Menu
Patronat honorowy Patronage

EDF w końcu ruszy z budową Hinkley Point C?

Francuski koncern EDF  poinformował, że w czwartek 28 lipca rada nadzorcza firmy zajmie się m.in. ostateczną decyzją inwestycyjną w sprawie budowy elektrowni jądrowej Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii.

 

Francuski koncern EDF  poinformował, że w czwartek 28 lipca rada nadzorcza firmy zajmie się m.in. ostateczną decyzją inwestycyjną w sprawie budowy elektrowni jądrowej Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii.

Jeśli uchwała rady zapadnie 28 lipca, to zostanie powzięta wcześniej niż zapowiadano. Francuski koncern do niedawna utrzymywał, że podjęcie decyzji zaplanowano na wrzesień. Ton komunikatu, w którym EDF informuje o zwołaniu rady nadzorczej na 28 lipca sugeruje, że decyzja będzie pozytywna.  Podreśla, że Hinkley Point C jest znaczącym elementem strategii do 2030 r. „Dwa reaktory EPR pozwolą umocnić obecność EDF w Wielkiej Brytanii – kraju, w którym miejscowa filia EDF Energy eksploatuje już 15 reaktorów i jest dostawcą największego wolumenu energii” – czytamy w komunikacie.

Wylanie „pierwszego betonu” pod pierwszy blok HPC w połowie 2019 r. doskonale współgra z przewidzianym na koniec 2018 r. uruchomieniem reaktora EPR we Flamanville – głosi również komunikat.

Zdaniem jednego z naszych rozmówców z kręgów francuskiego przemysłu jądrowego, nie ma wątpliwości, że taki ton jest przygotowaniem gruntu pod ogłoszenie pozytywnej decyzji na wagę 18 mld funtów, bo taki jest dzisiejszy kosztorys projektu (bez kosztów finansowania). W przeszłości każdy krok w kierunku rozpoczęcia projektu skutkował spadkiem kursu akcji EDF na paryskiej giełdzie. Tak było i tym razem, ale już na następnej sesji akcje koncernu odrobiły straty.

Wzmianka o Flamanville może być ukłonem w kierunku potężnych związków zawodowych, które jeszcze kilka miesięcy temu energicznie sprzeciwiały się projektowi, obawiając się, że ogrom inwestycji
zagrozi całej, dość mocno zadłużonej firmie. Podobne obawy zgłaszali zresztą także inwestorzy i analitycy. Kierownictwo EDF poddało sprawę pod konsultacje z załogą, a 4 lipca najwyższa reprezentacja pracowników (zwana we Francji „komitetem centralnym przedsiębiorstwa”) ogłosiła swoje stanowisko. Głosi ono, że na podstawie dostępnych informacji nie da się wyrazić jasnej opinii. Ale jednoznacznego sprzeciwu nie zawiera.

Za ukłon w stronę związków można przyjąć wzmiankę o rozpoczęciu na serio budowy HPC dopiero po uruchomieniu EPR-a we Flamanville. Przed konsultacjami część związków postulowała odsunąć decyzję inwestycyjną do 2019 r., aby mieć pewność, że budowa we Flamanville wreszcie pomyślnie dobiegła końca.

Zapewne kierownictwo EDF oceniło, że przynajmniej na razie związkowcy nie będą próbować storpedować projektu, wokół którego zrobiono wcześniej całkiem sporo. Przede wszystkim brytyjski rząd uzyskał w Komisji Europejskiej zgodę na zastosowanie kontraktu różnicowego. Rząd dopłaci inwestorom jeśli hurtowa cena energii spadnie poniżej 92,5 funta za MWh. To prawie dwa razy więcej niż obecna cena, ale pamiętajmy, że elektrownia zacznie pracować w 2026 r. 

Co prawda Austria zaskarżyła zgodę Komisji do trybunałów UE , ale z drugiej strony Brexit powoduje, że Brytyjczycy i EDF ewentualnym niekorzystnym wyrokiem nie muszą się już specjalnie przejmować.

Jedną trzecią udziałów (dokładnie 33,5 proc.) w przedsięwzięciu – z błogosławieństwem rządu w Londynie – obejmie inwestor chiński – China General Nuclear Power Corporation (CGN). Co prawda zapowiadano, że zewnętrznych inwestorów, odciążających EDF, miało być więcej, ale francuski koncern zapewnia, że nadal szuka chętnych, choć chce zachować więcej niż 50 proc. Dopięto też kontrakty z czterema głównymi dostawcami usług i technologii.

Nie brakowało też kontrowersji wokół kosztów. Przeciwnicy atomu nagłaśniali fakt, że będą one o 15 proc. wyższe i sporo przekroczą 20 mld funtów, co miało wynikać z dokumentów samego EDF. Francuski koncern odpowiedział, że rzeczywiście, rezerwuje sobie opcję wzrostu kosztów o maksymalnie 15 proc., ale to jedynie działanie księgowe, bo w rzeczywistości nie przewiduje przekroczenia 18-to miliardowego budżetu. EDF zapewnia też, że harmonogram zakłada uruchomienie pierwszego bloku HPC w 115 miesięcy po podjęciu decyzji inwestycyjnej. Zakładając, że zapadnie ona z końcem lipca 2016, to reaktor byłby gotowy na początku 2026 r.

Rządy Davida Camerona zakładały rok 2025 jako ostateczny termin, który nie pogrzebie wieloletniej polityki energetycznej. Zgodnie z nią np. właśnie wtedy miałyby zakończyć żywot ostatnie elektrownie węglowe. Trudno sobie wyobrazić, że Cameron nie naciskał Francuzów.

Podejście „pobrexitowego” gabinetu Theresy May może się zbytnio nie różnić. Co prawda dzisiejsza minister środowiska Andrea Leadsom, jeszcze przed referendum ws. Brexitu i zmianą rządu, zachęcała operatorów elektrowni węglowych do poszukiwania formuł, w których siłownie te mogłyby działać po 2025 r. Z ujawnionych stenogramów tych spotkań wynikało np., że Leadsom w kółko mówiła o „niesłabnącej” roli węgla. Z drugiej strony w pierwszych opiniach o nowym rządzie sugeruje się, że może on mocniej wspierać atom i gaz kosztem dotacji na OZE.

Na początku lipca przez brytyjską prasę przetoczyła się znowu dyskusja na temat kosztów Hinkley Point. Departament Energii i Klimatu ujawnił, że według najnowszych prognoz całkowity koszt elektrowni (tzw. Whole Life Cost) pochłonie 37 mld funtów. Olbrzymia ta kwota ta sprawiła, że uaktywnili się znowu przeciwnicy projektu. DECC tłumaczy, że zwiększenie sumy wynika ze spadku hurtowych cen energii na Wyspach w zeszłym roku, co automatycznie podnosi koszty brytyjskiego podatnika.

Technologie wspiera:

Do 2030 r. czeka nas wzrost cen energii i większa zależność od dostaw z zagranicy. Sytuacja się poprawi dopiero ok. 2050 r. Nie mamy wyjścia, musimy dożyć, żeby to sprawdzić.

Przedstawione w środę 20.07 przez Komisję Europejską propozycje redukcji emisji CO2 w rolnictwie i transporcie wpływ na energetykę będą miały pośredni i w obecnym kształcie niewielki. Ale polski rząd chciałby większej elastyczności, dzięki której mógłby skorzystać i ten sektor.

Przedsiębiorcy, którzy podczas fali upałów w sierpniu 2015 r. ponieśli straty wynikające z ograniczeń w poborze energii, stają obecnie przed ryzykiem dalszych strat finansowych. Wynikają one z chociażby częściowego niezastosowanie się do nałożonych ograniczeń.