Nowy rynek energii UE cz.3. Rynki mocy nie dla węgla?

Kategoria: Rynek energii , Węgiel , Gaz , Atom , Prawo (OLE)

tagi: POIiŚ 2014-2020 pomoc publiczna ministerstwo inwestycje finansowanie inwestycji Unia Europejska Parlament Europejski 

 

Największe emocje wywołało w Polsce to, że Komisja Europejska proponuje wyłączyć z działania mechanizmów wsparcia elektrownie węglowe. Ale zanim weźmiemy się za bary z Brukselą, to sam polski rząd musi wreszcie zdecydować co chce zrobić i jakie efekty osiągnąć.

Komisja chce aby elektrownia dla której ostateczna decyzja inwestycyjna była podjęta po wejściu w życie rozporządzenia mogła uczestniczyć w  rynku mocy tylko, jeśli jej emisja CO2 wynosi 550 kg CO2 na MWh lub mniej. To ma spowodować, że po wejściu w życie tego rozporządzenia Rady UE nie będą już powstawać nowe elektrownie węglowe.  Najnowocześniejsze jednostki  emitują bowiem ok. 700 kg. 

Ale nawet starsze elektrownie, które załapią się na wsparcie a emitują powyżej 550 kg, będą mogły korzystać z dobrodziejstw rynku mocy najwyżej 5 lat. Jak zauważył Polski Komitet Energii Elektrycznej, takie rozwiązanie preferuje elektrownie gazowe.

Ten pomysł Komisji zaskoczył Warszawę, bo w drafcie, który nieoficjalnie wyciekł kilka dni wcześniej, a który trafił też do redakcji portalu WysokieNapiecie.pl, wcale jej było. Została dopisana w ostatniej chwili. Najlepszym dowodem jest fakt, że w ocenie skutków  regulacji (tzw. impact assessment) w ogóle nie wspomina się o tym rozwiązaniu. Dlaczego? - To proste. Impact assessment było robiony dla propozycji Dyrekcji Generalnej Energii, która przygotowała projekt.  Do tego dochodzą później poprawki z innych dyrekcji. A na końcu decyzje polityczne komisarzy – tłumaczy nam osoba znająca niuanse brukselskiej legislacji.
Wniosek – na uzasadnienie tej propozycji nie starczyło już czasu. Co zresztą nienajlepiej świadczy o rzetelności unijnej biurokracji.

Rynek mocy jest dla wielu przedstawicieli sektora niemal panaceum na wszystkie jego problemy, przede wszystkim brak perspektyw  na inwestycje w nowe moce konwencjonalne. Ministerstwo Energii chciałoby by powstawały w Polsce nowe elektrownie węglowe, które uzupełnią deficyt mocy po planowanym wyłączeniu starych bloków. Ale żeby ich budowa się opłacała muszą zostać wprowadzone jakieś mechanizmy, które zrekompensują elektrowniom ubytek czasu pracy spowodowany przez źródła odnawialne. Taki mechanizm, jako pomoc publiczna, wymaga zgody Brukseli.

Ministerstwo Energii przedstawiło już projekt rynku mocy, oparty na aukcjach i nawet dokonało jego prenotyfikacji w Komisji Europejskiej. Projektu ustawy wciąż jednak nie ma.
Jeśli wczytamy się dokładnie w plany Komisji Europejskiej, to okaże się, że owe 550 kg to może być wcale nie największy problem jaki stanie przed polskim rządem i sektorem energetycznym.

Komisja Europejska nie ukrywa swojej niechęci wobec krajowych mechanizmów wspierania mocy, które uważa za narzędzie nieefektywne i trwoniące pieniądze konsumentów prądu.
Przede wszystkim mają zostać wprowadzone jednolite standardy oceny wystarczalności mocy w krajach UE. Powstanie europejska ocena prowadzona przez ENTSO-E (zrzeszenie operatorów sieci przesyłowych , m.in. nasz PSE) i ACER - unijną agencję łączącą urzędy regulujące rynki energii.  

Projekt wprowadza zasady  jakie ta ocena powinna  spełniać. Powinna m.in.  uwzględniać istniejące i przyszłe źródła wytwórcze, magazynowanie energii, zarządzanie popytem oraz możliwości eksportu i importu oraz włączać scenariusze „nieprzewidujące istniejących bądź planowanych mechanizmów wspierania mocy”.
Na podstawie tej metodologii swoje plany wystarczalności będą sporządzać poszczególne kraje. Ale Komisja chce im także mocno związać ręce, wprowadzając rozmaite mechanizmy sprawdzające, konsultacje, analizy itd. Kraje, które już mają system płatności za moc, będą musiały dokonać jego ponownego przeglądu.

Przede wszystkim zaś domaga się aby mechanizmy wspierania mocy uwzględniały potencjał krajów sąsiednich, tak aby uniknąć dublowania systemów.

Zastanówmy się przez chwilę po co wierchuszka Komisji Europejskiej zdecydowała się wprowadzić przepis o 550 kg CO2. Poza Polską w UE nie ma w tej chwili planów budowania nowych elektrowni węglowych, więc jest to przepis dotyczący właściwie tylko naszego kraju.

Widzimy dwie możliwości. Może to być po pierwsze, przygotowanie pola do negocjacji. Komisja wie, że w pewnych sprawach będzie musiała ustąpić państwom, bo rządy są niechętne oddawaniu odpowiedzialności za bezpieczeństwo energetyczne. Nawet Niemcy, główny promotor transformacji energetycznej boją się, że Bruksela będzie ich pchać w stronę podziału kraju na strefy cenowe, bo dziś Niemcy mają za słabe sieci między północą a południem.
Więc Komisja ustępując Polsce w sprawie 550 kg, będzie mogła obronić inne sprawy, na których jej zależy.

Ale jest też inna możliwość. Bruksela chce, aby rynek mocy, jeśli już ma powstać, był maksymalnie przejrzysty, otwarty dla jak największej liczby uczestników, niedyskryminujący nikogo. Temu mają służyć transparentne aukcje na dostawę mocy.

Polski projekt przewiduje aukcje, ale ich zasady rząd chce ustalać maksymalnie elastycznie, praktycznie sterując parametrami. Równocześnie politycy otwarcie mówią, ile to elektrowni węglowych powstanie dzięki rynkowi mocy – Ostrołęka (1000 MW), Bogdanka ( 500 MW), może Dolna Odra, może Rybnik, może Czeczott… A przecież Ostrołęka czy jakakolwiek inna elektrownia wcale nie musi wygrać aukcji. Nawet nasi rozmówcy w resorcie energii przyznają, że z logicznego punktu widzenia wygląda to „słabo”.  

Zapowiedzi, że „zaraz zbudujemy” docierają do Brukseli i budują obraz rządu, który dzięki pomocy publicznej chce rozwijać elektrownie węglowe za wszelką cenę. Więc skoro oni w Warszawie tak, to my im tak…

A polski rząd wreszcie musi się zdecydować, czy chce budować kolejne duże elektrownie węglowe, a może nawet atomową, co będzie kosztowało kilkadziesiąt mld zł. Takim pomysłom zdaje się sprzyjać minister Krzysztof Tchórzewski, ale gotowej koncepcji nie ma. Bruksela, wpisując do projektu przepis o 550 kg CO2 daje do zrozumienia, że będzie przeciw. Czekają nas długie negocjacje.

Znaczna część energetyków cieszących się w branży sporym prestiżem, m.in. prof. Jan Popczyk i dr Paweł Skowroński,  proponuje inny wariant.  Wyremontowanie 30 starych bloków po 200 MW, tak aby chodziły do 2030 r. i zabezpieczyły dostawy energii na najbliższe lata. Do tego właśnie potrzebny będzie rynek mocy, ale wyjdzie znacznie taniej dla konsumentów niż wsparcie nowych bloków.

Jednocześnie należy rozwijać technologie  mieszczące się w modelu opracowanym przez Brukselę – wysokosprawną kogenerację, która może być także oparta na węglu, biogazownie, wiatr, fotowoltaikę i zarządzanie popytem.
Czy na taką koncepcję zgodzi Komisja się zgodzi? Tego nie wiemy, ale możliwości przekonania Brukseli wydają się większe.

Jeśli się zdecydujemy na jeden z tych wariantów i obleczemy go w formę jakiegoś dokumentu, to będziemy mogli przyjść do Brukseli i otworzyć negocjacje. Na razie nie bardzo mamy co położyć na stole, sam projekt rynku mocy to za mało, jeśli nie wiemy, czemu ma on służyć.




Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.