Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Letnia potyczka pod Jamałem

Kategoria: Gaz

tagi: bezpieczeństwo energetyczne import gazu PGNiG Piotr Naimski Gaz-System Gazprom 

 

Trzydniowa „potyczka pod Jamałem” nie miała, jak się na razie wydaje, poważniejszych konsekwencji dla polskiego systemu gazowego. Gaz-System dla zbilansowania sieci po zakręceniu kurków na gazociągu jamalskim użył kawernowego magazynu gazu. Nie zabrakło gazu do napełniania magazynów złożowych.

Pobieżny szacunek wskazuje, że przez dwa i pół dnia, w którym to czasie Gaz-System odciął dostęp gazowi z Jamału do polskiej sieci, nie odebraliśmy z tej rury ok. 35 mln m sześc. gazu. Dla pokrycia bieżącego popytu oraz aby nie przerywać gromadzenia zapasów w magazynach złożowych operator systemu użył magazynu w kawernie solnej. Ten typ magazynu ma tą zaletę, że można go dość szybko opróżniać i napełniać, w zasadzie w dowolnej sekwencji. Gaz-System użył kawerny w Mogilnie, w której nie dość, ze zgromadzono całkiem spore ilości gazu, to jeszcze znajduje się bardzo blisko głównego punktu połączenia z jamalską rurą pod Włocławkiem. Nie trzeba było więc przesyłać sporych ilości gazu na duże odległości, zakłócając normalny ruch w gazociągach.

Już we wtorek 20 czerwca, kiedy to wykryto nadmiar wody w gazociągu jamalskim, z Mogilna do sieci popłynęły 4 mln m sześc. W kolejnych dwóch dniach magazyn bez problemu równoważył niedobór z Jamału, wpuszczając po ok. 16 mln m sześc. dziennie. W piątek 23 czerwca kawerna była dalej opróżniana, choć tempo spadło ośmiokrotnie.

Problem przekraczającej normy ilości wody dotknął tylko gazociąg jamalski, którym większość gazu płynie do Niemiec. Niemieckiemu operatorowi ONTRAS to nie przeszkadzało, bo ma u siebie instalację osuszania gazu. Przy okazji jednak prezes PGNiG Piotr Woźniak przypomniał, że w czasach budowy całego gazociągu, Gazprom nie zgodził się na postawienie podobnej instalacji do osuszania w Polsce. Czego konsekwencje właśnie zauważyliśmy. 

Dotknięta została jednak tylko jedna z trzech tras odbioru gazu z kontraktu jamalskiego. Gaz odpowiedniej jakości płynął normalnie przez Wysokoje oraz – co nawet ważniejsze – przez Drozdowicze z systemu ukraińskiego. Właśnie na tej trasie na południu Polski znajdują się cztery główne magazyny gazu. W dodatku surowiec jest tam magazynowany w sczerpanych złożach, co wymaga specjalnego postępowania. W zasadzie przez ciepłe pół roku są one powoli napełniane, a przez zimne pół – opróżniane. Większe zaburzenia tej sekwencji skutkują problemami technicznymi. Okazało się jednak, że ani przez chwilę nie przestaliśmy tłoczyć do nich gazu. Kłopoty pojawiłyby się, gdyby przerwa w dostawach gazociągiem jamalskim potrwałaby dłużej. Wtedy gazu do zatłaczania magazynów mogłoby zacząć brakować. A może i nie, bo przez cały czas „kryzysu” trwał normalny eksport gazu przez interkonektor w Hermanowicach, w tempie 3-4 mln m sześc. dziennie. Gdyby woda w Jamale nie znikłaby tak szybko, mogłyby się pojawić różne pokusy wokół toczonego na Ukrainę gazu.

Pozostaje dociekanie przyczyn całej sytuacji. Jeżeli była to po prostu awaria, to nikomu krzywda się nie stała. Jeżeli nie, to też raczej chodziło o to, żeby krzywdy nie zrobić, ale coś pokazać.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter