W 2017 więcej prądu z węgla, mniej z OZE

Kategoria: OZE , Węgiel

tagi: inwestycje ustawa o OZE zielone certyfikaty aukcje OZE farmy wiatrowe ustawa antywiatrakowa współspalanie biomasy biomasa energetyka wodna fotowoltaika 

W tym roku produkcja energii elektrycznej z odnawialnych źródeł spadnie w Polsce pierwszy raz od ponad dekady. Inwestycje w „zielone” elektrownie będą mniejsze o ponad 9 mld zł. Wzrośnie za to generacja prądu z węgla ─ wynika z analiz portalu WysokieNapiecie.pl.

W pierwszym kwartale produkcja „zielonej” energii elektrycznej spadła w Polsce o 5%. Wzrosło natomiast zapotrzebowanie odbiorców na prąd. W efekcie udział ekologicznych elektrowni w krajowej produkcji skurczył się do niespełna 13,5%, wobec niemal 15% w takim samym okresie 2016 roku ─ wynika z danych Agencji Rynku Energii, do których dotarli dziennikarze portalu WysokieNapiecie.pl

Węgiel zamiast biomasy

Za sprawą zmniejszonej produkcji „zielonej” energii (o ok. 0,5 TWh), spadku importu prądu (o 1 TWh) oraz wzrostu zapotrzebowania odbiorców (o 1 TWh) zauważalnie zyskał węgiel. Elektrownie opalane węglem brunatnym wyprodukowały w pierwszym kwartale tego roku o 2 TWh (jedną czwartą) więcej energii. Do pracy powróciły wyremontowane bloki w należących do PGE elektrowniach Turów i Bełchatów. Zyskały także elektrownie i elektrociepłownie opalane węglem kamiennym ─ łącznie dostarczyły do systemu o ok. 0,5 TWh energii elektrycznej więcej.

W rezultacie odwrócił się, trwający od dekady, trend powolnego wypierania z polskiej energetyki węgla i zwiększania udziału energii ze źródeł odnawialnych. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja nie zmieni się przynajmniej do grudnia, a cały 2017 rok będzie pierwszym od 13 lat, w którym produkcja „zielonego” prądu zmniejszy się.

„Zielony” prąd się już nie opłaca

Kluczowy powód to spadek cen tzw. zielonych certyfikatów, a więc podstawowego narzędzia wspierającego produkcję w ekoelektrowniach. Wyceniane w czwartek na 27 zł/MWh certyfikaty, warte są dziś o ponad 90% mniej, niż jeszcze kilka lat temu. O ile właściciele istniejących elektrowni wiatrowych nie mają wyjścia i produkują energię ze stratą (z danych ARE wynika, że już w 2016 roku funkcjonowało tak 70% farm wiatrowych), o tyle właściciele elektrowni na biomasę i biogaz, jeżeli tylko mogą, ograniczają produkcję, aby te straty minimalizować (inaczej do produkcji musieliby dopłacać ok. 80-100 zł/MWh). W pierwszym kwartale produkcja energii w elektrowniach i elektrociepłowniach opalanych wyłącznie biomasą spadła o 0,5 TWh. Nieznacznie zmniejszyło się także współspalanie biomasy z węglem i produkcja energii w biogazowniach, spośród których rząd ratuje tylko te rolnicze (niedawno wydzielono dla nich osobny system wsparcia).

Spadku produkcji z biomasy i biogazu nie jest w stanie zrekompensować rozwój wytwarzania energii ze słońca. O połowę większa produkcja prądu z paneli fotowoltaicznych jest pomijalna w skali kraju. Niemal zupełnie nie przybywa w dodatku inwestycji (zobacz: Ostre hamowanie OZE. Najsłabszy rozwój od dekady). Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że od stycznia do marca oddano do użytku zaledwie 25 MW „zielonych” elektrowni, głównie opartych na spalaniu biomasy. Z szacunków portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że łączna wartość tegorocznych inwestycji w sektorze OZE nie przekroczyła 200 mln zł, podczas gdy w całym ubiegłym roku zbliżyła się do 10 mld zł.

Zobacz także: Rozwój biogazu poniżej rządowych planów

Jedni tracą, inni szukają szans

Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że w wyniku decyzji regulacyjnych podejmowanych przez rząd najwięcej tracą spółki Skarbu Państwa. PGE, Tauron, Energa i Enea łącznie odpisały niemal 2 mld zł utraconej wartości farm wiatrowych (mają ok. 20% udział w tym segmencie rynku). Większość z ich instalacji do współspalania biomasy stoi, rdzewieje i ─ jak mówił nam niedawnowno jeden z menadżerów dużej elektrowni ─ nie będzie się już wkrótce nadawała do ponownego uruchomienia. Balastem stał się także największy blok na biomasę na świecie, przejęty niedawno od francuskiego Engie przez Eneę. Tylko w 2016 roku państwowy Bank Ochrony Środowiska odpisał blisko 100 mln zł kredytów udzielonych na farmy wiatrowe, które są zagrożone, choć jak zapewniał nas w kuluarach Europejskiego Kongresu Gospodarczego Stanisław Kluza,  prezes BOŚ, nadal są spłacane.

Co ciekawe inna państwowa spółka ─ poznańskie zakłady Cegielskiego ─ starają się przekuć tę sytuację w sukces. Jak tłumaczył niedawno w rozmowie z WysokieNapiecie.pl Wojciech Więcławek, prezes HCP, spółka chce zaproponować właścicielom farm wiatrowych usługi serwisowe i niewielkie modyfikacje turbin, zwiększające efektywność ich pracy. Całość ma obniżyć koszty, zwiększyć produktywność i pomóc inwestorom wyjść na prostą.  Większość firm, w tym m.in. stocznie robiące maszty wiatraków, produkuje na eksport. W podobnym kierunku idą już nawet wytwórcy pelletu z biomasy.

Aukcje OZE nic już nie zmienią

Dalszy rozwój odnawialnych źródeł energii napędzać miały tzw. aukcje OZE, a więc nowy system wsparcia, oparty na gwarantowanych cenach odkupu „zielonej” energii. O jak najniższą cenę odkupu zadbać miał system aukcyjny. Niestety pierwsza aukcja OZE w grudniu 2016 roku padła ofiarą ataku hackerskiego i uniemożliwiła wielu inwestorom udział w niej. Następna odbędzie się z kolei dopiero pod koniec tego roku. Nawet jeżeli uda się ją przeprowadzić bez problemu, zwycięzcy aukcji będą mieć czas na wybudowanie elektrowni nawet do końca 2021 roku.

To oznacza, że realizacja rządowego celu ─ produkcji przynajmniej 19,13% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w 2020 roku jest już właściwie poza zasięgiem. Co więcej, spadek produkcji prądu z biomasy w wielu przypadkach oznacza także spadek produkcji „zielonego” ciepła i podkopuje kluczowy cel ─ osiągnięcia przynajmniej 15% udziału energii z OZE łącznie w elektroenergetyce, ciepłownictwie i transporcie.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że już w 2015 roku Polska znalazła się poniżej zaplanowanej ścieżki rozwoju OZE (11,77% wobec planowanych 11,90%). Rok temu sytuacja mogła być podobna, a w tym roku rozdźwięk między planami i rzeczywistością będzie jeszcze większy.  To o tyle istotne, że to z tego łącznego celu Polska będzie się musiała wywiązać na arenie Unii Europejskiej lub wykupić tzw. transfery statystyczne z krajów, które przekroczą swoje cele (już dzisiaj taką komfortową sytuację ma 11 państw UE).

Zobacz także: Polska na 21 miejscu w Unii pod względem rozwoju OZE

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.