Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



KE sceptycznie o wsparciu elektrowni gazowej w Bretanii

Kategoria: Prawo (OLE)

Komisja Europejska wciąż kwestionuje  wsparcie  budowy dużej elektrowni gazowej w Bretanii z udziałem płatności za dostępną moc. Francuzi usiłowali naprawić ewidentny „geograficzny” defekt rynku mocy – niezdolność do wskazania lokalizacji elektrowni, tak gdzie naprawdę jest potrzebna.

Sprawa ciągnie się już trzeci rok, a Komisja właśnie zażądała od Francuzów dodatkowych wyjaśnień. Patrząc jednak na listę obiekcji i ich wagę, mało prawdopodobne, że Paryż zdoła postawić na swoim.

Półwysep Bretoński to jeden ze słabszych punktów na energetycznej mapie Francji. Nie ma tam elektrowni atomowych, a jedynie kilka niewielkich szczytowych jednostek z turbinami na gaz ziemny i olej opałowy. W dodatku do 2023 r. mają one zostać zamknięte. Obecnie ponad 80 proc. energii trzeba przesyłać z głębi Francji. Głównym lokalnym źródłem jest wiatr. Sieć jest raczej mało rozbudowana, a ponadto obciąża ją podmorski kabel do Wielkiej Brytanii, eksportujący niemal non stop. Kika lat temu francuski operator przesyłowy RTE doszedł do wniosku, że w razie jakichś komplikacji, typu uszkodzenie linii, w Bretanii zabraknie kilkuset MW i w związku z tym na miejscu potrzebna jest duża elektrownia, pracująca głównie w szczytach. Oczywiście taki projekt byłby kompletnie nieekonomiczny, dlatego zaprojektowano specjalnie dla niego (krajowy rynek mocy dopiero się rodził) dość prosty system płatności za trzymanie mocy w gotowości.  A na wszystko ogłoszono przetarg.  

Dlaczego Francuzi, mając w perspektywie kilku lat wprowadzenie rynku mocy zdecydowali się na takie rozwiązanie? Bo rynek mocy na poziomie krajowym – zatwierdzony przez KE - ma pewien defekt. O ile dostarcza sygnałów inwestycyjnych, to nie są one w stanie wskazać lokalizacji. Tymczasem z powodu szeregu czynników elektrownia była potrzebna właśnie w Bretanii. Przecież z punktu widzenia bezpieczeństwa pracy sieci znaczenie właściwego ulokowania źródła trudno przecenić.
Przetarg  wygrała  lokalna firma energetyczna Energie Direct w konsorcjum z Siemensem, oferując budowę bloku parowo-gazowego (CCGT) o mocy 422 MWe i żądając najniższego poziomu wsparcia „mocowego” -  94 tys. euro rocznie za MW w gotowości. Ponieważ kwota ta jest odpowiednio waloryzowana, a projekt się opóźnia, w 2018 r. powinna wzrosnąć do 110-130 tys. euro. Dodatkowo ma to być typowa elektrownia szczytowa, w normalnych warunkach pracująca ok. 3 tys. godzin rocznie.

Ale to nie jedyne wsparcie, jakie zagwarantował francuski rząd. Otóż jednostka może sprzedać nawet całość swojej produkcji koncernowi EDF po cenie równej 95 proc. ceny na rynku EPEX SPOT. Przy czym nie musi tego robić. Państwo jedynie zobowiązało się, że w razie czego EDF będzie kupował energię. Okres całego wsparcia określono na 20 lat.

Francuska argumentacja we wniosku notyfikacyjnym, z powoływaniem się na bezpieczeństwo energetyczne włącznie była bardzo obszerna, ale KE odpowiedziała równie długą litanią zastrzeżeń.

Na początek uznała sam przetarg za niezbyt uczciwy, bo Francuzi wskazali konkretną technologię – CCGT, a na dokładkę utrudniali życie niektórym oferentom. Np. miejscowy prefekt (wojewoda) odmówił zgód środowiskowych dla jednej ze wskazanych lokalizacji, w której elektrownię akurat chcieli postawić startujący w przetargu Hiszpanie. I tak dalej....

Po drugie Komisja zakwestionowała sensowność budowy, wskazując m.in., że sami Francuzi w przekazanych dokumentach oceniają, że groźba potencjalnego niedoboru mocy w Bretanii zniknie po 2020 r., na skutek rosnącej mocy OZE i planowanej rozbudowy sieci. Ponadto KE zarzuciła, iż nie wzięto pod uwagę możliwości ograniczenia popytu na żądanie (DSR). Jeżeli sami Francuzi szacują, że w Bretanii potencjał DSR wynosi kilkaset MW, to do wysokości spodziewanych możliwych niedoborów powinni go uzupełnić niewielką jednostką wytwórczą, zamiast budować wielką elektrownię – dowodzi Komisja. Inna sprawa, że Francuzi dowodzili, iż docelowy potencjał kraju w DSR sięga nawet 5 GW, tylko że miejsca, w których można go stosować niekoniecznie pokrywają się z obszarami, gdzie mogą wystąpić problemy.  

Lista zarzutów Komisji jest długa i obok zastrzeżeń natury technicznej jest też cały szereg wątpliwości natury prawnej, do zgodności z traktatami włącznie. Cała jednak historia pokazuje pewien brak rynku mocy, zatwierdzonego zresztą przez samą KE. Otóż rynek mocy, podobnie jak i częściowo DSR niekoniecznie pokrywa się geograficznie z problemami, które mają rozwiązywać. Z punktu widzenia krajowego systemu wszystko może wyglądać dobrze, ale z punktu widzenia na przykład takiej Bretanii – nie zawsze.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zainteresowany dostępem do OLE? Zostaw nam swój e-mail.

 


Zamów cotygodniowy newsletter