Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



"Zielony" thriller non fiction

Kategoria: OZE

tagi: ustawa o OZE prosument mikroinstalacja 

Legislacyjne wrzutki, przerywane posiedzenia, nocne głosowania – w takim klimacie kończą się pięcioletnie prace nad ustawą o odnawialnych źródłach energii. O co toczy się walka?

Dla spółek energetycznych to spór między tańszym a droższym. Dla ekologów między energetyką korporacyjną a obywatelską.

Osią sporu jest tzw. poprawka prosumencka albo inaczej poprawka Bramory, od  nazwiska posła PSL, który ją zgłosił i skutecznie forsuje wbrew stanowisku rządu.

Przepis przewiduje specjalne taryfy po których właściciele najmniejszych instalacji OZE mogliby sprzedawać nadwyżki wyprodukowanej energii, których nie zużyją w swoim domu, małej firmie czy gospodarstwie rolnym.



Preferencyjne taryfy miałoby otrzymać ok. 200-300 tys. pierwszych prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii. To, zdaniem autorów poprawki, pozwoliłoby rozruszać segment najmniejszych instalacji OZE, a w efekcie obniżyć ich ceny i koszty instalacji w Polsce. Dzięki temu kolejnym prosumentom miałoby się już opłacać inwestowanie w takie urządzenia bez tej specjalnej taryfy.

Chociaż pomysł wprowadzenia takich zmian jest podnoszony od samego początku prac nad ustawą, przez pięć lat nie został w niej zawarty. Przeciwko jest Ministerstwo Gospodarki, które przygotowało ustawę. Zdaniem resortu taryfy gwarantowane zbytnio obciążyłyby odbiorców energii.

Podział w PSL

Gdy w połowie ubiegłego roku projekt ustawy trafia do Sejmu, posłowie PO popierają stanowisko ministerstwa. Poprawka Bramory jest kilkukrotnie omawiana na posiedzeniach sejmowej komisji, ale ostatecznie nigdy nie zostaje poddana pod głosowanie.

To, jak relacjonuje poseł Artur Bramora, tylko wzmacnia jego determinację w walce o przepisy. W PSL trwają nieformalne rozmowy na temat ich poparcia przez cały klub. Na to nie zgadza się Janusz Piechociński, który jako minister gospodarki firmuje rządowy projekt swoim nazwiskiem.

Mimo tego poprawka, pod którą obok Bramory podpisują się jeszcze dwaj posłowie: Jacek Najder z Twojego Ruchu i Cezary Olejniczak z SLD, trafia na trzecie czytanie, tuż przed głosowaniem projektu przez Sejm. Gdy jest już jasne, że rząd może to glosowanie przegrać, posłowie PO apelują jeszcze do swoich kolegów z PSL o rozwagę.

Rząd i koalicja przegrywają o włos – wynikiem 220 do 218. Wniosek mniejszości popierają wspólnie PiS, Twój Ruch i SLD. Oprócz opozycji za poprawką partyjnego kolegi głosuje większość Ludowców z Waldemarem Pawlakiem na czele. Przeciwko są m.in. wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński oraz minister rolnictwa Marek Sawicki.

Zaraz po glosowaniu słyszymy w klubie Platformy, że w Senacie ta pomyłka zostanie naprawiona.

Gdy ruszają senackie prace Pawlak i Bramora, który jest sekretarzem klubu Ludowców, doprowadzają do formalnego głosowania na Radzie Naczelnej PSL wniosku o poparcie przepisów prosumenckich. Tym razem jest wspólne stanowisko partii – zgodne z oczekiwaniem większości posłów PSL. Uchwała ma skłonić senatorów PO, którzy w izbie wyższej mają większość, do merytorycznego zajęcia się poprawką, która wymaga jeszcze wielu zmian legislacyjnych.

Podział w PO

W izbie wyższej senatorowie PO popierają jednak wniosek Ministerstwa Gospodarki, aby poprawkę prosumencką usunąć. Nie bez sprzeciwu, takie stanowisko senackich komisji zostaje przyjęte. Jednak w czwartek wieczorem, w przeddzień planowanego głosowania Senatu, okazuje się, że także w Platformie nie ma zgody na "dopychanie ustawy kolanem".

Na posiedzeniu klubu senackiego PO za szukaniem kompromisowego rozwiązania opowiadają się m.in. marszałkowie Bogdan Borusewicz i Jan Wyrowiński. Pomysł politycznie wspiera także Jerzy Buzek.

Piątkowe posiedzenie Senatu zostaje przerwane na kilka godzin. W tym czasie na wiejskiej rozpoczynają się rozmowy z udziałem marszałka Borusewicza, posła Andrzeja Czerwińskiego, odpowiedzialnego w sejmowym klubie PO za energetykę i wiceministra gospodarki Jerzego Pietrewicza, reprezentującego rząd w pracach nad ustawą.

Ich efektem jest nowa poprawka, złożona chwilę później przez czterech senatorów PO, reprezentowanych przez Jana Michalskiego. Uzgodnione w klubie przepisy przewidują zastąpienie taryf gwarantowanych prawem do odsprzedaży nadwyżek energii za 210 proc. ceny hurtowej energii. W praktyce oznacza to o połowę niższe wsparcie bez rozróżnienia na wielkość i technologię instalacji.

Tuż przed północą przepisy są przyjmowane prze połączone senackie komisje. W sobotę rano poprawkę Michalskiego, głosami PO i PSL, przy sprzeciwie PiS, przyjmuje cały Senat.

Przepisy trafiają do Sejmu, gdzie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana niż dwa tygodnie temu. PSL co prawda opowiedziało się za wsparciem prosumentów, ale poprawka Michalskiego też takie wsparcie – chociaż znacznie niższe – ma zapewniać. Gdyby PSL chciał ją poprzeć, ponownie grozi mu rozłam. Poseł Artur Bramora już zapowiedział, że nie zgadza się z senacką propozycją.

PO pozostaje więc liczyć na posłów PiS, Platforma ma nadzieję, że przekona ich do głosowania przeciwko poprawce Bramory, którą już raz poparli, argumentem o niższych kosztach dla odbiorców.

O co toczy się walka?

Poprawka Bramory miałaby wesprzeć pierwsze ok. 100 tys. instalacji domowych o mocy do 3 kW. To tyle, ile jednocześnie pobierają dwa żelazka. W ciągu roku panele słoneczne o tej mocy wytwarzają energię odpowiadającą zużyciu przeciętnego gospodarstwa domowego. Pierwsze 300 MW instalacji tej mocy miałoby uzyskać piętnastoletnią gwarancję sprzedaży swojej energii po 75 gr/kWh.

Druga grupa to ok. 150 tys. instalacji o mocy od 3 do 10 kW, czyli tyle ile potrzebuje nieduża firma lub gospodarstwo rolne. Pierwsze 500 MW mikroinstalacji tej mocy miałoby mieć przez 15 lat możliwość sprzedaży nadwyżek produkowanej energii po 40-70 gr/kWh.

– Te 800 MW w mikroinstalacjach będzie produkować tyle ile jeden blok 120 MW w elektrowni węglowej. W skali kraju to bardzo niewiele – przekonuje Waldemar Pawlak.

Ile to będzie kosztować?

Zrzeszający największe spółki energetyczne Polski Komitet Energii Elektrycznej zwraca jednak uwagę, że taryfy dla prosumentów będą nawet kilka razy wyższe, niż średnia cena energii na rynku hurtowym (obecnie to ok. 18 gr/kWh). Co więcej, przy najwyższych stawkach właścicielom mikroinstalacji będzie się opłacało produkować głównie na sprzedaż, a nie na własne potrzeby.

– Chodzi o to, aby wsparcie – za które ostatecznie zapłacą odbiorcy energii w swoich rachunkach – było wydawane racjonalnie. Tymczasem ta poprawka z prosumentów robi tak naprawdę producentów – tłumaczy Marek Woszczyk, szef PKEE i prezes PGE. – Znika kluczowy powód dla którego warto rozwijać energetykę prosumencką, to znaczy ograniczenie strat w przesyle i dystrybucji energii.

– Zamiast zużywać w pierwszej kolejności na własne potrzeby, bardziej opłacać się będzie jak najwięcej energii produkować na sprzedaż. Tymczasem taką samą "zieloną" energię potrafimy wytwarzać znacznie taniej, np. w elektrowniach wiatrowych albo spalając biomasę – argumentuje.

Stawek broni z kolei Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, który przygotował ocenę skutków regulacji poprawki Bramory. – Te stawki pozwolą pierwszym prosumentom na osiągnięcie stopy zwrotu na poziomie nieznacznie wyższym od oprocentowania depozytu.

– Dlatego poprawka przewidywała możliwość, a nawet obowiązek obniżania tych taryf wraz ze spadkiem ceny tych instalacji na polskim rynku. Pierwsze obniżenie taryf byłoby potrzebne zapewne już po kilku miesiącach, ale bez tych początkowych, wyższych stawek, energetyka prosumencka nie będzie się wstanie rozwinąć w najbliższym czasie – przekonuje Grzegorz Wiśniewski.

Instytut Energii Odnawialnej zaproponował spadek taryf o 20-30 proc. rocznie. Z 75 gr/kWh w 2016 roku do 30 gr/kWh w 2020. W tym samym roku koszty mikroinstalacji miałyby już spaść poniżej (stale rosnących) cen energii oferowanych przez spółki energetyczne. Wiśniewski tłumaczy, że dzięki początkowemu wsparciu mikroinstalacji za kilka lat będą one nie znacznie droższe, a tańsze od ceny energii oferowanej małym odbiorcom na rynku.

Zdaniem Janusz Pilitowskiego, dyrektora w Departamencie Energii Odnawialnej Ministerstwa Gospodarki, przy tak wysokich początkowych stawkach, maksymalna moc mikroinstalacji ze wsparciem może się wyczerpać nie do 2020 roku, a już w pierwszym roku funkcjonowania taryf gwarantowanych. Jak tłumaczy, firmy z Niemiec i Czech, gdzie teraz instaluje się już znacznie mniej paneli słonecznych, niż w latach poprzednich, w bardzo szybkim tempie będą wstanie to zrobić.

Z naszych obliczeń wynika, że gdyby mikroinstalacje rozwinęły się tak szybko, jak przewiduje ministerstwo,  a więc w ciągu pierwszego roku powstałoby 800 MW paneli solarnych po wyjściowych stawkach, wówczas oznaczałoby wzrost wsparcia dla OZE o ok. 234 mln zł rocznie. To oznacza o 0,2 gr/kWh więcej w cenie energii. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego oznaczałoby to wzrost wydatków na energię o 42 gr miesięcznie (0,4 proc.).

Polacy chcą OZE… za darmo

Z opublikowanego dzisiaj badania CBOS wynika, że aż 77 proc. Polaków chciałoby, abyśmy zwiększyli zaangażowanie w rozwój odnawialnych źródeł energii. Nawet tak popularny gaz łupkowy zyskał tylko 54 proc. poparcia dla wzrostu zaangażowania. OZE są także oceniane jako najbardziej bezpieczne i perspektywiczne. W badaniu przeprowadzonym przez SW Research rok temu na pytanie "czy sam(a) zdecydował(a)byś się zdecydowałabyś się na produkcję własnej energii, np. na dachu swojego domu?" pozytywnie odpowiedziało 78 proc. ankietowanych.

Jednak z badania TNS OBOP, na zlecenie RWE, wynika, że połowa badanych Polaków nie chciałaby płacić więcej, nawet gdyby służyło to zmianie struktury źródeł energii na rzecz "zielonej" energii. To i tak znacznie lepszy wynik, że w badaniu tego samego ośrodka dla PTWP z 2011 roku. Wówczas skłonnych do dopłacania do OZE było tylko 15 proc. z nas.

Zagrożona pozycja

Wzrost rachunków za energię o 0,4 proc., czy o 1 proc., jak w przypadku dużych odbiorców energii, trudno uznać za znaczne obciążenie odbiorców prądu. Takie zmiany mogą mieć natomiast znaczenie dla przemysłu energochłonnego. Tyle, że w ustawie o OZE na etapie prac Sejmowych zagwarantowano mu ulgi od dopłat do "zielonej" energetyki. Wyniosą od 20 do 85 proc., a więc znacznie więcej, niż potencjalny wzrost kosztów spowodowany poprawką Bramory.

Skoro nie o koszty chodzi, to o co? Problemem dla obecnych wytwórców energii może być sama realizacja wizji Wiśniewskiego, a więc bardzo szybki spadek cen mikroinstalacji (zdaniem IEO w pierwszych latach w Polsce spadać będą nie tyle ceny urządzeń, co koszty usług z nimi związanych, jak zaprojektowanie, instalacja, konserwacja czy ubezpieczenie. Teraz w Polsce to nawet 60 proc. nakładów, w Niemczech tylko 40 proc.).

Wzrost opłacalności energetyki rozproszonej oznacza, że istniejące duże elektrownie będą sprzedawały mniej energii. Jednocześnie jednak nie będą zamykane, bo system energetyczny będzie ich potrzebował jak powietrza. W dni, kiedy słońca nie będzie, prosumenci nie przestaną przecież korzystać z energii – nadal będą chcieli mieć prąd w gniazdku. Dla dużych wytwórców oznacza to spadek rentowności.

Rząd i państwowe spółki boją się powtórzenia niemieckiego scenariusza, gdzie panele słoneczne to już ponad 5 proc. miksu energetycznego, a wszystkie OZE pokryły w ub. roku 27,3 proc. zapotrzebowania na prąd. Jednocześnie największe niemieckie koncerny notowały rekordowo słabe wyniki. Ich kosztem rosły małe i średnie firmy.

Podział w energetyce

Zaskakujące jednak, że wśród czterech menadżerów z państwowych i prywatnych koncernów energetycznych działających w Polsce, z którymi rozmawialiśmy, panuje zgodne przekonanie, że mikroinstalacje będą się szybko rozwijać. W dodatku połowa z nich nie ma nic przeciwko wprowadzeniu poprawki prosumenckiej.

– Nie mam wątpliwości, że w jakiejś części przyszłość branży będzie związana z energetyką solarną, ale w tej ustawie decydujemy o dopłatach, które obciążą odbiorców już teraz, kiedy te technologie są jeszcze drogie – tłumaczy Marek Woszczyk.

– Dziwi mnie ten totalny sprzeciw części kolegów. Gdyby ten poziom taryf miał dotyczyć tylko 800 MW, to bym zostawił ten przepis, skracając tylko okres gwarantowanych stawek do 10 lat. My musimy iść w kierunku zmiany. Nie ma innej opcji. Ci, którzy wątpili w którym kierunku pójdzie energetyka nie powinni mieć już wątpliwości. W konkluzjach Rady z 2014 roku [nowym pakiecie energetyczno-klimatycznym UE – red.] wyraźnie widać, że do 2030 roku ten rozwój będzie mocno wspierany– mówi nasz rozmówca z dużej firmy energetycznej spoza państwowej czwórki.

– W Polsce brakuje wizji rozwoju energetyki po 2020 roku. Wychodzimy z założenia, że cały świat będzie się zmieniał, a Polska zostanie węglową wyspą i będziemy produkować prąd taniej, niż reszta. My się jeszcze zastanawiamy nad rozwojem mikroinstalacji, a Niemcy dotują już rozproszone magazynowanie energii. Przy tym sposobie myślenia polskie koncerny stanął niedługo przed dylematem jak niemieckie – pociąg im ucieknie – przewiduje menadżer z jednej z państwowych firm produkujących energię.

Zdaniem innego menadżera z państwowego koncernu kierunek jest jasny, ale Polska powinna na razie przyjąć inną drogę dochodzenia do niego. – Rozwój energetyki jest czymś co nas czeka i trzeba to wspomagać. Tyle, że dopóki nie mamy opanowanego magazynowania energii np. w postaci produkcji wodoru albo tanich baterii, najlepiej postawić na rozwój małej kogeneracji [łącznej produkcji ciepła i energii – red.]. W innym przypadku będziemy ograniczali produkcję dużym wytwórcom, ale nie pozwolimy im zamykać elektrowni. Ostatecznie koszty takiego backupu i tak pokryją odbiorcy – tłumaczy.

Może lepiej się przystosować?

Energetyka rozproszona to realny problem dla dużych państwowych koncernów energetycznych, które – zgodnie z wizją rządu – w najbliższych latach będą inwestowały w kolejne duże elektrownie.

Tymczasem bez względu na parlamentarny spór o dotacje dla mikroinstalacji, wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie to ten sektor będzie się rozwijał najszybciej. W strategiach koncernów znalazło to swojego odzwierciedlenie – mikroinstalacje znalazły się wśród zagrożeń. Brakuje za to pomysłów jak wykorzystać je jako szansę na dalszy rozwój.

Pierwszy z brzegu pomysł to oferowanie mikroinstalacji wraz z umową na podział zysku między sprzedawcą energii, a prosumentem. Gdyby gwarantowane taryfy weszły w życie, trudno byłoby sobie wyobrazić lepszy biznes w obszarze wytwarzania, jak stały gwarantowany dochód. Jeżeli nawet w skali dużego wytwórcy energii to miałby być malutki kawałeczek tortu, to byłby to kawałeczek perspektywiczny, w przeciwieństwie do dużych elektrowni węglowych. Dlaczego by też nie przejąć firm zajmujących się instalacjami?

Kolejny – bardziej perspektywiczny – to oferowanie sprzedaży energii wraz z pompą ciepła. Te urządzenia, służące do ogrzewania domów dzięki ciepłu skumulowanemu pod powierzchnią ziemi, potrzebują dużo prądu. Energetyka zyskuje lojalnego klienta z dużym zużyciem.

Z naszych informacji wynika, że część z tych pomysłów jest analizowana w koncernach. Być może więc, zamiast walki, warto przekuć to we własny sukces?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter



Kogo w praktyce dotknęła ustawa antywiatrakowa?

Z gry wypadają niemal wszystkie projekty, które nie uzyskały pozwolenia na budowę, ani nie zawnioskowały o nie. Badanie przeprowadzone przez firmę Ambiens pokazuje, że ogromna większość inwestorów chciała budować farmy w odległości do 650 metrów od zabudowań, czyli 2-3 razy bliżej, niż nakazują obecne przepisy.

czytaj dalej...

Klaster energii – nowość w ustawie o OZE

Czym są budzące tak wiele zainteresowania i emocji wprowadzone nowelizacją ustawy o OZE klastry energii i jak mogłaby wyglądać ich przykładowa struktura – dla portalu WysokieNapiecie.pl temat ten analizują eksperci Deloitte Legal.

czytaj dalej...

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.