Menu
Patronat honorowy Patronage
  1. Główna
  2. >
  3. Rynek
  4. >
  5. UE bada pomoc publiczną dla polskiej energetyki

UE bada pomoc publiczną dla polskiej energetyki

Komisja Europejska sprawdza, czy polskie koncerny energetyczne, w tym giełdowe PGE, Tauron, Enea, Energa i PAK, nie otrzymują niedozwolonej pomocy publicznej. Chodzi o kilkanaście miliardów złotych.
UE flagi

Komisja Europejska sprawdza, czy polskie koncerny energetyczne, w tym giełdowe PGE, Tauron, Enea, Energa i PAK, nie otrzymują niedozwolonej pomocy publicznej. Jak wylicza portal WysokieNapiecie.pl, chodzi o kilkanaście miliardów złotych.

Bruksela chce wiedzieć, czy Polska nie łamie rygorystycznych unijnych przepisów o pomocy publicznej udzielając zbyt wysokiego wsparcia energetyce odnawialnej. Chodzi dokładniej o dwa rodzaje technologii, które do tej pory dostarczały większość „zielonej” energii – współspalanie biomasy z węglem oraz stare elektrownie wodne.

Od 2005 roku, podobnie jak inne technologie energetyki odnawialnej (OZE), za wyprodukowaną energię otrzymują one zielone certyfikaty. Następnie po rynkowych cenach sprzedają certyfikaty firmom handlującym prądem (bo te muszą wykazać się odpowiednim udziałem energii z OZE – obecnie w wysokości 13 proc.). W efekcie każda technologia otrzymuje podobne wsparcie, a im jest tańsza, tym wyższą marżę wypracowuje. I to właśnie nie podoba się, z założenia wolnorynkowej, Komisji Europejskiej. Jej zdaniem każda technologia powinna otrzymywać tylko tyle, ile rzeczywiście potrzebuje aby działać.

Czego szuka Komisja Europejska?

Z dokumentów unijnej Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji, do których dotarło WysokieNapiecie.pl, wynika, że Brukselę najbardziej interesują cztery wątki: czy wsparcie jest niezbędne, aby dany typ elektrowni OZE mógł funkcjonować, czy wsparcie nie jest nadmiarowe, czy pomoc nie odwodzi OZE od konkurowania na normalnym rynku oraz czy wsparcie nie jest przyznawane na dłużej niż 10 lat.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Ministerstwo Gospodarki, które będą musiały tłumaczyć się w Brukseli nie mają łatwego zadania. Polski system zielonych certyfikatów nie był notyfikowany Komisji Europejskiej, przyznaje pomoc na 15 lat (bo tak łatwiej rozłożyć jego koszty) i w niektórych przypadkach jest wyższy, niż jest to konieczne. Do tego łączył się z innymi systemami pomocy, takimi jak certyfikaty wspierające produkcję prądu razem z ciepłem, czy dofinansowanie do budowy.

– Gdy w 2005 roku decydowano się na objęcie pomocą współspalania chodziło o rozruszanie rynku producentów biomasy. Po kilku latach wsparcie powinno było zacząć spadać – przyznaje menadżer jednego z koncernów, który korzysta ze wsparcia dla współspalania. – A ponieważ tego nie zrobiliśmy, to teraz grozi nam wylanie dziecka z kąpielą – dodaje.

Co grozi polskim spółkom energetycznym?

Problem współspalania dotyczy dosłownie wszystkich największych producentów energii w Polsce – PGE, Taurona, EDF, Energi, Enei, PAK, CEZ, GDF, PGNiG Termika i Fortum. Z kolei kwestionowane w Brukseli wsparcie dla zamortyzowanych już hydroelektrowni otrzymywały głównie cztery największe państwowe firmy – Energa, Tauron, PGE i Enea.

W ciągu prawie 10 lat istnienie systemu zielonych certyfikatów odbiorcy energii wydali na niego ok. 20 mld zł

Z wyliczeń portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że w ciągu prawie 10 lat istnienie systemu zielonych certyfikatów odbiorcy energii wydali na niego ok. 20 mld zł. Nie każda złotówka trafiła do ekoelektrowni, bo część rozmywała się na poziomie sprzedawców energii lub trafiła do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jednak blisko połowa tej kwoty wsparła współspalanie i stare hydroelektrownie. W najgorszym wypadku Komisja europejska może im nakazać zwrot tych pieniędzy.

– Taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny – mówi nasz rozmówca z koncernu energetycznego. – Raczej będzie tak, że Komisja powie, że pomoc powinna była zostać notyfikowana, ale skoro nie została, to od tej chwili nie może być już stosowana, albo powinna zostać dostosowana do unijnych przepisów – dodaje.

– Sytuacja trochę wymknęła się rządowi spod kontroli, bo postępowanie ws. pomocy publicznej jest czysto biurokratyczne. Nie ma tam miejsca na politykę, sojusze z innymi państwami, weta itp. – dodaje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. – W dodatku to postępowanie może zrodzić jeszcze więcej problemów, niż się wydaje. Jeżeli Komisja zacznie badać kolejne wątki to może się okazać, że nadmiarowe wsparcie otrzymywały także np. farmy wiatrowe, które oprócz zielonych certyfikatów, mogły liczyć na dofinansowanie inwestycji z unijnych środków – dodaje.

Co dalej?

Komisja Europejska wszczęła postępowanie w wyniku skarg otrzymanych z Polski, ale nie ujawnia ich autorów. Wczoraj wieczorem Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej, której stanowisko zostało wykorzystane w skardze do Komisji, poinformowała, że nie ona wniosła o rozpoczęcie procesu.

Brukselska machina już jednak ruszyła. Z naszych informacji wynika, że Komisja zwróciła się już do UOKiK z prośbą o ustosunkowanie się do skargi. Urząd poprosił z kolei Ministerstwo Gospodarki o pomoc, a to będzie konsultowało stanowisko z wytwórcami energii. W postępowanie nie został jeszcze zaangażowany Urząd Regulacji Energetyki.  Na odpowiedź mamy teoretycznie 2 tyg.

Unijne postępowanie może wpłynąć na proces legislacyjny ustawy o odnawialnych źródłach energii, która po trwających właśnie pracach w Komisji Prawniczej, miała za kilka dni trafić na posiedzenie rządu. Projekt ustawy, chociaż ogranicza ryzyko nadwsparcia, to nie wyklucza go np. przy łączeniu certyfikatów, nad czym rząd będzie się jeszcze musiał pochylić.

To nie jedyne postępowanie

Rozpoczęte właśnie dochodzenie nie jest jedyne. Komisja Europejska w zeszłym roku, na wniosek Polski, rozpoczęła proces notyfikacji przepisów częściowo zwalniających zakłady przemysłowe z obowiązku wspierania OZE i kogeneracji. Bada także samo wsparcie kogeneracji.

Czytaj więcej na ten temat:  Polska rozpoczyna spór z UE o miliardy złotych

Podobne postępowania komisarz ds. konkurencji Joaquín Almunia rozpoczął także w stosunku do systemów pomocy dla energetyki lub ulg od tej pomocy dla przemysłu w Niemczech, Francji, czy Wielkiej Brytanii. – Najwyraźniej Almunia chce się pokazać przed końcem kadencji Komisji – komentuje jeden z naszych rozmówców.

Czytaj także:

Bruksela ratuje energetyków?

Czy Polska wykorzysta unijne pieniądze na energetykę?