Menu
Patronat honorowy Patronage

Po co nam nowa polityka energetyczna?

Rząd chce do końca roku przyjąć nową politykę energetyczną państwa. Sprawdzamy jak wyszła mu realizacja obecnej.

Rząd chce do końca roku przyjąć nową politykę energetyczną państwa. Sprawdzamy jak wyszła mu realizacja obecnej.

Polityka energetyczna Polski do 2030 roku (PEP 2030), przyjęta przez rząd cztery lata temu, jest jak szklanka wody. Zdaniem branży do połowy pusta, zdaniem ministerialnych urzędników do połowy pełna. Pewne jest, że rząd zrealizował sporo ważnych zmian. Wiele nadal jednak czeka. Jak wygląda ten bilans?

Sukcesy

Lista zrealizowanych zadań polityki energetycznej koncentruje się wokół tych tematów, które od samego początku mogły liczyć na przychylność rządu Tuska: energetyki atomowej, konkurencyjności rynkowej, gazu oraz węgla, chociaż w żadnym z tych obszarów nie udało się zrealizować planów w pełni.

Energetyka atomowa

Zgodnie z PEP 2030 rząd przyjął zmiany ustawowe umożliwiające budowę elektrowni jądrowej w Polsce. Był to bodaj jeden z najszybszych procesów legislacyjnych w energetyce. Ruszyła także zapowiadana kampania informacyjna, mająca przekonać Polaków do energetyki jądrowej.

Gaz

Ruszyła, przewidziana polityką, budowa terminala do regazyfikacji skroplonego gazu w Świnoujściu. Polska zawarła także kontrakt na dostawy LNG z Kataru. Zgodnie z planami państwowe PGNiG przyśpieszyło prace nad poszukiwaniem krajowych złóż węglowodorów. Chodzi oczywiście o te konwencjonalne, ponieważ gazu łupkowego polityka z 2009 roku jeszcze nie przewidywała. Znajdzie się on dopiero w przygotowywanej obecnie polityce do 2030 roku z perspektywą do 2050 roku. Efektem tych działań będzie oficjalne uruchomienie w poniedziałek kopalni ropy i gazu Lubiatów-Międzychód-Grotów w Lubuskiem.

Węgiel

Rząd, mimo głośnego sprzeciwu społeczności lokalnych, przyjął zakładaną ochronę złóż węgla brunatnego. Jego zasoby, wobec kurczących się możliwości wydobycia węgla kamiennego, mają być podstawą energetyki w kolejnych dekadach.

Efektywność

Po wielu latach została w końcu przyjęta ustawa o efektywności. Stworzyła mechanizm aukcyjny dzięki któremu nagradzane są najlepsze projekty poprawiające efektywność wykorzystania energii. Rząd i parlament zmienili także przepisy dotyczące etykietowania produktów zużywających energię.

Zarządzanie popytem na energię

Udało się także zrealizować plany PEP 2030 w zakresie wynagradzania operatorów sieci energetycznych za inwestycje w nowoczesne rozwiązania, pozwalające na zdalny odczyt i zarządzanie popytem – czyli inteligentne liczniki i towarzyszącą im infrastrukturę. Dzięki temu dystrybutorzy prądu inwestują w tym obszarze. Polskie Sieci Elektroenergetyczne podpisały ponadto pierwszy z kilku planowanych kontraktów na tzw. negawaty, czyli chwilowe zmniejszenie zużycia energii przez wybranego odbiorcę na polecenie operatora sieci.

Konkurencja rynkowa

Rozruszanie hurtowego rynku energii, dzięki któremu poznaliśmy w miarę obiektywną cenę prądu, to niewątpliwie jeden z większych sukcesów w realizacji PEP 2030. Rządowi i posłom udało się także ułatwić zmianę sprzedawcy energii i gazu. Z opóźnieniem, ale jednak, wejdą wkrótce także, przewidziane polityką energetyczną, narzędzia ochrony przez skutkami ewentualnego wzrostu cen odbiorców przemysłowych oraz najbiedniejszych odbiorców indywidualnych.

Energetyka odnawialna

Mimo sprzeciwu, rozgoryczonej brakiem dalszych warunków inwestycyjnych branży, trzeba przyznać, że rząd zrealizował większość planów PEP 2030 w zakresie energetyki odnawialnej. Wypracował ścieżki dochodzenia do 15 proc. udziału „zielonej” energii w 2020 roku. Wdrożył kierunki rozwoju biogazowni rolniczych i ułatwił ich funkcjonowanie. Powstał także specjalny przewodnik dla potencjalnych inwestorów. Zgodnie z polityką, przy wsparciu rządowego funduszu, na masową skalę rozwinęły się inwestycje w kolektory słoneczne. 

Porażki

Wśród ważnych tematów lista niezrealizowanych zadań jest wyraźnie dłuższa. Za część odpowiadają spory w rządzie, ze stroną społeczną lub samorządami. Jednak w PEP 2030 znalazły się także plany, które nie zostały właściwie tknięte, a z dzisiejszej perspektywy widać, jak bardzo byłyby potrzebne.

Energetyka atomowa

Pomimo przyjęcia ustaw „atomowych”, rząd do dzisiaj nie przyjął najważniejszego dokumentu – Programu polskiej energetyki jądrowej. To dokument, który ma być podstawą stabilności projektu budowy elektrowni jądrowej. Powinien m.in. przesądzić o wysokości pomocy publicznej dla elektrowni.

Gaz

Od 2010 roku rząd miał „stopniowo odchodzić od regulacji kosztowej wydobycia” gazu. Dzisiaj błękitne paliwo, także to z otwieranej w poniedziałek kopalni LMG, sprzedawane jest przez PGNiG poniżej ceny rynkowej. Zatwierdzając taryfę państwowego giganta regulator uwzględnia jedynie koszty jego wydobycia z niewielką marżą. Dzięki temu ostateczna cena dla odbiorców gazu jest niższa. Chociaż rząd zaplanował, że zmieni swoją politykę w tym zakresie do dzisiaj nie zrobił zupełnie nic. Realizacja planów z 2009 roku z pewnością nie przysporzyłaby mu poparcia społecznego, więc o zapisach PEP 2030 w tym zakresie po prostu zapomniano.

Węgiel

Chociaż to w węglu premier i jego doradcy upatrują przyszłości polskiej energetyki, to rząd nie zatroszczył się, aby był to węgiel polski. Krajowy surowiec od lat traci na atrakcyjności w związku z rosnącymi kosztami wydobycia i spadającymi cenami na światowych rynkach. Od pięciu lat rok w rok sprowadzamy z zagranicy więcej, niż eksportujemy. Gdy przyjmowano politykę energetyczną stosunek wydobycia węgla do zużycia wynosił 105 proc. Rząd założył, że wskaźnik utrzyma się powyżej 100 proc. przez przynajmniej 20 kolejnych lat. Tymczasem poniżej tej granicy spadł już dwa lata później. W 2011 roku dla węgla kamiennego wyniósł tylko 95 proc. Czyli spalaliśmy go więcej, niż wydobywaliśmy w kraju. Aby zapobiec uzależnianiu polskiej gospodarki od importu kolejnego surowca w polityce energetycznej przewidziano „utworzenie w drodze ustawy funduszu węglowego na utrzymywanie odpowiednich mocy wydobywczych, w tym na tworzenie frontów rezerwowych”. Przepisy miały wejść w życie w 2010 roku. Do dzisiaj nie powstał nawet projekt założeń projektu ustawy.

Efektywność

Chociaż to sektor budownictwa odpowiada za lwią część zużycia prądu i zdecydowaną większość odbioru ciepła, to do dzisiaj rządowi nie udało się przyjąć ustawy o charakterystyce energetycznej budynków, która miała zaostrzać standardy ich budowy. Niemal dokładnie rok temu minął Polsce termin na implementację unijnych przepisów w tym zakresie. Resort budownictwa kolejny raz przesunął planowany termin przyjęcia projektu ustawy przez rządu – tym razem na ostatni kwartał tego roku.

Wbrew założeniom polityki energetycznej rządowi nie udało się także zapewnić przewidywalności systemu wsparcia bardzo efektywnego łącznego wytwarzania prądu i ciepła. Nowe przepisy miały dać inwestorom pewność na kolejne 10 lat. Projekt ustawy zablokowało jednak ministerstwo finansów. W drodze zgniłego kompromisu wsparcie ma zostać przedłużone na 2 lata. Na razie projekt i tak czeka jeszcze na zatwierdzenie przez Brukselę. inwestycji na pewno jednak nie pobudzi.

Zarządzanie popytem na energię

Brak realizacji polityki w zakresie zarządzania stroną popytową to jedno z istotniejszych zaniedbań ministerstwa gospodarki. Krajowy bilans energetyczny staje się coraz bardziej napięty nie dlatego, że zużywamy coraz więcej energii, bo ta wartość akurat ostatnio spada. Problemem jest rosnące szczytowe zapotrzebowanie na prąd, czyli krótkie momenty, w których wszyscy włączamy energochłonne urządzenia. Taką sytuację mieliśmy pod koniec czerwca, gdy trzy dni z rzędu biliśmy historyczne rekordy obciążenia elektrowni latem. To efekt rosnącej popularności klimatyzatorów, które w tych dniach włączaliśmy bardzo solidarnie o tych samych godzinach w całym kraju. Dla takich momentów nie warto budować kolejnej elektrowni. Zdecydowanie bardziej opłacalne byłoby przekonanie odbiorców ceną aby wyłączyli lub „skręcili” swoje klimatyzatory. Taką możliwość dawałby system zarządzania poborem energii u odbiorców. System, którego w Polsce nie wprowadzamy chociaż w polityce energetycznej założyliśmy, że to zrobimy. Realizację idei umożliwić miały inteligentne liczniki energii. Jednak gdy kilka miesięcy temu projekt ich wprowadzenia trafił do rządu, część urzędników przetarła najwyraźniej oczy ze zdumienia, że na coś takiego się zgodzili. Do dzisiaj przepisy nie zostały wiec przyjęte. Wbrew planom nie ruszył także handel na giełdowym rynku dnia bieżącego, który umożliwiałby, zwłaszcza dużym odbiorcom, reagowanie na taki nagły wzrost zużycia energii w gorący dzień.

Moce interwencyjne

Sterowanie odbiorem energii to jeden z dwóch pomysłów na domknięcie bilansu energetycznego kraju za kilka lat, kiedy wyłączymy stare, niespełniające standardów ekologicznych elektrownie. Drugim miała być budowa nowych interwencyjnych źródeł wytwórczych. Na przełomie 2010 i 2011 roku państwowy operator systemu przesyłowego miał ogłosić przetarg na takie instalacje. Rok później informował, że jest już blisko. Do dzisiaj nic z tego nie wszyło.

Sieci

Od trzech lat, kiedy to pokazano pierwszą wersję projektu, nie udało się przyjąć ustawy o korytarzach przesyłowych. Na zapisane w PEP 2030 ułatwienia administracyjne przy inwestycjach w duże sieci elektroenergetyczne, gazownicze czy ciepłownicze czekają miliony złotych do wydania.

Rząd nie zajął się nawet, wymienionym w polityce energetycznej, nowym systemem rozliczania ceny za przesył energii. Krajowe elektrownie, bez względu na ich oddalenie od odbiorców prądu, płacą za wprowadzenie energii do sieci tyle samo. W PEP 2030 przewidziano natomiast system preferujący budowę elektrowni tam, gdzie znajdą odbiorców. To ułatwiłoby budowę zlokalizowanych na energetycznych pustkowiach kraju – na północy i wschodzie, dokąd prąd dociera z centrum i południa Polski, generując po drodze duże straty.

Energetyka rozproszona i odnawialna

Zaplanowanym w polityce sposobem na uniknięcie części inwestycji sieciowych był plan budowy małych – rozproszonych w całym kraju – źródeł energii. Wiele z nich miała być przy okazji instalacjami wykorzystującymi energię odnawialną. Prawo miało stworzyć zachęty inwestycyjne i stworzyć przyjazne otoczenie. Resort gospodarki miał monitorować system pomocy dla „zielonych” elektrowni i, w miarę potrzeby, go korygować. Niestety zaspał. Na rynku pojawiło się więcej odnawialnej energii z najtańszej technologii, niż wyniosło zapotrzebowanie na nią. Dodatkowo spółki obrotu energią, które powinny kupować tę ekoenergię (w postaci tzw. zielonych certyfikatów), wolały płacić nieznacznie wyższe opłaty zwalniające ich z tego obowiązku. Przez to na rynku wystąpiła ogromna nadpodaż „zielonej” energii, jej cena drastycznie spadla, a inwestorzy zostali na lodzie. Co więcej, chociaż polityka przewidywała kontynuację dotychczasowych rozwiązań z ewentualnymi korektami, to urzędnicy przygotowują całkowicie nowy model wspierania energetyki odnawialnej.

Rządowi opornie idzie także zachęcanie do inwestowania w małe elektrownie wodne na, należących do państwa, stopniach piętrzących na rzekach. Temat właśnie znowu powrócił na rządową agendę, chociaż już dawno małe hydroelektrownie powinny powstawać na istniejących tamach.

Po co nam nowa polityka?

Po takim wyliczeniu nie sposób zadać pytania – po co nam nowa polityka energetyczna, skoro i tak nie realizujemy istniejącej? Urzędnicy resortu gospodarki argumentują, że niezrealizowane plany to efekt zmiany sytuacji. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że zmieniająca się sytuacja to w dużej mierze efekt nierealizowania w pełni przyjętej polityki.

Zaledwie rok Australijczycy stosowali podatek od emisji dwutlenku węgla, o którym co chwilę odżywa dyskusja w UE. Nowy australijski rząd połączy system z europejskim rozwiązaniem. Dzięki temu każdy odbiorca energii zaoszczędzi rocznie równowartość ponad 1 tys. zł.

Zaledwie dwa lata Australijczycy stosowali podatek od emisji dwutlenku węgla, o którym co chwile odżywa dyskusja w Unii Europejskiej. Nowy australijski rząd połączy system z europejskim rozwiązaniem. Dzięki temu obywatele zaoszczędzą rocznie równowartość ponad 1 tys. zł.