24 GW w dzień! Zatem dlaczego zakłada Pan, że EJ ma pracować non stop? Aaa wiem, bo są drogie w budowę ale mają małe koszty zmienne i żeby miały szansę się spłacić, to mają pracować non stop! I rozumiem, że elektrownie węglowe i gazowe bilansują zapotrzebowanie dzienne i to jest za darmo! W swoich obliczeniach pokazałem tylko koszt energii w zależności od stopnia wykorzystania mocy!

      [quote name=”Jerzy Lipka”]
      Koszt energii jest suma kosztów inwestycyjnych, zewnętrznych (zniszczenia środowiska) oraz eksploatacji. W tych dwóch ostatnich atom bije na głowę węgiel ww pierwszym i drugim deklasuje OZE! Proszę pamiętać ze elektrownia atomowa pracuje przeszło 60 lat, wiatraki najwyżej 25 potem trzeba je rozebrać! Tego kosztu nie uwzględnia cena energii z nich. A przeciwnie. Koszt energii z atomu uwzględnia dziś koszt rozebrania elektrowni aż do posadzenia trawy w tym miejscu. W przypadku lansowanego w Polsce ostatnio węgla brunatnego krajobraz nigdy nie powróci do poprzedniego stanu szkody z odkrywek są nieodwracalne![/quote]

      Oczywiście, że koszty rozbiórki el. wiatrowych są zawarte w cenie sprzedaży energii elektrycznej.
      Koszty zewnętrzne el. węglowych nie są w pełni uwzględnione w kosztach energii, tu się zgadzamy. Już dziś żeby to naprawić nałożony został podatek od emisji CO2. Obecnie wynosi on 4-5 EUR/t CO2. Podatek ten ma rosnąć i wynosić ok. 7 w 2020, 25 EUR w 2030. Różne słyszy się głosy. Jeśli rozbudowa sieci, która za względu na wiek obecnej i tak jest konieczna, tak Pana martwi, to moim zdaniem większym zmartwieniem są odpady promieniotwórcze z EJ. Raz się Pana pytałem i odpowiedzi oczywiście od Pana nie uzyskałem, proszę podać:

      miejsce składowania odpadów radioaktywnych niskoaktywnych i średnioaktywnych,

      miejsce składowania odpadów radioaktywnych wysokoaktywnych,

      koszt składowiska odpadów radioaktywnych niskoaktywnych i średnioaktywnych,

      oraz koszt składowiska odpadów radioaktywnych wysokoaktywnych.

      Jeśli chcemy poważnie rozmawiać o EJ, to musimy znać koszt i miejsce budowy EJ, koszty budowy i miejsca tych ww. składowisk. Poza tym EJ nie rozwiązują problemu bilansowania zapotrzebowania dziennego, czy sezonowego. Jeśli szukamy elektrowni, co ma pokrywać zapotrzebowanie podstawowe, to też nie EJ, bo są za drogie! Albo wejdą na rynek tanie modularne reaktory jądrowe albo elektrownie jądrowe ze względów ekonomicznych nie będą budowane.

      • Dziś miejscem składowania odpadów z reaktora Maria w Świerku jest Różan ok 20 km od Ostrołęki! Wymagać będzie rozbudowy lub zbudowania nowego ale to i tak nas czeka ze wzgledu na czynny reaktor Maria. Odpady z EJ 1000 MW to rocznie ok 30 ton (jakieś 1,5 metra sześciennego) są to razem wysoko, średnio i nisko radioaktywne. Najpierw przechowywane 5 do 10 lat w basenie na terenie elektrowni potem w ołowianych pojemnikach lub zatopione w szkle na skladowisku. Nie są to stricte odpady ale paliwo dla przyszłych reaktorów lV generacji na neutrony predkie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: [email protected]