Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Polska ponownie będzie importerem prądu

Kategoria: Rynek energii

tagi: import energii sieci energetyczne PSE 50 Hertz przepływy kołowe Energetyka na świecie Niemcy Szwecja Litwa Rosja Czechy Słowacja Austria 

W tym roku Polska ponownie sprowadzi więcej energii zza granicy, niż wyeksportuje – wynika z analizy portalu WysokieNapiecie.pl. Do importu energii przyjdzie nam przywyknąć. Rząd uważa zmiany za cios w suwerenność, ale pomysłu na zatrzymanie napływu tańszej energii brakuje. Tymczasem unijny eksperyment z rynkiem energii na razie zmierza w ślepy zaułek.

Do końca kwietnia przewaga importu energii elektrycznej do Polski nad eksportem wyniosła 1 TWh (ok. 2% krajowego zużycia w tym czasie). To więcej, niż w tym samym okresie dwa lata wcześniej, gdy po raz pierwszy po 1989 roku zostaliśmy importerem energii elektrycznej netto.

PSE ograniczy zakupy energii na eksport

Ubiegły rok Polska zakończyła z niewielką nadwyżką eksportu (0,3 TWh). Jednak stało się tak jedynie za sprawą ogromnych ilości energii elektrycznej (1,5 TWh) kupowanych przez polskiego operatora systemu przesyłowego (PSE) i wysyłanych na zachód, aby przeciwdziałać niebezpiecznym dla polskiego systemu tzw. przepływom kołowym energii z Niemiec przez Polskę do odbiorców na południu Europy. Przepływająca tranzytem przez nasz kraj energia z niemieckich farm wiatrowych obciążała nasze sieci i uniemożliwiała awaryjny import prądu, co odbiło się na naszym bezpieczeństwie w sierpniu ubiegłego roku.

Sytuacja na granicy polsko-niemieckiej pogarszała się z roku na rok. Podczas gdy w 2011 roku, aby ograniczać przepływy kołowe PSE kupowało jedynie 0,03 TWh energii rocznie, to w 2014 roku było to już 0,4 TWh, a w ubiegłbym wspomniane już 1,5 TWh w ramach tzw. cross-border redispatchingu (CBR). Polega on na tym, że aby ograniczyć tranzyt energii z Niemiec przez Polskę i dalej na południe Europy (do Austrii, Chorwacji, Słowenii i Włoch), PSE kupowała od polskich elektrowni dodatkową ilość energii, którą wysyłała w odwrotnym kierunku. W tym czasie niemiecki operator sieci przesyłowej – 50 Hertz – sprzedawał taką samą ilość energii w Niemczech i zwracał koszty tej operacji polskiemu operatorowi.

W ubiegłym roku na dużą skalę (0,6 TWh) wykorzystywany był także dodatkowy mechanizm tzw. redispatchingu wielostronnego (multilateral remedial action – MRA). Mechanizm MRA jest znacznie mniej skuteczny od poprzedniego. Aby ograniczyć przepływ energii z Niemiec przez Polskę o mocy 100 MW, potrzebne jest zmniejszenie produkcji w Niemczech i wzrost w innych krajach o ok. 500-1000 MW (10-20% skuteczności), podczas gdy mechanizm CBR w analogicznej sytuacji wymaga zmniejszenia produkcji w Niemczech jedynie o ok. 200 MW i podniesienia wytwarzania w Polsce o taką samą moc (50% skuteczności). MRA był jednak stosowany, bo w Polsce brakowało już mocy umożliwiających „odpychanie” energii z Niemiec. Gdy tak się działo, reagowali operatorzy z innych krajów – Austrii (APG), Niemiec (TenneT, Transnet BW, Amprion), Szwajcarii (Swissgrid), Węgier (MAVIR), Chorwacji (HOPS), Słowenii (ELES) oraz Holandii (TenneT NL), którzy podnosili wytwarzanie energii w swoich krajach.

Będziemy importować z Niemiec

W ciągu najbliższych dni sytuację powinno zmienić uruchomienie tzw. przesuwników fazowych na południowym połączeniu z Niemcami (Mikułowa-Hagenwerder) oraz zamknięcie północnego połączenia (Krajnik-Vierraden) do czasu jego rozbudowy i instalacji tam kolejnych przesuwników (więcej o tym pisaliśmy tutaj: Będzie bezpieczniej na granicy z Niemcami). Dzięki tym urządzeniom PSE i 50 Hertz będą wstanie ograniczać przepływy kołowe energii przez nasz kraj, zmniejszając tym samym stosowanie kosztownych mechanizmów CBR i MRA. To oznacza mniej pracy dla polskich elektrowni.

Zmiana ma przywrócić także możliwości handlu energią między oboma krajami. Gdy po raz ostatni było to możliwe na większą skalę, w Niemczech ceny energii w hurcie były znacznie wyższe, niż w Polsce, a nasze elektrownie eksportowały na zachód. Dzisiaj sytuacja się odwróciła i przez zdecydowaną większość czasu na polskim rynku jest drożej, niż u sąsiadów. To oznacza, że przynajmniej przez część czasu PSE będzie udostępniał import energii do Polski o maksymalnej mocy do 500 MW. W tym roku może to realnie oznaczać dodatkowy import na warunkach rynkowych ok. 0,5 TWh i ograniczenie interwencyjnego eksportu do ok. 1 TWh.

Import ze Szwecji idzie pełną parą

Do końca kwietnia polscy odbiorcy kupili w Szwecji 1,1 TWh energii – najwięcej w tym okresie od początku istnienia podmorskiego kabla łączącego oba kraje o mocy 600 MW. Wszystko wskazuje na to, że – podobnie jak przed rokiem – import energii bezpośrednio z tego kraju (posiadającego jedne z najniższych cen hurtowych w Europie dzięki energetyce atomowej i wodnej) przekroczy 3,5 TWh w skali roku.

Ruszył import przez Litwę

To będzie także pierwszy pełny rok funkcjonowania mostu energetycznego z Litwą o mocy 500 MW, uruchomionego w grudniu 2015 roku. Kluczowe dla kierunku przesyłu energii jest jednak drugie połączenie – oddany do użytku w lutym – kabel łączący Litwę ze Szwecją o mocy 700 MW. Dzięki niemu Polska zwiększyła import energii ze Skandynawii i częściowo Rosji (zobacz więcej: Energetyczna globalizacja z udziałem Polski). O ile przed uruchomieniem połączenia ze Szwecją, Litwa importowała z Polski w styczniu 81 GWh, to już w marcu i lutym eksportowała do nas po 140-150 GWh miesięcznie. Rok zamkniemy najprawdopodobniej importem z Litwy o łącznej wysokości blisko 1 TWh i eksporcie nie większym niż 0,2 TWh.

Przywrócony import z Ukrainy

W styczniu ponownie ruszyło połączenie umożliwiające import 220 MW mocy z Ukrainy. Dzięki niemu do kwietnia trafiło do Polski 0,4 TWh. Cały rok zamknie się najprawdopodobniej importem ok. 1 TWh, w stosunku do zaledwie 0,07 TWh kupionych rok wcześniej, gdy z powodu trudnej sytuacji energetycznej Ukrainy połączenie było udostępniane tylko przez kilka tygodni, na prośbę Polski (po sierpniowych problemach w naszym kraju).

Będzie import z Czech i Słowacji?

Ograniczenie przepływów kołowych energii z Niemiec przez Polskę będzie miało jeszcze jeden skutek – częściowo odblokuje zdolności handlowe na połączeniu Polski z południowymi sąsiadami. Energia elektryczna na rynku hurtowym w Czechach i na Słowacji jest znacznie tańsza, niż w Polsce. W pierwszych kwartale 2016 roku kosztowała tam średnio 116 zł/MWh, wobec 153 zł/MWh na warszawskiej Towarowej Giełdzie Energii. Ograniczeniem mogą być natomiast fizyczne możliwości importu, ponieważ największa generacja energii elektrycznej w Polsce skupiona jest tuż przy południowej granicy, co utrudnia przepływ energii z Czech i Słowacji do naszego kraju.

Jednak nawet bez zakupów energii z południa, Polska w tym roku najprawdopodobniej powróci na pozycję importera energii elektrycznej netto z dodatnim saldem ok. 3 TWh.

Rząd przeciwny otwieraniu granic

Rząd Prawa i Sprawiedliwości, podobnie jak koalicja PO-PSL, jest przeciwny importowi energii elektrycznej do Polski. Słowa Donalda Tuska o tym, że „zespół rządowy będzie pracował także nad tym, w jaki sposób ograniczyć niekorzystny import energii, bo ostatecznie to energia będzie miała także wpływ na kondycję polskiego górnictwa” zastąpił podobny przekaz, który możemy przeczytać na stronie Ministerstwa Energii: „import energii, zarówno z rynku UE jak i państw trzecich, traktowany może być jako uzupełnienie generacji krajowej oraz wykorzystywany na potrzeby dostaw awaryjnych i usług bilansowania systemu”.

Politycy i urzędnicy resortu energii tłumaczą, że chociaż na imporcie taniej energii skorzystaliby odbiorcy, to pogorszyłoby się bezpieczeństwo energetyczne kraju. Import energii będzie bowiem wypierać krajowe elektrownie, a w ich miejsce nie będą już powstawać nowe. Rząd obawia się trzech efektów takiego stanu rzeczy: 1) wzrostu cen energii z importu, gdy Polska się już od niego uzależni, 2) problemów z dostawami energii, gdy będzie jej brakować u sąsiadów oraz 3) odcięcia dostaw energii z zagranicy w sytuacjach konfliktowych.

Coraz trudniej o autarkię

Polski rząd jest jednak w trudnej sytuacji, bo podczas gdy rynek energii elektrycznej i węgla najchętniej by zamknął przed zagraniczną konkurencją, to zależy mu na jak największej integracji infrastruktury gazowej. Polska jest także promotorem unii energetycznej, która przewiduje budowę wspólnego rynku energii.

Jednocześnie sierpień ubiegłego roku pokazał, że możemy potrzebować zagranicznych elektrowni w sytuacjach kryzysowych. Co więcej, plany inwestycji energetycznych rysowane przez resort energii oznaczają, że przez najbliższą dekadę bez coraz większego importu energii elektrycznej możemy w ogóle sobie nie poradzić.

Z kolei na otwartym europejskim rynku energii polskie elektrownie będą miały coraz ciężej. Unijny eksperyment w postaci próby budowania wolnego rynku wytwarzania energii na razie prowadzi w ślepą uliczkę. Hurtowe ceny energii coraz bardziej odbiegają bowiem od kosztów wytwarzania energii z nowych elektrowni jakiegokolwiek rodzaju. Nowe instalacje powstają w tej chwili już jedynie w oparciu o systemy wsparcia. Ponieważ niemal wszystkie państwa UE planują rozwijać już wyłącznie energetykę odnawialną albo atomową, to na razie się tym jednak nie przejmują. Bruksela zgadza się bowiem na pomoc dla instalacji niskoemisyjnych. Z kolei nowe elektrownie węglowe, które planuje polski rząd, na taką pomoc nie mogą już liczyć.

Jednocześnie intensywny rozwój energetyki odnawialnej u naszych sąsiadów będzie się przyczyniać do dalszego spadku cen hurtowych. W efekcie wewnątrz Unii rozwijać będzie się swoista wojna cenowa, którą wygrywać będą państwa posiadające największą flotę elektrowni o niemal zerowych kosztach zmiennych wytwarzania energii – przede wszystkim fotowoltaicznych i wiatrowych, a w dalszej kolejności wodnych i atomowych.

Gdy będzie świecić i wiać, elektrownie węglowe, gazowe, czy na biomasę nie będą wstanie zaoferować tak niskich cen, by wejść na rynek. W efekcie będą pracować znacznie mniej godzin. Zgodnie z planami UE powinny jednak poradzić sobie dzięki wzrostowi cen energii w godzinach pozbawionych słońca i wiatru. Zgodnie z tym założeniem mają pracować mniej, ale za lepsze pieniądze. Pytanie, czy znajdą się inwestorzy, którzy będą chcieli zainwestować miliardy euro w inwestycje przypominające rosyjską ruletkę.


Problem przepływów kołowych energii tłumaczył w rozmowie z MarketNews24.pl red. Bartłomiej Derski

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.