Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Wulkaniczna elektrownia – Islandia nie przestaje zaskakiwać

Kategoria: Technologie i innowacje , OZE

tagi: geotermia OZE technologie 

To najgorętsza dziura dotychczas nawiercona przez człowieka. Rozgrzana przez wulkan para o temperaturze sięgającej 500˚C dostarczy mnóstwa energii.

 

Geotermia nie jest niczym nowym, ale to, co postanowili zrobić Islandczycy, nie ma precedensu. Od sierpnia zeszłego roku do lutego tego roku uparcie wwiercali się do wielkiej komory magmowej zasilającej rozległy system wulkaniczny. Jak wiadomo, wulkanów na Islandii nie brakuje. Wyspa ta jest w całości ich dziełem. Leży bowiem okrakiem na Grzbiecie Śródatlantyckim, wzdłuż którego z wnętrza globu przeciska się ku górze magma, czyli gorąca materia skalna. Na głębokości kilku kilometrów tworzy ona zbiorniki zwane komorami magmowymi. Kiedy taki magazyn się wypełni, magma wypływa na powierzchnię, dając początek wulkanowi.

Dwa lata temu Islandczycy doszli do wniosku, że jeśli dowiercą się w pobliże jednego z takich zbiorników wulkanicznych, wówczas zyskają dostęp do olbrzymiego energetycznego eldorado. Potem trzeba tylko tę energię cieplną przemienić w energię elektryczną. Po trwających rok analizach uznali, że ich celem będzie komora magmowa zasilająca grupę niedużych (najwyższy Keilir ma 378 m n.p.m.) i względnie spokojnie zachowujących się wulkanów leżących na półwyspie Reykjanes w południowo-zachodniej części kraju. Po raz ostatni wybuchły one 700 lat temu.

Wiercenie ruszyło na początku sierpnia 2016 r. Dzięki wcześniejszym badaniom geofizycznym wiedziano, że mająca temperaturę nawet 1000˚C magma znajduje się na głębokości 5 km. Islandczycy założyli, że będą pokonywali miesięcznie około kilometra skał. W praktyce szło im nieco wolniej, więc cel osiągnęli od koniec lutego 2017 r. Zatrzymali się około 300 m powyżej komory magmowej, w strefie wypełnionej wodą morską, która przedostała się tu, wykorzystując szczeliny w dnie oceanicznym.

Właściwie nie jest to już woda, ale rozgrzana do temperatury około 500˚C para znajdująca się w stanie nadkrytycznym, w którym zanika różnica między fazą ciekłą i gazową. Ten ni to płyn, ni to gaz jest potencjalnie olbrzymim rezerwuarem energii. Tak olbrzymim, że – jak wynika z obliczeń naukowców – instalacja prądotwórcza podłączona do tego jednego odwiertu będzie miała moc 50 MW. Tyle wystarczy do zasilenia w energię 30-40 tys. islandzkich mieszkań. Elektrownia ma być gotowa w ciągu trzech lat.

Islandia już dziś cały swój prąd produkuje z energii odnawialnej, ale w trzech czwartych pochodzi ona z hydroelektrowni, a w jednej czwartej z konwencjonalnej geotermii. Nawiercenie tak głębokiego otworu kosztowało 17 mln dolarów, czyli około trzykrotnie więcej niż otworu płytszego, o głębokości 2-3 km. Za to ilość pozyskanej z niego energii może być, jak oceniają eksperci, od 6 do 10 razy wyższa. Wstępne kalkulacje mówią, że koszt produkcji prądu z wyniesie 32-34 dolary za 1 MWh, czyli o około jedną piątą mniej niż koszt wytworzenia „prądu geotermalnego” obecnie w Islandii. Prąd z rekordowego odwiertu ma popłynąć w ciągu 3-5 lat.

– Gdyby udało się nam zapanować nad parą nadkrytyczną ukrytą we wnętrzu wulkanu, zyskalibyśmy potężne i stabilne źródło prądu. Pomysł ten można zresztą powielić wszędzie tam, gdzie znajdują się młode systemy wulkaniczne. Na Ziemi jest wiele takich miejsc – mówi Wilfred Elders, geolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego, jeden z liderów projektu noszącego nazwę Iceland Deep Drilling Project. Finansują go wspólnie firmy energetyczne, rząd, Unia Europejska i  amerykańska Narodowa Fundacja Nauki.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.