Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Czy warto zmienić sprzedawcę energii?

Kategoria: Rynek energii

tagi: zmiana sprzedawcy energii ceny energii URE Energetyczne Centrum Enea PGE RWE Tauron Energa Duon PGNiG 

Do tej pory 100 tys. rodzin zmieniło sprzedawcę energii elektrycznej. To ułamek w porównaniu np. z liczbą przeniesionych numerów komórkowych. Dlaczego Polacy nie korzystają z tej możliwości. Jak to zrobić?

Sprzedawcę energii możemy zmienić od kilku lat, co często robią duże i średnie firmy. Bardzo rzadko z tej możliwości korzysta za to przeciętny Kowalski. To brak wiedzy, siła przyzwyczajenia czy po prostu kwestia opłacalności?

Energia od dwóch firm

Chociaż rzadko o tym myślimy, dostając jedną fakturę za prąd, to aby z niego korzystać, potrzebna jest nie jedna, ale dwie usługi. Zawsze świadczą nam je dwie różne firmy.

Po pierwsze musimy być przyłączeni do sieci. Jej właścicielem jest operator systemu dystrybucyjnego. To on odpowiada za fizyczne dostarczenie energii. Jego ludzie przyjeżdżają, gdy mamy awarię, i naprawiają linie.

W naszym kraju jest pięć największych firm, do których sieci przyłączeni są prawie wszyscy odbiorcy prądu - Enea Operator (na zachodzie), Energa Operator (na północy), RWE Stoen Operator (w Warszawie), PGE Dystrybucja (w centrum i na wschodzie) oraz Tauron Dystrybucja (na południu kraju). Dystrybutora energii nie możemy zmienić, ponieważ jak w większości krajów przyjęliśmy, że nie będzie konkurencji między firmami sieciowymi. Dzięki temu nie mamy plątaniny kabli kilku firm nad naszymi głowami. Ponieważ dystrybucja energii jest w każdej części kraju lokalnym monopolem, taryfy tych firm zatwierdza prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE).

Drugą usługą jest sprzedaż energii, czyli umowa, na podstawie której sprzedawca zapewnia, że do sieci wpłynie tyle prądu, ile potrzebujemy. Sprzedawcę od kilku lat możemy już swobodnie zmieniać w każdym zakątku kraju. Sprzedawcy nie podciągają do naszego domu swoich kabli, bo prąd płynie siecią dotychczasowego lokalnego dystrybutora. Podobne rozwiązanie od lat mamy także na rynku telekomunikacyjnym, gdzie z kabli Telekomunikacji Polskiej korzystać mogą również inni operatorzy oferujący nam telefon i internet.

Największymi sprzedawcami energii nadal są firmy z tych samych grup kapitałowych co dystrybutorzy: Enea, Energa Obrót, RWE Polska, PGE Obrót i Tauron Sprzedaż. Ale na rynku pojawili się już nowi sprzedawcy. Ich ofertę możemy sprawdzić m.in. na stronie prowadzonej przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) - www.maszwybor.ure.gov.pl

Na przykład mieszkańcy Wrocławia zgodnie z kalkulatorem ofert URE mogą zmienić sprzedawcę także na: Duon, PGNiG, Green, Energetyczne Centrum, Ergo Energy i Novum. W zależności od wybranej oferty za roczne zużycie zapłacą od 1048 zł do 1317 zł (razem z opłatą za dystrybucję prądu). W stosunku do obecnego sprzedawcy mogą zaoszczędzić do 108 zł rocznie. Jeszcze więcej, bo 138 zł, zaoszczędzą, zmieniając dotychczasowego sprzedawcę, warszawiacy. To oznacza rachunek niższy o blisko 12 proc.

Ile możemy zaoszczędzić?

Czy to dużo? To pojęcie względne, ale okazuje się, że dla większości Polaków to zbyt mała różnica. Zdecydowanej większości z nas nie chce się zmieniać sprzedawcy, jeżeli mielibyśmy zaoszczędzić tylko kilkanaście złotych miesięcznie. Z badania TNS OBOP wykonanego na zlecenie miesięcznika "Nowy Przemysł" wynika, że aż 77 proc. odbiorców zmieniłoby sprzedawcę dopiero wtedy, gdy miesięczne oszczędności wyniosłyby przynajmniej 20 zł. Średnio oczekujemy aż o 45 zł niższych rachunków u nowego sprzedawcy. Przy średniej wysokości rachunku na poziomie 138 zł miesięcznie to niemożliwe. Zwłaszcza że cena samej energii, na co wpływ ma zmiana sprzedawcy, to tylko połowa rachunku. Druga to stawka za dystrybucję prądu, która się nie zmienia, bo zawsze energię dostarczać będzie ten sam dystrybutor.

Dlaczego różnice w cenach są relatywnie małe? Gospodarstwa domowe są ostatnią grupą odbiorców prądu, które mają regulowane administracyjnie cenniki. Kontroli URE podlegają jednak tylko taryfy największych sprzedawców i tylko dla ich dotychczasowych klientów.

Jeżeli któryś z dostawców pozyska odbiorcę spoza swojego dotychczasowego terenu działania, wówczas może mu oferować cenę, jaką sam ustali.

Z regulowanych taryf korzysta jednak ponad 99 proc. odbiorców, czyli ci wszyscy, którzy nie zmienili jeszcze sprzedawcy. URE zatwierdza dla nich na tyle niskie ceny, że nowi sprzedawcy nie mogą już oferować znacznie niższych. Dlatego wszystkie oferty są na podobnym poziomie cenowym.

Walka o Kowalskiego rusza powoli

To się jednak zmieni, gdy regulator "uwolni ceny", czyli przestanie zatwierdzać taryfy dla dotychczasowych klientów największych sprzedawców prądu. Mały biznes płaci teraz rachunki średnio o 12 proc. większe niż gospodarstwa domowe. Przynajmniej o tyle prawdopodobnie podrożeje więc energia dla przeciętnego Kowalskiego, który dla firmy energetycznej jest równie mało dochodowym klientem.

Jednak w segmencie małych firm już widać duże poruszenie. Dzięki temu, że płacą za energię najdrożej, nowi sprzedawcy mogą tam uzyskać relatywnie wysokie marże. Zaczynają więc podbierać tych klientów "zasiedziałym" sprzedawcom. Podobna walka rozegrała się już wcześniej na polu dużych i średnich firm. Dzięki temu ich rachunki w ostatnim roku wzrosły najmniej.

Gdy także na Kowalskim nowi sprzedawcy będą mogli zarobić o kilkanaście procent więcej, wtedy zaczną zabiegać także o nich. To z kolei zmobilizuje dotychczasowych sprzedawców, którzy na razie - korzystając z tej wojennej metaforyki - okopują się na własnym polu, czyli starają się przywiązać do siebie dotychczasowych odbiorców. Fachowo nazywa się to "lokalizacją", czyli nakłonieniem klienta do tego, aby zawarł długoterminową umowę z dotychczasowym sprzedawcą i nie dał się skusić konkurencji.

Czy warto podpisać "lojalkę"?

Najlepszym przykładem takiej akcji jest kampania RWE. Firma, która w styczniu 2013 r. jako jedyna podniosła ceny o blisko 5 proc., teraz obniżyła je o 4 proc. i rozpoczęła wielką kampanię reklamową. Na wzór "darmowych minut" oferowanych przez telekomy daje klientom darmowe kilowatogodziny - nawet do 800 kWh, jeśli zwiążemy się umową do 2016 r. Biorąc pod uwagę, że przeciętne gospodarstwo domowe zużywa 2 tys. kWh rocznie, do 2016 r. można zaoszczędzić powyżej 200 zł. Ale jest też haczyk - za wypowiedzenie umowy przed terminem trzeba zapłacić karę 25 zł miesięcznie. Ok. 200 tys. klientów odpowiedziało pozytywnie na ofertę RWE.

Czy warto podpisać taką umowę z obecnym sprzedawcą? To trochę hazard. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie będą ceny prądu na rynku hurtowym za rok czy dwa. Jeżeli zwiążemy się z jakąś firmą do 2016 r., to ryzykujemy, że w międzyczasie ceny spadną i pojawią się lepsze, konkurencyjne oferty. Takie ryzyko zmaterializowało się u odbiorców pozostałych dużych sprzedawców, którzy podpisali u nich nowe umowy zakupu energii, wychodząc spod regulowanej taryfy na chwilę przed tym, jak regulator obniżył je średnio o ponad 4 proc. Ale jeśli nie podpiszemy długoterminowej umowy z rabatem, to ryzykujemy, że ceny wzrosną. Na szczęście w grę nie wchodzą duże sumy.

Jak zmienić sprzedawcę?

Jeżeli zdecydujemy się już na zmianę sprzedawcy, cały proces nie będzie różnił się wiele od zmiany operatora sieci komórkowej. Wszyscy sprzedawcy energii oferują załatwienie formalności za klienta. Wystarczy podpisanie umowy wraz z pełnomocnictwem, a nowy sprzedawca poinformuje dotychczasowego o wypowiedzeniu umowy, dogada się także z dystrybutorem energii. Na załatwienie całej sprawy ma 30 dni, w przypadku drugiej zmiany - już tylko 14.

Na tym etapie powstaje jeden problem, który może zniechęcić do szukania innych ofert. Sprzedawcy i dystrybutorzy z różnych grup kapitałowych od kilku lat nie mogą dogadać się co do wystawiania jedne faktury. Takiej, jaką dostają odbiorcy, którzy nie zmienili jeszcze sprzedawcy. Przez to rozwiązując umowę z dotychczasową firmą energetyczną, będziemy skazani na otrzymywanie dwóch faktur. Jednej za dystrybucję energii, którą będziemy dostawać od dotychczasowego dystrybutora, oraz drugiej za zużyty prąd od nowego sprzedawcy energii. Stowarzyszenia zrzeszające sprzedawców i dystrybutorów pod presją regulatora ostatnio ustaliły już jednak wzór takiej umowy. URE zapowiedziało, że jedną fakturę po zmianie sprzedawcy będziemy otrzymywać najpóźniej od przyszłego roku.

Uwaga na drobny druczek

Warto bardzo dokładnie przeczytać umowę. Najlepiej poprosić o jej dostarczenie do domu kilka dni przed podpisaniem, bo mogą się tam czaić rozmaite haczyki. Na przykład teoretycznie cena za kilowatogodzinę może być o kilka groszy niższa, ale za to zostaną nam naliczone rozmaite opłaty dodatkowe lub ubezpieczenia. Jedna z firm, która stosowała takie praktyki, została ukarana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Kolejne ryzyko to podpisanie umowy z firmą, która daje korzystną cenę, ale umowa obowiązuje tylko przez określony czas, np. do końca roku. Wówczas ryzykujemy, że po upływie tego okresu sprzedawca "przysoli" nam znacznie większą cenę, licząc na to, że machniemy ręką i nie będzie nam się chciało zmieniać go jeszcze raz, bo w końcu to tylko kilka złotych.

Warto o tym wszystkim pamiętać. Zmiana sprzedawcy będzie opłacać się przede wszystkim rodzinom, które zużywają duże ilości prądu, np. wykorzystując go do ogrzewania mieszkania. Jeśli gospodarstwo domowe zużywa 4 tys. kWh rocznie, to może zaoszczędzić powyżej 20-30 zł miesięcznie. Czy jest to kwota, nad którą warto się pochylić i poświęcić czas na studiowanie ofert? To każdy musi rozstrzygnąć sam.


Krótki przewodnik w pytaniach i odpowiedziach

Kto może zmienić sprzedawcę prądu?

Każdy odbiorca. Do marca 2013 r. skorzystało z tego prawa już blisko 90 tys. gospodarstw domowych i tyle samo firm.

Czy w mojej okolicy (w moim bloku) działa inny sprzedawca energii?

Tak. Inni sprzedawcy energii nie "podciągną" do bloku własnych kabli, jak robi to część dostawców internetu i telewizji kablowych. Korzystają z istniejącej już infrastruktury. Prawo gwarantuje im dostęp do kabli, które docierają do każdego odbiorcy. Dzięki temu możesz wybrać jednego spośród przynajmniej kilkunastu sprzedawców.

Czy zmiana będzie mnie coś kosztować?

Nie. Pierwsza zmiana sprzedawcy jest całkowicie bezpłatna i to bez względu na to, którego dostawcę prądu wybierzesz. Zerwanie kolejnej umowy wiąże się tylko z takimi kosztami, jakie zostały podane w umowie.

Czym różni się sprzedawca (dostawca) od dystrybutora (operatora)?

Każdy odbiorca energii korzysta dzisiaj z usług dwóch firm: jedna sprzedaje mu energię, a druga przesyła ją fizycznie do domu. Ta pierwsza to sprzedawca (zwany także dostawcą) energii. Druga firma to operator systemu dystrybucyjnego (zwany także OSD, operatorem lub dystrybutorem).

To sprzedawca odpowiada za ceny energii i to jego klient może zmienić. Natomiast operator jest tylko właścicielem infrastruktury, czyli kabli, a ceny za jego usługi ustala Urząd Regulacji Energetyki. Operatora nie można zmienić, ponieważ nikt oprócz niego nie doprowadzi na określony obszar swoich kabli.


Pierwotna wersja tekstu ukazała się w dodatku "Dom" do "Gazety Wyborczej" z 17 lipca 2013 r.


A ile płacimy za ogrzewanie i dlaczego tak... tanio? - Czytaj dalej w tekście o cenach ciepła z sieci

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.