Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Ukraina i LNG z Ameryki – zarobek czy polityka?

Kategoria: Gaz

tagi: gaz gazoport LNG Ukraina PGNiG 

 

Ostatnie zagraniczne transakcje PGNiG – sprzedaż kolejnej partii gazu na Ukrainę i pierwszy zakup amerykańskiego LNG na rynku spot doczekały się szeregu ocen natury politycznej. Długoterminowo o wiele ważniejsze jest czy przyniosły korzyści czysto ekonomiczne; innymi słowy, czy narodowy czempion może na tym zarobić.

Na Ukrainę w tym roku trafi m.in. 218 mln m sześc. gazu, dostarczonego przez PGNiG swojemu ukraińskiemu kontrahentowi ERU Trading. Firma ta wygrała jeden z otwartych przetargów na dostawę gazu „technicznego”, rozpisanych przez ukraińskiego operatora systemu przesyłowego Ukrtransgaz. Przetarg odbył się na specjalnej platformie elektronicznej, uruchomionej przez rząd Ukrainy dla obsługi wszystkich zamówień publicznych. Dzięki temu wiemy, że przyjęta oferta ERU opiewała dokładnie na 1 352 655 940 hrywien. Po kursie z 20 kwietnia (0,148 zł) to niemal równo 200 mln zł. Czyli Ukrtransgaz kupił po 82 zł/MWh.

Gaz na TGE w kontraktach terminowych na ten rok kosztuje poniżej 75 zł/MWh, dopiero w IV kwartale drożeje do 79. Można więc zaryzykować tezę, że PGNiG na tej transakcji nie zrobiło przysłowiowych kokosów, ale też i nie straciło. Dla opłacalności całej imprezy dla PGNIG decydujące znaczenie będą miały koszty przesyłu oraz zarobek ERU Trading. Tę skądinąd interesującą firmę założyła trójka biznesmenów – Amerykanin Dale Perry oraz Ukraińcy Andrij Faworow i Jarosław Mudryj. Dwaj ostatni pracowali przez ostatnie lata dla DTEK – największej firmy elektroenergetycznej Ukrainy, należącej do donieckiego oligarchy, Rinata Achmetowa. Interesującą ciekawostką jest fakt, że firma dysponuje wartą 38 mln dol. polisą przyznaną przez amerykańską agencję rządową OPIC. Polisa zabezpiecza firmę przed rozmaitymi ryzykami politycznymi, m.in. wywłaszczeniem, złamaniem umowy czy odmową ochrony sądowej.

Zakup na rynku spot transportu amerykańskiego LNG z terminalu Sabine Pass bywało przedstawiane nieomal jako wywrócenie światowego porządku. Czy jednak był to akt czysto polityczny czy też z biznesowym podłożem? W przypadku amerykańskiego LNG zasadnicze znaczenie ma spread między spotowymi indeksami na amerykańskim Henry Hub oraz europejskimi: NBP (Wielka Brytania) i TTF (Holandia).

Koszty zmienne w przypadku transportu przez Atlantyk zawierają się w przedziale 0,6-1,1 $/mmBTU. Niższa granica zapewnia pokrycie kosztów transportu, wyższa – pełne pokrycie wszystkich kosztów zmiennych. Amerykański LNG będzie płynął do Europy bez przeszkód, jak długo spread będzie wyższy od górnej granicy kosztów transportu. Poniżej dolnej granicy spreadu handel w zasadzie zamiera, bo jest nieopłacalny.

Pytanie, po ile PGNiG kupiło transport i ile wyniosą koszty transportu. W tym roku terminal Sabine Pass sprzedawał już gaz po zaledwie 4 $/mmBTU, co przy kursie dolara w okolicach 3,95 zł daje z dostawą poniżej 70 zł za MWh. Do tego dochodzi jednak stosunkowo wysoka opłata regazyfikacyjna i opłata za wejście do systemu. W zasadzie więc mamy cenę giełdową. Jeżeli jednak PGNiG „ustrzeliło” jakąś okazję perspektywa na zarobek może wyglądać lepiej. A są przesłanki, wskazujące, że tak mogło być. Sabine Pass sprzedawało już gaz grubo poniżej 4 $/mmBTU (np. po 3,30 do Turcji). Co więcej, ceny na Henry Hub zaczęły ostatnio spadać, więc i transakcja na czerwiec mogła wypaść taniej.

W każdym razie ewidentnej straty tutaj nie widać.









Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.